Opis
Kapitan Michael Burnham zostaje uwięziona w „krajobrazie umysłu” w sytuacji mającej na celu sprawdzenie, czy jest godna odszukania potężnej technologii Protoplastów.
Booker, Rayner i załoga USS Discovery muszą powstrzymać działania Breen na tyle długo, aby kapitan mogła ukończyć próbę i wydostać się z pułapki.
Polski tytuł: Labirynty
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Ledsbourne, 22.05.2024, Discord Star Trek
Przebrnąłem jakoś w bólach. Michasia biegająca z wiadrem mąki, a następnie waląca monolog stylizowany na jakiegoś Pacino co najmniej, będzie mi się śniła po nocach.
Wizualnie za to fajny odcinek. Biblioteka z Harry’ego Pottera i okręt Breen spoko, oczywiście motyw z królową-matką do bani i przewidywalny od początku.
Ryanair wreszcie nie był ciapą i pokazał, że umie dowodzić jak Micha odwalała Alicję w Krainie Czarów.
No i bibliotekarka super (to jakaś potomkini tej królowej matki Klingonów, nie?).
Stamets i człowiek-emotikona dostali jedną scenę, w dodatku z Reno, która robiła co mogła, a i tak byli fatalni.
A Azjata w fotelu kapitańskim był tak bardzo charyzmatyczny, że musiałem po dwa razy oglądać, co on właściwie rozkazuje, bo gubiłem wątek ze znudzenia.
W sumie zagadka z labiryntem mogła się inaczej rozwiązać. Mam kilka propozycji:
„Prawdziwą wskazówką byli przyjaciele, których poznaliśmy po drodze.”
„Idź za głosem serca, ono wskaże ci drogę.”
„Samej będzie ci ciężko, ale razem wam się uda.”
I strasznie mnie rozbawiło, że Michasia pierwszy raz w życiu otwarła książkę i aż zemdlała z wrażenia 🤣.
Jeszcze ta jej mina, jak przykłada palec do tego wichajstra. Powinien w książce być narysowany Book, który ożywa, zaczyna się animować, podaje jej rękę i wciąga ją do środka, jak w teledysku „Take on Me” 😂.
4/10, więcej recenzji tego odcinka nie wycisnę.
***
Autor: Toudi, 17.05.2024, FB Toudi SajFaj
Ósmy odcinek Star Trek: Discovery za nami. Zakładałem, że coś zepsują z Bajorem, Tunelem i Badlands. I muszę przyznać, że nie zepsuli, bo w ogóle tego nie dotknęli. Badlands jak to Badlands, burze i tyle. Choć wydawało mi się, że Voyager i Maquis jakoś tam lepiej sobie radzili i mniejsze szkody mieli.
A co do fabuły i tego RPG. Ta biblioteka, spodziewałem się jakiegoś niewielkiego, okrętu będącego w sumie tylko źródłem energii i mocy obliczeniowej, coś chyba jak ta Zara zanim ją wczytali w komputer. Ale dostaliśmy Stargate Atlantis (bym powiedział, że dosłownie) do tego jeszcze zamieszkałe. Jak to się przemieszcza? Jak to wleciało w środek Badlands i nic się temu nie stało?
Można powiedzieć, że pewno ma jakąś supertechnologię, ale nie, wydaje się być złomem bez systemów obronnych ze słabymi tarczami. Strasznie dużo sprzeczności, nie przemyśleli tego.
Plus za dowcip o lochu, minus że to dowcip. W sensie że nie był to dowcip w stronę widza, tylko żart rzucony do bohaterów.
W ogóle, nagle przy ostatniej zagadce okazuje się, że nagroda jest tylko dla wybranego, jedynego. Trzeba udowodnić, że jest się godnym zaszczytu – ktoś tu nagle próbował wcisnąć jakiś mit arturiański? Nie pamiętam, aby przy poprzednich wskazówkach musieli przechodzić jakieś testy – wiadomo bohaterowie przechodzili, bo są bezmyślni, ale nie było takiej potrzeby. Na planecie z wieżami pogodowymi wystarczyło wejść do odpowiedniej wieży, nie trzeba było nic robić, żadnych dowodów męstwa czy prawości. I tak dalej.
