Opis
USS Enterprise pod komendą kapitana Kirka odpowiada na wezwanie o pomoc z nieznanej planety. Kiedy okręt dociera na miejsce, zostaje zaatakowany i niemal zniszczony przez złowrogą kosmiczną rasę pod dowództwem niejakiego Kralla.
Gdy załoga utknęła i nie ma widocznych perspektyw ratunku, musi walczyć z bezwzględnym wrogiem żywiącym zasłużoną nienawiść do Federacji i wszystkiego, co ona reprezentuje.
W epizodach pojawiają się: miliarder Jeff Bezos w roli obcego urzędnika Gwiezdnej Floty a także gwiazda świata piłki nożnej Carlo Ancelotti jako lekarz w bazie kosmicznej Yorktown.
Beyond to trzecia część trylogii, której akcja rozgrywa się w tzw. Kelvin Timeline tym razem jednak realizowana przez innych scenarzystów i reżysera znanego głównie z kolejnych części serii Szybcy i wściekli.
Film został stosunkowo dobrze odebrany przez krytykę jako powrót do klasycznych trekowych treści i schematów, choć wskazywano, że prostota fabuły bardzo przypomina odcinek serialu. Otrzymał nominację do Oscara za charakteryzację.
Star Trek Beyond zarobił 158,8 miliona dolarów w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie oraz 184,6 miliona dolarów w innych krajach, co daje łącznie 343,5 miliona dolarów na całym świecie przy budżecie produkcyjnym wynoszącym 185 milionów dolarów.
Film zamykają słowa „Ku pamięci Leonarda Nimoya” (zmarłego w 2015 roku) i „Dla Antona” – dedykacja dla Antona Yelchina, który zmarł na krótko przed premierą filmu w 2016 roku.
Renesans nowych seriali Star Trek oraz realizacja filmu o Sekcji 31 - osadzonych w głównej osi czasu zdają się potwierdzać, że Star Trek Beyond zamyka definitywnie Kelvin Timeline i przez wiele lat zapowiadany czwarty film w tej linii czasowej uniwersum nigdy nie powstanie. Jednak fakt istnienia tej linii czasowej jako części Multiwersum jest wprost potwierdzony w serialu Discovery poprzez istnienie postaci żołnierza czasu o imieniu Yor, który do Prime przybył z Kelvina.
Zwiastuny
Ciekawostka
Muzyka
FAQ
Recenzje
Autor: xetnoinu 25.08.2016, OT Forum, reblog
Z kin schodzi a na Forum cisza. Cisza. Czyżby łkało się w oku Abramsie wróć?
Popełniłem seans i mam nadzieję, że "to dzieło" nie pogrąży reanimacji tej kinowej serii na przyszłość i doczekamy czternastej kinówki Treka.
Jest źle. O całą półkę niżej niż dwie poprzednie części. A może ja jestem za stary i czegoś nie kumam. Wszystkie wady tego filmu, to dokładnie te same wady co Legionu samobójców i nowego Batmana.
Brak powietrza, oddechu, stylu i bezsensowna stroboskopowa gonitwa scen akcji plus trekbonus czyli jakieś resentymenty do Abramsowej jedynki. To już jakaś klasyka, że trzeba tak grubym ściegiem nawiązywać? Czy każdy wątek fabularny musi być spłycony do kilkuminutowego spostrzeżenia niczym filmik z komórki?
Nawet dowcipy wizualne kulały. Budowę nowego Entka dano (ile razy można) a jako nowość w przyspieszeniu. Litości! Nie wiedziałem czy mam się pokładać ze śmiechu czy popłakać.
Relacji kapitan-szpiczastouchy praktycznie nie ma. To już w jednym odcinku serialu budowano to lepiej. Twist był - ale taki jakiś wymęczony. Federacja naiwna jak dziecię w kołysce, nowa rasa taka jakaś pokazana z czapy.
