Startrek.pl

USS Phoenix

Spirit Folk

Opis

Wszystko ma swoje ograniczenia - nawet holodek, któremu nie wychodzi na zdrowie używanie go non-stop. A gdy mieszkańcy Fair Haven - popularnego wśród załogi holograficznego miasteczka - zaczynają zauważać dziwne zachowanie gości i "czary" przez nich odprawiane, może to oznaczać tylko jedno - przygotujcie się na egzorcyzmy!

Polski tytuł: Upiory

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Krogulec, 7.01.2025, Discord Star Trek

Drugi odcinek z Far Haven... Temat na pracę magisterską... Mam odczucie, że niechcący bardzo creepy im wyszło to moralizatorstwo z hologramami...

Teoretycznie wszystko fajnie, bo załoga na koniec się brata z hologramami... Ale co to za braterstwo? Mamy do czynienia z niewolnikami, podległymi i włączanymi na rozkaz w miarę potrzeb załogi z Voyagera. Niewolnikami i niewolnicami seksualnymi. Scenarzyści jakby nie mogli się zdecydować, czy hologramy to tylko hologramy (a wtedy powinno się je po prostu wyłączać, gdy sprawiają problemy), czy autentyczne formy życia zasługujące na autonomię. Morał odcinka wskazuje na to drugie, ale skoro mamy do czynienia z autentycznymi formami życia, które mają istnieć jako sługusy i niewolnicy bez żadnej wolności, to jak to świadczy o załodze Voyagera, gorzej niż o plantatorach bawełny z czarnymi niewolnikami.

Sytuacji nie polepsza fakt, że mamy tu oczywiste wskazanie, że hologramy świadczą funkcje rozrywkowe i dalej mają je pełnić. Ich autonomia istnieje tylko w zawieszeniu. W zasadzie sama Janeway potwierdza tę złowrogą interpretację, bo uznaje mniej więcej, że "skoro nasze uczucia wobec nich są prawdziwe, to relacje są prawdziwe, a więc oni też". Czyli ich istnienie posiada uzasadnienie, PONIEWAŻ pełnią służebną i funkcjonalną rolę wobec załogi Voyagera. Wręcz definicja mówiących narzędzi i niewolnictwa.

Bardzo dziwi mnie ten voyagerowy krok w stronę "emancypacji seksualnej" akceptującej związki i seks z podległymi hologramami. Jako lewicowiec powiem, że to raczej liberalne i obce mi podejście, jakaś kalka z pomysłu na legalizację sexworku. W tym wypadku mamy sprzeczność. Bo jeśli hologramy są tylko formą zabawki erotycznej, to tak powinny być traktowane. Ale nie są, bo jednocześnie nadaje się im człowieczeństwo. Tyle, że nie otrzymują żadnych związanych z nim praw... W tym sensie podejście TNG i hejtowanie "Brokuła" za seksualne fantazje w holodeku wydaje mi się dużo zdrowsze, przynajmniej w oparciu o te parametry, które tu stworzono. Etycznie jako filozof stwierdzam, że te odcinki są absolutnie nie do obrony, na pewno nie w duchu postępowości jaki ma przyświecać Trekom. Niesmaczne i mocno psuje mi polityczną wymowę Voyagera.

Oczywiście istnieje scenariusz, który powinien tu zaistnieć. W momencie gdy hologramy z Far Haven uzyskały samoświadomość, należało potraktować je jako nową cywilizację i kulturę, zapewnić niezależne od zachcianek Voyagera bytowanie i zostawić w spokoju. Jeśli dobrze pamiętam był w TNG odcinek trochę w ten deseń, gdzie jakiś program, czy wirus komputerowy (skleroza, potrzebna pomoc) został uznany w końcu za pełnoprawną formę życia. A tutaj? Far Haven jako wesoły loch z niewolnikami dla zabawy załogi...