No ale tu nagle trzeba. Powiem, nawet liczyłem, że Michasia nie przeżyje testu, to byłby fajny plot twist. A w ogóle test. Ciekawe co byłoby, jakby robił go ktoś bez rozchwiania emocjonalnego, dostałby odpowiedź od ręki?
I przechodzimy do ataku Breen, w końcu napęd grzybkowy jest teraz tylko kilka minut szybszy niż konwencjonalny napęd warp, do tego bez problemu z nieznanej odległości (zakładam, że przynajmniej setek lat świetnych) można wykryć sygnaturę Discovery. A wiecie, bo nie da się jej zamaskować (nie wiem, może maskowaniem, o którym sobie nagle tu przypomnieli, jak im przestało działać). Albo może wyłączając napęd warp, skoro i tak go nie używają i lecą tylko na impulsowych? E nie, po co, przecież trzeba zostawić wyraźny ślad za sobą - ciekawe, że tysiącletnia szalupa w poprzednich odcinkach takiego śladu nie zostawiała za sobą....
Breen dotarli i z pozycji siły próbują przejąć, co chcą. I wiecie, pierwszy raz zachowanie głównego złego: Primarchy było sensowne i prawidłowe – to oczywiście go ukatrupili. Ok, przyznaję pod koniec przegiął, bo zaczęła mu się buntować załoga. Ale jego rozumowanie było prawidłowe. Pokaz siły, pokaz, że nie blefuje. Gdyby po zniszczeniu Discovery po prostu wycofał się, to miałoby więcej sensu i pasowałoby do jego zachowania, ale wówczas imperium Breen nie mogłaby rządzić wariatka Moll – a do tego dążyli twórcy. Bezsensownie, za szybko. A tak Moll zwariowała, oszalała z rozpaczy.
Jakim cudem logicznie myśląca załoga Breen, która zbuntowała się gdy należało, idzie za nią? Tego nie da się logicznie wyjaśnić. Tu scenarzyści po raz kolejny pokazali, że po trupach osiągną swój cel, niezależnie czy to jest logiczne, czy nie.
I dochodzi do końca, dziwnym trafem Discovery, skacząc do punktu docelowego, przestrzelił o 22 lata świetne. I wiemy, jaki czas potrzebuje Breen na dostanie się z Badland do celu – 6 godzin. Nie wiemy co prawda ile to jest, ale prędkości warp muszą tam być astronomiczne. Po co im w ogóle ten napęd grzybkowy?
Galaxy Class na pokonanie 22 lat świetnych potrzebuje 79 godzin (warp 9,8). Intrepid 40 godzin (warp 9,975). Wiadomo, tysiącletnie okręty.
Ale żeby 22 lata świetne zrobić z 6h potrzeba warp 9,99, a co dopiero większą odległość.
Dobra, wiem, że twórcy tak sobie rzucili tymi godzinami, w ogóle nie rozumiejąc tego i nie chcąc tego zrozumieć w realiach tego świata. Po prostu sztucznie dodają dramaturgii, myśląc, że widz się przejmie, że nasza dzielna załoga rzucona jest daleko (albo blisko) celu, ale nie może dolecieć. Oczywiście zapominając, że okręt na pewno ma mniejsze jednostki z napędem warp na pokładzie...
Kończąc, odcinek którego równie dobrze mogłoby nie być, albo można by go skrócić do 15 minut. Plus za zachowanie Pierwszego i Primarchy (no prawie całość, poza usilnym dążeniem twórców do jego ukatrupienia, bo, moim zdaniem, gdyby nie słaby scenariusz, Primarchy nie udałoby się ukatrupić przez obłąkanego więźnia).
Minus: no w sumie cała reszta poza scenami z okrętami i tym miastem - (mimo wszystko) widać, że ludzie od CGI się starają w odróżnieniu od scenarzystów.
