Startrek.pl

USS Phoenix

Star Trek: Nemesis

Star Trek X: Nemesis

Opis

Zamach stanu na Romulusa wynosi do władzy nowego pretora, Shinzona. Jednak Shinzon nie jest Romulaninem, ale raczej genetycznym duplikatem kapitana Jean-Luca Picarda. Po latach banicji teraz planuje wciągnąć USS Enterprise i jego załogę w śmiertelną konfrontację i raz na zawsze zniszczyć Federację. Dziesiąty film w uniwersum.

Film otrzymał cztery nominacje do nagrody Saturna za najlepszy film s-f, najlepszą rolę drugoplanową (Tom Hardy), najlepszą charakteryzację i najlepsze kostiumy.

Wiele lat po premierze Tom Hardy powiedział, że traktował tę rolę bardzo poważnie, ponieważ miał to być jego wielki przełom. Hardy przyznał także, że podczas kręcenia zmagał się z problemami psychicznymi i narkotykami oraz że komercyjna porażka filmu, a także negatywna reakcja ze strony wieloletnich fanów, mocno go uderzyły. Doprowadziło to do rozpadu jego związku a on poważnie rozważał zaprzestanie aktorstwa, sięgał po alkohol, a nawet rozważał samobójstwo. Dopiero gdy się pozbierał, szukając profesjonalnej pomocy i grając w Bronsonie (2008), pogodził się z tym filmem i od tego czasu jego kariera nabrała rozpędu.

Ważnym elementem fabuły są rozwinięte możliwości telepatyczne Diany Troi, które dały się rozpoznać na przestrzeni serii TNG i DS9. W przyszłości będą one również ważne w trzecim sezonie serialu Picard.

Przedstawiony w filmie Nemesis B-4 był prototypem androida typu Soong, jednym z trzech nieudanych i jedynym, który przetrwał znaczną ilość czasu po aktywacji. Istnienie prototypów jest wspomniane w odcinku Inheritance (TNG). Chociaż B-4 był zewnętrznie identyczny zarówno z androidem Data, jak i Lore, to jednak nie był wyposażony w mózg pozytronowy tak wyrafinowany jak mózg jego braci. W rezultacie miał trudności ze zrozumieniem prostych pojęć i przetwarzaniem informacji. Głowa androida B-4, w przyszłości trafi do Instytutu Daystroma, a po dokonaniach Altana Soonga do tajnej placówki i będzie miała ważna rolę w finałowym sezonie serialu Star Trek: Picard.

Zwiastuny

The Making of Star Trek: Nemesis

Muzyka

FAQ

Streszczenie

Załoga USS Enterprise NCC-1701-E świętuje w przeddzień wielkich zmian. Komandor Wiliam Riker i Doradca Deanna Troi po latach postanawiają wziąć ślub. Jednocześnie Riker wkrótce ma objąć dowództwo nad własnym okrętem - USS Titan.

Tymczasem na planetach Romulus i Remus, w samym sercu Gwiezdnego Imperium Romulańskiego wykuwa się przeznaczenie. W brutalnym zamachu giną Pretor i niemal wszyscy senatorowie. Z chaosu wynurza się zdolny, młody strateg, który dzięki poparciu armii przejmuje władze w Imperium i ogłasza się Pretorem.

Tymczasem Geordie LaForge wykrywa na jednej z planet w pobliżu Romulańskiej Strefy Neutralnej osobliwą sygnaturę energetyczną, którą identyfikuje jako pozytronową. Kapitan Picard podejmuje decyzję, by zbadać tę osobliwość. Oznacza ona bowiem z dużym prawdopodobieństwem, że na planecie w układzie Kolaris przebywa android podobny do komandora Daty. Odnaleziony mechanizm w istocie jest jedną z wcześniejszych kreacji doktora Soonga - prototypem Lore'a i Daty, o imieniu B4 (czyt. jak Before).

Dowództwo Floty w osobie admirał Janeway informuje Picarda, że nowy Pretor, rzekomo pochodzący z Remusa - Shinzon - pragnie rozpocząć pokojowe negocjacje z Federacją. W tym celu Enterprise zostaje wysłany w przestrzeń romulańską. W trakcie pierwszego spotkania z Shinzonem okazuje się, że jest on klonem Picarda i że doszedł on do władzy dzięki poparciu ufających mu Reman.