***

Autor: xetnoinu, 7.01.2025, Discord Star Trek, reblog

Jeśli mogę dodać trzy grosze. Problem etyczny wobec hologramów jest szerszy. Są trzy rodzaje istot, które i w erze TOS i w erze TNG-DS9-VOY nie są traktowane, choć powinny, z zasady jak istoty rozumne, inteligentne i z prawem do życia i wolności. Są to: 

1. komputerowe sztuczne inteligencję na czele z hologramami (bez ciała stałego),

2. androidy (to samo co wyżej ale mają ciało),

3. klony humanoidów.

Są kuriozalne odcinki, gdzie dwie diody pod pleksi są uznawane ze niezależne byty z prawami, jak i jakieś niematerialne duszki energetyczne również - podczas gdy w Federacji traktuje się te trzy kategorie jak rzeczy/przedmioty/własność. 

Chyba kogoś zastanawiała ta ogromna niechęć do tych trzech grup postaci i ich dyskryminacja prawna, stąd w nowych Trekach pojawiły się historie to tłumaczące.

Przypominam fabułę Discovery i wątek tzw Kontroli czyli systemu komputerowej SI, który się uniezależnił i potrafił się też ucieleśnić (nanitowy Leland). Walka z Kontrolą ma miejsce przed wydarzeniami w TOS i została utajniona a Federacja ledwie to przeżyła. Można dokonać interpretacji, że zaskakujący w Federacji brak poszanowania praw SI czyli androidów, hologramów itp, szczególnie ludzkopodobnych (przypadek Lelanda) wynika z tych doświadczeń. Admiralicja i twórcy prawa to wiedzą i te twory nie będą miały pełnych praw. 

Zresztą to jest konsekwentne. W serialu Picard mamy nadal motyw, że Federacja nie chce uznać androidów z planety Coppelius i mamy cały tam motyw ukrytej niechęci do nich po stronie władz Federacji i wyjaśnionej potem nienawiści ze strony Romulan i Zhat Vash.

W erze TNG inteligentne SI czyli np hologramy są często okłamywane. To nie tylko przypadek wioseczki holo w VOY. Przypomnę że w TNG prof Moriarty też był oszukiwany, zamknięty w symulacji z fałszywą nadzieją, że będzie kiedyś uwolniony itp. Data jako android też dostał w warunkach sądu na szybko troszkę praw - ale nigdy pełnych. To samo z Doktorem AHM w VOY. Dopiero dalsze sezony Discovery wprowadziły zmianę w podejściu i to jest ta scena ze Stametsem, Kovichem i przyciskiem jaki miał wyłączyć Zorę - samoświadomą SI. Tam już jest pewien postęp. Przycisk jakim chciano szachować Zorę (czyli jej wyłącznik) okazał się blefem. No niezbyt etycznym. I na koniec ją zaprzysiężono jako oficerkę Floty - ale Data też był po przysiędze i nigdy pełnych praw nie otrzymał.

Teraz klony. Tu też jest ogromne uprzedzenie w Federacji do tej formy życia. W drugim sezonie TNG Riker i dr Pulaski, bez sekundy namysłu, zabijają swoje nieautoryzowane klony. Jest odcinek TNG, gdzie jest duplikat temporalny Picarda (czyli jakiś temporalny klon) i kapitan zabija, bez mrugnięcia moralnego, sam siebie - to znaczy tego drugiego.

W DS9 są już przebłyski innego traktowania. Jest duplikat Rikera z awarii transportera - ma inne imię i dostał odcinek. Ale już nie jest pozytywną postacią. Jest ciekawy wątek w odcinku DS9, gdzie próbowano wrobić Odo w morderstwo. Tam złol wyhodował swój klon i go zabił, pozorując swoją śmierć. Jak już wszystko się wydało, to Odo zauważył, że morderstwo własnego klona podlega pod paragraf morderstwa, co sugeruje, że na Bajor to jest jednak zbrodnia.

