Opis
Miłość doktor Crusher zostaje wystawiona na próbę, kiedy zakochuje się w obcym, który, aby przetrwać, żyje w różnych ciałach gospodarzy.
Polski tytuł: Żywiciel

Zwiastuny
Recenzje
Autor: xetnoinu, 3.08.2022, Discord Star Trek, reblog
Przykład odcinka, gdzie te skanery medyczne są jakieś do bani. Nie tylko Troi nie wyczuwa symbionta. Trikorder medyczny też jakiś lewy. Ślimak ogromny a oni nie wiadomo czego szukają.
Skończyłem oglądanie. W pracy to na raty idzie. No co tu rzec. Moja pamięć wyzerowała wątek ambasadorski i źle zapamiętałem finał. Ale po kolei.
Odcinek wprowadza ambasadora jak złola. Jest jak młody klon Khana: samczy alfa w gąszczu zarośniętej klaty, że niedźwiedzie wymiękają i niczym w Obcym coś mu w brzuchu dyga. Ojojoj. Widz mu nie ufa od pierwszej sceny. I to był chyba błąd w tej fabule. Ale o tym potem.
Doktorka w dziesięć dni ma skrajne seksualne zauroczenie jak 18-latka, której trafiłby się Lewandowski albo coś w ten deseń. Co ciekawe aktorka to uniosła. Grając do tej pory nepotyczną nudną matkę, ja wierzę, że jej tak hormony strzeliły. To duże zaskoczenie aktorskie w tym odcinku na plus. Aktor od kapitana natomiast na minus, JLP jest cały epizod na jednej drewnianej minie.
Potem odcinek idzie ok. Jest nawet fajne, że widać fryzjera na okręcie i ... usługę pedicure ze zbliżeniem na umalowane paznokcie ... Trochę dziwne ale w sumie ... dlaczego nie.
I mamy strzał. Riker oczywiście ochotnik na dawcę ciała. I tu bardzo duża dziura. Nikt się nie zastanawia nad tym, czy ten ślimak nawet tymczasowo wsadzony w tego nosiciela, mózgu i osobowości mu nie wyczyści. A w odcinku pada, że mało Federacja zna Trille. Hmm. Też dziura. Mało znają członka Federacji? No bo ambasador to rola wyjątkowa dla wysłannika planety członkowskiej. Ale tym bardziej, jak już w dialogu padło, że mało znamy gatunek, ten brak refleksji nad losem Pierwszego zaskakuje.
Potem ożywiamy ambasadora w ciele Pierwszego. Jest pomysłowy, usilnie przekonuje delegatów, że on, to on itd. I ponownie zaleca się do doktorki. I tu znowu dziura. Ona odgrywała pociąg zauroczenia seksualnego, w dziesięć dni raczej głębokiego związku nie zbudowała - a tu scenariusz cyk, i już doktorka i Riker w objęciach i pocałunkach. Mimo absurdu fabularnego aktorka nadal gra ten cud na kiju wiarygodnie, ku mojemu zaskoczeniu.
I tu widać, że w ambasadorze nie ma ani odrobiny umysłu pierwszego oficera, ani też odrobiny refleksji nad tymczasowym używaniem jego ciała. A może on nie miał ochoty całować pani doktor?
Łatwo powiedzieć na tym etapie, że ten odcinek ma skopany pomysł na Trille i dobrze, że go poprawili w DS9. Tak i nie.
Wszyscy fani Gwiezdnych Wrót zaraz zauważą, że Trill w tym odcinku to Tokra, czyli taki Goauld, który nie miesza, nie niszczy umysłu i pamięci gospodarza. Owszem używa go jako bioawatara, ale na pstryk może włączyć głos, umysł i pamięć nosiciela.
Także ten odcinek TNG jest ważny i dla Treka, bo stworzył Trille, które potem poprawiono i świetnie działały w DS9. Ale ten odcinek był kolejną inspiracją dla franczyzy SG. I tam pociągnęli temat takiegoż działania symbionta i konsekwencje, jak to się ma do praw żywiciela i ich koegzystencji itd.
Wracając do odcinka TNG. Jak już doktorka przełamała się z pocałunkiem, mimo zmiany ciała i dziwnym trafem nie miała obiekcji, że Riker może jej takie użycie mieć za złe, to finał kupy się nie trzyma. Bo jeżeli, całkiem słusznie, nasza pani doktor nie jest na pstryk w stanie przenieść pociągu seksualnego na ciało kobiety i tłumaczy, że ludzkość nie jest jeszcze tak otwarta czy elastyczna, to po co był ten pocałunek z ambasadorem w ciele Rikera? Sam ambasador w ciele kobiety nie jest zbyt perswazyjny. W negocjacjach walczył, udowadniał, że on, to on. A tu kicha. Dwa zdania i odpuścił. Może faktycznie to zgodnie z podprogową sugestią z początku odcinka: to po prostu złol, co wykorzystuje kobiety?
W pamięci miałem mylnie, że w tym odcinku nasz ambasador naciskał na panią doktor, niejako oczekując od niej zmiany orientacji. Że chciał ten pociąg seksualny utrzymać. Ale nie. Tu ambasador w ciele kobiety nie naciska nawet na platoniczną relację!
Podsumowując. W kontekście późniejszych świetnych fabularnych modyfikacji gatunku Trill, jest to odcinek kiepski. W ramach samego odcinka czyli z Trillem typu Tokra też jest niedobrze. Doktor nie powinna dać uwodzić się ambasadorowi w ciele Rikera. Wszyscy powinni mieć obawy, co stanie się z prawdziwym Rikerem. W finale kobiecy ambasador powinien jak lew dalej walczyć o panią doktor.
Czyli jest to odcinek wadliwy fabularnie, nieprzemyślany w ramach Treka. Paradoksalnie dało to dwa rozwiązania. Porządny pomysł na Trille w DS9 i na Tokra w SG. Objawieniem jest tu aktorstwo pani doktor, która zagrała ten odcinek wiarygodnie, mimo całkowicie niewiarygodnej i wadliwej fabuły.
Fraa napisała mi: „Kompletnie nie odebrałam pierwszej wersji Odana jako złola. Nie był klonem Khana – w sensie, zupełnie mi się z Khanem nie skojarzył. Zresztą, fajnie to później wytłumaczył: dla niego bycie symbiontem to norma. Czy inni tłumaczą się, że są jednostkowymi bytami? No nie, bo dla nich to po prostu „bycie”. Akurat to było fajnie pokazane – ta różnica perspektyw”.
Tak. I to było ok scenariuszowo. I dlatego podprogowe ustawienie negatywnie widza na początku jest dziwaczne. Raczej błędne. Posłuchaj tam muzyki, jak on się ogląda w lustrze.
Fraa na to:
„Tylko właśnie ja nie widzę tego negatywnego nastawiania widza. Tak, coś ukrywa, ale to jeszcze nic negatywnego, raczej uznałam, że ojoj, jest ciężko chory i nie chce się przyznać”.
Ledsbourne:
„Ja podobnie jak Fraa, czułem tylko „tajemniczość” a nie negatywne emocje od razu. No oprócz tego, że poleciał na Crusherkę, więc od razu było wiadomo, że coś z nim nie halo 😏”.
Ja:
Haaaaa. Świetna diagnoza 😉 .
Emberiza/Joanna aka Pleiades zakończyła dyskusję:
„O rany, xetnoinu, co za piękne podsumowanie odcinka. Mnie on się nie podobał... W dodatku uważam go za obrazę LGBT+”.
