Opis
W trakcie rutynowego transportu z powierzchni planety Alfa 177 dochodzi do wypadku - kapitan Kirk materializuje się w dwóch postaciach, z których jedna ma tylko dobre cechy charakteru, a druga tylko złe.
Dochodzi do starcia dwóch aspektów człowieczeństwa kapitana, podczas gdy Scotty i reszta załogi próbują znaleźć sposób na cofnięcie efektów wypadku.
Polski tytuł: Rozdwojenie / Wróg wewnętrzny
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Fluor, dyskusja: Rayna, RedHatMeg, 6.11.2021, Pierwsza Dyrektywa Fluora FB, reblog
Trigger warning: napaść seksualna, systemowy brak wsparcia dla ofiar przemocy.
Jeśli chcesz pominąć opis triggerów i wyjaśnienia dlaczego odcinek jest problematyczny, to przejdź do ikonki z tęczą. (***)
TOS: The Enemy Within
Przyznam, że jestem zdziwiony, że w MA oraz na Netflixie ten epizod nie jest oflagowany. Mamy tutaj scenę, w czasie której główny bohater dokonuje napaści seksualnej - od strony psychologicznej jest to zarysowane realistycznie i przerażająco. Zaatakowana kobieta broni się desperacko i skutecznie, ale to nie koniec dramatu.
Po tym jak napadł na nią dowódca okrętu, "pierwszy po bogu", widać wyraźnie, że Gwiezdna Flota nie ma przygotowanych procedur wspierających wyjaśnianie takich spraw czy ochronę ofiar przestępstw. Dochodzi do absurdalnej sceny, w której Janice jest konfrontowana przez (domniemanego) gwałciciela kapitana Kirka, w towarzystwie Spocka i Bonesa, którzy wyraźnie sympatyzują z głównym oskarżonym. W pewnym momencie Janice próbuje przepraszać za zamieszanie:
"I can understand. I don't want to get you into trouble. I wouldn't have even mentioned it!"
-No ale to nie byłem ja! - mówi Kirk i wszyscy mu wierzą na słowo.
Czy zaoferowano Janice opiekę psychologa? Jakiś czas wolny na dojście do siebie? Nic o tym nie wiadomo i co więcej, nie za bardzo wiadomo co zrobić z oskarżeniami wobec kapitana. Być może należałoby odsunąć go od dowodzenia, do czasu wyjaśnienia zarzutów?
Sprawa przybrałaby klasyczny wymiar słowo przeciwko słowu, gdyby dodatkowe okoliczności. Pojawiła się jeszcze jedna ofiara, która potwierdza winę Kirka: technik geologiczny Fisher, który został dotkliwie pobity, gdy chciał zameldować o ataku na Janice. Po chwili milczenia Spock dochodzi do jedynej możliwej konkluzji:
"There's only one logical answer. We have an impostor aboard."
Parsk, gdyby to nie były straszne. No tak, dwie osoby mówią zgodnie o winie kapitana, więc jedyna logiczna możliwość jest taka, że ktoś się pod niego podszywa, bo przecież "nasz" kapitan nie mógł tego zrobić. OK, w momencie wygłaszania tej kwestii Spock wie o tym, że doszło do wypadku transportera w wyniku którego sklonowano "zwierzę" (psa z rogiem na czole), ale biorąc pod uwagę całą sytuację i tak jest to spory zgrzyt.
No i wisienka na torcie, czyli ostatnia scena odcinka, kiedy Spock podchodzi do Janice Rand i mówi (parafrazując), że szkoda, że kapitan Kirk już nie gwałci, c'nie?
Nie wiem kto pisał tę linię, ale na pewno przeszła przez akcept Roddenberry'ego i studia, skoro znalazła się w finalnym skrypcie. Aż się chce odpowiedzieć wulgarnym cytatem ze Star Treka Przerobionego.
Ach i jeszcze bonus, z tego odcinka pochodzi anegdota o metodzie aktorskiej Williama Shatnera (za Memory Alpha):
Grace Lee Whitney once recounted that, while shooting the scene when a distraught, tearful Janice Rand accuses Captain Kirk of trying to rape her, William Shatner slapped her across the face to get her to register the proper emotion. As they shot the rape scene days earlier, Whitney couldn't get into the same emotion successfully, and it was Shatner's "solution" to the problem. (The Longest Trek: My Tour of the Galaxy, p. 94)
I co możemy z tym wszystkim zrobić? Wyciąć niektóre sceny, usunąć z Netflixa? Nie, wystarczy żeby pojawiła się na początku krótka informacja z ostrzeżeniem o triggerach, podobnie jak robi Amazon Prime na początku odcinków Lower Decks. Wiem, że odcinek kręcono w roku 1966 i wtedy najwyraźniej nie było problemu, ale my żyjemy w 2021. Teraz więcej mówi się o świadomości i wrażliwości na potencjalne triggery.
