Opis
Tajemnica z przeszłości symbiontu Daxa może doprowadzić do śmierci Jadzii.
Polski tytuł: Równowaga
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Q__, 5.22.2024, Discord USS Phoenix
Powtórzyłem sobie i DS9 "Equilibrium". Początkowa scena jest faktycznie tak świetna, jak niedawno linkowany esej mówi. Potem jest słabiej, co nie znaczy - źle, DS9 jest chyba najlepiej technicznie nakręconym Trekiem, w którym wykonanie wiele uszlachetnia.
O kucharskich talentach Sisko i fascynacji Odo humanoidalnymi obyczajami kulinarnymi była już mowa pod linkiem, i lepiej to zostało przedstawione, niż ja bym potrafił, więc przejdę do tego ciągu dalszego.
Dax zaczyna *prześladować* pewna tajemnicza melodia, a potem i halucynacje, czy też wizje, staje się też bardziej porywcza (co czyni ją cokolwiek niebezpieczną dla otoczenia, wątek ten jednak nie jest dalej zgłębiany), a towarzyszy temu postępujący spadek poziomu neuroprzekaźnika umożliwiającego komunikację nosiciela i symbiontu (co może być potencjalnie śmiertelnie groźne, minimum dla Jadzii). Dlatego Ben z Julianem zabierają ją na ojczysty świat Trilli, tyleż w poszukiwaniu leku, co odpowiedzi. Jednak tubylcza lekarka skłonna jest gładko poświęcić nosicielkę, a początkowo pomocny Strażnik zmienia front (jak się wydaje - zastraszony).
Jednak przeprowadzone przez bohaterów (potraktowane połebkowo, przez co bazujące na godnych TAS skrótach i cudownych olśnieniach, oraz świadku tylko czekającym by ujawnić prawdę - jak w TNG "Sins of the Father" i DS9 "Dax" przedtem, a ORV "About a Girl" potem) śledztwo ujawnia prawdę o omyłkowo dopuszczonym do połączenia byłym nosicielu Daxa, zdolnym kompozytorze, ale i niezdrowym psychicznie mordercy, wymazanym z zapisów i sztucznie wypartym z pamięci *ślimaka*, bo stanowiącym dowód, że aby być zdolnym do dokonania wiadomej symbiozy nie trzeba być jednostką wszechstronnie ponadprzeciętną, jak głosi oficjalna wersja (stworzona by uniknąć dzikiej rywalizacji o nieliczne symbionty).
Dzięki czemu Ben, którego nie obchodzi trillskie status quo, a bardxo obchodzi przyjaciółka (o której nie myśli już tylko jako o przedlużeniu Curzona) skutecznym szantażem wymusza danie Dax szansy na odzyskanie wypartych wspomnień, i tym samym powrót do normy - co też następuje.
Jednak ciekawsze od samej historii jest to JAK zostaje opowiedziana, w jakie smaczki i niuanse obfituje. Począwszy od futurystycznego (i po prawdzie dość kiczowatego) instrumentu muzycznego (swego rodzaju syntezatora), przez nowe urywki informacji o biologii Trilli (wyżej wymieniony neuroprzekaźnik, czytane przez Bashira fikcyjne *pejpery*, wrzucona od niechcenia informacja, że symbionty komunikują się ze sobą za pomocą wyładowań energii), po wprowadzenie instytucji Strażników (niepołączonych wręcz fanatycznie opiekujących się symbiontami) i jedynego pokazanego jej przedstawiciela, który - wbrew steretypom, a bardzo życiowo - łączy, wsparte stosownymi miernikami myślenie naukowe z intuicyjnym rozumieniem sytuacji, i - nieprzyjemną dla postronnych - fiksację Trilli na *ślimakach* i Połączonych, kosztem całej reszty.
Warstwa psychologiczna liczy się niemniej. Ciepły, iście rodzinny, stosunek bohaterów do siebie (zwłaszcza Sisko i Bashira do koleżanki). To, że dowódca DS9 skłonny jest konsekwentnie przedkładać swoistą prywatę (to jest dobro bliskich) nad Wielkie Sprawy, co jednak niekoniecznie stawiać go ma w złym świetle. Scena, w której Jadzia przyszła do kajuty Juliana szukać pociechy jednak nie skończyła się erotycznie, a znów familijnie (a przy okazji poznaliśmy motywy, które popchnęły go do zostanie lekarzem - w czym da się też na upartego doszukać wstępu do ujawnienia wiadomej prawdy o nim).
Wypada też odnotować - wspominany już - wpływ omawianego odcinka na DSC "Forget Me Not" (ale i STC "The White Iris" i nBSG - podobny motyw tulenia niewidzialnej postaci). A także zabawny moment futurologicznej niemocy - potężnego niedoszacowania przez twórców przyszłych możliwości wyszukania komputerowego.
