Startrek.pl

USS Phoenix

Star Trek VI: The Undiscovered Country

Star Trek VI: Wojna o pokój lub Nieodkryta kraina

Opis

Zaletą szóstego kinowego filmu jest doskonała fabuła, w którą ponownie wmieszani są Klingoni. Tym razem chcą oni pokoju. Są jednak siły, które zrobią wszystko, by zapobiec negocjacjom. Proces pokojowy może uratować tylko Kirk - pod warunkiem, że oczyści się z zarzutu zamordowania klingońskiego przywódcy...

Konferencja w Khitomer (2293).

"Szóstka" to ostatni film kinowy traktujący tylko o załodze oryginalnego serialu. Stanowi zakończenie klasycznej ery Star Treka.

Film nie był premierowo wyświetlany w polskich kinach, lecz pokazywano go w telewizji Canal+. Obecnie dostępny w streamingu.

Star Trek VI: The Undiscovered Country zebrał prestiżowe nominacje do: Oscara za efekty dźwiękowe i ich montaż, Oscara za charakteryzację oraz Hugo za najlepszy film i Saturna za najlepszy film s-f.

Przyniósł 94 miliony wpływów ze sprzedaży biletów (z czego prawie 75 w USA) i 36 milionów dolarów z wypożyczalni.

Film, wedle pomysłu amerykańskich twórców, jest alegorią upadku radzieckiego komunizmu. Kiedy generał Chang żąda, aby kapitan Kirk odpowiedział na pytanie bez czekania na tłumaczenie, jest to aluzja do prawdziwej wymiany zdań w ONZ pomiędzy ambasadorem USA Adlaiem Stevensonem a ambasadorem ZSRR Valerianem Zorinem podczas kryzysu kubańskiego w 1962 roku. Ponadto eksplozja na Praxis spowodowana „niewystarczającymi środkami bezpieczeństwa” przypomina awarię elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Spock twierdzi, że między Imperium Klingońskim a Federacją było siedemdziesiąt lat „nieustannej wrogości” i jest to aluzja do istnienia ZSRR. Według Nicholasa Meyera, imię Gorkon jest połączeniem nazwisk Michaił Gorbaczow i Abraham Lincoln, dwóch wzorców charakteru dla klingońskiego kanclerza.

Zdrajcą na Enterprise miała być oryginalnie Saavik, lecz Roddenberry przekonał producentów, że jest ona zbyt popularną postacią dla takiego obrotu sprawy.

Shatner do końca nie chciał, aby Sulu dowodził okrętem, ale producenci zignorowali jego żądania.

Podczas kolacji z Klingonami bohaterowie cytują Hamleta Williama Szekspira. Przy stole zasiadają wybitni aktorzy szekspirowscy. Christopher Plummer w 1957 i 1964 a David Warner w 1965, grali w Royal Shakespeare Company. William Shatner natomiast rozpoczął karierę w Kanadzie jako dubler Plummera w sztukach Szekspira. Na początku swojej kariery Shatner był zmiennikiem Plummera w „Królu Learze”. Zaproszony na festiwal w Edynburgu Plummer nie mógł pojawić się z powodu kamienia nerkowego i Shatner zastąpił go bez prób z zaledwie czterogodzinnym wyprzedzeniem. Obaj rywalizowali ze sobą w przyjacielskiej atmosferze.

Michael Dorn gra pułkownika Worfa, dziadka jego zwykłej postaci, porucznika Worfa (TNG. DS9).

Dwie z bardziej niejasnych kwestii, które Chang wypowiada podczas ostatniej bitwy pomiędzy Klingonami a Enterprise, to „Nasza zabawa dobiegła końca…” z „Burzy” i „Gra się rozpoczyna” z „Henryka V”. Linia Changa „Czy nie słyszeliśmy dzwonków o północy?” pochodzi z „Henryka IV: część 2”.

Do scen z filmu nawiązuje odcinek VOY: Flashback.

