Opis
Uzupełnić tekst, krótka zajawka całego odcinka. Uzupełnić tekst, krótka zajawka całego odcinka.
Ciekawostki
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Dreamweb, dyskusja: Alucard, RedHatMeg, Ledsbourne, xetnoinu, 18.07.2025, Discord Star Trek, reblog
O Gornach może innym razem, ale napiszę coś o odcinku drugim.
Na początek dziwna decyzja fabularna. Mieliśmy od paru odcinków krzyczane, że Chapel odchodzi na trzy miesiące. Myślałem, że to pokażą. Przecież to nie musiało oznaczać odejścia aktorki. Mogli pokazywać, co robi, równolegle do przygód załogi Enterprise. To by nawet było ciekawe. No ale nie, od razu skaczemy trzy miechy w przód i Chapel wraca... Dziwne, no ale niech tak będzie.
No więc pojawia się nowy narzeczony i potem Spock spotyka dziwnego barmana. Przysięgam, na początku byłem przekonany że gra go Michael Caine. 🤣 No niestety nie, a szkoda... No i potem wchodzi temat pt. zmiana rzeczywistości i nagle Spock i Chapel mają brać ślub. Oczywiście starzy fani natychmiast rozpoznali, że barman a później organizator wesela to Trelane.
Tu zresztą podoba mi się teoria przeczytana na TrekCore, że Trelane i syn Q z Voyagera to ta sama osoba. A obecny odcinek toczy się niejako podczas VOY: Q2, gdy Janeway zasugerowała im spędzenie trochę czasu razem - ojciec z synem. I oni wtedy zniknęli i po chwili pojawili się znowu. No więc ten odcinek pokazuje, co m.in. robili w tym czasie. Przecież skakanie w czasie to dla nich normalka. Potwierdzałoby to pojawienie się tu na końcu Johna DeLancie. Co być może oznaczałoby, że TOS: The Squire of Gothos również ma powiązania z tym odcinkiem Voyagera.
I tak w ogóle czapka z głowy za wspomnienie o przeniesieniu myślami w pole kukurydzy - ewidentne nawiązanie do opowiadania "It's a Good Life" Jerome Bixby, które czytałem chyba w liceum albo na studiach... Tam mieliśmy takiego trzyletniego Q. Szacun! 😄 To było nawiązanie, opowiadanie miało kilka ekranizacji, do tego fragmentu konkretnie.
Wiadomo, że cały odcinek lekki, humorystyczny, wręcz głupawy. Ale Star Trek potrzebuje takich odcinków i zawsze je miał. Dlatego też odcinek ten ma bardzo mocny klimat dawnego ST, co oczywiście bardzo na plus. Jeśli miałbym ponarzekać, to chyba na to, że im obecnie najbardziej wychodzi robienie takich właśnie zamierzonych głupot (patrz choćby musical). Ale jak ma być poważniej, to często wychodzi kulą w płot, choć nie zawsze.
Także całościowo odcinek podobał mi się, takie 6,5/10.
PS
Natomiast dziwne trochę było to jak Spock przypomniał sobie oryginalną rzeczywistość, gdy położył "rywala" jednym ciosem. Za to fajnie, że scenarzyści czasem pamiętają, że Wolkanie są dużo silniejsi niż ludzie. Bo czasem o tym zapominają niestety i wychodzą buraczki. A ten Spock ze SNW to taki typ, że "danie po mordzie", zamiast usypiającego złapania za szyję, nie razi.
Dyskusja
Alucard:
John DeLancie. Nawet nie masz pojęcia jak radośnie parsknąłem, gdy usłyszałem JEGO głos. 😄 Natomiast Nowy Trek "na poważnie" już był, nazywał się Discovery. Ej, no i najważniejsze! Spock w tym odcinku jest gratką dla członkiń Klubu Miłośniczek Gołej Klaty. xD
Dreamweb:
Q - szkoda, że go nie pokazali. Nawet nie na oczach załogi, tylko w późniejszej scenie, jak opitala synka gdzieś na boku. Zabrakło takiej sceny. Ale też rozumiem zamierzony minimalizm gościnnego występu
Discovery. No właśnie, w odcinkach takich jak ten SNW próbuje chyba być przeciwieństwem Disco.