Ale już Tuvixa można było sobie zabić, a był klonem hybrydą dwu postaci. Jeśli tak etycznie rozważać prawa jednostek inteligentnych, to w trzecim sezonie Picarda Data dokonuje mordu kilku postaci SI. Bo przypominam tam wskrzeszenie Daty polega na tym, że połączono kilka androidów typu Soong, była walka w umyśle i jakaś składanka części ciała i to, co jest w finale, to jest taki Tuvix tylko z różnych ról granych przez Spinera. 😉

Dopiero w serialu Picard pojawił się wątek bardziej kompleksowych praw w Federacji w zakresie androidów z Coppeliusa. Ale dla odmiany przemilczane do zera są prawa androidów bio typu Golem. Bo po pierwszym sezonie emerytowany admirał Picard jest androidem! biologicznym, do którego wgrano jego świadomość. Potem będzie nim postać Graya w serialu Discovery.

Właściwie to jest jeszcze jedna grupa traktowana prawnie jak jakieś wyrzutki. To osoby z modyfikacjami genetycznymi - augmenci. To też w nowych Trekach próbowano trochę naprawić. Kaśka przed Radą Federacji broni praw Dala w Prodigy. No i dali mu prawo nauki w Akademii. Ale wątku dyskryminacji ludzi augmentowanych  (jaki mamy wyjaśnione już w TOS jako efekt doświadczeń Wojen Eugenicznych) jest kontynuowane w Federacji przez stulecia.

Zatem tak. W Treku, nawet w tej utopii, są gorsi: samoświadome sztuczne inteligencje, androidy, hologramy, augmenci.

(...)

W omawianym odcinku VOY są cudowne linie tekstu. Kochanek Kaski przypila ją do muru, że ona go okłamuje i coś tu nie gra i że ciągle jej nie ma tam, gdzie niby mówiła że jest. I pyta: Co przede mną ukrywasz?

A Kaśka tak odpowiada: Czasem nie mówiłam całej prawdy, ale nie zataiłam niczego ważnego. I nie kłamałam, mówiąc, że mi na tobie zależy. 

"Chciałbym wierzyć " on na to.
A ona: " Więc uwierz".

Przecudowny dialog. Tak zwane kłamstwo biskupie w czystej formie.

Oglądam teraz ten odcinek i widzę w nim więcej głupot niż dawniej. Kiedyś, bardzo kiedyś, nie zastanawiał mnie seksualno-rozrywkowy podtekst, a właściwie nadtekst tego wątku. Pamiętam, że nie lubiłem tego odcinka, bo jest tak cholernie pozytywny, miły - a tam przecież był prawie samosąd i tylko brakowało stosu i egzorcyzmów. I wszystko jest tak nieznośnie anglosaskie. Teraz warto się zastanowić, czy w świecie przestawionym można uznać te holopostacie za takie porządnie samoświadome. Aż tak samoświadome, by musieć coś z tym zrobić. 

Po pierwsze po zachowaniu B'Elanny widać, że w jej ocenie to tylko program z usterką. Trzeba ratować Toma i Kima bo holoprogram im zagraża, a można go zaprogramować na nowo. Na to Kaśka, że trzeba znaleźć inne rozwiązanie, bo postaci stracą swoją osobowość. Jak na złość w tej scenie, mówiąc językiem męskiej szatni, obie myślą rozporkiem 😉 . Każda z tych pań chce chronić swój obiekt pożądania. Więc nici z obiektywnego osądu głównej mechanik. Po drugie Tom Paris i Kim pokazali, że to jakiś typ usterki, ale też nie są obiektywni (jeden stworzył program, drugi ma tam holodziewczynę, więc też myśli rozporkiem). Bazując na tym, nie da się odpowiedzieć na pytanie, czy to błąd programu czy serio te holopostacie to samoistne i samoświadome SI.

Aby rozstrzygnąć, czy w ramach myślenia flotowego powinno się uznać te holopostacie za pełnoprawne życie inteligentne (czyli takie, którego nie można zabić czy tak po prostu wyłączyć czy przeprogramować) pozostaje nam porównać jakoś sytuację do odcinka z testem dr Pulaski w TNG.