Zwiastuny

Muzyka

FAQ

Recenzje

Autor: Ledsbourne, reblog

The Undiscovered Country

Wspaniałe zwieńczenie przygód oryginalnej załogi: zawiła międzygalaktyczna intryga polityczna, znakomity scenariusz, imponujące efekty – wszystko, co najlepsze!

Multum ciekawych postaci wprowadzonych do uniwersum, kierujących się niekoniecznie jasnymi przesłankami – z Christopherem Plummerem w roli cytującego Szekspira Klingona na czele. Fajny motyw ze zmiennokształtnym stworem w gułagu.

Sulu mający wreszcie swój własny okręt, nowe postacie na pokładzie Enterprise z coraz bardziej zróżnicowanym pochodzeniem planetarnym. Epickie zakończenie. Bardzo podoba mi się też, w jaki sposób muzyka została odświeżona, a efekty nadal robią wrażenie!

Największym plusem jest tutaj jednak doskonała historia – potrafiąca w bardzo przejrzysty sposób przedstawić intrygę polityczną mającą drugie dno, dobrze balansująca pomiędzy przygodą a ambitnym sci-fi, płynnie przeskakująca między lokacjami.

Mocniej jest tutaj też nakreślona ludzka, bardziej zwyczajna twarz kapitana Kirka oraz człowieczeństwo Spocka. Ostatnie sceny to definicja epickości i popis perfekcyjnego montażu scen akcji, pomimo całego patosu – jednak pasującego do przesłania filmu.

***
Autor: Q__, 28.01.2012, Muzeum Forum USS Phoenix, reblog

Nadgryzłem serię TOSowych filmów od drugiego końca 🙂 - powtórzyłem sobie ST VI zwany też TUC. Cóż jednoznaczność aluzji i skrótowość fabuły odbierają sporo radości z oglądania.

Fabuła... Wiadomo, że undiscovered musi zostać discovered, bo ST happy endami stoi. Tylko dwa najwybitniejsze, będące przy tym dwoma pierwszymi, z trekowych filmów pozwoliły sobie na nutę niejednoznaczności w zakończeniu, poświęcając to Deckera, to Spocka. Wiadomo do kogo/czego aluzjami są wybuch Praxis, kanclerz Gorkon, gułag Rura Penthe, zimna wojna zmierzająca ku finałowi, wreszcie pułkownik West, pokazowy proces i plany odbijania więźniów.

Wszystko dzieje się za szybko, budząc (a wrażenie to powiększa jeszcze typowy dla Meyera/Benneta klimat retro i okrucieństwo sceny zamachu) skojarzenia z niemiłosiernie pociętą "Diuną" Lyncha. Brak przez to szerokiego epickiego oddechu, znanego jeśli już nawet nie z TMP, to choćby nawet z TWoK. Kanclerz Gorkon, generał Chang, pułkownik Worf, ba może nawet Valeris i spiskujący oficjele z Floty byliby ciekawymi bohaterami, gdyby nie fakt, że nie mają cienia szansy się rozwinąć jako postacie. Muszą odegrać swoje role a część z nich zginąć i to wszystko. Nawet inteligentnie pomyślana finalna bitwa nie ma szansy przykuć uwagi, akcja gna do przodu prawie nie dając czasu na refleksje.

W sumie do filozofowania w stylu TMP i psychologizowania w manierze TWoK, nawiązuje tylko jedna scena pokazująca żegnanie się Spocka z przeszłością - przygotowywanie na to, że czas przyniesie kiedyś koniec, wreszcie coraz dalsze odchodzenie tego bohatera od zimnej logiki, konsekwentnie rozwijające to, co wiemy z TMP a przygotowujące grunt pod do diabła z logiką z "jedenastki".

Ciekawe zresztą, że o ile Kirk bywa młodym dynamicznym dowódcą z TOS wczesnego, nieustraszonym kowbojem i uwodzicielem z TOS późnego, wspaniałym kosmicznym odkrywcą ujawniającym jednak brzydsze cechy z TMP, zmęczonym starzejącym się wojownikiem z filmów Meyera, wreszcie - nieintencjonalnie - groteskowym wciąż niesytym rozróby staruszkiem z ST V i GEN, o tyle ewolucja Spocka jest... logiczna 🙂 i spójna. Gdzieś w tle powraca echo Kobayashi Maru...