Aha, jeszcze coś mi się przypomniało. Po pierwsze, największy szok odcinka, czyli Scotty prawie nie pije alkoholu. Że co proszę? 🤣 Ewidentnie zapowiada się jakaś ewolucja postaci w stronę znaną z TOS, gdzie praktycznie whisky płynęła w jego żyłach. Być może będą miały w tym udział traumatyczne przeżycia z udziałem Gorn?
Alucard:
Albo będzie miał tak jak ja, że na trzeźwo to ja pani inżynier Pelii słuchać nie mogę, brrrr...
Dreamweb:
Po drugie, i jak już przy gadach jesteśmy, końcówka z Ortegas. Tak jak to pokazali, to wyglądało, że ona się podkochuje w Pike'u. Bo patrzyła z zazdrością, jak tańczy ze swoją dziewczyną. A potem scena z workiem treningowym i chodziło o przeżycia z Gorn i traumę, ale równie dobrze mogło chodzić o obie te rzeczy. Czas pokaże. Podejrzewam, że jej problemy emocjonalne finalnie zakończą się wydaleniem z załogi, no bo przecież w TOS jej nie ma, więc scenarzyści jakoś do tego muszą dążyć..
RedHatMeg:
Nawiasem mówiąc, mój problem z Trelane'm w drugim odcinku jest taki, że Trelane w założeniu miał oglądać ludzkość z bardzo daleka i dlatego myśleć, że jeszcze jest epoka napoleońska.
Dreamweb:
Tak, jest to problem, o którym też myślałem. Tak na marginesie podana wtedy odległość Gothos od Ziemi nijak nie zgadzała się z epoką, którą widział przez ten swój teleskop, ale trzeba to wybaczyć, Gene R. wówczas nie ustalił jeszcze w jakich czasach właściwie toczy się jego serial. Natomiast da się to wytłumaczyć, albo tak że ta postać w SNW to nie Trelane tylko ktoś podobny, powiedzmy z tej samej "rodziny", albo że w tym momencie jest już nieco starszy i wie trochę więcej także o Ziemi, to że jesteśmy parę lat wcześniej to jak wiadomo nic dla Q, dla których czas nie jest linearny. To by się nawet zgadzało z tym, że ten ojciec go ochrzania ewidentnie nie po raz pierwszy, a więc z ich punktu widzenia wydarzenia z odcinka TOS mogły już mieć miejsce. I np. wtedy Trelane był o ten tysiąc czy dwa tysiące lat młodszy.
Ledsbourne:
Jeśli chodzi o nawiązanie do It's a Good Life. Szacun za wyłapanie tego - mi się skojarzyło z odcinkiem Johnny'ego Bravo - Johnny Real Good. (Który pewnie jest oparty na tym opowiadaniu.)
Dreamweb:
Jeszcze co do I's a Good Life, to nawiązanie ma głębszy sens... Autor opowiadania był też scenarzystą paru odcinków TOS. To Jerome Bixby.
Natomiast aktor grający "magicznego" chłopaka w tej pierwszej ekranizacji został później przyjacielem Ira Stevena Behra i zagrał u niego w DS9, w odcinku The Siege of AR-558 jako Kellin (Crewman).
I potem jak I. S. Behr zaczął robić nową wersję Strefy mroku, to zaprosił go żeby zagrał w sequelu do "It's a Good Life" czyli w dostępnym na YT: "It's Still a Good Life".