(***) A co dobrego jest w odcinku?
Mamy pierwszy w historii wypadek transportera i to od razu na grubo: organizmy żywe są rozbijane na dwie identyczne kopie o zupełnie przeciwstawnych charakterach: jedna dziedziczy cechy związane z agresją i dominacją, druga łagodność, współczucie, rozsądek. Ktoś mądrzejszy ode mnie może powie jaka koncepcja filozoficzna opisuje charakter człowieka jako takie połączenie złej i dobrej natury.
Trochę pachnie Freudem 🙂
W samym odcinku Spock zafascynowany jest możliwością zbadania dwóch sfer: mrocznej i jasnej, które mają się składać na całokształt. I jak wspomniano, każdy człowiek (a kapitan okrętu gwiezdnego w szczególności) potrzebuje do funkcjonowania obu tych pierwiastków: siły i łagodności.
Jeśli znacie pewien zapadający w pamięć odcinek Voyagera o tytule "Tuvix", to domyślacie się dokąd zmierzam. Myślę, że scenarzyści Tuvixa bardzo uważnie inspirowali się tym odcinkiem, bo znajdujemy tu bardzo podobne motywy.
"Enemy Within" nie ma czasu na subtelności, ale zadajmy to pytanie. Czy pozbawiona hamulców moralnych połówka Kirka (biologicznie autonomiczna) może odpowiadać karnie za popełnione przez siebie czyny? Czy ma prawo do samodzielnego decydowania o sobie? Czy możemy ją połączyć z drugą połówką, wbrew jej woli, wyrażanej bardzo jednoznacznie i świadomie? Na to ostatnie pytanie mamy odpowiedź: bo złapano evil Kirka i dokonano fuzji.
Pomijając różne problematyczne kwestie, odcinek ma bardzo dobrą dynamikę i wejdzie w kanon ST jako prototyp dla różnego rodzaju usterek transportera. Przy budowaniu morału o dualistycznej naturze człowieka twórcy uniknęli pójścia ścieżką w najprostszy możliwy trop "evil twin" - zły brat bliźniak. OK, mamy kogoś kto dokonuje złych rzeczy, ale nawet tam drzemie jakiś potencjał, nie jest to siła wyłącznie destrukcyjna. I więcej, wykorzystanie tej sfery w sposób kontrolowany przynosi znaczące korzyści.
Niestety zupełnie pominięto kwestię odpowiedzialności za dokonane czyny. Nawet jeżeli pół-Kirk nie istnieje dalej jako odrębny byt, to pozostały krzywdy, jakich wyrządził otoczeniu i należałoby znaleźć jakiś sposób, aby im zadośćuczynić.
Dyskusja
Rayna:
Uwielbiam ten odcinek i uważam, że pod wieloma względami jest to najmocniejszy, najbardziej uniwersalny, najintymniej mówiący o ludzkiej naturze odcinek ST, nie tylko TOS. Uważam, że realizacja motywu podzielonej osobowości w tym odcinku, choć jest to tylko godzina programu głównie rozrywkowego, dorównuje najsłynniejszym literackim interpretacjom tegoż motywu, czyniąc z tej godziny klasykę telewizji.
Czy połowa człowieka może żyć, jak pyta "dobry" Kirk? Nie. Człowiek - i to każdy, kapitan czy nie - ma warstwę instynktów i pragnień, która sama w sobie nie ma moralności, oraz warstwę rozumu, cywilizacji itp. Gdyby nie ta druga, gdyby instynkty mogły sobie hulać do woli, rzadziłoby nami prawo silniejszego.
To, że na co dzień w ogóle nie widzimy agresywnej, pijackiej, pożądliwej części Kirka, dowodzi tego, jak porządnym w istocie jest człowiekiem, skoro tak silne impulsy potrafi tak skutecznie utrzymać w szachu. Idea, że miałby odpowiadać za czyn dokonany przez odłamek osobowości, z definicji pozbawiony hamulców, wydaje mi się absurdalna. Rand i inne ofiary "złego" Kirka ucierpiały w wyniku wypadku transportera, a nie z winy kapitana. Zresztą "dobry" Kirk też padł ofiarą swojej rozhamowanej połowy, która w jednym momencie pobiła go do nieprzytomności.
To, że Kirk ostatecznie rozprawia się z impostorem przytulając go, obiecując, że będzie żył, choć w niewoli rozumu, jest głęboka afirmacja człowieczeństwa łącznie z jego biologiczną, atawistyczną warstwą, na której dopiero mogło się wykształcić to coś więcej, co nas od świata przyrody trochę odróżnia.
Fluor:
Well, odpowiedzialność czy może zadośćuczynienie Kirka mogłoby się objawić np. w stwierdzeniu takim, że jest mu przykro, że on sam oraz inne osoby padły ofiarą "impostora". Zamiast tego powiedział:
"The impostor's back where he belongs. Let's forget him."
