Opis
Picard i załoga, na kilka godzin przed startem astronautki, rozpoczynają wyścig z czasem, aby ocalić przyszłość.
Polski tytuł: Pożegnanie
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Toudi, 6.05.2022, FB Toudi SajFaj
Star Trek - dziś wiele się wydarzyło. Premierę ma nowy serial. Znowu czasy TOS i Pike’a. Zakończyli drugi sezon Picarda. Nie powiem, bardzo się cieszę, że tak wiele się dzieje w uniwersum. Co prawda wolałbym, aby ino szło do przodu, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma...
Ponieważ zakończył się Picard, to parę słów podsumowania, szczególnie że nie miałem czasu od czterech tygodni spisać swoich myśli. A więc teraz parę słów od 2x07 do 2x10. Będą spoilery!!!
W 2x07 najważniejsza była przeszłość Picarda. Motyw prowadzony był całkiem, całkiem. Jednak poznanie tragicznych wątków rzuca nam trochę światła na zachowanie Picarda, odkąd go poznaliśmy. Dobrze że poprowadzili ten wątek przez w sumie wszystkie pozostałe odcinki, trochę smutne że to taka tragiczna opowieść.
Odcinek 2x08, motyw z FBI – świetny pomysł, zjebane wykonanie. Aresztowanie, podejrzanie o bycie kosmitami, to było świetne. To, że ten agent miał coś wspólnego z kosmitami w przeszłości, też. Ale potem zamiast wyciągnąć coś z podróży VOYa w przeszłość (Future’s End), co moim zdaniem było idealne, albo choć z którejś podróży w DS9... to nie wzięli, że Wolkanie go próbowali zmanipulować. Moim zdaniem, to ubiło cały ten klimat.
Odcinek 2x09, czyli nowa królowa Borg. Trzeba przyznać, że prowadzili to systematycznie do tego. Motyw dobrowolnego Borg? Mieszane mam uczucia, ale ok, mają twórcy do tego prawo. Choć ja bym bardzo chciał wiedzieć, co się stało z ciałami tych dron(?), które teleportowali w fundamenty rezydencji...
Motyw z zielonymi laserami – rozbawił mnie, ale był miłą aluzją, że to już nie ludzie lekko podrasowani nanobotami, a nowe drony. Niestety brakło trochę słów wyjaśnienia, jak skończyły się ich losy, czy któreś poleciały z Agnes, czy raczej wszystkie zginęły. Co też raczej niemożliwe, bo przecież ochrona Soonga uciekła z nim. Niedopracowany ten wątek był. A szkoda, bo przecież mieli na to dziesięć odcinków, mogli temu parę minut poświęcić.
Hologram obronny – eeee, na kij akurat tak to zrobili... Wygląd tego holo to jedno, ale jakim cudem aż tak dobrze oddał osobowość Elnora? Jakby to był statek z głównej linii czasowej, to może jeszcze, ale w alternatywnej nie powinienem znać osobowości gościa, który był żywy na nim przez kilka minut.
No i finał. W sumie chyba najsłabiej nakręcony odcinek, choć wnosił najwięcej wartych uwagi informacji do uniwersum. Miałem wrażenie, oglądając go, że nagle brakło im czasu, a muszą zamknąć tyle wątków. Przez co ma się wrażenie, że każdy z nich – no może poza wątkiem Q ~ Picard, potraktowano po macoszemu.
Ale kolejno. Q umiera – czy raczej kończy swoją egzystencję. I w ramach swojego ostatniego czynu postanawia uczłowieczyć Picarda. Moim zdaniem to miłe. Pokazanie, że Q na czymś zależy. Że mimo całej swoje zabawy losem innych - tylko temu, że może - potrafi mu na czymś zależeć. Że nie traktuje każdego osobnika na swojej drodze jak zabawki. Uważam, że to miłe. Acz nie specjalnie pasuje mi to do Q. Czy wierzę w śmierć Q? Nie. To nie jest rasa, która traktuje czas liniowo jak ludzie. Nadal pewno może mieszać w dowolnym miejscu i czasie...
Jest to, myślę, wątek tak skomplikowany jak Nexus z Pokoleń. Niby pomysł fajny, ale się tak zastanowisz, to potrafi wszystko zepsuć.
No ale patrząc z punktu widzenia serialu, to chyba faktycznie to nie Q chciał zepsuć linie czasowe. Tylko Picard i jego banda prawie to zrobili. Q pewnie przemianę Picarda mógł osiągnąć i bez podróży w czasie.
Rios – bardzo, bardzo smuci mnie, że został w XXI wieku, że nie zobaczymy go więcej. Nadal uważam, że byłby świetnym nowym kapitanem w serialu. Ciekawe czemu aktor zrezygnował.
