Startrek.pl

USS Phoenix

Strange New Worlds

Opis

Christopher Pike powraca z narzuconej sobie izolacji, aby uratować oficer zaginioną podczas tajnej misji.
Zadanie jest tym trudniejsze, że kapitan zmaga się jednocześnie z niepokojącą wizją przyszłości, którą otrzymał.

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Ledsbourne, 10.04.2024, Discord Star Trek, reblog

Rozpocząłem oglądanie SNW, podobnie jak z Discovery planuję recenzję kolejnych odcinków – tutaj to się zapowiada znacznie przyjemniej.

Na razie odcinek tytułowy. Na dobry początek pokazał mi, że jednak warto było się męczyć z 60 odcinkami Discovery tylko po to, żeby wyłapać trochę więcej kontekstu tutaj, szczególnie w kwestii tragicznego przeznaczenia Pike’a – to, w jaki sposób na niego podziałało tutaj, jest bardzo fajnie pokazane w odcinku.

Poza tym, to typowy pilot – mamy zgrabnie przeprowadzoną ekspozycję i wprowadzenie bohaterów, z finałowym twistem w postaci *nie tego* Kirka jako zapowiadanego cameo. Z jednej strony mamy tutaj silne granie z nostalgią widzów – no nie powiem, kupuje mnie od razu muzyczka w czołówce – a z drugiej takie dosyć bezpieczne badanie i trącanie patykiem w celu wyczucia widza, więc odcinek to raczej konserwatywna i zamknięta historia bez fajerwerków i wymagania od widza specjalnego wysilania umysłowego.

Humor/banter i ogólnie jakość dialogów to na dzień dobry poziom wyżej od Discovery, chociaż czasem aż za bardzo próbują – pierwsza rozmowa La’an z Chapel i od razu docinki jak u starych znajomych. Natomiast zdecydowanie plus za „I’m all ears... It’s a figure of speech” powiedziane przez Pike’a do Spocka.

Sama intryga nakreślona zgrabnie, ale też trochę nudnawo – jakby hołd dla wszystkich odcinków typu „przebierają się za tubylców, bo Prime Directive”. Spock wypada trochę lepiej niż w Discovery – ale czuję, że to będzie zdolny do okazyjnego uśmiechu Spock z „The Cage”. Pierwsza scena z nim i T’Pring na Wolkanie to chyba najsłabszy motyw w tym odcinku. Przyznam się, że spodziewałem się trochę więcej, ale też nie jestem rozczarowany. 7/10.

***

Autor: Q__, 12.02.2023, Forum Trek.pl, reblog

Wróciłem do pilota SNW, również zatytułowanego „Strange New Worlds”, by zobaczyć jak go z perspektywy czasu ocenię. I – cóż – stracił nieco w moich oczach.

Dodam, że nie chodzi tu ani o retcony (póki co tylko zasygnalizowana werbalnie redefinicja Gornów, blackwashing Pike’a, zmiana formuły związku Spocka i T’Pring czy charakteru Chapel, że o prawie samych paniach na mostku nie wspomnę) – są to wszystko relatywne drobiazgi (od zrozumiałych i akceptowalnych do lekko irytujących), ani o stronę wizualną (niby nie jest to klasyczny Trek, ale Trek ma wiele wizualnych obliczy – styl TOS, styl TMP-VOY we wszystkich jego wariantach, styl ENT, styl Abramsa z Linem), która na swoich własnych prawach wydaje się całkiem ładna.

Nie, rzecz w tym, że za dużo czasu zajmuje – niepotrzebnie tak rozbudowana, zwłaszcza w kontekście tego, że niewiele się w sumie o nich dowiadujemy – introdukcja bohaterów, a za mało (owszem: przyzwoita, klasyczno-trekowa i w tradycję TOS-owego luźnego stosunku do Pierwszej Dyrektywy się wpisująca) centralna fabularnie sytuacja odcinka pospiesznie rozwiązana w kilka minut (jest to recydywa problemu znanego z co lepszych epizodów DSC – np. „New Edenu” – i niektórych odcinków ENT – niby wszystko ok, jak G.R. przykazał, ale bardzo po łebkach).

Natomiast podtrzymuję opinię, że ostrzegawcze nawiązanie przy tej okazji do obecnej – amerykańskiej, ale i polskiej w sumie – polaryzacji trzeba liczyć zdecydowanie na plus.