Tam stworzony jako oponent dla Daty - profesor Moriarty - sam, bez błędu programu, zorientował się, że świat przedstawiony mu w holodeku jest nielogiczny, fałszywy i jest coś poza nim. Moriarty był zaprojektowany jako złol, stąd potrafił przejąć możliwość kontroli nad okrętem (tak zwrócił na siebie uwagę że zagraża Enterprise) ale zdał sobie też sprawę, że jest zależny (można go wyłączyć) stąd przeszedł do pokojowych negocjacji, aby zapewnić sobie możliwość życia, czyli przejawił adaptację i instynkt samozachowawczy.

W tym sensie postaci z Fair Heaven nie przeszły testu dr Pulaski. O ile same zorientowały się, że coś jest nie tak, to nawet najbardziej ogarnięty, czyli Barman, nie wykazał się instynktem samozachowawczym ani nie przerósł swojego oprogramowania. Nie dotarło do o niego, że mogą go po prostu wyłączyć, że jest zależny i nie próbował zorganizować sobie gwarancji istnienia ani nie wyszedł z roli. Hologramy w wiosce nie przeszły testu dr Pulaski.

(...)

Chyba nie dość jasno wyjaśniłem konkluzję swojego wywodu. Ku własnemu zaskoczeniu, wyszło mi że w tym konkretnym przypadku, hologramy nie spełniły kryteriów jakie zdał profesor Moriarty. Są programami, które na skutek błędu, łudząco wydawały się samoświadome. Ale nie przejawiły instynktu samozachowawczego i do końca nie zrozumiały swojej użytecznościowej dla załogi sytuacji. Te holopostacii nie są samoświadomymi postaciami w ramach Treka. Bo pamiętajmy każdy okręt ma komputer tak doskonały, że sprawia zawrót głowy - ale on nie jest uznany za inteligentne życie. Pod koniec TNG chyba jest jeden odcinek, gdzie z tego komputera ewoluuje coś, co jest owym życiem (to był odcinek z metaforą jadącego starego pociągu).

Jeśli chodzi o krytykę mojej oceny i stwierdzenia o myśleniu rozporkiem. Przecież piszę nieco żartobliwie. 🙂 Ale sedno jest. Obie panie nie byłyby uznane w sądzie za obiektywne w ocenie czy te holopostacie są nowym życiem inteligentnym czy są tylko programem.

W Treku były hologramy, które walczyły o swój byt i rozumiały swoją sytuację, czyli zdające test dr Pulaski i to były te zbuntowane do jakich dołączył Doktor w VOY. Musiałbym się upewnić i jeszcze raz obejrzeć ten odcinek, ale tam ewidentne był raczej instynkt samozachowawczy i spora zmiana zachowania - czyli zmiana pierwotnych parametrów oprogramowania.

I tu przypominają Minuet z TNG. Są lepsze. (Luksusowa wersja chińskiego pokoju). Nieodróżnialne od człowieka w zachowaniu, na pewnym poziomie świadome, że są holo (Barman Kaśki) ale nie są na poziomie profesora Moriarty'ego czy Doktora.

W nowych Trekach tylko chyba raz mamy holopostać na poziomie tych dwu. To holo-Kaśka w finale PRO. Ona miała instynkt samozachowawczy i przerosła swój program i ... nawiązała głęboka relację z Chakotayem - skończyli jako para (serial dla dzieci ale sugestia jest wyraźna).

I tam jest ciekawe rozwiązanie. Program holoKaśki został zresetowany do ustawień fabrycznych i wysłany wstecz w czasie na Lamorę, a wersja oryginalna, która przerosła swój program i wykazała instynkt samozachowawczy, została skopiowana i przeniesiona na nowy okręt.

HoloKaśka z PRO uratowanie zawdzięcza relacji z Chakotayem a nie zasadom prawnym czy regulacjom Federacji. Czyli znowu mamy lokalne rozwiązanie dla tu i teraz a nie system praw dla takich specjalnych wyróżniających się hologramów. (Jak w odcinku sądowym z Datą). Mówiąc ironicznie Federacja też nie dała rady uchwalić swojej "piątki dla zwierząt, wróć, hologramów".