Czyli tłumacząc: "oj tam oj tam". To trochę za mało wg mnie.
Swoją drogą to ciekawe, że mroczna połówka była nazywana "impostorem", a ta jasna już nie, chociaż de facto obie były tylko jakąś częścią Kirka, niekompletną. I obie chciały prezentować się jako ten właściwy i docelowy Kirk.
Rayna:
Impostor to był taki skrót myślowy, bo przecież Kirk wiele razy podkreślał, że widział mroczną część siebie. Który Kirk bardziej przypominał tego, którego znali na co dzień? Ten "dobry", dlatego to z nim Kirk się identyfikował, choć też boleśnie doświadczył tego, jak bardzo jest niekompletny, gdy nie mógł podjąć najprostszych decyzji.
Myślę, że Kirk chciał zapomnieć swoją mroczną część i jej wyczyny dlatego, że pamiętanie wiązało się po prostu że strasznym cierpieniem (por. jego odpowiedź na pytanie McCoy'a jak się czuje). Które de facto jest niesprawiedliwe, bo jak wcześniej mówi McCoy, posiadanie takich instynktów jest po prostu ludzkie, wszyscy je mają, ale dzięki woli i rozumowi je kontrolują i nie muszą ich oglądać.
A jeśli chodzi o "przykro mi", pod sam koniec Kirk próbuje wytłumaczyć się Rand, być może przeprosić, ale ona mu przerywa, mówiąc, że jest w porządku. Prawdopodobnie rozumie, że choć oczywiście straszne jest być tak napadniętą, być podzielonym na pół jest prawdopodobnie jeszcze znacznie gorzej.
A jeśli chodzi o triggery i dramat Rand, to rzeczywiście, zestarzało się to źle, ale nie tylko ze względu na lata 60., ale też że względu na nasze współczesne obsesje i demony. Wtedy nie można było pokazać krwi na ekranie, dziś w ST widzimy wyłupywanie oczu że szczegółami i co, i jest to dla nas normalne (?), mieści się w teaserze.
Ale bohaterka, którą zaatakowano, powinna dostać cały odcinek na poradzenie sobie z traumą, proces, rekompensatę, inaczej odcinek jest przestarzały. No cóż, to po prostu nie był film o Rand i jej traumie (choć i taki byłby ciekawy). To był film o roli dobra i zła, emocji i kontroli w człowieku. Rand była plot device, pozwalającym tę lekcję przeprowadzić, i tyle. Choć ostatni wers Spocka rzeczywiście był i niepotrzebny, i chyba rażący nawet na tamte czasy.
Fluor:
Co do wrażliwości z wyłupywaniem oka. Enemy Within ma rating 7+ na Netflixie, to jest jednak pewne niedopowiedzenie.
Oraz nie chodzi o to, że bohaterka, którą zaatakowano, nie dostała połowy odcinka, tylko o to, że na samym początku odcinka mogłoby pojawić się krótkie ostrzeżenie, tak jak przy Lower Decksach, o kontencie, który może być kłopotliwy. Nikomu to nie ujmuje, można takie ostrzeżenia ignorować i oglądać dalej.
RedHatMeg:
Star Treki, które przyszły potem po TOS, też miały odcinki z napaścią seksualną. W TNG padała jej ofiarą Deanna Troi i to nawet jeszcze w jednym filmie kinowym.
Z zadośćuczynieniem bywało różnie, chociaż w kinówce odczuwało się satysfakcję, kiedy Troi przeprowadziła atak. Jest też odcinek Voyagera, w którym załoga podeszła do samych oskarżeń o gwałt w miarę racjonalnie - nie odrzucała od razu lęków Siedem, ale też próbowała sprawdzić każdy trop. Jednocześnie jest też ten wątek samego oskrażonego, który boi się, że zostanie skazany o zbrodnię, której nie popełnił, ponieważ jego rząd jest uprzedzony. Ten odcinek VOYa jednak źle się zestarzał, bo pod koniec wszystko zostało sprowadzone do "to wszystko jest w twojej głowie".
Fluor:
VOY 4x17 Retrospect miał być odcinkiem o tym, jak fałszywe wspomnienia/zeznania rujnują reputację oskarżonego (domniemanego) sprawcy, ale niestety wyszło tak, że to historia o tym, jak bardzo system wsparcia zawodzi ofiarę. Siedem faktycznie przeżywa traumę we wspomnieniach, a kończy się na tym, że zarówno kapitan Janeway jak i Doktor sugerują, że jest współwinna śmierci Kovina. Co jest krzywdzące i zupełnie nieprawdziwe.
RedHatMeg:
Prawda, prawda. Temat sam w sobie jest wart rozważenia i rozwinięcia z większym niuansem, ale to nie u Retrospect. BTW, w żadnym razie nie chcę umniejszać samej sytuacji ofiary.
Cytaty
Kirk: You're too beautiful to ignore. Too much woman.