Shinzon próbuje zdobyć zaufanie Picarda, ukazując mu wszelkie istniejące podobieństwa między nimi. Nadzieja na pokój pryska jednak, kiedy LaForge odkrywa, że na pokładzie silnie uzbrojonego okrętu Shinzona znajduje się broń masowego rażenia oparta o promieniowanie talaronowe.

Mroczne serce Shinzona, przesiąknięte goryczą w kopalniach Remusa, nienawidzi wszystkich - zarówno Romulan jak i Ziemian. Planuje wykorzystać potężną broń do rzucenia na kolana całego Kwadrantu, rozpoczynając od zniszczenia Ziemi.

Co gorsza okazuje się, że technika klonowania Shinzona była daleka od perfekcji. Aby przeżyć Shinzon potrzebuje kompletnej transfuzji krwi od kompatybilnego dawcy. Jedynym jest Picard. Życie Shinzona oznacza śmierć Picarda. Śmierć Picarda oznaczać będzie koniec wszelkiego życia na Ziemi.

Recenzje

Autor: Sebastian Szwarc 08.04.2003, TrekZeta - magazyn POGF

Pod koniec 2002r. na ekrany amerykańskich kin wszedł dziesiąty już obraz spod znaku "Star Trek" zatytułowany "Nemesis". Bardzo gorąco oczekiwany był przede wszystkim na rynku amerykańskim, gdzie środowisko fanów Treka jest bardzo liczne. U nas zainteresowanie było dużo mniejsze, jednak po premierze 7 marca, gdy film wszedł na ekrany kin w całej Polsce, okazało się, że nie tylko zagorzali fani Treka odwiedzali kina.

Fanom zrzeszonym w Polskim Oddziale Gwiezdnej Floty w porozumieniu z UIP - dystrybutorem na Polskę udało się zorganizować 1 marca, w łódzkim kinie "Polonia" absolutnie przedpremierowy pokaz, na którym i ja byłem, miód i wino piłem, a co tam ujrzałem tym się z wami podzielę.

Akcja filmu toczy się w XXIV wieku. Minęło 15 lat od momentu, gdy kapitan Jean-Luc Picard (w tej roli znakomity Patrick Stewart) objął dowództwo okrętu USS Enterprise NCC - 1701-D. W Galaktyce znowu dzieje się źle. W Romulańskim Imperium Gwiezdnym dumny Shinzon - utalentowany dowódca i strateg, bohater wojny z Dominium, dokonuje zamachu stanu, przy pomocy broni telaronowej, zabijając senatorów i Pretora - faktycznego władcę Imperium, po czym nieoczekiwanie wysyła na Ziemię propozycję negocjacji pokojowych.

Do wykonania tego zadania Dowództwo Floty wyznacza właśnie "Enterprise", którego dowódca jest doświadczonym dyplomatą i negocjatorem. Na miejscu okazuje się, że nie będzie szans na pokój - Shinzon pod dobrodusznym uśmiechem skrywa nienawiść zarówno do Romulan jak i Ludzi, więc nie spocznie dopóki nie zniszczy siedziby swego wroga - planety Ziemia.

Rozpoczyna się desperacka walka z przeciwnikiem, jakiego Picard się nie spodziewał. Czy uda się powstrzymać szaleńca i zapewnić trwały pokój w Galaktyce?

Jak widać koncepcja fabuły jest banalna i można by powiedzieć, że wtórna, gdyż taki motyw wykorzystywany był nie raz w Star Treku, jednak "Nemesis" ogląda się wcale nie najgorzej. Film trwa prawie dwie godziny, lecz nie czułem tego wcale, choć niektóre sceny nie posuwają akcji do przodu, co może znużyć.

Efekty specjalne dopracowane i wykorzystane na większą skalę niż w "Insurrection" nie przytłaczają filmu, dzięki czemu wykreowany świat nie nosi tylu znamion sztuczności a film nie zmienił się w pokaz możliwości współczesnych komputerów.

