O serialu
Star Trek: Strange New Worlds (SNW) rozgrywa się w okresie bezpośrednio poprzedzającym wydarzenia z The Original Series (TOS). Dowódcą USS Enterprise jest kapitan Christopher Pike, a serial formalnie wyrósł z Star Trek: Discovery – zarówno poprzez obsadę, jak i część wątków – jednocześnie świadomie nawiązując do tonu i konstrukcji znanych z TOS oraz The Animated Series (TAS). Na pokładzie pojawiają się więc postacie kojarzone z klasyką: Spock, Uhura, (w późniejszym okresie) James T. Kirk, a także m.in. Christine Chapel, Joseph M’Benga czy Robert April. Pierwszy sezon miał premierę w 2022 roku.
Punktem wyjścia fabuły jest moment, w którym admirał April wzywa Pike’a do powrotu do służby po okresie odosobnienia i po doświadczeniach, które odbiły się na nim psychicznie. W tle pojawia się też wątek Uny (Number One) i sprawy, które wymagają zaangażowania Pike’a jako dowódcy. SNW działa w specyficznych ramach: widzowie zaznajomieni z TOS wiedzą, że Enterprise ostatecznie przejmie Kirk, a losy Pike’a mają swoje domknięcie w klasycznych materiałach źródłowych. To tworzy rzadko spotykaną sytuację prequela, w którym część „kamieni milowych” jest już opowiedziana gdzie indziej – od „The Cage” po „The Menagerie” – a dodatkowe ogniwa pojawiają się także w krótkich formach (Short Treks, odcinek „Q&A”). Dla jednych jest to dodatkowa warstwa satysfakcji: serial gra z pamięcią widza i z istniejącym kontekstem. Dla innych – ryzyko, bo napięcie nie wynika z pytania „co się stanie?”, tylko z tego, jak i dlaczego bohaterowie dochodzą do znanych punktów.
Serial zwykle nie wymaga szczegółowej znajomości „zaplecza” (Discovery, Talos IV, wątki temporalne), bo istotne informacje są dawkowane i sygnalizowane w ramach SNW. Jednocześnie widownia obeznana z kanonem ogląda go z dodatkową świadomością przyszłości: dylematów Pike’a, relacji Spocka oraz tego, jak pewne wybory ułożą się w dłuższej perspektywie. SNW często wykorzystuje tę przewagę nie po to, by zaskakiwać zwrotem, lecz by budować rozwój postaci – pokazać, jak kolejne doświadczenia przestawiają ich sposób myślenia, reakcje i priorytety. To podejście bywa odbierane jako odświeżające na tle prequeli, które częściej skupiają się na „dopisywaniu brakujących faktów” niż na konsekwentnej ewolucji charakterów.
Dobrym przykładem jest Spock. W materiałach z różnych okresów bywał pokazywany bardzo różnie – od bardziej otwartej ekspresji emocjonalnej po wizerunek niemal „wyłącznie logiczny”. SNW porządkuje ten obraz zarówno na poziomie charakteryzacji (bliżej tradycji TOS), jak i na poziomie psychologicznym: Spock jest tu na styku dwóch porządków tożsamości i jeszcze nie jest postacią „zdecydowaną raz na zawsze”. Dla części widzów to jedna z największych zalet SNW: serial nie tyle tłumaczy na sucho, co prowadzi widza przez proces, który w klasyce jest już „po fakcie”.
Obsada jest jednym z mocniejszych elementów serii. W głównych rolach występują m.in. Anson Mount (Pike), Ethan Peck (Spock), Rebecca Romijn (Una), Celia Rose Gooding (Uhura), Jess Bush (Chapel), Babs Olusanmokun (M’Benga) oraz Gia Sandhu (T’Pring). Obok nich pojawiają się postacie stworzone na potrzeby SNW, m.in. Melissa Navia (Ortegas), Bruce Horak (Hemmer), Christina Chong (La’an). Część ról rozwija postacie, które w klasycznych serialach bywały epizodyczne lub szkicowe – SNW dopowiada im biografie i relacje, bazując na rozproszonych elementach wcześniejszego materiału.
