Opis
Uzupełnić tekst, krótka zajawka całego odcinka. Uzupełnić tekst, krótka zajawka całego odcinka.
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Toudi, 17.07.2025, Forum USS Phoenix, reblog
ST:SNW wraca z trzecim sezonem. Na start dali dwa odcinki, na razie widziałem 3x01 więc czas na słów kilka.
Po pierwsze jestem lekko w szoku, że nie chyba nic nie pisałem o sezonie drugim. Niedobrze, bo teraz nie mogę wrócić i przypomnieć sobie jak go odbierałem... a ponieważ obecny system kręcenia kolejnych sezonów jest kompletnie beznadziejny i od premiery sezonu drugiego sezonu minęły dwa (DWA sic!) lata, naprawdę nie potrafię go sobie przypomnieć. Może powinienem go sobie odnowić, ale póki co nie potrafię się zebrać w powtórne oglądanie nowych Treków (poza Picardem, gdzie sentyment pozwala mi przetrwać ponowne oglądanie serialu
).
Ale jeszcze na chwilę zostawię ST i napiszę kilka słów o obecnej polityce kręcenia i numerowania sezonów. Jest to jakiś tragiczny system, który nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek logiką, nie da się tego zrozumieć. Finansowo też nie wiem, jak to się spina wytwórniom. Kiedyś kręcono dłuższe sezony, dzielono je na dwa i puszczano je mniej więcej co pół roku. oczywiście jak były krótsze sezony, to nie dzielono tego i puszczali to raz na rok. Dawało to widzom w miarę stały dopływ materiału i pozwalało trzymać się historii, bohaterów. I co ważnie przy cliffhangerach pamiętać, co się wydarzało w poprzednim cyklu emisji. I co ważne, w większości serialu, ten czas kolejnych sezonów odpowiadał jako tako upływowi czasu w uniwersum. Pozwalało to też tłumaczyć zmiany wyglądu bohaterów, dorastaniem młodych bohaterów, czy zmianami w ogóle postaciach. A teraz? SNW było niedostępne dwa lata. Ale czy historia w uniwersum to też dwa lata przerwy będzie? No bardzo wątpię (i nie mówię tu tylko o finale poprzedniego sezonu i starcie obecnego, bo to wiadomo, że często jedna historia celowo podzielona na dwa odcinki). Ale kto bez ponownego oglądania jeszcze pamięta, czym zakończył się poprzedni sezon, o co w nim biegało? Jak zmieniały się postacie?
No ale to nie tylko bolączka SF. Takie Squid Game sztucznie podzielono na na 3 sezony, z czego 2 i 3 sezon to niezrozumiałe nazewnictwo, dlaczego poprawnie nie numerowano tego jako 2A i 2B? Przecie ten sztuczny podział opisuje w sumie pięć dni w uniwersum. Tam nie wydarzyło się tyle, by udawać, że to dwa różne sezony. Nie ma też punktu widzenia innego bohatera, aby taki zabieg stosować.
Albo Stranger Things - pieć sezonów kręcą ponad dziesieć lat. A "final season" to ja tam chyba od pięciu lat słyszę. Przecież to nie ma sensu. (I nie mam tu na myśli, że bohaterowie z dzieci stali się dorosłymi ludźmi.) Jak widz ma w ogóle osiągnąć jakieś przywiązanie w takiej produkcji?
No ale wracajmy do tematu. Star Trek SNW wróciło, jak już pisałem, totalnie nie pamiętałem drugiego sezonu, ten recap co dali, nie pomógł. Scotty się tam pojawił w drugim sezonie - w ogóle nie pamiętam. Gorn, no coś tam było, ale nic fabularnie nie pamiętam. Recap co prawda szybko nas przesunął do cliffa, ale w sumie mam wrażenie, że ktoś po prostu puścił ostatnie sekundy poprzedniego odcinka, a nie zrobił jakieś sensowne podsumowanie.
A więc mamy tu magiczne maskowanie sygnatury. Entek udaje jakiś okręt Gorn (a jaki, nie ważne, kij tam, że nie zgadza się ani masa, ani wielkość - Gorn myślą, że to jeden z nich i nagle zaprzestają ataku...). A Gorn jak to "prymitywna rasa" do identyfikacji FOE używają tylko i wyłącznie pola elektromagnetycznego. Niczego innego. Żadnego systemu pasywnego czy aktywnego FOE. Acz jak widzimy w odcinku ich komunikacja odbywa się na falach świetlnych, do tego stopnia, że "zagłuszanie" oślepia ich do tego stopnia, że nagle ich statki kosmiczne na siebie wpadają (jak te automaty w ST13).
