Opis
Kirk i Spock w odpowiedzi na wezwanie pomocy trafiają do grupy archeologów, wśród których kapitan spotyka swoją dawną miłość. Wezwanie okazuje się pretekstem do zwabienia Kirka i dokonania na nim przeszczepu osobowości.
Polski tytuł: Wymiana / Ukryty intruz
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Ledsbourne, reblog
The Original Series, recenzja całej serii TOS.
Kosmiczna przygoda rozpoczęta! Cudowny, intelektualny serial bazujący na oryginalnych pomysłach, genialnych postaciach i dobrym scenariuszu. Stałem się Trekkie!
Mniejsza dynamika od dzisiejszych seriali, skupianie się raczej na pojedynczych wątkach, znikoma ciągłość pomiędzy odcinkami, archaiczna scenografia i efekty powodujące u mnie vintage’ową nostalgię za tymi niedoskonałościami – nie mogą wpłynąć na ocenę.
To raczej odświeżające doświadczenie w dobie obecnych seriali. Każdy odcinek zaskakuje nową, oryginalną fabułą, która poszerza horyzonty. Część rzeczy widziałem w późniejszych filmach Sci-Fi, które z pewnością inspirowały się i rozwijały pomysły stąd.
Nie mówiąc już o nieustannej obecności w popkulturze od pół wieku i nawiązaniach, które są właściwie wszędzie – co chwila przyłapywałem się na tym, że jakaś znana mi sytuacja czy scena mniej lub bardziej wprost nawiązują do Star Treka.
Chyba nawet Gwiezdne Wojny nie miały takiego wpływu na kształtowanie popkultury i środowiska nerdów/geeków. Nawet NASA i naukowcy czerpali stąd inspirację i motywację! Serial wzbudza oczywistą fascynację kosmosem i obcymi cywilizacjami.
Ukazuje sytuacje i motywacje zupełnie różne od naszych, ludzkich. Mimo tej całej egzotyki, pozostaje bardzo bliski istoty człowieczeństwa, pełen humanizmu – nieugięty, ale jakże ludzki ze swoimi niedoskonałościami kapitan Kirk to wręcz wzór człowieka.
W niczym nie ustępuje mu logiczny, introwertyczny Spock. Relacje i chemia między postaciami to kolejna wielka zaleta serialu – dzięki temu nie brakuje ciepłego, ale błyskotliwego humoru, choćby przekomarzanie się Bonesa ze Spockiem, czy teksty Scotty’ego.
Pod względem strukturalnym serial perfekcyjnie balansuje pomiędzy inteligentnym Sci-Fi, przygodą i sensacją, trzymającym w napięciu thrillerem, dramatem i komedią. Odcinki może są nierówne, ale unikatowe, zapadają w pamięć i z każdego można coś wyciągnąć.
Trafiają się perełki – moje ulubione odcinki to „The City on the Edge of Forever”, „The Return of the Archons”, „The Trouble with Tribbles”, „Journey to Babel”, „Balance of Terror”, „Assignment: Earth”, „A Taste of Armageddon” i „Turnabout Intruder”.
Wspaniałe jest również, jak mocno ten serial potrafi przywrócić wiarę w ludzi. Po 50 latach jego przesłanie nadal jest uniwersalne. Tolerancja, akceptowanie siebie i innych, dystans do emocji i osobistych uprzedzeń, postrzeganie różnorodności jako zalety.
Latanie w kosmos korzystając z olbrzymich komputerów pełnych migających, kolorowych światełek może dzisiaj wydać się śmieszne – ale czy nie byłby to lepszy kurs dla cywilizacji niż otępiałe, nadwrażliwe społeczeństwo gapiące się w ekrany smartfonów?
***
Autorka: MeLena, dyskusja: xetnoinu, 26.07.2025, Discord Gallifrey.pl, reblog
Star Trek TOS ✅ - recenzja serialu.
Cieszę się, że to obejrzałam. To dobry serial.