RedHatMeg:
No i jeszcze ten odcinek był częścią filmowej "Strefy Mroku" robionej przez Spielberga. Czasem żałuję, że nie można po polsku obejrzeć tej oryginalnej Twilight Zone. Klasyka sci-fi mimo wszystko.
xetnoinu:
I Jerome Bixby stworzył rozwinięcie pomysłu swojego z TOS o nieśmiertelnym czyli film Człowiek z Ziemi, jaki wpłynął na fanfilmy i inne kinowe filmy fabularne np Ex Machinę Garlanda - co omówiliśmy w szerokim gronie na podcaście USS Phoenix na YT.
Dreamweb:
Także całość głęboko powiązana ze ST. 😛
***
Autor: Ledsbourne, 20.07.2025, Discord Star Trek, reblog
Drugi odcinek. Przydała się taka chwila oddechu, ale nie jest to najbardziej udany odcinek "na luzie".
Humor tutaj działa (zwłaszcza Spock i Korby próbujący wytłumaczyć wszystkim, co się dzieje), La'an wygląda zjawiskowo nawet jak na siebie, Ortegas znowu dostaje drobny rozwój postaci i nawet Uhura ma szansę poflirtować.
Z drugiej strony, postaci Chapel chyba ktoś ze scenarzystów mocno nie lubi, bo jej zachowanie w tym odcinku jest mega słabe - rozumiem, że "dała sobie czas" ze Spockiem, ale nie odzywanie się przez trzy miesiące i zero informacji, że z nimi naprawdę koniec (w dodatku wygląda na to, że jej przyjaciółki z załogi też nie wiedziały!) jest kiepskie... Pomijając już Korby'ego, który w mało etyczny sposób sobie podrywa podwładną. W dodatku wszystko w trzy miesiące! Ta konwersacja Chapel ze Spockiem w poprzednim odcinku mi trochę zgrzytała, ale widać, że to była podbudowa pod nowy romansik. Za to teraz rzucenie talerzem z zupką przygotowaną przez Chapel w Amok Time wydaje mi się mniej chamskim wybrykiem Spocka. 😄
No i ten Trelane - szkoda, że ze wszystkich postaci z TOS wyjęli z szafy akurat tę z jednego z najsłabszych odcinków. Q z TNG był zazwyczaj ciekawszy (chociaż nie powinien się pojawić przed TNG).
PS
Modlący się Pike mi nie przeszkadzał - bardziej mnie zastanowił sposób w jaki "zaczął" tę modlitwę. Co do chronologii Trelane, to można przymknąć oko, bo Q nie są liniowo w czasie.
Nie powiedziałbym, że ST jest ateistyczny - nawet w TOS przy spotkaniu Apolla Kirk go zbywa, mówiąc, że teraz mają jednego boga! (Potem oczywiście to się odwraca w ST V, jak Kirk w obliczu tego "boga" udowadnia mu, że nie istnieje. 😆)
Ortegas-Pike - nieee, dla mnie to nie wyglądało na romans. Chyba Pike był zaniepokojony, że ona podpierała ścianę, a ona ma dalej problem z Gornami - i dobrze, bo do tej pory ta postać była nudna jak flaki.
Niepijący Scotty to chyba żart - albo Q, albo samego Scotty'ego. Później bierze dwa Guinnessy, więc wszystko wraca do normy!
***
Autor: Toudi, 20.07.2025, Forum USS Phoenix, reblog
No ale dziś lecimy dalej, obejrzałem 3x02. Odcinek zapowiadał się na typowy zapychacz zaraz po wielkim dwuodcinkowcu między sezonami. Jak to miało miejsce w np. TNG w 4x02 Family, w ENT 2x02 Carbon Creek, SG1 3x02 Seth czy nBSG 3x05 Collaborators.
Myślę, że w niemal każdym większym uniwersum znajdziemy podobne odcinki. Czy są złe? Zazwyczaj nie, ale nie są to odcinki, do których się po latach wraca. Czasem oczywiście bardzo rozwijają postacie, ale z reguły nie wnoszą nic do universum, nie posuwają go do przodu. I dokładnie tak zapowiadał się ten odcinek.