Czyli wyszło na to że możemy wyróżnić trzy typy hologramów:

1. Proste. Mają wyłączona lub niezaprojektowaną analizę rzeczywistości. Nie widzą jak gość holodeku jest źle ubrany, ma przedmioty niezgodne z otoczeniem lub mówi coś o świecie poza holodekiem. Nie analizują tego. To ich w długim okresie działania nie zmienia.

2. Luksusowe. Wypasiona wersja chińskiego pokoju. Mają albo zaprojektowaną doskonałą symulację samoświadomości albo się ona w jakimś wyniku np błędu sprzętu lub oprogramowania lub wpływu obcej technologii - pojawiła. Ta świadomość jest spora, ale nie na tyle by istniał rzeczywisty silny instynkt samozachowawczy. Te hologramy nie przerastają swojego oprogramowania. Nie robią czegoś nowego w swoim interesie, to np Minuet i Barman z VOY.

3. Hologramy - życie inteligentne. Są czymś więcej niż doskonała imitacja humanoidalności. Uczą się, zmieniają, z naszej perspektywy tracą przewidywalność i doskonałość, są ludzkie w tym sensie że mogą popełniać nawet błędy, chcą żyć, są świadome śmierci (wyłączenia, skasowania) i chcą temu zapobiec.

Tu lista jest krótka. Moriarty, Doktor, holoKaśka z końca PRO2, i chyba zbuntowani fotonicy z VOY.

Jeszcze Vic Fontain. Teraz się trzeba zastanowić czy on jest dwa czy trzy. Hmm. Potrafił się sam przeprogramować. On był bardzo świadomy. Prowadził własne życie jakby na tyłach sali widowiskowej. Raczej trzy. Choć nie było sceny z instynktem samozachowawczym chyba. Ale jak Moriarty kontaktował się z zewnętrzną częścią holodeka we własny sposób i ze swojej inicjatywy. Za bardzo też nie zmienił swojej funkcji. Więc są też argumenty, by uznać go za luksusowy hologram typu Minuet. Chyba że uznać, że rodzaj doradztwa psychologicznego wobec Noga i Odo jest takim przeskoczeniem swojej funkcji. Wtedy znowu typ trzy. Nie można go tak szybko zaszufladkować w ramach testu Pulaski. Muszę odświeżyć odcinki z nim i jego linie dialogowe. Bo jak jest gdzieś ślad instynktu samozachowawczego to ewidentnie poziom trzy. Po głębszym zastanowieniu jednak Vic to kategoria trzecia. On z własnej woli i pomysłu pomaga Odo i Nogowi. To jest bezinteresowna empatia i jednak coś innego od dawania rozrywki przez śpiew. To jest jednak przekroczenie swojego programu i to spore.

Pozostaje problem etyczny wskazany przez Krogulca. Kaśka ewidentnie traktuje holopostacie jako kategorię drugą. To jakby nowoczesna wersja zwierzątek domowych, oni są dla załogi, choć jako byty należy im się trochę praw np do niekasowania ich pewnej samoświadomości. Choć nazwanie holopostaci z drugiego punktu nowoczesnymi zwierzątkami domowymi prowadzi w sposób nieunikniony do tematu wykorzystywania seksualnego. Bo to już, sami sobie wstawcie, jak etyka traktuje stosunki ze zwierzętami i jak to się nazywa? 😉 

Etycznie byłoby spać tylko z holopostaciami z pierwszej kategorii?

***

Autorzy: Ledsbourne, Krogulec, Piotr, xetnoinu 8.01.2025, Discord Star Trek

Wybrane fragmenty dyskusji.

Ledsbourne:

Moim zdaniem pomysł, że instynkt samozachowawczy jest wyrazem świadomości, to akurat głupota Treka, bo taki instynkt mają rośliny czy zwierzęta (albo inaczej - *niektórzy* ludzie go nie mają, nie mówiąc o zwierzętach typu lemingi i kapibary, które mają wywalone na niego).