Szkoda że ma tylko trzy sezony. Jeśli misja trwa pięć lat to przynajmniej pięć powinno być. Nie czytałam, jak to było ale serial wydaje się urwany, ostatni odcinek (sam w sobie dobry) zupełnie nie wygląda jak ostatni odcinek. Serial nie ma zakończenia, pewnie niektórzy uważają, że to zaleta, ale ja wolałabym zobaczyć jak bohaterowie wracają do domu, jak Kirk wykłada w Akademii czy coś takiego. Szkoda.
Przede wszystkim na plus, że serial korzysta z tego, że opowiada o podróżach w kosmosie. Są różne planety (z kosmitami trochę gorzej, bo niemal wszyscy BARDZO humanoidalni), coś gdzieś na powierzchni, część odcinków na okręcie - zróżnicowanie. Tego mi brakuje w Doctor Who, więcej odkrywania kosmosu. Jako fanka Doctor Who nie mam prawa narzekać na kartonową scenografię i bardzo ciężkie kamienie ze styropianu, którymi się tam ciągle okładają. 🙂
Kolejna sprawa to zróżnicowany main cast. Wiecie, że nie lubię odhaczenia listy w Excelu ale tu patrzę na to inaczej. W latach 60. to musiało być przełomowe. Szkoda, że w tle byli właściwie sami biali. Ci czerwono-mundurowi, jednorazowi członkowie załogi na przykład...
Cudownie się patrzy na to, jak wyobrażano sobie technologię w przyszłości. Te wszystkie kasety. ♥️
Choreografia walki wręcz bardzo mało satysfakcjonująca. Nie pomaga tu też mało dynamiczny montaż, dziś tak się tego nie robi. Jak na misję pokojową, to tej walki jest strasznie dużo.
Dziwne że kapitan i wysocy oficerowie wszystko robią sami. Zrozumiałe z punktu widzenia serialu ale wydaje się mało rozsądne taktycznie.
Krótkie spódniczki, skąpe kreacje, przedmiotowe traktowanie kobiet (przez scenariusz, nie przez bohaterów) oczywiście obecne. Akceptuję to jako czynnik datujący produkcję. W pewnym momencie to, że Kirk ma "w każdym porcie narzeczoną", zrobiło się męczące.
Ewidentnie serial zaprojektowany do oglądania w telewizji jednego odcinka na raz. Nie ma story arców, włączasz losowy odcinek i nie jesteś zdezorientowany (tego też bym chciała więcej w Doctor Who - ale to wymaga dłuższych sezonów). Nic się nie stanie, jak któregoś tygodnia odpuścisz i nie obejrzysz. Natomiast przy oglądaniu cały dzień traci, robi się powtarzalny.
Parę odcinków, które zapadło mi w pamięć, pozytywnie lub negatywnie:
+ The Menagerie - wspaniałe, cudowne wykorzystanie odrzuconej historii. Jestem zachwycona, że postanowiono nie zescrapować tego materiału tak zupełnie i że skanonizowano Pike'a.
+ Mirror, Mirror - światy alternatywne zanim to było modne. Wyborne.
+Journey to Babel - Sarek, trochę więcej o Spocku, dobra historia.
+Trouble with Tribbles - to było cudownie absurdalne, I crave that.
-Amok Time - fajnie zobaczyć Wolkan ale sama historia była imo słaba a już szczególnie zamieszanie w to Kirka i McCoya. To ten element "trochę więcej o Spocku" bez którego mogłabym się obejść...
-Patterns of Force - co do cholery, co to było? Żaden szanujący się historyk nie stwierdzi, że Trzecia Rzesza była przykładem silnego państwa. John Gill nie ma prawa nazywać się historykiem.
-The Omega Glory - to było tak durnie amerykańskocentryczne, że aż mnie brzuch boli.
Dyskusja
xetnoinu:
Moje spostrzeżenie wieloletnie jest takie, że osoby które chodzą do teatru i lubią przedstawienia na żywo akceptują poetykę TOS i dobrze im on wchodzi. Osoby nielubiące i nieznające specyfiki teatralności mają ogromny problem z TOS. Po teatralności kicz to drugie imię TOS.
MeLena:
Trzecim są mini spódniczki.
xetnoinu:
Niestety tak. Sprawczych kobiet, bez mini, jest mało w TOS. Homeopatycznie, ale są.
