Opis
Voyager napotyka anomalię temporalną, która dzieli okręt na obszary znajdujące się w innym czasie z historii Voyagera. Jedynie komandor Chakotay może przywrócić okręt teraźniejszości, ale będzie potrzebował pomocy.
Czy załogi z różnych okresów są w stanie ze sobą współpracować?
Polski tytuł: Rozszczepiony
Zwiastuny
Recenzje
Podróże w czasie to jeden z fundamentów obecnych niemal od początku w serii Star Trek. Do częstszych ludzkich fantazji zaliczyć należy marzenia o możliwości cofnięcia się w przeszłość lub przeskoku w przyszłość. Nic zatem dziwnego, że Star Trek często czerpie z tej skarbnicy pomysłów jaką jest idea podróży w czasie.
Choć wielu fanów narzeka na odcinki temporalne, tak naprawdę wiele najlepszych epizodów opiera swą fabułę o przemieszczanie się w czasie. Przykłady? "City on the edge of forever", "Assignement: Earth", "Yesterdays Enterprise", "Tapestry", "All good things...", "Trials and Tribble-ations", "Little Green Men", "Future's End", "Year of hell", "Star Trek: The Voyage Home", "Star Trek: First Contact". To tylko kilka z wielu cieszących się dużym uznaniem opowieści. "Voyager" pełnymi garściami czerpie pomysły na podróże w czasie. Czasem cofamy się w przeszłość ("Future's End") czasami wybiegamy w daleką przyszłość ("Relativity"). Jak na ironię Janeway nienawidzi mechaniki temporalnej i najchętniej unikałaby problemów z nią związanych.
Na miejscu scenarzystów "Voyagera" też bym tak zrobił. Aby skonstruować solidny odcinek oparty na podróży w czasie, wspólnie usiąść musi kilka osób, z których każda będzie myśleć "co by było gdyby" i skonfrontuje wyniki z innymi. Tylko w ten sposób, dzięki burzy mózgów uniknie się błędów. W przypadku "Shattered" tak się nie stało.
Pomysł na odcinek pokazujący wydarzenia z minionych odcinków serialu jest bardzo stary. Zwykle wykorzystuje się nagrane lata wcześniej sceny i, dodając ledwie kilka minut nowego materiału, otrzymujemy gotowy odcinek. Tak postąpiono np. w "Następnym Pokoleniu" - "Shades of Grey". Większość odcinka składa się ze "wspomnień" Rikera. Na szczęście jednak, przeważnie w Star Treku odwiedzenie przeszłych, pokazanych już na ekranie wydarzeń odbywa się w sposób kreatywny. Tak było np. w "Deep Space 9" "Trials and Tribble-ations", kiedy to materiał filmowy z Oryginalnego Serialu wykorzystano i z pomocą nowoczesnych technologii zmieniono, umieszczając w nim aktorów z lat 90-tych.
"Shattered" próbuje również kreatywnie zmierzyć się z przeszłością w tym znaczeniu, że wszystkie sceny nakręcono od nowa. Tym razem z udziałem Chakotaya, który jako jedyny członek załogi Voyagera może podróżować między różnymi płaszczyznami czasu. Technobełkotliwy problem, technobełkotliwe rozwiązanie. O co chodzi?
Głównie chyba o pokazanie ewolucji związku Chakotaya i Janeway. Jak długą drogę przeszli odkąd się poznali ilustruje cała fabuła odcinka - z początku Janeway chce wtrącić go do brygu (i słusznie, w końcu dla niej w tym czasie Chakotay jest terrorystą), na końcu odcinka zaś podpytuje go o stopień ich bliskości.
Jednocześnie w ciekawy sposób po raz kolejny skonfrontowano Janeway z jej decyzją o pozostaniu w Delcie. Tym razem nie w momencie, kiedy jest już "po ptokach", lecz kiedy jeszcze wszystko przed nią. Janeway słusznie konstatuje - jej misja to jedna katastrofa za drugą. Chakotay tłumaczy jej, że widzi tylko oderwane obrazy, że w trakcie ich podróży udało się zmienić na lepsze życie jednostek jak i całych światów - Voyager odcisnął pozytywne piętno na Kwadrancie Delta. Janeway z przeszłości nie dyskutuje z tym, lecz przyjmuje to za dobrą monetę.