Przymknąć trzeba tylko oko, na fakt, że - bagatela - Spock jako najwolniej się starzejący z załogantów, który w dodatku nie tak dawno zdołał oszukać śmierć, jest w sumie najmniej predysponowany do snucia takich rozważań.

Które jeszcze sceny zapadają w pamięć?

Okrutna - jak wspomniałem - łącząca rozwiązania rodem z hard SF z feudalnym, pseudośredniowiecznym, klimatem, scena śmierci kanclerza i jego dworzan, a raczej wykonanej na nich z zimną krwią egzekucji (kolor klingońskiej krwi może tu być sporą niespodzianką).

Okrutna nie mniej, acz stanowiąca nieuniknioną konieczność, scena wymuszonego mind meldu, wręcz gwałtu psychicznego, na Valeris.

Oraz głupia, pseudodowcipna - w podobnej manierze co pojawienie się Keensera u Abramsa - scenka z załogantem o dziwnych stopach i pomyłką Chekova.

Zwraca uwagę Meyerowsko-Bennetowska wizja UFP a diametralnie odmienna od Roddenberry'owskiej: wspominany już klimat retro (mam zresztą wrażenie, że Moore, w nBSG, nawiązywał właśnie do niego), spiski we Flocie, daleka od np. TNGowskiego idealizmu reakcja załogantów na przybycie Gorkona i jego świty, wzmianka o kupnie jachtu... Nie mam jednak nawet ochoty się tego czepiać, bo wizja ta - acz stanowi gwałtowne odejście od oryginału (nie dziwi, że G.R. nie darzył Meyera zbytnią sympatią), broni się spójnością, kontynuując to co wiemy z drugiego i trzeciego filmu.

Ciekawa jest też wzmianka o zdominowaniu Federacji przez homo sapiens. Straczynski w B5 poszedł poniekąd w podobnym kierunku.

Czepić się za to muszę wątku Wszechogarniającego Spisku Sił Zła. Rozumiem, co to miało oznaczać na poziomie alegorii, ale traktowane dosłownie nie trzyma się przysłowiowej kupy. Najagresywniej nastawieni federacyjni i klingońscy dygnitarze, dogadujący się w imię trwania wojny i wzajemnej nienawiści, i jeszcze jawnie (!) w tym uczestniczący romulański ambasador? Nie jest to pomysł dający się obronić.

Z głupstw drobniejszych zwracają uwagę sterczące szpice na klingońskich butach (Klingoni są zresztą pokazani w taki sposób, że biesiada z nimi automatycznie sceną uczty z "Krzyżaków" Forda Polakowi pachnie) oraz mało realistyczny wątek ucieczki z Rura Penthe (widać jawną sympatię scenarzystów do bohaterów).

Mimo to klimat nostalgii, pożegnanie ze starą załogą i przygotowanie miejsca dla nowej (królującej już od paru lat na małych ekranach), sprawna reżyseria Meyera (któremu trzeba też docenić wierność własnej, wyraźnie odmiennej od trendów lat '90, za to wzbogaconej o wpływy Lyncha, stylistyce), fakt, że to co w ujęciu dosłownym razi, broni się jako symbol, zacne przesłanie wreszcie, powodują iż "szóstka" (po prawdzie trochę także ze względu na słabość wewnątrzfranchise'owej konkurencji) plasuje się wśród najlepszych odsłon cyklu, choć wszystko tam tak skrótowe, proszące się o dopowiedzenia.

PS

Dodatkowy plusik oczywiście za wątek eksploracyjny, powrót Excelsiora z misji kartograficznej. O dopowiedzenie tego wątku proszono zresztą najczęściej 🙂

Minusik natomiast ze względu na wiek aktorów. Owszem, miło ich zobaczyć, owszem przybywanie lat, to nie ich wina, ale wyglądają już na ekranie smutno, staro i niewiarygodnie, co i ich bohaterom się udziela. Jedyny wyjątek stanowi tu dumnie rozparty na kapitańskim fotelu G. Takei.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v