I to by się może nawet w realiach walki w kosmosie trzymało kupy, ale nie trzyma się to, gdy dostajemy wizualizacje tego, co się dzieje. Te odległości i prędkości średnio zgrywają się z tym, co bohaterowie robią z tymi systemami. I pewno bym im to wybaczył, gdyby tylko nie spaprali tak finału odcinka.
Naprawdę dobrze oglądało się fabułę przez pierwsze 3/4 epizodu. Czuło się napięcie i zaciekawienie. Motyw bezradnej Federacji w obliczu inwazji, jak i ten cały system trawienny na okręcie Gorn. Wręcz wydaje się, że dałoby się to na dwa odcinki rozpisać. I nagle kilka minut przed końcem odcinek mamy deus ex machinę. Scotty zamienia ENT w minipulsar, który przyćmił prawdziwe gwiazdy i wysyła wszystkich (sic!) Gorn w hibernację... Ale to nic, bo w tym czasie Away Team przysyła wszystkie kody Gorn i ich wszystkie statki z niezwykle groźnych okrętów bojowych zamieniają się w otwarte konserwy, które nie stanowią nagle żadnej bariery dla systemów Federacji.
No to było tak żenujące zakończenie. Zupełnie jakby napisane tylko po to, by zamknąć historię w jednym odcinku. Normalnie scenariuszowy koszmar. O ile to ma jakieś uzasadnienie w np. Replikatorach ze StarGate, czy może nawet jakiś kulturach jak Borg, czy Formidy (Gra Endera), gdzie rzeczywiście tam nie ma za grosz indywidualności, tak Gorn raczej nie wykazywali do tej pory braku możliwości działania samodzielnego a wręcz jednostki nadal były zdolne do samodzielnych działań. Wiec wydaje się, że ich okręty też powinny być zdolne do operowania na różnych kodach, tak by przełamanie zabezpieczeń jednego nie kończyło się utratą całej floty. A jednak nie, twórcy tego serialu dali nam kolejną super duper groźną rasą, z taką samą luką, buggiem, że nie ma znaczenia ile go jest, bo wystarczy pokonać jedną sztukę, by pokonać je wszystkie. I żeby tą sztuką była ta centralna jednostka, do której trudno się dostać (królowa), to nie, tu wystarczył przypadkowy statek...
Sumując, gdyby nie finał, mielibyśmy naprawdę przyzwoity odcinek dobrej space opery, ale po finale dostaliśmy syf na poziomie nawet nie wiem czy niższym niż Discovery. Naprawdę poczułem się, że twórcy obrazili inteligencję widza.
***
Autor: Alucard, 18.07.2025, Forum USS Phoenix, reblog
Poniekąd wyskoczyłem przed szereg na discordzie, że już skrobię recenzję i dostałem po łbie linkiem do recenzji Toudiego wyżej.
Disclaimer - na starość staję się trollem a ton moich dłuższych wypowiedzi może sie wydawać prowokacyjny. Uprzejmie proszę o wyrozumiałość, dawno nie forumowałem, a na starym Phoenixie byłem raczej grzeczny. 
I myślałem, że trafię na coś rzetelnego, nawet jeśli miałbym się z czymś nie zgadzać, lub choćby dla sportu wejść w polemikę. Ale niestety, wejście z marszu w narzekanie na krótki recap i przydługi rant na zbrodniczy tryb wydawania nowych odcinków i sezonów (z tym twierdzeniem akurat się zgadzam - od emisji SNW 2x10 Hegemony (1) minęło rok i jedenaście miesięcy...) nie nastraja optymistycznie do tego co następuje później.
Ja akurat SNW 2x10 sobie jakiś czas temu powtórzyłem, więc ten recap mnie ani ziębi ani grzeje. Swoją drogą, to pewnego rodzaju klątwa i błogosławieństwo jednocześnie, te streamingi i ich cykl wydawniczy. Niby kolejne sezony są od siebie oddalone o lata świetlne, ale z drugiej strony, mamy wszystko co poprzednio wyszło na wyciągnięcie ręki (no dobra, portfela też, ale to już inna rozmowa, nie na ten wątek).