O tym, co decyduje o jakości filmu, jest przede wszystkim gra aktorów. I tutaj pierwsza niespodzianka. O ile poprzednie trzy filmy pokazywały w wyrównanym stopniu zmagania całej załogi okrętu z niebezpieczeństwem, o tyle w dziesiątej części postacią bez wątpienia pierwszoplanową jest kapitan Jean-Luc Picard. Patrick Stewart tą rolą potwierdza, że nie jest gwiazdką mydlanej opery spod znaku s-f lecz doświadczonym aktorem z uznanym dorobkiem dramatycznym na najlepszych angielskich scenach. Gra w sposób wyważony (ale także bardzo emocjonalny, gdy wymaga tego sytuacja) doświadczonego oficera, który traktuje załogę jak swoją rodzinę, a siebie jak jej ojca. Nieustraszony w boju, jest przede wszystkim jednak rozważnym i inteligentnym człowiekiem, który, zmuszony narazić własne życie dla obrony swego świata, uczyni to z pełnym oddaniem sprawie.

Pozostali oficerowie mostka są niestety tylko tłem dla Stewarta, choć grają więcej niż poprawnie. Komandor Riker (Jonathan Frakes) nie jest już tym młodym, garnącym się do niebezpiecznych zadań Pierwszym Oficerem. To dojrzały mężczyzna, czujący odpowiedzialność za swą miłość Deanę Troi (Marina Sirtis), z którą wreszcie sfinalizował związek. Na mostku nie traci jednak pewności siebie i sprawnie zarządza obroną okrętu.

O Worfie (Michael Dorn), Geordi'm (LeVar Burton) oraz dr Beverly Crusher (Gates McFadden) można w zasadzie powiedzieć tyle, że są na swoich miejscach, przy swoich zadaniach, ale ich kreacje nie olśniewają.

Nadspodziewanie dobrze spisał się Brent Spiner w podwójnej roli androida Daty i jego "brata" B-4. Mechaniczna istota, pozbawiona zdolności okazywania emocji ciągle uczy się, co to znaczy być człowiekiem. Spotykając mniej uzdolnionego brata bez wahania godzi się przekazać mu całą swą wiedzę. Nie zawaha się też zaryzykować swego życia, by ratować tych, których tak bardzo nie rozumie.

Stronę złych charakterów reprezentuje Shinzon (Tom Hardy) i jego Wicekról (R. Pearlman). Wicekról to szara eminencja Pretora, krąży za nim jak cień i chroni przed wszystkimi zagrożeniami, jest na ekranie tylko tam, gdzie powinien być, zawsze jednak otoczony ciemnością mroczną jak jego dusza (mieszkańcy planety Remus zamieszkują tylko jej ciemną stronę, stąd niezbyt dobrze tolerują jasne światło).

Jego pan to całkowite przeciwieństwo - niecierpliwy, ambitny, zazdrosny, przeżarty gniewem i złością. Okrutny dla swych wrogów, ale jednocześnie słaby na nieuleczalnie chorym ciele. Tom Hardy zagrał znakomicie postać niejednoznaczną, okrutną, ale też tragicznie doświadczoną w dzieciństwie, rozdartą między przynależnością do rasy remańskiej i ludzkiej.

Obserwując starcie dwóch wielkich indywidualności, (choć powinienem powiedzieć "jednej" ale o tym na razie sza... nie będę psuł przyjemności tym, co jeszcze nie obejrzeli filmu) w finałowej bitwie okrętów do końca nie mamy pewności czyja racja przeważy. Postać Shinzona bowiem przyciąga naszą uwagę na tyle, że w pewnym momencie zaczynamy się zastanawiać, kto tu walczy o słuszniejszą sprawę. Tak wyrazistego wroga w historii całego cyklu jeszcze nie było i to uważam za duży plus dzieła Stuarta Bairda.

Kolejna godna uwagi rzecz, to umiejętne operowanie dźwiękiem i obrazem w opowiadaniu historii. Na początku przeważają jasne, wręcz pastelowe barwy mające obrazować nastrój sielanki. Na spalonej słońcem planecie dominuje kolor żółto-pomarańczowy, natomiast kwatera Pretora tonie w ciemności. Z kolei przytłumione barwy cechują wnętrza "Enterprise", co podkreśla atmosferę zagrożenia i niepewności.