Agnes – Borg Queen. Ten wątek był ciekawy, moim zdaniem powinien mieć przynajmniej dwa pełne odcinki, a nie fragment dziewiątego i urywek finału. Powinna coś przekazać z tych swoich 400 lat. Powinni coś więcej powiedzieć o tym nowych hubie transwarp. A nie Siedem z Dziewięciu, która nagle wydaje rozkaz wszystkim okrętom, a te oddają swoją kontrolę obcemu Borg. Żadnego pytania, kwestionowana. Nic. A potem szybki skok, tarcza i hurra świat uratowany a Borg staje się członkiem Federacji – no bez jaj! To trzeba było poprowadzić przez cały odcinek! A nie iść na skróty. Ten motyw powinien być przemyślany na starcie, a wygląda jakby na kolanie go kończyli, bo brakło czasu. I nagle sobie uświadomili, że jakiś powód do pojawienia się Borg musi być, to dajmy jakieś wydarzenie, które niszczy galaktykę. No bez jaj! Uważam, że to zjebali. Po całości, a szkoda, bo to naprawdę był ciekawy motyw, który zaczęli już w pilocie.
Soong – nie do końca rozumiem, co tu się stało. Szalony naukowiec, ale kurcze jak, czemu, po co? Ten motyw miał potencjał, ale brakuje tu jakieś motywacji. Albo nie wiem, jakiegoś przekazania jego dziedzictwa dalej. To, że będzie zamieszany w „projekt Khan” no ok, ale Khan ma pewną historię: wojny eugeniczne. Może jakby chociaż pokazali go z biletem na Ukrainę, czy gdzie tam to miało miejsce (Azja, bliski wschód). Czuć niedopracowanie.
Gościnne wystąpienie Wesley Crushera – miłe, ale znowu miałem wrażenie, że na szybko upchany wątek. Takie to niedopracowane. Kore Podróżnikiem – ale czemu, po co? Gdyby jakoś to pokazali. Albo jakby po mowie Wesleya urwali scenę, abyśmy nie wiedzieli, czy się zgodzi, czy nie. Na przykład gdyby Kore stworzyła nową linię Soongów, byłoby ciekawiej. Gdyby to jej potomek był odpowiedzialny za stworzenie Daty... Niestety kolejny wątek, który sprawia wrażenie niedopracowanego.
No i powoli kończymy. Wątek podróży w czasie niestety słaby. Wiemy już, że Guinan musiała pamiętać Picarda z XIX wieku. Skoro to była ta sama linia czasowa, skoro wydarzenia naszych bohaterów były częścią ich linii czasowej – co potwierdza Picard, mówiąc o dziurach po kulach, chowając klucz za cegłą. A potem i sama Guinam, która pokazuje zdjęcie Riosa, które było ciągle w jej barze... No niestety, to pokazuje kolejny zepsuty i nieprzemyślany wątek.
Podsumowując cały sezon. Zaczął się świetnie, ale w połowie zaliczył spadek formy i już się nie podniósł. Niestety finał okazał się najsłabszym odcinkiem. Coś, co powinno być dwuodcinkowcem normalnego serialu, rozciągnięto do dziesięciu odcinków i jeszcze brakło im czasu na porządne zakończenie wątków.
Pomimo całej nostalgii jaką ten serial niesie, sympatii do większości bohaterów, jaką wytworzył – podsumowuję go na średni z minusem. Na chwilę obecną jest chyba najlepszym sezonem tego nowego Treka (czyli odkąd trio OKA zabrało się za niszczenie tego uniwersum), jest o dwie klasy wyżej niż Discovery. Jest moim zdaniem lepszy niż sezon pierwszy Picarda, ale czuję, że naprawdę mogli to zrobić lepiej. Gdyby lepiej poprowadzili dosłownie kilka wątków w drugiej połowie, to mógł być świetny sezon. A jest niestety tylko średni.
Czy czekam na kolejny sezon? Tak, ale bez Riosa jako prowadzącego kapitana.. mam obawy. Chyba tylko, gdyby Siedem z Dziewięciu zastąpiła go w tej robi, to może przeszłoby. Ale nie można tego zrobić, bo Siedem jest z Flotą mocno nie po drodze. Picard teraz, jak już ma swoją ukochaną i będzie miał z kim żyć, to musiałby się wycofać, aby ktoś inny prowadził serial, ale jaki sens ma wówczas nazwa Picard w tytule? No chyba, że byłby to USS Picard...
***
Autor: Ledsbourne, 2.07.2022, Discord Star Trek
Skończyłem ten drugi sezon i jestem zachwycony, właściwie to wszystko pykło dla mnie w tym serialu póki co i jeśli czegoś naprawdę nie spieprzyli w trzecim (do którego zdjęcia zakończyli jeszcze w trakcie wypuszczania drugiego), to dla mnie 10/10 i czwarte miejsce na liście doczesnych Treków ❤️.