Że Spock jako półCzłowiek-półWolkanin ma problem z emocjami, to chyba nikogo nie dziwi (choć i więcej oglądam ST, tym bardziej mam wrażenie, że to wynika z jednego wielkiego oszustwa, że Wolkanie nie mają uczuć. Mają ale udają, że nie mają. I nie wiem, czy Spock był tak niepojętnym uczniem i nie zrozumiał nauk, by panować nad sobą i chować emocje, czy zlali jego treningi, bo był tylko w połowie ich godny? Jedyny plus taki, że im starszy, tym lepiej sobie radzi z ich maskowaniem.
Za to to, co wyprawiała przez dwadzieścia minut siostra Chapel... woła o pomstę do Borg. Jej zachowanie było tak niestosowne. Tak chamskie. Spoko, że se nowego chłopa znalazła. Ale mogłaby jakoś najpierw zerwać ze Spockiem. A także uprzedzić go, kogo sprowadza. I dobra, ich związek od początku był dziwny, beznadziejnie prowadzony, ale kto pisał ten odcinek? Jakaś nastolatka, co naczytała się jakiś 365 dni czy co? To co widzieliśmy przez pierwsze dwadzieścia minut było tak niepoważne, tak żałosne, że dzięki Borg za to, co się potem stało. Bo odcinek naprawdę miał szansę dostać najniższą możliwą ocenę.
Po owych dwudziestu minutach pojawia się nam na ekranie jakiś "Trickster", nie powiem, przez chwilę kombinowałem kim lub czym może być, do pierwszego pstryknięcia palcami. Od tego momentu było jasne, że to Q z Q. Pozostało pytanie, co chce i dlaczego droczy się akurat ze Spockiem. I tu już mi się odcinek bardziej podobał. Q uratował epizod na przyzwoity, nie wybitny, ale przyjemny w odbiorze.
Oczywiście jak zwykle okazało się, że to syn Tego Q i że na końcu trzeba go skarcić, bo nieodpowiedzialnie się zachował (taaa, bo Ten Q zawsze jest odpowiedzialny...) Była to kalka z VOY (z Death Wish i Q2), ale dobra kalka. Bo tak naprawdę czegoś takiego powinniśmy oczekiwać od takich omnipotentnych istot - że czasem się bawią czyimś losem.
Choć wydaje mi się, że Q to raczej w tym odcinku chciał dokuczyć dr Korbiemu, a Spock był tu tylko dlatego, żeby widz to widział oczami znanej mu postaci, z którą może się utożsamiać, a nie kogoś, kogo w sumie pierwszy raz na oczy widzi. Przemawia za tym fakt, że Korby od początku nie był zahipnotyzowany. W sumie to może szkoda, że nie pokazali nam tego wszystkiego jego oczami, bo wówczas moglibyśmy obserwować więcej dziwnych zachowań, które odbiegałyby od normy...
No i jest tu jeszcze wątek poboczny z problemami Ortegas, jej koszmarami. Kolejny ograny standard, jak Picard i jego koszmary z Locutusem. Pewno albo coś niedługi koncertowo spieprzy albo przejdzie jakaś psychoterapię.
Ale tak w ogóle, strasznie dużo tu kopiują z TNG. Czy scenarzyści aż tak nie mają pomysłu na fabułę serialu, że muszą wszystko kopiować? O i ok, wiadomo, że prawie każde dzieło jest obecnie jakąś kopią innego, albo inspiracją, ale tu tak dosyć mocno idą fabuła czwartego sezonu TNG, że to jest niebezpieczne. Wzorce sobie wzięli dobre, ale ze strasznie wąskiego fragmentu innego dzieła... Powinni brać rzeczy jednak bardziej od siebie oddalone, by nie rzucało się to tak w oczy.
Podsumowując, dobry średniak, choć pierwszy akt naprawdę beznadziejny i źle napisany.