Na pochwałę zasługuje ścieżka dźwiękowa autorstwa Jerry'ego Goldsmitha. Z tym elementem w filmach spod znaku ST było w przeszłości różnie jednak tym razem kompozytor stanął na wysokości zadania. Muzyka pojawia się tylko tam, gdzie trzeba, umiejętnie sterując napięciem u widzów i zmienia się odpowiednio do wydarzeń.

W "Nemesis" można też znaleźć parę smaczków pomijanych normalnie w serialu, a które przypominają, że XXIV wiek czerpie także z kultury przełomu XX i XXI wieku. Kapela na weselu przygrywa na gitarach elektrycznych, Data wykonuje piosenkę Irving Berlin'a, galowe mundury oficerskie wzorowane są na ubiorach US Navy a nowy typ promu kosmicznego "Argo" ma na swym pokładzie uzbrojony samochód terenowy (scena pościgu na Kolarin III przypomina jako żywo Bonda). Niby drobne szczegóły, ale mnie bardzo ucieszyły.

Nawet dialogi zbliżają się do naturalnego stylu porozumiewania się, a z tym nie zawsze było łatwo w Treku.

Podsumowując uważam, że jest to obowiązkowa pozycja dla każdego fana Star Treka w Polsce a i ci, którzy na co dzień nie są miłośnikami tej odmiany s-f, również wyjdą z kina usatysfakcjonowani (wiem to, bo zaobserwowałem na swej siostrze 🙂 ).Teraz pozostaje tylko czekać na jedenastą część, kto wie może już za dwa lata...

P.S. Chciałbym gorąco "podziękować" PKP za udostępnianie w Internecie "aktualnej" listy dostępnych połączeń i nieprzyjemną obsługę w informacji, skutkiem czego moje przybycie na pokaz i napisanie tej recenzji mogło nie dojść do skutku.

***

Autor: Filip M. Pełny, 9.03.2003, pl.rec.fantastyka.startrek

Nie tak dawno temu wyszedłem z kina po blisko dwóch godzinach spędzonych ze Star Trek X. Oczywiście, naturalnym odruchem, przynajmniej w moim przypadku, jest podzielenie się wrażeniami. A jako, że nie znajduję posłuchu u mojej rodziny w tych kwestiach, pozwólcie, że to Wy, drodzy grupowicze [pl.rec.fantastyka.startrek (przyp. red.)], staniecie się adresatami mych przemyśleń. A będą one dość ostre, wszyscy grupowi malkontenci, czy wichrzyciele wysiadają... 😉

A więc do dzieła. Żeby nadać jakiś uporządkowany charakter moim przemyśleniom, będę numerował punkty, ale nie tak żeby cyfry miały inne znaczenie od porządkowego. Zaczynamy od wad:

1. Sam początek. Senat romulański. Szczerze mówiąc nie pamiętam za bardzo z innych odcinkow, czy aby był on pokazywany, ale to co zobaczyłem w Nemesis, to był raczej sejmik grodzki... Nie więcej niż 50 reprezentantów, na Boga, przecież mowa jest o Imperium Romulańskim, a to nie byle co... Może nie jest wielkości Federacji, ale porównywalne z Imperium Klingońskim, czy Unią  Kardasjańską... Mogliby pokusić się o porządny Senat, z tysiącem reprezentantow. Sama nazwa Imperium odwołuje się do tradycji historycznej, odwołam sie więc do tego samego. Ci z Was, bardziej obeznani z historią, może wiedzą, co było jedną z głównych przyczyn upadku Republiki Rzymskiej - zbyt mała liczba urzędników w stosunku do rozmiarów imperium. Rozumiem, przeciwdziałanie biurokracji, czy coś, ale bez przesady...

2. Nie wierzę i nikt nigdy mnie nie przekona, że do Senatu, najważniejszej instytucji w Imperium, można spokojnie wnieść urządzenie służące masowej zagładzie. Gdzie indziej byłoby to nie do pomyślenia, a co dopiero na Romulusie! Trudniej chyba o bardziej podejrzliwą i ksenofobiczną rasę, niż Romulanie. Poza tym, jaka jest reakcja wszystkich na bombę? Siedzą i patrzą, może nas nie zabije... Dla mnie nielogiczna postawa, przecież wiadomo było, że raczej nie są to fajerwerki, a czasu na ucieczkę było dość...