Z kolei (lekki) ekshibicjonizm emocjonalny Pike’a... hmm... z jednej strony pokazał jak przekuwa swoją słabość (znajomość przyszłości i przyniesiona przez nią trauma) w atut, i to na plus jako narracyjna pętla, z drugiej – takie epatowanie ową słabością nie pasuje do Roddenberry’owskich kapitanów, a wzmianka o niej wydaje się nie tylko zbędna in universe, ale i dziwna, bo albo niezrozumiała dla adresatów (jeśli powiedział tylko to, co słyszeliśmy), albo towarzyszyły jej dodatkowe wyjaśnienia mające charakter głębszego niż trzeba gwałcenia Pierwszej Dyrektywy (ba, może sama wzmianka o tym, że da się czasem zobaczyć przyszłość takim pogwałceniem była – o ile tubylcy wcześniej takiej opcji w ramach fizyki teoretycznej nie wyspekulowali).

Tak czy owak tradycyjne 3 z lekkim minusem/4, choć oglądało się lepiej niż zdecydowaną większość DSC i PIC (ale też gorzej, niż sporą część ORV, czy nawet PRO z LD*)...

*) Ba, nawet gorzej, niż piloty Power Rangers in Space i Time Force, które sobie – korzystając z ich legalnej obecności na YT – jednym okiem – również powtórkowo – oglądałem. Jakoś przyjemniejsze dla tego oka 😉, choć znacznie mniej dopieszczone wizualnie.

***

Autor: Toudi, 7.05.2022, FB Toudi SajFaj, reblog

Star Trek: Strange New Worlds – kolejny serial w świecie Star Treka. Osadzony w czasach TOS, spin-off Discovery. Śledzimy nim losy załogi NCC-1701 Enterprise pod dowództwem kapitana Pike’a.

Po pilocie wygląda, że twórcy serialu wracają do podstaw, czyli jeden odcinek jedna historia. Akcja startuje gdzieś po finale drugiego sezonu ST: Discovery. Enterprise musi przerwać naprawy i ratować swoją Numer Jeden, która poleciała z misją Pierwszego Kontaktu. No i w sumie tyle jeśli chodzi o fabułę.

Sam odcinek średni. Miło znowu wrócić do jednoodcinkowych motywów. Nie mam jakieś szczególnej sympatii do Pike’a, czy czasów TOS, tak jak od lat piszę, twórcy powinni iść w czasy post TNG, a nie cofać się i mieszać w tym, co już znamy, bo potem wychodzą kwiatki jak w Discovery. Tu też się tego nie ustrzegli. Gdy misja na planetę ma się upodobnić do miejscowych, to stosują magiczny pył (eugeniczny), podczas gdy sto lat później nadal upodabniali ludzi przez operacje plastyczne. Ciekawe jak to będą banować pod koniec serialu, jak te holograficzne łączności w Discovery.

Nie rozumiem dlaczego USS Archer, okręt wyznaczony do Pierwszego Kontaktu, miał tylko trzech załogantów, dowódcę i dwóch astrofizyków. Żadnego lekarza, żadnego oficera ochrony, nic. Do tego na zwiad schodzi cała trójka. I tak zostawiają sobie nowoczesny okręt u rasy, która ledwo zaczyna ogarniać kosmos. Tak jakby nie było sensownej procedury Pierwszego Kontaktu.

No ale reszta odcinka była nawet ok, Pike przylatuje, ratuje załogę, świat i lecą dalej w pięcioletnią misję.

Co rzuciło się w oczy, gdy Pike wszedł na pokład, to w sumie cała załoga to kobiety, cały mostek to kobiety. Tak nachalnie umieszczono wszędzie te kobiety, że w oczy rzuca się czarny lekarz i czarny admirał. Aż dziw, że kapitanem ciągle mógł być biały mężczyzna. Przecież to takie niepoprawne się robi...

A przywódcą obcych do Pierwszego Kontaktu też była kobieta. Wydaje mi się, że gdyby na mostku był choć jeden facet, gdy wszedł tam Pike, to się to tak nachalnie nie rzucałoby w oczy.

No i zostaje jeszcze temat Wojen Eugenicznych. Twórcy Treka robili sporo, aby unikać tego tematu, tu już na starcie widzę, że sporo stoi na tym temacie. Nie wiem, co o tym myśleć, szczególnie że zgodnie z TOS, to te wojny miały mieć miejsce pod koniec XX wieku. A i DS9 i VOY, jak i Picard teraz unikały tego tematu. Wręcz pokazywały ten okres, jakby nic takiego nie miało miejsca. No dobra, Picard coś tam o Khanie pokazał w teczce na koniec drugiego sezonu. Zobaczymy, co też tu wymyślili twórcy.

Jedna z bohaterek nazywa się tak w ogóle La’an Noonien-Singh – ciekawe jakie będą jej powiązania z Khanem Noonien Singh?

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v