Opis
Moll i Breenowie zdobywają tajemniczą strukturę prawdopodobnie zawierającą poszukiwaną technologię Protoplastów.
Kapitan Burnham musi poprowadzić tajną misję, aby odzyskać artefakt, zanim Breenowie wymyślą, jak z niego skorzystać.
Polski tytuł: Punkt Lagrange (błędny, powinno być Punkt Lagrange'a)
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Ledsbourne, 25.05.2024, Discord Star Trek
Biorę się za nowy odcinek. Pozytywne zaskoczenie na początek – trwa tylko 47 minut! 😍przebrnąłem!
Zgadzam się z opiniami, że wiele tu Gwiezdnych wojen, zwłaszcza pierwsza scena w siedzibie Federacji, gdzie ci śmieszni i dziwaczni obcy chodzą, oraz sceny jak w przebraniach Breen wdają się w interakcje z żołnierzami – no wypisz-wymaluj sceny jak Luke i Han są przebrani za trooperów w Nowej Nadziei.
Frakes reżyserował ten odcinek i może dlatego pod pewnymi względami nie ssie on aż tak bardzo, ale z takim scenariuszem i aktorami to i Scorsese by nic wielkiego nie stworzył. Faktycznie jest „epicko”. Znowu – jak chyba w każdym z ostatnich odcinków – zaczyna się od trzęsienia ziemi, Discovery trafia w jakieś superdziwne anomalie kosmiczne, z którego ratuje go pomysłowość wybitnej załogi. To chyba w ramach jakiejkolwiek równowagi dla Michasi.
Potem mamy przebierankę za Breen i te przekomiczne, teletubisiowe sceny ze zbliżeniami na ich twarze w tych hełmach – no kto to wpadł na pomysł, żeby to tak przedstawiać, jak gadające wielkanocne jaja na tle jakichś maziajek 😄.
Rayner faktycznie wypada najlepiej, ale to tylko dlatego, że odstaje in plus poziomem gry od pozostałych tak bardzo, bo jednak ogólnie nie uważam go za jakąś wybitną postać, o której chciałbym oglądać kolejne serie.
Szkoda mi się rozwodzić nad logiką zachowania postaci, dość wspomnieć o scenach, jak radośnie sobie gawędzą, przyglądając się technologii Protoplastów i czekają na Breen, Michasi w najmniej odpowiednim momencie zawracającej głowę Bookowi sprawami sercowymi, czy narady Federacji, w której uczestniczą tylko prezydentka, T’Rina i Saru...
Fajnie zobaczyć powrót Saru, ale znowu wątek jego i T’Riny pisał nastolatek, przez co wychodzi jak harlekin. Michasia epatuje sarkazmem i cynizmem, zachowując uśmiech w najbardziej grobowej sytuacji.
Podobała mi się (!) scena jak Book zaczął całkiem udanie flirtować z jakimś Breenem i jak ten dialog był poprowadzony! I na koniec podstawowe pytanie – czemu widząc tę beczkę Protoplastów, nie zaspamowali jej po prostu wszystkimi możliwymi fazerami i torpedami?
4/10, ale bywało gorzej.
PS.
Teoria ode mnie na finał: w „beczce” jest alternatywna rzeczywistość i każdy może w niej spełniać swoje „szczęście” tak jak ten filozoficzny pokój szczęścia: https://en.wikipedia.org/wiki/Experience_machine.
Moll zostaje tam z L’akiem, a Michasia dzielnie opiera się pokusie i wychodzi, dzięki czemu może korzystać z technologii w rzeczywistości.