Człowiek po seansie jest umęczony tym, że nie pracował mu mózg podczas oglądania. Umęczony bezmyślnością fabuły klejonej z youtubowych filmików. To już nie są dywagacje czy różowa czy pomarańczowa substancja zawija w punkt planetę, czy okręt z orbity spada w dół bo nie ma napędu i robi to jeszcze pionowo, że postać Nero nie została do końca pokazana a nowy Khan mógł coś lepiej lub gorzej. Tutaj nie ma prawie nic sensownego do analizy. Ja nawet nie pamiętam dzień później jak ci nowi źli się zowią!
Kapitan zamiast zgodnie z tradycją parę razy oberwać w twarz i naderwać koszulkę w kombatowym zwarciu lub nieudanej miłostce - lata jak wiecznie-młody scjentolog w areotunelu.
Abramsie wróć!
Potencjał jest. Aktorzy są sprawni, dobrze się wpasowali w rolę. Serce roście jak widzę w obsadzie w drugim planie Shohreh Aghdashloo ale czy wykorzystano tę aktorkę? Zupełnie nie.
Z Treka zrobiono tu zwykły, wystandaryzowany film akcji, taki na trzy gwiazdki. Do porządnego kina akcji w stylu Dzieci Triady jest mu niedoścignienie daleko. Przy nim nawet Nemesis robi piorunujące wrażenie. Obym się mylił.
***
Aktorka: cooky, 28.08.2016, OT Forum, reblog powiększony o dyskusję
Celowo zwlekałam z oceną filmu, bo mam z tą trzynastką kłopot. Najprościej i najkrócej można o nim powiedzieć po prostu: [beeep] nie urywa. I to jest fakt.
Fabuła, jak trafnie zauważyłeś xetnoinu, spokojnie mogłaby posłużyć do nakręcenia jednego odcinka którejś z serii. Jakby okroić wszystkie pościgi, ucieczki i widowiskowe lądowania byłoby w sam raz.
Główny czarny charakter robi wrażenie tylko na początku. Im bliżej poznajemy jego motywy, tym robią się coraz bardziej banalne. Flota wystawiła mnie do wiatru, Flota mnie opuściła, Flota o mnie zapomniała, to ja jej teraz pokażę. I całkiem dobrze mu szło. Moim zdaniem nawet bez tej starożytnej broni by sobie świetnie poradził, ale nie! Trzeba było przez setki lat przeszukiwać kosmos, zamiast konwencjonalnie rozwalić osłony czy system podtrzymywania życia. Miał przecież dokładne plany stacji kosmicznej (skąd? Ściągnął z internetu?). Efekt byłby ten sam. Spędził kilka standardowych żyć na gonieniu w piętkę. No chyba że gościu lubi po prostu działać nieszablonowo i wybiera mocne efekty specjalne.
Fakt, że armię uzbierał sobie całkiem pokaźną. A zaczynał od trzech ocalałych członków załogi. Nie mogę oprzeć się makabrycznemu pytaniu: pożywił się na nich? Zakładam, że przynajmniej Manas jest z nim od początku. Ale chyba tylko on. Resztę zwerbował albo rozmnożył. Może obiecał im złote góry, może ujął swoją osobowością. Faktem jest, że musiał tego i owego wsadzić do maszyny, bo wszystko wskazuje na to, że przejmując energię życiową, przejmuje też cechy fizyczne żywiciela, a Krall przedzieżgnął się przecież w jaszczura.
Wspomniana wyżej broń. No tak, brawo starożytni! Stwórzmy coś, czego nie będziemy w stanie okiełznać, a potem zamiast to zniszczyć, po prostu wyrzućmy w kosmos. Może będziemy mieli szczęście i zagubi się na amen. Ale czego można się spodziewać po cywilizacji, która stworzyła maszynę do przedłużania życia, a mimo to wyginęła?