3. Sami Romulanie. Rozumiem, że jest to rasa pozytywna i w ogóle, ale kolejna przesada. Romulanie są tam bardziej ludzcy od ludzi (vide Shinzon). O czym on znowu bredzi? Otóż, pierwsza scena, otwarta kłótnia i wybuch złości. Dla skrytych Romulan, do jakich ja jestem przyzwyczajony, to coś nie do pomyślenia. Ale może we własnym gronie są inni. Przejdźmy dalej. W jednym odcinku TNG córka Tashy Yar mówi coś takiego: "Ludzie, mają to do siebie, że lubią pojawiać się w najmniej oczekiwanym momencie". I co? Otóż Romulanie też lubią. I to jak... ale o tym później, będzie to dłuższy punkt, jednocześnie jeden z najmniej zrozumiałych dla mnie w całym filmie.

4. Romulanie optujący za pojednaniem z Remanami? O ile wiem, to oni sami ich wpędzili w ten stan, także czego oni chcą?

5. Przejdźmy do naszej wesołej gromadki z okrętu Enterprise. Przemowa Picarda na weselu, patetyczna, nudna, głupia i raczej żenująca, niż śmieszna. I ciekawa rzecz, Data, żyjący przecież 15 lat wśród ludzi, jeszcze się nie nauczył podstawowych zasad savoir-vivru i nie wyczuwa, kiedy ktoś żartuje. Odwołam sie przy tej scenie do czegoś innego, mianowicie do szumnych zapowiedzi reżysera. Wiecie o czym mówię? O niby wzorowaniu się na kinie polskim i japońskim. Zapomniał dodać także o wzorowaniu się na kinie amerykańskim ( 🙂 ), a szczególnie na Flipie i Flapie. Czyż Picard z tym swoim głupim i niepotrzebnym przemówieniem nie przypominał wam Flapa, a Data z głupią wstawką Flipa. I Picard z tekstem: "Zamknij się, Data", co powoduje ogólny śmiech i konfuzję Daty. Normalnie dla mnie, jak żywcem wyjęta scena z tej serii.

6. Worf, na Boga, czyż facet, który litrami może pić wino krwi, toksyczne dla innych, może upić się zwykłym Tyskim... to znaczy piwem romulańskim? A tak BTW, to skoro zakazane, to skąd wzięło się na ślubie? I skąd w ogóle Romulanin na ślubie? Widocznie Riker i Troi narobili sobie jakiś dziwnych przyjaciół...

7. A wracając do tego Worfa. FC, OK, rozwalili mu okręt, INS, OK, zapałętał się jakoś, a tu? Zabrakło pretekstów, dobra był na ślubie, to wpadaj na okręt, posłużysz jako oficer taktyczny. Litości...

8. Czy wszyscy admirałowie, zlecając ważne misje kapitanom uprawiają durny small-talk? Czy to tylko Janeway jest taka irytująca?

9. Sygnał pozytronowy. OK. Ale czy pozytronowy nie był tylko mózg Daty? Wobec tego dlaczego wszystkie 6 części dawało te sygnały?

10. I znowu nawiązanie do kina amerykańskiego. Toż Data i B-4 to dwaj z braci Marx. Jeden poważny a drugi głupkowaty niedorozwój. I że też Geordi nie zauważył
pierwszy, jak składał B-4, ze ktoś coś przy nim majstrował...

11. Nowy prom. Dobra, wszystko pięknie, ale... Czy w tym XXIV wieku naprawdę nie wiedzą, co to poduszkowce? Pewnie wiedzą, ale w końcu nie ma to jak szlajać się po najgorszych wertepach zwykłym jeepem, w końcu i 'szybciej' i 'wygodniej'. A propos jeepa. Widzieliście może, jakie miał działko? Ciekawa polityka tej Gwiezdnej Floty. Albo w końcu przejrzała na oczy, albo Federacja i jej sekcje tracą swój różowy charakter. Albo jeszcze jedno - scenarzysta nawet nie starał się zachować jakiejś logicznej spójności z tym co przedstawiało nam wcześniej 9 filmów i 5 seriali...

