Startrek.pl

USS Phoenix

Shuttlepod One

Opis

Podczas rutynowego badania pola asteroid, Trip i Reed tracą łączność z Enterprise. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że okręt został zniszczony. Wahadłowiec, którym lecą, nie ma zbyt dużego zapasu powietrza, więc szanse na ratunek wydają się nikłe. Jak zachowają się obaj oficerowie w sytuacji, w której są niemal pewni, że czeka ich powolna śmierć?

Polski tytuł: Rozbitkowie

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Marek mdabek, 26.07.2024, Discord Star Trek, reblog

Niestety, ale Shadows of P'Jem zmogło mnie w połowie, więc muszę obejrzeć jeszcze raz. Za to ten odcinek jest świetny! Kino katastroficzne, chociaż nie, bo wiemy, że ani Malcolm ani Trip nie mogą zginąć 😉.

Dwóch oficerów uwięzionych w małym promie wystarczy, żeby zbudować fantastyczny klimat. Jest nerwowo, jest rzewnie i jest też moment na śmiech. Sen Reeda o T'Pol to niezłe jaja i żartu dopełnia pytanie Tripa o to, kto to "Stinky". Wiadomo, że skończy się dobrze, ale cały proces cementowania się więzi dwójki uwięzionych bohaterów jest niezłym smaczkiem. O ile wcześniej było widać, że dobrze czują się w swoim towarzystwie, to tutaj jesteśmy gotowi uwierzyć, że każdy z nich jest gotów oddać życie za drugiego.

Odcinek nie ma wartkiej akcji i wybuchów (no dobra są), ale zdecydowanie warto. Mi jakoś bardziej pasuje do DS9, stąd w ENT jest dość zaskakujący.

***

Autor: Dreamweb, Muzeum USS Phoenix, reblog

Domyślam się jakie było założenie scenarzystów (tu chwila przerwy by sprawdzić – no tak, Berman i Braga). Chcieli nam pokazać dramat dwóch członków załogi uwięzionych w małym stateczku z wyczerpującym się powietrzem bez większej nadziei na ocalenie. Czyli odcinek z gatunku tych od rozwijania postaci, w tym wypadku Malcolma i Tripa. Niestety wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

Zacznijmy od pozytywów, których jest niestety mniej. Nienajgorzej ogląda się konfrontację dwóch postaw – Malcolma pesymisty i Tuckera optymisty oraz to jak oddziałują na siebie nawzajem. Ogólnie cały wątek obrazujący zachowanie tych panów jest nawet udany, miejscami poważny, miejscami humorystyczny (listy Reeda do dziewczyn, niektóre wymiany zdań między panami). Przy odrobinie dobrej woli można wczuć się w ich sytuację i nabrać zrozumienia dla ich specyficznych zachowań. Współgranie tych postaci to jednak w sumie jedyny dobrze zrobiony element historii.

Nie ukrywajmy – Star Trek zawsze był trochę na bakier z fizyką. Ale o ile w większości wcześniejszych wypadków (poza kilkoma niechlubnymi wyjątkami) owe niezgodności z rzeczywistością były na poziomie tolerowalnym (jak choćby słynny burak 99% filmów s-f czyli rozchodzenie się dźwięku w próżni kosmosu, potrafię przymknąć na to oko, jeśli zwalę to na podniesienie widowiskowości), o tyle tutaj przesadzono i to o kilka rzędów wielkości. Zatykanie dziur w poszyciu palcami a potem ziemniakami odebrało mi mowę. Czy cała ekipa serialu jest taka głupia czy nas widzów za takowych uważa? Nie mówiąc o tym, że nie mieli prawa w ogóle przeżyć przebicia kadłuba. Poza tym Enterprise powinien dużo wcześniej zauważyć, że z wahadłowcem jest coś nie tak – aż tak rzadko się kontaktują? Czepiając się dalej – zanim odrzucili silniki widać było wyraźnie, że wyhamowali (domyślam się że przy użyciu silników "odpalonych na wstecznym" bo przecież w kosmosie nic by ich nie zatrzymało), a przecież powinni nabrać maksymalnej możliwej prędkości i dalej lecieć siłą bezwładności. A teraz wyobraźmy sobie – jakiś w miarę inteligentny człowiek obejrzy ten odcinek jako pierwszy w swoim życiu odcinek Star Treka i co sobie pomyśli? O jednego przyszłego fana mniej.

Ech, ci Amerykańcy – musieli wsadzić w usta Tripa taką kwestię: "to Amerykanie wynaleźli napęd warp!". I jeszcze ci Serbochorwaci – na miejscu Serbów lub Chorwatów pewnie bym się obraził.

Z błędów technicznych – mimo mrozu nie zawsze z ust bohaterów wydobywa się para, poza tym chyba z raz widziałem mikrofon studyjny.

Podsumowując – tylko wątek psychologiczny jest poprowadzony dobrze, można nawet odczuć tą przytłaczającą atmosferę ciasnego pomieszczenia, mróz i beznadziejność sytuacji widzianą oczami dwóch oficerów. Można zrozumieć napięcia między nimi i sposób w jaki je odreagowują. Ale cała reszta to błąd na błędzie i skala niektórych występujących tu buraków jest tak ogromna, że zakrawa chwilami na autoparodię. I to niestety przysłania dobre strony całej opowieści.

Ocena 3/10.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v