Świadomość śmierci/końca już prędzej, ale jedno nie jest tożsame z drugim no i tutaj dochodzimy do sedna - to jest w gruncie rzeczy raczej skutek uboczny ewolucji ludzi, rekompensowana przez duchowość, więc jest bardzo subiektywnym odnośnikiem. (...)

Czaty są algorytmami, jakkolwiek zaawansowane by nie były, mogą najwyżej nabierać ludzi, że są świadome, bo mają możliwość nauki i udzielają odpowiedzi statystycznie najbardziej prawdopodobnej do oczekiwania pytającego.

xetnoinu:

To teza często obecnie podważana. To już nie są algorytmy, to imitacje sieci neuronowych i nie są zbiorem algorytmów. Czyli potrafią kreatywnie rozwiązywać problemu, których ich nie uczono. To już jest prosta definicja inteligencji.

Ledsbourne:

Test Turinga to dalej czyste sci-fi. ...ja bym się bardziej zastanawiał nad ustaleniem, którzy ludzie są tak naprawdę "sentient" 🤔. Inteligencja nie jest tożsama ze świadomością.

Piotr:

W tym cały problem. Czy jakiś pan Gieniu spod monopolowego czy inna Grażynka, są istotami świadomymi, czy żyją od jednego impulsu do innego. czy rozumieją istotę i potencjał bycia człowiekiem? A my rozumiemy?

Krogulec:

Tu są dwa poziomy zagadnienia. Pierwsze jest takie, że ewidentnie futurystyczny z założenia Star Trek jest skażony XX-wiecznymi uprzedzeniami w stosunku do technologii, droidów, sztucznej inteligencji, klonów itd. Federacja traci realizm będąc instytucją, która ewidentnie ma zaściankowe, a nawet po prostu niewykrystalizowane w dużej mierze poglądy na temat bytów z zakresu AI/klony/Hologramy...

To jest problem scenariusza i twórców seriali, którzy mogli przedstawić Federację z dowolnym, ale jednoznacznym światopoglądem na te sprawy. Zamiast tego jest raz tak, raz tak, przy czym dominuje podejście rodem z Terminatora, czyli Skynet zły, roboty nie mają duszy, hologramy to mówiące narzędzia. Nie byłoby w tym żadnego problemu gdyby nie ideały Federacji, która jedną ręką szanuje życie w każdej formie, a drugą pozwala wykorzystywać wiele bytów, które ewidentnie przynajmniej ocierają się o inteligencję, a na pewno są samodzielne. Bo w temat co jest, a co nie jest inteligencją lepiej nie wchodzić. Prędzej możemy mówić o samoświadomości, a tu w zasadzie w każdym przypadku od hologramów, po klony itd. Byty te mają samoświadomość swego istnienia oraz odczuwają, a więc wedle podstaw etyki, której zdarzyło mi się uczyć studentów, zasługują na szereg praw i ochronę nawet jak na nasze współczesne, dość kiepskie ale jednak, standardy etyczne.

Drugie zagadnienie jest już bardziej in-universe, tzn. mamy do czynienia z szeregiem postaci o pozytywnie ukazanej moralności, które powinny stanowić wzór dla innych. Tymczasem istoty te jednocześnie eliminują przejawy egzystencji, które nie pasują do ich ciasnej wizji, a ich zachowania stoją w sprzeczności z ich wartościami. Już abstrahując bowiem od tego, co my na ten temat jako widzowie (albo szaraki z planet Federacji) sądzimy, to jest fundamentalna sprzeczność pomiędzy próbami dostrzegania w hologramach życia (jak u Doktora zyskującego prawie pełnię praw bioistot inteligentnych) a totalną wasalizacją innych (jak mieszkańców Far Haven, którzy stają się narzędziami, niewolnikami, zabawkami erotycznymi, przy czym cały czas mówi się - zupełnie fałszywie - o ich autonomii). To oznacza, że w tym świecie mamy do czynienia ze specyficzną hipokryzją i wasalizacją form życia.

