Startrek.pl

USS Phoenix

There Is a Tide...

Opis

Po zdobyciu USS Discovery, Osyraa szuka możliwości spotkania z admirałem Vancem.

W tym czasie Burnham i załoga muszą wykazać się niezwykłą pomysłowością i determinacją, próbując odzyskać dowództwo nad okrętem.

Admirał Vance

Polski tytuł: Nadchodzący przypływ...

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Ledsbourne, 11.11.2023, Discord Star Trek

Ojojoj... To mógł być naprawdę najfajniejszy odcinek Discovery, w którym wreszcie zapachniało prawdziwym, porządnym Star Trekiem, a wyszło jak to w Discovery.

Zaczyna się kosmicznym pościgiem, co prawda zainscenizowanym, ale rodem prosto z Gwiezdnych Wojen. Potem mamy kilka równie efektownych scen akcji przywodzących na myśl SW, przepełnioną łataniem taśmą izolacyjną dziur fabularnych, ale w na tyle zręczny sposób, że nie drażni. Wreszcie przechodzimy do clue - oto straszna She-Hulk, która była tyranką bezwzględnie mordującą swoich podwładnych za drobne błędy, okazuje się wizjonerką, która tak naprawdę porwała Discovery i wbiła do kwatery głównej Federacji po to, żeby zawrzeć nie tylko pokój, ale i sojusz!

Tymczasem na statku mamy obowiązkowy bunt więźniów, Michasię bawiącą się w Rambo pomimo przebitej tętnicy udowej, złola z jednego z pierwszych odcinków i naukowca, który jest pupilem She-Hulk.

Mniejsza o nich - bo wszystko, co interesujące w tym odcinku dzieje się w gabinecie, pomiędzy admirałem Vancem i She-Hulk (przy okazji admirał tutaj potwierdza teorię o działaniu replikatorów, wprost mówiąc, że jedzenie jest robione z subatomowego recyklingu gówna).

Kiedy wydaje się, że scenarzystą udało się uratować ten sezon twistem w najlepszym trekowym stylu i zamiast kolejnej spektakularnej bitwy na koniec, zobaczymy pokój i pojednanie, oczywiście muszą to spieprzyć. Dysponują wynalazkiem fabularnym wspaniale pozwalającym uprościć całą scenę negocjacji do standardów zrozumiałych dla docelowej widowni Discovery - mamy hologram, który określa, czy She-Hulk kłamie, więc okazuje się, że cały czas mówi prawdę.

No idea pojednania jest cudowna (nawet, jeśli trochę kontrastuje z jej metodami, które widzieliśmy kilka odcinków wstecz - ale to Discovery, więc kto by się przejmował konsekwencją), Vance też się do niej przekonuje. I już, prawie podpisują traktat sojuszniczy - no nie, musieli wepchnąć chamski twist, który pokazuje, że nazwa "Undiscovered Country" scenarzystom może się kojarzyć najwyżej z jakąś Tanzanią czy innym Zimbabwe. Vance oczywiście perfidnie wypala, że wszystko super, ale She-Hulk będzie musiała odpowiedzieć za swoje zbrodnie - no bo rzecz jasna prawo działa wstecz.

Oczywiście na tym się kończą negocjacje, bo na równie absurdalny pomysł nie przystałby absolutnie nikt. To tak jakby w ST VI na koniec Kirk rzucił, że teraz jeszcze klingoński kanclerz musi beknąć za to, że 50 lat temu sobie podbił jakąś planetę. Cyrk. I niestety nie ma tu jednoznaczności moralnej ani zastanowienia się nad tym - scenarzyści jasno pokazują, że to załoga Discovery i Federacja są wspaniali, a Emerald Chain zły, dodając specjalnie kilka scen, które to podkreślą (i ubierając żołnierzy Emerald w generic zamaskowane stroje w stylu Cobry z GI Joe).

Oczywiście od tej pory dla mnie Federacja w DSC pozostanie bandą self-righteous hipokrytycznych dupków, a zaczynam kibicowanie She-Hulk, nawet wiedząc, jak to się skończy.

W drugim wątku Michasia na pałę "odbija" Stametsa z rąk naukowca, akurat kiedy ten zaczął go przekonywać - po czym nie pozwala mu ratować uwięzionych w nebuli, co w sumie zostawiłoby She-Hulk na pastwę losu w siedzibie Federacji, przez co nadal utwierdza się jej charakterystyka kretynki, która zawsze podejmie najgorszą możliwą decyzję.

Ocena 4/10.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v