Wątek obsadowy, który wywołał dyskusje, dotyczy Jamesa T. Kirka granego przez Paula Wesleya. Spór nie dotyczy zwykle samej poprawności warsztatowej, tylko „energii” postaci i tego, jak dalece interpretacja powinna przypominać ikonę znaną z TOS. Z czasem część sceptycznych opinii łagodnieje – zwłaszcza tam, gdzie serial pozwala aktorowi zagrać wariant Kirka w innych okolicznościach fabularnych – ale temat pozostaje dobrym przykładem, jak SNW balansuje między odtwarzaniem wzorca a proponowaniem własnej interpretacji.
Jeśli chodzi o formułę, SNW wyraźnie wraca do epizodyczności: „nowy świat / nowa sytuacja / nowe wyzwanie” w odcinku, przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości emocjonalnej postaci. Taki model jest dla wielu widzów „bardziej trekowy” w klasycznym sensie, a serial dodatkowo pozwala sobie na odcinki testujące konwencję – od cięższych tonów po lżejsze, a nawet formy bliższe baśni czy musicalu. Warstwa wizualna również jest często chwalona: SNW stawia na estetykę, która ma przypominać TOS w duchu (kolor, retrofuturyzm), ale wyglądać wiarygodnie dla współczesnej produkcji.
Pomaga w tym realizacja scen na planach wykorzystujących ekrany generujące tła (rozwiązanie znane m.in. z The Mandalorian). Taki sposób pracy zwykle poprawia „kontakt z przestrzenią” i może przekładać się na naturalność gry aktorskiej, bo otoczenie jest w większym stopniu obecne na planie, a nie dopiero na etapie postprodukcji.
Jednocześnie SNW nie jest pozbawiony słabszych momentów. Krytyka dotyczy przede wszystkim logiki niektórych założeń fabularnych: zdarzają się odcinki, w których świat przedstawiony wymaga od widza dużej „dobrowolnej zgody” na uproszczenia (np. wątek społeczności podejmującej decyzje uderzające w jej własnych obywateli w imię oczekiwań zewnętrznych, albo pomysł planety funkcjonującej mimo skrajnie niekorzystnych warunków dla pamięci i ciągłości życia). Dla części odbiorców są to drobne potknięcia w odcinku-przygodzie; dla innych – pęknięcia, które utrudniają traktowanie historii poważnie, jeśli zacznie się ją analizować konsekwentnie.
Drugim punktem spornym bywa dopisywanie i korygowanie chronologii. SNW, rozwijając tła znanych postaci i realiów Ziemi w świecie Treka, czasem przesuwa akcenty w obszarach, które fandom przez lata układał w dość stabilną oś czasu (np. okresy związane z Wojnami Eugenicznymi czy III Wojną Światową). To nie musi być „błędem” – bywa też świadomą reinterpretacją – ale prowadzi do dyskusji o tym, co traktować jako twarde ustalenie, a co jako elastyczną warstwę narracji.
Są też momenty, w których serial potrafi zaskoczyć pozytywnie, dobrze wpisując nowe elementy w starsze idee Treka. Przykładem mogą być wątki związane z szeroko rozumianą genezą życia humanoidalnego w galaktyce – temat znany z wcześniejszych serii – które w SNW dostają kolejne warianty i dopowiedzenia.
W rezultacie Strange New Worlds bywa postrzegany jako jedna z najmocniejszych współczesnych propozycji Star Trek właśnie dlatego, że łączy nową produkcyjną energię z konstrukcją bliższą klasyce. Jednocześnie jego odbiór w dużej mierze zależy od tolerancji widza na „konwencyjne skróty” w pojedynczych odcinkach oraz od tego, jak ktoś podchodzi do prequeli z finałem znanym z góry. Serial jest na bieżąco dostępny w Polsce w streamingu równolegle z emisją światową; ciekawostką pozostaje brak polskich tytułów odcinków.
Zwiastuny
Muzyka