Jeszcze słowem wstępu - z tyłu głowy mieć należy, że "This ain't you'r grandpa's Star Trek". Wiele rzeczy ze Starego Treka należy wyrzucić przez śluzę przy oglądaniu Nowego, bo albo antyk się rozkraczy, albo na rzeczy dobre będziemy narzekać, że kurła, kedyś to byo, tera to ni ma... Zamiast tego, warto się skupić na tych elementach, które próbują dać nam ciągłość i rozwój postaci.
Pierwszy poważny zarzut stawiany odcinkowi to fortel, którego Enterprise używa do zmylenia floty Gorn. A przecież to nic innego jak wysmarowanie się zimnym błotem, żeby nas Predator nie widział, tylko trochę bardziej high-tech i technobełkotliwe. Czy jest to deus ex machina? Tez nie do końca, bo przyczynki i wyjaśnienie tej metody mamy serwowane w kawałkach, od różnych osób przez prawie cały odcinek. A dzięki temu mamy proste w egzekucji, ale fajnie trzymające w napięciu rozwiązanie konfliktu.
"Wątek B", czyli ekipa w układzie trawiennym to typowe dla Treka przygody załogi odciętej od wsparcia z okrętu, wykonanie misji wbrew przeciwnościom i szczęśliwy, choć nie pozbawiony niepewności finał. I w sumie wolę takie szybkie i zgrabne roziwązanie, niż rozpisanie potyczni na jeszcze jeden epizod i masę fillera.
A mamy jeszcze przecież "Wątek C" czyli próba ratowania kapitan Batel, oblubienicy Pike'a z jajeczkami Gorn w plecach. I o ile ST nauczył nas raczej optymistycznie się nastawiać do takich sytuacji (bezimiennych redshirtów i Tashy Yar nie liczymy, ok
), o tyle napięte relacje romantyczne Spocka i Chapel w trakcie "konsylium" ksenomedycyny ekstremalnej, to wątek zaczęty już jakiś czas temu, budowany przez prawie cały drugi sezon. O tym, że wiemy jak się powinien skończyć, nie ma co wspominać, tak samo jak o tym, ile fanfików przez to powstało na AO3. 
Wychodząc z obu powyższych polemik w kierunku finału recenzji i całościowej oceny odcinka - W sumie tak naprawdę to mamy tu bardziej 2x11 bardziej niż 3x01. I oceniając go w ten sposób - jest to w mojej opinii (a kto czytał moje wylewy na Discovery, ten wie...) bardzo mocny finał sezonu, nawet jeśli zakończenie wydaje się być na szybko.
Właściwie od całej głównej obsady dostajemy to, za co ich uwielbialiśmy do tej pory. Pike doskonale sprawdza się w kryzysie, Una jest modelową Pierwszą. Spock i Chapel są w żywiole dziwnej nauki, a Scotty zrugany przez Pelię uczy się, jak być znanym nam inżynierem-cudotwórcą.
Ja ten odcinek plasuję jednak dość wysoko. Zobaczymy, co przyniesie reszta sezonu. Odcinek drugi też już za mną, ale o nim opinie mogą być bardzo skrajne. Chwilę poczekam, żeby mieć się od czego odbić. 
***
Autor: Ledsbourne, 20.07.2025, Discord Star Trek, reblog
Na razie pierwszy odcinek nowego sezonu za mną (drugi wleci wieczorkiem), więc nie czytam komentarzy tutaj - wow, co to był za odcinek! Po Alt-Kirk/La'an z drugiego sezonu, najlepszy w całym serialu, wszystko tutaj zagrało, otwarcie sezonu stawia poprzeczkę mega wysoko. No i jest Scotty w czołówce! ❤️
Obejrzane oba. Pierwszy odcinek:
No tu jest wszystko. Świetnie rozwiązali problem z Gornami i na szczęście nie zrobili o tym całego sezonu.
Fajnie, że właściwie każda postać może zabłysnąć, akcja jest dynamiczna ale bez cudownych rozwiązań (zwłaszcza fajnie to wychodzi w wątku Chapel i Spocka walczących o życie Batel, którym w sumie nic nie wychodzi i dopiero Wolverine-Una pomaga).
Admirał w końcu działa rozsądnie. Scotty dostaje mocny wstęp do załogi (jest nadzieja, że całkiem zastąpi rzężącą Pelię), nawet za Ortegas wreszcie się wzięli (to uporczywe powtarzanie "I pilot the ship" mi przypomniało Inigo Montoyę - ale pewnie to ja mam odchyły z "Princess Bride").
Z "Parku Jurajskiego" akcje z Gornami się zamieniły w "Alieny". Rewelacyjny odcinek!