Dziwne, sztuczne i przyspieszone rozwiązanie dyskursu. Szkoda - stracona szansa. Z drugiej strony, ile można patrzyć na Janeway targaną wątpliwościami? Faktem jednak pozostaje, że wyjęte z kontekstu, pojedyncze płaszczyzny czasowe przedstawiają żałosny obraz. Oczywiście scenarzyści musieli wybrać co dramatyczniejsze momenty z serialu, ale jednak wygląda to dziwnie.
Dlaczego jednak uważam, że "Shattered" nie spełnia swojej roli jako odcinek temporalny? Otóż mnóstwo w nim tzw. "buraków" - drobnych błędów, które, gdy rozważone są dostatecznie drobiazgowo, wpływają na ogólny obraz całości.
Zacznijmy od najmniej ważnych rzeczy. Kiedy pojawia się pomysł rozmieszczenia na okręcie kanałów wg przepisu Borg, upada on w momencie, gdy Chakotay przypomina, iż nie będzie ich można po zreplikowaniu przenieść do innych płaszczyzn czasowych. Podobnie bowiem jak apteczka w turbowindzie, lub też oficerowie ochrony, kanały znikną w momencie przejścia przez barierę. W wyniku tego powstaje drugi plan - zaszczepienia wszystkich pakietów żelowych na okręcie. Mozolny plan zastąpić można było dwoma prostymi rozwiązaniami - pierwsze to replikować kanały w każdej płaszczyźnie czasowej osobno. Drugie - skoro Doktor potrafił zreplikować pasy ze szczepionką tak, by mogły również przekraczać bariery czasowe, to kanały również dałoby się w podobny sposób sprokurować.
Idźmy dalej - czyżby mundur i komunikator Chakotaya i Janeway również stały się odporne na zmiany czasu? W jaki sposób? Po przejściu przez barierę oboje powinni być nadzy. Ale lepiej o tym nie myślmy...
Gigantyczny problem postawiła Siedem z Dziewięciu, zdradzając, że sześciany Borg przechodząc przez korytarze transwarp muszą stawić czoło potężnym zakłóceniom czasowym i ich konstrukcja trzymana jest w całości tylko przez wspomniane kanały. Widać na tym etapie twórcy "Voyagera" nie wiedzieli, że okręt powróci do Alfy właśnie przy pomocy korytarza transwarp, a kiedy już doszło do takiej podróży, nikt o tunelach już nie pamiętał.
Wreszcie najgorsze - sens całego odcinka opierał się na tym, że Chakotay wróci do swojego czasu na kilka sekund przed uderzeniem osobliwości i zdoła, dzięki zapamiętanym informacjom, ocalić okręt. To samo w sobie jest już naruszeniem Temporalnej Pierwszej Dyrektywy, którą Chakotay tak broni (nawet w emocjonalnej rozmowie z Janeway - "Do diabła z Temporalną Pierwszą Dyrektywą!"). Pomijając jednak ten fakt - co umożliwi Chakotayowi zapamiętanie informacji (a przy okazji przemieszczanie między różnymi czasami)? Serum Doktora. Zostali nim zaszczepieni i Janeway, i B'Elanna, i Kim, i Paris, i nawet Siedem z Dziewięciu. Zgodnie zatem z logiką odcinka wszyscy oni powinni zapamiętać fakty, które rzekomo pamiętać miał tylko Chakotay. W końcu w ostatniej scenie w maszynowni jeszcze na podzielonym Voyagerze Janeway wyraźnie mówi, iż za chwilę nikt nic z tego co się wydarzyło nie zapamięta! I faktycznie - wbrew działaniu serum B'Ellana we właściwej linii czasowej nic nie pamięta. Nawet jeśli przyjmiemy, że de facto w innych odgałęzieniach linii czasu ci bohaterowie jednak pamiętają, to znacząco zmienić to może przebieg wydarzeń mających mieć w nich miejsce. To z kolei może prowadzić do bardzo niebezpiecznych paradoksów... Nie cierpię mechaniki temporalnej.
Podsumowując - "Shattered" ma w sobie nieco walorów. Jest to odcinek o wartkiej akcji, niosący ze sobą sporą dawkę rozrywki - widzowie lubią oglądać to, co już widzieli. Niestety jednak brak w nim głębszej myśli, zaś niechlujne potraktowanie kwestii logicznych konsekwencji pewnych wydarzeń kładzie odcinek na łopatki. Gdyby nie scena śmierci Tuvoka oraz dwa zabawne występy Doktora, odcinek można byłoby spokojnie obejrzeć i zapomnieć.
Autor: Pah Wraith