Trzy ostatnie odcinki petarda, a Borg "dołączający" do Federacji to chyba najbardziej symboliczne zamknięcie klamrą całej istoty Treka, czyli nawet ta kosmiczna siła, zasadniczo utożsamiająca zło wcielone, może być odkupiona i zawsze jest szansa na pokojowe rozwiązanie.
Jurati się rozkręciła ... Nie mówcie, że Jurati w czerwonej sukience wsuwająca akumulatory z samochodów was nie urzekła 😄.
Odejście Q i jego sposób podobnie mnie usatysfakcjonowało, cały wątek z matką Picarda i Q niby nie był jakiś rewolucyjny, ale poprowadzony na tyle fajnie, że po prostu dobrze się to oglądało. Q jest najlepszy wtedy, kiedy jego Q-owatość nie jest na pierwszym planie tzn. jego omnipotencja. Ale to już było w Voyagerze (zresztą jeden z moich ulubionych odcinków VOY i do tej pory ulubiony z Q), kwestia samobójstwa nieśmiertelnej istoty.
Ludzkość wreszcie przestaje być taka... fałszywie idealna, zawsze były jakieś zgniłe jabłka w Federacji, a tutaj dostajemy pełne spectrum i tak naprawdę „origin story” Picarda, które dobrze pasuje do jego charakteru budowanego przez siedem sezonów TNG.
Drugi sezon dla mnie wnosi bardzo dużo, bo Picard to pewnie jedna z 2-3 najważniejszych postaci w historii Treka i po prostu fajnie się ogląda jego historię. A motyw jego wiecznej samotności był wałkowany już od TNG, gdzie podobnie „Inner Light” to jeden z moich ulubionych odcinków, a właściwie też jest przecież tylko o „wnętrzu” Picarda. Dla mnie jako kapitan numer 1 (chociaż osobiście wolę Kirka – to wolałbym być w załodze Picarda, zwłaszcza, jakbym miał czerwony mundurek).
Scena z Wesleyem mnie mega ucieszyła, od TNG bardzo chciałem, żeby jeszcze gdzieś powrócili do jego wątku, a dzięki temu naprawdę fajnie rozwiązali kwestię tych Supervisorów, którzy wydawali się trochę na siłę upchani znikąd.
Jedynie Raffi mnie trochę wkurzała ze swoim marudzeniem, ale to było bardziej wkurzanie w typie słabiej zagranej Skyler z *Breaking Bad*, czyli postać, która chyba po prostu miała być taka... broken.
Nie ukrywam, że bardzo mnie cieszy, że jednak ożywili Elnora, bo po prostu chce dalej oglądać jak szlachtuje ludzi tym mieczem, a scena, gdzie holo-Elnor zastanawia się nad wyborem kilku spluw, decydując się na swój miecz, to chyba nod w kierunku kultowej sceny z Pulp Fiction z lombardu.
Chyba sporo w kwestii podobania/nie podobania się czegoś robi to, czy zostaną spełnione oczekiwania. Ja tutaj właściwie domyślałem się, że cała ta akcja ze zmienianiem rzeczywistości jest właśnie po to, żeby Picard się „otworzył”. Podobnie z Królową Jurati-Borg, też właściwie od ich pierwszej wspólnej sceny zastanawiałem się, czy nie okaże się, że historia robi pętlę i Królowa Borg powstaje właśnie w taki sposób w każdej linii czasowej.
PS
Btw, lekki offtop – ostatnio zacząłem oglądać od początku Family Guya, w drugim odcinku MacFarlane wpakował dokładnie ten żart – Peter ogląda Star Treka, gdzie Kirk mówi załodze „ta misja jest bardzo niebezpieczna i ktoś może zginąć! W skład away team wejdę ja, Spock, Bones i ensign Jenkins” a na to Jenkins, oczywiście w czerwonym „oh crap”. Potem Meg przejeżdża i zabija Shatnera, na co w tłumie gapiów Jenkins stwierdza „I didn’t expect that!” 😛.
Jeszcze jedna myśl – Q na końcu bierze „na stronę” tylko samego Picarda, ale jakby się zastanowić, to nieprzypadkowo przeniósł do swojej alternatywnej rzeczywistości akurat te postacie – bo właściwie wszyscy w jakiś sposób odnajdują swoje miejsce i rozprawiają się ze swoją samotnością podczas swojej podróży w czasie (no dobra – Elnor może jest tam bardziej jako pomoc terapeutyczna dla Raffi), Soji, której udało się znaleźć swoje miejsce w końcówce pierwszego sezonu czy Laris jako taka, która zasadniczo miała dosyć szczęśliwe życie z Zhabanem zostają, pomimo bycia dosyć kluczowymi postaciami w historii.