Łatwo pokazać to na przykładzie: gdyby Federacja dowiedziała się, że istnieją inteligentne bakterie gdzieś daleko od Ziemi, to zapewne bez mrugnięcia okiem uznałaby je za cywilizację, kulturę, przyznała prawa itp. itd... Ale kiedy inteligencję zdradza to, co ma służyć i być podległe (hologramy, klony itd.) to odmawia się temu praw, a nawet życia. Jest to klasyczna moralność pana wobec niewolnika, dehumanizacja i orientalizacja innego na użytek własny. A więc: inteligencja, która jest nam potrzebna i której używamy to narzędzie, bo tak nam wygodnie. Nie bez powodu pachnie to praktykami faszystowskimi, czy kolonialnymi.

Rozwiązanie w zasadzie (i w myśl tego, że świat idzie naprzód, a Star Trek powinien ewoluować w postępową stronę, jak zawsze starał się to czynić) powinno być proste. Na którymś etapie powinna pojawić się klarowna definicja tego, co jest, a co nie jest inteligencją i co zasługuje, a co nie zasługuje na równe prawa. W przypadku opisanych typów hologramów (prostych, luksusowych, inteligentnych) powinno zostać to usystematyzowane i powinny powstać przepisy oraz prawa broniące określonych form istnienia. Skoro np. mieszkańcy Far Haven są inteligentni, to nie powinno się modyfikować ich kodu, nie powinno się zawieszać ich egzystencji i uzależniać od własnego widzimisię, powinno się też zapewnić im możliwość kontynuowania istnienia. Słowem: brakuje konstytucji dla holoform życia i nie tylko. Myślę, że kiedyś w Star Treku zaistnieje w końcu to wyraźne rozróżnienie, ale to potrwa, bo obecnie ludzkość sama zmaga się z tym problemem i są tacy, który w ChatGPT widzą już praktycznie człowieka, a są tacy dla których to mieszanka cytatów z wyszukiwarki. Tak czy inaczej dla dobra i wymowy etyczno-politycznej, oraz spójności uniwersum (powinno być po prostu bardziej dojrzałe niż zostało to ukazane) powinno to zostać wykonane. Bo sceny w których inteligentne hologramy są niewolnikami, albo klony zabija się za to, że są klonami nie przystoją.

xetnoinu:

Pozostaje problem etyczny wskazany przez Krogulca. Kaśka ewidentnie traktuje holopostacie jako kategorię drugą (luksusowe hologramy). To jakby nowoczesna wersja zwierzątek domowych, oni są dla załogi, choć jako byty należy im się trochę praw np do niekasowania ich pewnej samoświadomości. Choć nazwanie holopostaci z drugiego punktu nowoczesnymi zwierzątkami domowymi prowadzi w sposób nieunikniony do tematu wykorzystywania seksualnego. Bo to już, sami sobie wstawcie, jak etyka traktuje stosunki ze zwierzętami i jak to się nazywa 😉.

Etycznie byłoby spać tylko z holopostaciami z pierwszej kategorii (hologramy proste)?

Krogulec:

Etycznie byłoby w zasadzie spać ze wszystkim, ale a) jeśli to byt uznany za inteligentny to musi posiadać określone prawa i wyrażać zgodę, b) jeśli nie to jest to po prostu rodzaj zabawy z gadżetem erotycznym i nie powinno dorabiać się do tego ideologii o uczuciach, czy miłości. Bo w ten sposób jest ona skażona doznaniem zaprogramowanym i kontrolowanym.

Janeway ewidentnie zresztą sama czuje wstyd z powodu tego, że tak jest, choć dalej brnie w to, uznając swą przygodę z zaprojektowanym przez siebie programem za pełnoprawną przygodę miłosną. Tyle, że trudno mówić o miłości w sytuacji, kiedy panujesz nad życiem i śmiercią partnera, sam go stworzyłeś, włączasz go na życzenie itd... Ta "postępowość" w tym wypadku, czyli próba uznania że zniewolone hologramy są pełnoprawnymi partnerami dla własnych twórców i panów jest najgorszym kłamstwem.