MeLena:
Miałam nadzieję, że chociaż ta villainka z ostatniego odcinka będzie jakaś. Ale nie. A jak na końcu się rozpłakała z tym "no weź go zabij nooo" to już głowa -> blat stołu.
xetnoinu:
Ta co chciała być kapitan w ciele Kirka? To okropny odcinek. Wstyd praktycznie, że to zrobiono. Bardzo go nie lubię.
MeLena:
Podobał mi się w sensie aktorskim. Bo jakieś wyzwanie. Shatner mógł głosem popracować czy coś. Ale o rany, cały ten koncept "ona jest zua, bo nie lubi być kobietom a ogólnie to go kohaua a on jom porzucił X lat temu"...
xetnoinu:
To odcinek dla konserwatywnej widowni. Chyba chcieli podnieść oglądalność. Bo z niego wynika, że kobieta nie może być inaczej kapitan niż takim podstępem. I oczywiście zdeterminowana kobieta musi być histeryczką jak jakaś totalna oszołomka.Dramat. Zaprzeczenie pomysłów z wcześniejszych odcinków, gdzie np Romulanka była znakomitą dowódczynią i nie miała mini.
MeLena:
Tak, nie rozumiem, skąd im się nagle wzięło, że kobieta nie może być kapitanem? Skoro tam gdzieś wcześniej była kobieta na wysokim stanowisku.
xetnoinu:
Nie Ty jedna. 🙂
RedHatMeg:
Tak czytam Waszą dyskusję i przy ostatnim odcinku bardzo chciałam powiedzieć:
"Roddenberry robił ten odcinek, jak był w trakcie rozwodu i mu się frustracja z tego powodu wylewała na scenariusz. Czemu o tym nie wspomniałeś, Xet?! I czemu nie wspomniałeś, że to takie krótkie, bo PBS anulowało i nawet nie dało wyprodukować tego porządnego finału, który już był napisany?!"
A potem zdaję sobie sprawę, że ja o tym wiem, bo jak robiłam retrospektywę TOSa, to czytałam też różne ciekawostki na TVTropes o poszczególnych odcinkach i ja to mogę, wiedzieć, a Ty, Xet, nie😆.
***
Autor: Fluor, 2.09 2021, Pierwsza Dyrektywa Fluora FB, reblog
Strona się dopiero rozkręca, więc myślę, że warto żebyśmy pogadali o Star Treku i o tym, co fajnego można w nim odnaleźć. Zacznijmy od początków:
The Original Series (zwany wcześniej po prostu "Star Trek") emitowano w latach 1966-69. Pomyślcie sobie, że jego pierwszą widownią były osoby z roczników 40-50, czyli pokolenie naszych dziadków. Warto brać poprawkę na to podczas oglądania, bo to zupełnie inny styl produkowania serialu.
Do tego dochodzi sztampowa, głośna muzyka w momentach dramatycznych i umowne, niskobudżetowe efekty specjalne i choreografia. A także motywy, które współcześnie są mocno problematyczne i jedyne co dobrego wnoszą, to, że pokazują nam jaką drogę przeszliśmy jako społeczeństwo od lat 60.
No dobrze, a coś pozytywnego? 😀 Pomimo różnych wad, zdarzają się tutaj przebłyski geniuszu. Scenariusze potrafią być naprawdę dobre (zdarzają się też tak złe, że aż dobre), więc warto zobaczyć co Star Trek w formie surowej ma do zaoferowania.
Ja z TOS miałem skomplikowaną relację, zdecydowanie wychowałem się na TNG i przez długi czas ignorowałem jego istnienie (da się!). Startrekowy kanon i uniwersum są na tyle elastyczne, że da się żyć bez TOS-a, natomiast jest tutaj całkiem sporo motywów, które były później rozwijane lub komentowane.
U mnie zaczęło się... przez konwenty. Stwierdziłem, że chcę zrobić prelekcję o redshirtach i w ramach researchu obejrzałem wszystko. 🙂
W ciągu najbliższych dni wrzucę krótkie omówienia moich ulubionych odcinków i wątków. Chętnie też poznam Wasze typy.
Cytaty
Dr Lester: Youth doesn't excuse everything.