Maybe the real Star Trek was the friends we made along the way 🙂.
Drugi sezon, jak dla mnie, jest praktycznie bez zgrzytu, z dobrymi historiami i bardzo satysfakcjonującym fan servicem.
***
Autor: xetnoinu, 7.05.2022, Discord Star Trek, reblog
W tym sezonie pogorszyła się jakość charakteryzacji, dekoracji i efektów. Koszmarne były te niby widowiskowe ujęcia cgi typu od szklarni w kosmos i inne takie. Trek nigdy nie miał takich cudacznych ujęć. Wyszło to sztucznie i nie wiadomo, po co to było. Od kiedy też 1/10 cegły rozwala stalową konstrukcję tego pomieszczenia? Jak miał to być symbol uwolnienia to cała powinna się rozwalić.
Piszecie o nudzie ględzenia o niczym w drugim sezonie. Taaaak. Dialogi pisał tu jakiś nieuk jakby zupełnie inna osoba niż w pierwszym sezonie.
Teraz się zastanawiam jak globalnie ma się sezon pierwszy do drugiego.
Pierwszy, mimo wszystko, był trekowy. To była jakaś wędrówka. Pojawił się nowy, niebiologiczny złol chroniący SI ze swoją dyrektywą " wzywajcie to odparujemy wszystko co żywe". I pomysłowo było z Soongami i tym golemem, czy jak to tam się nazywało.
W drugim sezonie zapomniało im się o tych konsekwencjach. Raz respirator wywaliło. Jakoś wyparowała w fabule sztuczna postać z finałowej planety pierwszego sezonu i zrobili wejście Podróżnika, aby posprzątał scenariuszowo dziecko z probówki.
Soong jak na miliardera mieszka w podrzędnej willi z kominkiem i silosem rakietowym? No po co mu to było, że nagle to ma? Przecież nie wybudował tego w dwa dni? Bo akcja dzieje się tu w dniach, przypomnę. Ale mamy nawet dach rozsuwany. Chyba nawet Dowbor na Polsacie tak szybko by tego dachu nie zrobiła. Zły jestem. Pomysł rozwiązania pętli czasowej na prawdę fajny i trekowy. Ta podmiana królowej. Choć teraz trzeba żyć z brzemieniem, że są dwie rasy Borg i jedna nigdy się nie ujawniła.
Wracając do Q. Wygląda jakby ktoś zepsuł dialogami pomysł. Q umiera. Załóżmy, że jest to pierwsza naturalna śmierć w Continuum. Kaśka z VOY przeprowadziłaby zaraz myślową analizę. Czy ty Q umierasz, bo się rozmnażaleś, to cena? Szukasz kogoś, kto cię unieśmiertelni, chcesz by twoja śmierć coś znaczyła. Kombinujesz ludzkości zagładę, a na koniec niby oddajesz życie i nas ratujesz? Wal się na ryj...
A my tu mamy przytulenie LP z Q. Makabra.
A można by też zrobić tak, że te wyładowanie z wiru to efekt naturalnej śmierci kogoś z Continuum i nasz Q musiał,tak to zrobić, aby nie zgładzić swojej ulubionej zabawki czyli ludzkości z Federacją? Ale tak zrobić, aby LP zorientował się że Q nie był egoistą i samolubem dopiero po czynie i po fakcie. Tak byłoby lepiej.
Ale nie. Mamy przytulenie, męskie misio-misio. I najgorszy wizualnie efekt sezonu. Finałowa tarcza. Ludzie. To głupie i nie 3D. Przecież nie wiadomo, co wirtunel zrobi. Nie lepiej byłoby otoczyć to sferą pola, takim kokonem. Ale nie. Mamy sztuczny szyk armady jak na kartce 2d który generuje takie jajo-pole ustawione dokładnie na wprost grzmotu. Jak???
Tu się aż prosiło dać coś na kształt pola jakim Q zamknął Enterprise w pilocie TNG. Tylko węzłami byłyby okręty. Bo też zauważmy, jak na armadę Borg i Federacji, to jakoś mało ich było. Aż chyba zrobię stopklatkę i policzę ;).
I jeszcze te polskie tłumaczenie, gdzie z Kaśki zrobili faceta.
Zły jestem na ten sezon strasznie. Bo pomysły fajne i jakby popsuli go wykonaniem, dialogami, tym co wypełnia ogólne ramy dobrego pomysłu na całość.
PS
Robert Picard na Memory Alpha. A chyba jednak nie zapomnieli o bracie Picarda. Z MA wynika, że w okresie około samobójstwa był w szkole z internatem. To wyjaśnia jego nieobecność przy tragedii. Ale nie wyjaśnia nieobecności w głowie LP. Tam brat, z którym nie ma się najcudowniejszej relacji, być powinien.