Ale, ale… Była rozdarta koszulka. Chociaż tylko trochę i w dodatku w starciu z niehumanoidalną rasą, ale zawsze 😉
Dylematów kapitana byłam świadoma, po obejrzeniu zwiastunów. Tak naprawdę to on te dylematy ma już od samego początku. Wstąpił do Akademii, potem został kapitanem statku, potem poświęcił swoje życie dla załogi. No wypisz wymaluj rodzony ojciec. I nagle dopada go refleksja, czy jestem tym kim sam chcę być, czy tylko realizuję oczekiwania wszystkich dookoła bym był taki jak ojciec? Swoją drogą od porównań do o ojca to on raczej się nie uwolni. A że dopada go to akurat w takim momencie? Moim zdaniem miał za dużo czasu na myślenie. Bo jak przyszło do działania, od razu poczuł się lepiej. Być może jest to celowe przedstawienie tej postaci jako faceta, zgodnie z panującą od jakiegoś czasu modą, wrażliwego i uczuciowego. Nie mamy tym razem wątku miłosnego, więc uczucia, zamiast na jakiejś pannie tudzież mężatce, skupia na sobie. Zgodnie z obecnymi trendami mamy również dwie waleczne przedstawicielki płci pięknej, obowiązkowo kopiące samcze tyłki i jednego oficera kochającego inaczej. Cóż poradzić, takie czasy.
Szpiczastouchy też ma trudny orzech do zgryzienia. Z tym że on porównuje się do siebie samego. To dopiero pokręcone. I na koniec okazuje się, że nie zawsze potrzeby większości przeważają nad potrzebami mniejszości i jednostki. W tej alternatywnej rzeczywistości geny ludzkie jakoś bardziej się w Spocku ujawniają. 😀
Duet Kirk – Spock rzeczywiście mocno okrojony, za to duet Spock – Bones ma się całkiem dobrze. Rozczuliła mnie ta męska pogawędka o okazywaniu szacunku. Miło widzieć, że przynajmniej niektóre rzeczy się nie zmieniają.
Ogólnie film nawet przyjemny, choć rzeczywiście do Abramsowej jedynki nawet się nie umywa. Można oglądać, nie wysilając szczególnie szarych komórek. Mam tylko nadzieję, że to nie kolejny znak nowych czasów.
***
Autor: Ledsbourne, reblog
Star Trek Beyond
Wreszcie czuć przynajmniej trochę klimat starych części, jest ten urok i chemia wśród załogi, a przy tym fabularnie pozostaje na całego w pryncypiach Star Treka.
Nie wiem, czy zmiana scenarzystów tak pomogła, ale zamiast plastikowego widowiska akcji z elementami sci-fi tutaj dostajemy Star Treka pełną gębą, ze wszystkimi smaczkami i wyśmienitym puszczaniem oczka do fanów przez pierwsze dziesięć minut filmu.
Są żarty z podartej koszulki Kirka, braku ciągłości oryginalnej serii, jest banter Spocka z Bonesem, w ogóle cały humor podany jest w ten uroczy i naturalny sposób jak w oryginalnym serialu, nie pchając się na pierwszy plan i nie przeszkadzając w fabule.
Trójka głównych bohaterów wreszcie faktycznie zaczyna odpowiadać temu, do czego nas przyzwyczaili. Historia to znowu typowe motywy dla Star Treka, ale z większym dystansem i dające pole do popisu dla tych wszystkich szczegółów czyniących serię wyjątkową.
Wizualnie też jest znakomicie, w pełni wykorzystywane są możliwości CGI przy budowaniu miast o nieeuklidesowych planach, łamaniu i wykrzywianiu statków kosmicznych czy innych grawitacyjnych fanaberiach. Bardzo miłe zaskoczenie po dwóch poprzednich filmach.
***
Autor: Q__, 23.07.2016, Muzeum Forum USS Phoenix, reblog
Teraz kilka moich szybkich ajfonowych (więc skrótowych) refleksji. Tak, ja też się przełamałem i obejrzałem. I tak, to jest Trek, na 100%. Charaktery postaci (tym razem da się uwierzyć, że to młodsze wersje tych z TOSu, nawet w wypadku Kirka, choć podkreślana jest jego odmienność od oryginału), interakcje między nimi, wizualna elegancja na miarę TMP (ok, TMP very very light), podszyta tymi przebłyskami kosmicznego realizmu. To wszystko działa naprawdę dobrze.
Wątek orientacji Sulu też pokazany jest jak powinien być - w sposób równie naturalno-nienachalny, co obecność Uhury na mostku w TOS - G.R. byłby dumny.