12. Rozumiem, sterowanie zdalne, nawet ciekawy pomysł. Ale wlecenie do promu zawisłego w powietrzu? Nawet moja druga połówka, stwierdziła, że to zbyt naciągane... W sumie, ja dałbym się przekonać, gdyby to była jedyna wpadka. W końcu Data jak nikt inny jest w stanie obliczyć odpowiednie trajekorie i spektrum możliwości, ale zbyt tego wiele, by tak po prostu przymrużyć oko...

13. Shinzon. Czy nie w stylu Romulan jest likwidowanie wszystkiego, co może ich skompromitować? Upadł rząd, nowy nie był zainteresowany, ale normalny rząd uprzątnąłby to po cichu, tak żeby nikt nigdy nie mógł się uczepić? A co zrobił nasz rząd. Tak, wrzucił Shinzona, coś ich kompromitującego do największego ogniska zapalnego...

14. Shinzon po raz wtóry. Czy przywódca rebelii to nie rebeliant? Widocznie nie, skoro jego zwolennicy w Senacie otrzymują tylko naganę słowną. Poza
tym nie widać żeby go ktoś ścigał, czy coś takiego. Mordując te 50 osób w Senacie, pozbawił też całe Imperium elit politycznych i nie było komu się sprzeciwić, czy nawet zasiąść w Senacie. Nic innego nie pozostaje, jak tylko zasiąść na tronie jako nowy Cezar. A ja się pytam, gdzie było Tal Shiar w tym momencie? OK, ono zostało zniszczone, ale gdzie są ci ludzie, którzy zajmują się wywiadem wewnętrznym? Przecież ktoś się tym musi nadal zajmować.Więc gdzie byli ludzie Tal Shiar?

15. Pojawia się nagle przed nami wielki okręt? Co robimy? Oficerowie aż się rwą do działania, ale Picard powstrzymuje Worfa. A co robią ci oficerowie, gdy jest ostrzał? Nic, czekają na rozkazy. Ale wracając, to pojawia sie wielki, wojenny okręt o nieznanych zamiarach. To co robimy? Tak, całą kadrę oficerską (kapitan, I oficer, II oficer, doradca kapitana i oficer taktyczny) posyłamy mu w gardziel. Przemądrze. Do dowodzenia okrętem zostaje jeden oficer w stopniu komandora.

16. Przeskakujemy teraz dalej. Pilotowanie okrętu z terminalem w obcym języku to żaden problem. Wszyscy o tym wiedzą. A opuszczenie tego okrętu i eksplozje wewnątrz nie zwracają uwagi żadnych czujników, prawda?

17. Shinzon został Pretorem, bo ponoć popierała go flota. Chyba ta pływająca po Romulusie. Bo ile okrętów leci z Shinzonem niszczyć Ziemię? 1 (słownie - jeden). I co z tego, że to mocny okręt, skoro zostałby zniszczony zapewne zanim odpaliłby to działo (7 minut ładowania?) albo tuż po jego odpaleniu. Przecież wtedy musiałby się odsłonić, nie ma innego wyboru. No dobrze, a ile statków poleciało powstrzymać Shinzona? 2 (słownie - dwa). A gdzie ta obiecana szybka wojna, czy do niej nie trzeba floty w pogotowiu? Widocznie nie. A gdzie wobec tego reszta statków? Czy nikogo nie obchodzą najważniejsze rzeczy, jakie dzieją się w państwie? Czy zamordowanie Senatu, zamach stanu na nikim nie robi wrażenia, że udało się znaleźć tylko 2 okręty do rozwiązania problemu samozwańczego Pretora? Czy ludzie mają to naprawdę głęboko gdzieś? Widocznie tak. Jeżeli Gwiezdna Flota ot tak wysłała 7 jednostek, to jak na tym tle Romulanie są przygotowani do tej wojny?