Szczególnie że jednocześnie Janeway nie ma problemu z projektem gazowania borg-dzieci, czy mordowaniem Tuvixa. Tu ewidentnie mamy kompletny rozjazd między deklarowanymi wartościami a faktycznym działaniem. Klasyczny Kościół w pełni.

Ledsbourne:

Moim zdaniem wykorzystywanie stworzonej przez ludzi (czy inne istoty) technologii, nieważne, jak bardzo byłaby "samoświadoma" i "inteligentna", do "niewolniczej" pracy jest jak najbardziej etyczne - inaczej popadamy w paradoks, bo coś, co z definicji jest projektowane i tworzone, żeby nam służyć, zyskuje swoje własne prawa... i tak w kółko. (Kiedy już AI zapanuje nad ludzkością, będę miał przerąbane za ten tekst). (...)

Utopia federacyjna panuje tylko na niektórych planetach, są takie, gdzie ludzie dalej głodują, nie mówiąc już np. o koloniach Maquis. Ja akurat uważam traktowanie hologramów jako form życia i przyznawanie im praw jako luksusową hipokryzję, coś jak wypindrzone pudelki celebrytkowych psich mam z "psieckiem".

xetnoinu:

Star Trek czyli seks w małym mieście. 😉 Od holodeków przez niewolnictwo, stręczycielstwo do uznania samoświadomych SI.

Krogulec do Ledsbourna

Ja się z tobą zgadzam prywatnie, tyle że dla mnie te zaprojektowane przez Tomka Paryża hologramy nie są żadną samoświadomą inteligencją tylko fotonami. Nawet Doktor moim zdaniem nie jest wcale bytem inteligentnym tylko uroczym algorytmem. To Federacja i scenarzyści chcą nas do tego przekonać, że ChatGPT jest równy biologicznemu życiu. Pogląd, że tak nie jest to nie jest konserwatyzm, raczej według mnie realizm etyczny z tradycji materialistycznej. Co innego formy życia, co innego program. Co innego jednak także klony i androidy. Bo androidy są samodzielne i nie są projekcją światła i mogą uniezależnić się od twórców, a także ich istnienie posiada wymiar materialny (nie są światełkiem), a klony to już w ogóle powinny mieć normalne prawa... Tuvix [*]... Także temat złożony, ale myślę, że prywatnie byśmy się zgodzili w tej kwestii, problem w tym że Federacja wmawia nam, że to wszystko są równe ludziom byty, po czym większość niewoli i traktuje, jakby wcale takimi nie były... Tu jest hipokryzja... Gdyby Janeway powiedziała "Elo Czekotej, idę pobaraszkować w holodeku z gierką w wersji 3D." to raczej nie byłoby uwag... Ale ona mówi mniej więcej "Mam prawdziwe uczucia, on jest prawdziwy, równy, autentyczny!"... Po czym nieszczęsnego barmana traktuje i tak jakby był tą gierką bo nie ma on żadnych praw i jest tylko uruchamianą dla niej zachcianką. Wyraźne definicje i rozgraniczenia naprawdę są do wypracowania i zapisania. Zajmuje się tym etyka. Nic trudnego. Po prostu w Star Treku mamy orgię hipokryzji.

Idąc konsekwentnie wartościami, które deklaruje Janeway (że holożycie to życie) - to w zasadzie Federacja powinna zakazać tworzenia w holodekach tych samoświadomych hologramów, bo jest to ekwiwalent tworzenia i panowania nad niewolnikami. No ale tego nie chcą, bo to zabawa i przyjemność... I tu pies pogrzebany... Gdyby jakiś scenarzysta w Treku porządnie podszedł do tematu, to mógłby właśnie zrobić to tematem całego sezonu. Dałoby się wtedy pozytywnie skrytykować dotychczasowe podejście Federacji i zaproponować zmiany. Tak jak Data w TNG był symbolem akceptacji dla praw droidów. Ale właśnie... Oni trochę chcą, by hologramy miały te prawa, a trochę nie chcą, bo to dalej mają być zabawki w rękach żywych załogantów... I tu jest Doktor pogrzebany.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v