Wreszcie... Kelvin Timeline zostaje w końcu zakorzeniona w reszcie Treka/kanonu, przestaje być ciałem obcym, a to chyba też ważne.
Jednocześnie jest to przy tym typowy blockbuster i typowy film o niczym. Rzecz jest jeszcze szybsza i - tak od 1/3 - bardziej wizualnie hałaśliwa* niż pilot REN, a jej fabuła durna i naciągana na miarę - najdurniejszego, chyba, z trekowych filmów jakim jest GEN, i tak nieskładno-akcyjna jak fabuła FC. Przy czym, jednak, nikt nie kwestionuje, że GEN i FC są ST, a i mają te filmy sporo wielbicieli wśród trekerów (nachalny fan service czasem, wbrew pozorom, działa, w końcu sentymentalni bywamy - to pomogło GEN; a wizualna uroda potrafi przesłonić fabularne braki - to znów przypadek FC), co i ST XIII skłonny jestem wróżyć. Może nawet bardziej niż GEN**.
* Po stronie plusów: "Sabotage" (użyte do sabotażu
, co może ma mało sensu, ale jest zabawne) i motocykl szczęśliwie giną w tym jazgocie
.
** Bo Beyond bywa, na swoją miarę, wysmakowany; film Carsona był głównie niedołężny...
Aha: gdybym wierzył w mądrość Paramountu, to bym uznał, że ta trylogia to wychowywanie sobie nowego widza dla starych Treków. Kto bowiem dał się wciągnąć w filmy Abramsa i dotrwał aż do Beyond a teraz docenił to, co smakowite, w tym filmie - gotów jest w sumie sięgać po klasyczne formy ST.
***
Autor: Toudi, 22.07.2016, FB Toudi SajFaj, reblog
Uwaga, ostrzegam przed możliwymi spoilerami. Raczej niewielkimi, ale jednak na pewno jakieś się tu znajdą.
Byłem na najnowszym Star Treku, trzynastym filmie. (Nie przyjmuję nowej numeracji, bo nie i już ;))
Na szybko, nie wiem, czy to nie jest najlepszy film z nowej trylogii. Na pewno lepszy od dwunastego. Największe dwa problemy filmu to:
TEMPO, awruk, za szybko, zdecydowanie za szybko akcja przewija. Chętnie posiedziałbym był w kinie dodatkowe 15-30 minut, ale chciałbym za to zobaczyć dłuższe i wolniejsze:
- nowy efekt warp, bo wyglądał ciekawie.
- USS Franklin,
- Yorktown – awruk, zrobić taką ciekawą stację i nie poświęcić kilku chwil na jej pokazanie na ekranie? Nawet AfterEarth ten fragment miał dobrze zrobiony.
- budowa NCC-1701 – A przecież pokazali w ST: The Motion Picture, jak się pokazuje.
NO, AWRUK, WOLNIEJ!
Trailery, to drugi największy minus tego filmu, Pokazali tam wszystko to, co najgorsze. Pokazali w nim prawie wszystkie kalki jakie zastosowano w filmie. Podczas gdy pominęli chyba wszystko to, co warte byłoby uwagi dla fana Star Treka. Aż sobie przejrzę trailery, by się upewnić, że nie bredzę ;), bo może, któryś był inny?
A co do reszty filmu? Fabuła wymaga sporych spoilerów, to się na razie wstrzymam, dam wam szansę zobaczyć.
Plusy? Znowu początek filmu. Muzyka. Wolny przejazd windą. Yorktown (choć to też i pewien minus, ale to potem). Bones. Wspomnienie Nimoya.
Minusy, tempo, nadal brak zachowania czasu w podróży aż, mniej rzucające się w oczy niż w poprzednich filmach, dużo kalek z poprzednich filmów, no i motyw głównego złego. Za łatwo załatwiona walka w kosmosie UHFem.
PS. Niestety minusem jest to, że niemal wszystko co widzimy w filmie, to kalka. Pamiętacie obronę doków w Matriksie 3? Nie? To dobrze, nowy Trek ją wam przypomni. 😉
Więc jak widziałeś poprzednie dwa filmy i jako fan ST byłeś zawiedziony, zobacz ten, nadal źle, ale już lepiej.