18. Shinzon zbudował sobie okręt. Pięknie. Wieczorami, po pracy w kopalni majsterkował sobie z kumplami, tam poskręcał, tu pospawał, i tak z dostępnych materiałów zbudowali sobie najbardziej śmiercionośną zabawkę w Imperium. Bo ja to tak zrozumiałem. Czy naprawdę budowa takiego okrętu nie zwraca niczyjej uwagi? Takie buraki wołają normalnie o pomstę do nieba. (Tak kwestia małej dygresji - jeżeli doszliście już tutaj, to zauważyliście pewnie, że czepiam się najdrobniejszych szczegółów - taka moja natura, a poza tym powiada się, że to fani są najgorszymi krytykami - a takiego fana jak ja, to ze świeczką w ręku szukać drugiego 😉

19. Po prostu poetycko piękny był lot Daty przez przestrzeń do okrętu Shinzona (Sejmitar, dobrze pamiętam?). A jeszcze lepszy był wybuch monitora
na mostku, który okazał się szybą. Tak, szklaną szybą. A co ciekawe, jak próżnia wdarła się na mostek, to porwała jednego kolesia, a reszta zdążyła się przytrzymać foteli. Fizykiem to ja może i nie jestem, ale coś tu również woła o pomstę do nieba 😉

20. Jedna bardzo irytująca rzecz. Po X-men akcje Stewarta poszły w górę i widać to po Nemesis. Był to film jednego (no może dwóch) aktora. Reszta została bardzo niepokojąco zredukowana. To co tak najbardziej lubiłem w ST, to różnorodność charakterów, wielość poglądów. A tu? Każdy inny (poza Picardem i Shinzonem) jest schematyczny i zredukowany do 2-3 scen z jego udziałem. Niesłusznie IMO.

21. No tak, Sejmitar, okręt wojenny, a na porządny stop do jego produkcji to już zabrakło kasy. Takim sposobem Entek wszedł w niego jak w masło.

22. Troi to telepatka, słyszeliście panowie i panie? 😉 A najlepszy numer - weźcie sobię telepatę, faceta do obsługi sprzętu i zwykły sonar. Po co wymyślać nowe technologie, skoro to proste połączenie wyszuka wam każdy zakamuflowany statek. No, po prostu wspaniałe połączenie możliwości człowieka, telepaty i maszyny 🙂

23. Prototypowy transporter LaForge'a. Nie mógł zrobić ich dwóch? A poza tym, czy ktoś nie powiedział, że transportery nie działają? Bo ja NIGDY nie uwierzę, że transporter może sam siebie transportować. NIGDY.

24. Cofnę się troszeczkę. Pokój między Imperium a Federacją. 'Czy nie o tym zawsze marzyłeś, Jean-Luc?'. Picard miał taką minę, że byłem pewien, iż odpowie, to co myślałem: 'Shinzon, co ty pieprzysz, przecież teraz mamy taki pokój, że od 200 lat takiego nie było'. Ale niestety. Nikomu nie przyszło do głowy, że ścisły sojusz w czasie wojny z Dominium zacieśnił trochę stosunki wzajemne Imperium-Federacja. A poza tym, czy po ogromnej wojnie sprzed 4 lat, gdzie Imperium poniosło ogromne straty, pozycja militarna Imperium podniosła się na tyle, że mogło ono pozwolić sobie na wojnę z Federacją?

25. Czy zausznicy Shinzona byli pozbawieni jakiegokolwiek zmysłu politycznego? Czy facet, który tak nienawidzi Romulan będzie dobrym władcą dla Romulan? Czy w ogóle były niewolnik będzie dobrym władcą, nie ważne jak dobrym jest strategiem?

26. Wiecie, że wystarczy unieszkodliwić silniki statku, by przestał do nas strzelać? (Mówię o wsparciu dla Picarda i spółki).

27. Końcowa rozmowa B-4 z Picardem. Dyplomata, który przeprowadził pierwsze kontakty z 23 nowymi rasami, nie wie jak rozmawiać z przygłupem. Zamiast powiedzieć coś w stylu. 'Lubiliśmy twojego brata, bo zawsze zadawał takie śmieszne pytania' to znowu pompatyczna przemowa, której głupkowaty Marcho
oczywiście nie zrozumiał. Ale jest nadzieja, bo sobie przypomniał piosenkę Daty... W każdym bądź razie w ST XI już go nie zobaczymy.

28. Łysina Shinzona. Chyba tylko po to, by był podobny do Picarda. XXIV wiek i nie ma jeszcze sposobu na łysinę? Przecież widać, że Picard ma resztki włosów po boczkach, a Shinzon jest ogolony 🙂

29. Chyba scenarzystom brakuje już pomysłów... Także na zapełnienie scen. Komenda: "All hands to battle stations" i rozdawanie żołnierzom broni na pokładach? Taki środek zaradczy przed abordażem? Może i skuteczny, zapobiegawczy, ale dla mnie dziwny. Ktoby tam się wtedy spodziewał abordażu, po prostu mieli być gotowi do odpowiedniej reakcji w przypadku problemów...

