Opis
Enterprise zbliża się do czarnej dziury. W międzyczasie cała załoga zachowuje się coraz dziwniej. Zarówno kapitan jak i reszta oficerów przejawiają coraz bardziej widoczne oznaki obsesyjnego szaleństwa. Jedynie T'Pol zachowuje się normalnie. Czy jednak zdoła sama ocalić Enterprise?
Polski tytuł: Osobliwość
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Kai
Minirecenzja
Odcinek nie był zły. Dał się oglądać pomimo strasznej głupoty niektórych wątków (Reed Alert) i ogólnego zaburaczenia. Wystarczy jednak wyłączyć myślenie i można się nawet uśmiać w niektórych momentach. A to już coś 😉 .
***
Autor: Dreamweb, Muzeum USS Phoenix, reblog
Cóż, za oryginalność – jedno wielkie zero. Przerabialiśmy to już wiele razy w przeszłości – jakiś czynnik z zewnątrz powoduje, że z załogą jest coś nie tak, jedna osoba jest uodporniona i dzięki niej okręt zostaje uratowany. Natomiast wykonanie, mimo tej wtórności pomysłu, jest całkiem przyzwoite.
Każda postać nagle zaczyna zachowywać się obsesyjnie na jakimś punkcie i całkiem zabawne było oglądanie, co też komu się przydarzy. A to naprawianie krzesła, a to gotowanie. Moim faworytem był doktorek, który uparł się, że obejrzy sobie odsłonięty mózg Travisa.
No właśnie, Travis – ta niezbyt często wykorzystywana postać i tutaj, jako jedyny z głównych aktorów, ma niestety mało do powiedzenia. Nie dostajemy szansy poznania jego obsesji, gdyż jest cały czas przedmiotem badań Phloxa, mówi tylko co chwila, że musi wrócić na służbę, ale to mówiłby i bez czarnej dziury. W końcu doktorek go usypia i tyle...
Przy okazji – jak mamy odnieść się do tego, że nowo wprowadzony alarm taktyczny, będący wzorcem dla późniejszego alarmu czerwonego, powstał jako wymysł Malcolma Reeda w czasie, gdy ten był pod wpływem promieniowania i nie zachowywał się całkiem normalnie? Tutaj chyba trochę przegięli.
Mamy więc w tym odcinku trochę humoru – czasem nie najwyższych lotów, czasem czarnego jak w przypadku Phloxa, ale generalnie jest całkiem zabawnie. Tylko niestety razi wykorzystanie pomysłu, który był już w Star Treku wymęczony do granic możliwości. Nie zwaliłbym tego w tym wypadku na wtórność serialu Enterprise, który faktycznie często powtarza stare pomysły, lecz raczej na dziwne przywiązanie scenarzystów do tego jednego, konkretnego motywu (wygląda to nawet na ich obsesję – niezły temat na parodię). Z drugiej strony dziwić może na ile różnych sposobów można opowiedzieć historię opartą o ten sam schemat. Tu jednak opowiedziano ją dość ciekawie i dlatego stawiam 6/10.