A teraz czas na plusy:
1. Udźwiękowienie. Tylko dwa zarzuty: czasem zbyt głośne (padające ciało Pretora) i niedopasowane (zamykanie kraty dało się słyszeć za naszymi plecami w momencie, gdy krata była przed Shinzonem).
2. Efekty specjalne i widowiskowość bitew, a także nowego okrętu.
3. W końcu okręt nie wybuchł, gdy stracił skrzydło (a byłem pewien, że tak się stanie, naprawdę mile mnie to zaskoczyło).
4. Problem klonowania. Na czasie i choć już użyty raz w ST II, to jakby zniknął w ogóle ze Star Treka na ten bardzo długi czas. Cieszę się, że poruszono szczególnie ten psychologiczny aspekt stosunku klona do oryginału (mi to przypominało trochę stosunek syna, który chce przewyższyć osiągnięcia ojca, a nie może mu dorównać). Tu dopatruję się tych nawiązań do kina polskiego jak również w ogólnym klimacie filmu, który też oceniam pozytywnie.
5. W końcu godny przeciwnik.
6. Walka z włączonymi osłonami. Nie wszyscy muszą być honorowi.
7. Ukazanie dwoistości natury ludzkiej. Co byłoby gdyby... i możliwość spojrzenia w twarz najgorszej z możliwości.
8. ST w tytule. 🙂
9. Dobre kreacje Picarda i Shinzona, szczególnie ciekawa scena końcowa obu bohaterów.

Ostateczna ocena: 4.5/10. Film lepszy od Generations czy Insurrection, ale raczej trzyma ich poziom, niż żeby miał dorównać rewelacyjnemu First Contact.

Obawiam się, że poziom ST już długo nie sięgnie tak wysoko postawionej poprzeczki. Jest to raczej kopiowanie starych pomysłów, niczego nowego scenarzyści już nie wymyślają...

***

Autor: Ledsbourne, reblog

Star Trek X: Nemesis

Mroczna konkluzja TNG, gdzie przynajmniej Picard, Data, Riker i Troi dostają porządne zamknięcie historii. Wreszcie Romulanie na pierwszym planie i świetny złol.

Jest tutaj sporo podobieństw do „Imperium kontratakuje”, szczególnie choreografia walki Rikera z wicekrólem coś mi przypominała, do tego te mroczne remańskie okręty i wnętrza. Sceny akcji są super nakręcone, czy to pustynne pościgi, czy kosmiczne bitwy.

Całość filmu jednocześnie wpisuje się w schemat podręcznikowego scenariusza Star Treka, a przy tym ma mocne filozoficzne zacięcie – na ile kształtują nas geny, a na ile warunki środowiskowe/doświadczenia? Konflikt Picarda z jego klonem rewelacyjny!

Remanie jako wampiry-albinosy są świetnie ucharakteryzowani, ale Shinzon też robi wrażenie z Tomem Hardym przerobionym na Patricka Stewarta, łącznie z nosem i zębami. Ich starcie czerpie z motywu konfliktu ojca z synem w stylu króla Artura z Mordredem.

Oczywiście największe wrażenie robi wątek Daty w tym filmie, jego pełnego uczłowieczenia w ostatnim bohaterskim geście poświęcenia się dla reszty załogi – i słodko gorzkie zakończenie z zostawieniem furtki w postaci uroczego B-4 ze wspomnieniami Daty.

Wyeksponowanie Romulan, którzy byli właściwie pierwszymi wrogimi obcymi w Star Treku, jednak cały czas trzymali się gdzieś w cieniu, to super pomysł. Wreszcie można zobaczyć coś więcej z ich świata, tajemnice i brudy, które do tej pory nie były znane.

Podoba mi się też szczęśliwe zakończenie dla Rikera i Troi – ich romans był obecny właściwie od początku TNG, ale zawsze subtelny, bardziej opierający się na przyjaźni, jednak fajnie, że w filmach w końcu wybrzmiał, chemia między aktorami jest znakomita.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v