I poświęcić choć jedno zdanie zakończeniu, w którym Dax - po zaakceptowaniu mordercy Jorana jako części siebie, nie tylko muzykuje w stylu Picarda z "The Inner Light", ale i wydaje się mroczniejsza, niż zwykle, co w opowieści mniej optymistycznej, niż Trek (nawet DS9) mogłoby być otwartym finałem typowym dla horrorów.
Oraz dość ciekawej oprawie wizualnej scen wspomnieniowych, z zabawą oświetleniem i motywem godnych weneckiego karnawału masek. Ale najważniejsze są - znowu - sensy głębokie (choć dość powierzchownie potraktowane). Kwestie pamięci (indywidualnej i zbiorowej) , tożsamości, budowania społeczeństw na - uznanych za pożyteczne - kłamstwach. Wreszcie - oddania głosu, prawa do bycia pamiętanym, pominiętym, choćby najbardziej zadłużenie, za okrutne zbrodnie, którzy - może się okazać - i coś dobrego byli w stanie światu wnieść, choćby warty pamiętania utwór muzyczny...
Jednym słowem znów epizod lepszy od samego siebie. 😉
***
Autor: xetnoinu, 8.12.2024, Discord USS Phoenix, reblog
Odcinek zaczyna się od niedocenionej przeze mnie za młodu sceny gotowania w kwaterze szefa stacji. Jest w niej idylliczna magia tego lepszego życia, tych ludzi Roddenberrowskich - których mimo pogranicza jednak wiele trosk jakby mentalnie nie dotyka. Na tym tle nagła zmiana osobowości Jadzii wybrzmiewa i daje uzasadnienie komiskowemu, ale w dobrym znaczeniu, przejściu w zakamarki umysłu Dax. Przejściu dosłownym w ujęciu realizacyjnym. Bohaterka wstaje od stolika po bezsensownej kłótni z Kirą i wkracza w korytarz swojego umysłu. Prosty i genialny z tej przyczyny pomysł realizacyjny, ale w połączeniu z kontrastami scen poprzednich, działa wyśmienicie. Zagubienie podświadome bohaterki w samej sobie przeciwstawione zdublowanej postaci zdejmującej niepokojące bezwyrazowe maski. I czuły, empatyzujący Quark w finale tej sekwencji. To ustawia narrację całego odcinka.
Ciekawe rzeczy w tym epizodzie to didaskalia o społeczeństwie na planecie Trill. I to jest ten element, jaki po latach się z niego pamięta. Jest to imponujące, jaką pracę włożono, aby tło tej historii uzasadniało przypadłości Jadzii pokazane na pierwszym planie. Tu nie ma głupot o Irylianach w tle odcinka sądowego z Uną w SNW, gdzie im bardziej myśleć o społeczeństwie tam przedstawionym, tym bardziej opowiadana historia nie ma sensu. W tym odcinku DS9 jest dokładnie odwrotnie.
Nawet taki szczegół jak, że jeżeli życie symbionta na skutek spadku neuroprzekaźnika jest zagrożone, ślimaka ratuje się tam przed nosicielem. I tak jeden z nosicieli Daxowego symbiontu w przeszłości zmarł.
Ciekawy jest dialog Jadzii i doktora o jego motywacjach zostania lekarzem. Bał się procedur medycznych itd, postanowił być mądrzejszy od tych widzianych przez siebie lekarzy i dopiero w Akademii nauczył się, że celem bycia lekarzem jest pomaganie ludziom. Cudowne odwrócenia naszej rzeczywistości, gdzie chyba czasem idealizm pcha adeptów i adeptki do medycyny i w procesie certyfikacji uczelnianej niestety czasem zanika. A tu - miłość do pacjenta i misje jego leczenia - Bashira nauczono. Ach ta wspaniała przyszłość...
W kolejnym ataku przypadłości naszej bohaterki ona zauważa, że byli tam członkowie Komisji Symbiozy w mundurach sprzed stu lat. Wszystko przemyślane, logiczne i daje bohaterce przesłankę niewiary - co jak pamiętamy będzie miało swój słynny finał tego odcinka.
Co do faktu, że komputer nie potrafi znaleźć melodii, to nie koniecznie było to niedocenienie możliwości istnienia takiej technologii. To po prostu wygodne dla scenarzystów, by to wybrzmiało z opóźnieniem. 🙂
Przechodzimy do sekwencji jaskiniowej. Strażnik, z ewidentnym spektrum autyzmu, jest traktowany przyjaźnie i to jakoś pamiętałem. Ale że przez dotyk dłoni wyczuwa w nosicielce stan jej symbiontu, to zapomniałem. I wcale nie jest to głupie ani z pogranicza czarów itp. Jakiś czas temu się zastanawiałem, jak doszło do tego, że na tej planecie, gatunek niehumanoidalny tak de facto przysposobił sobie humanoidy. Ten dotyk to rodzaj odpowiedzi. Istniał rodzaj pierwotnej symbiozy niektórych osobników i symbiontów bez konieczności implantacji. Może na poziomie tylko emocji i nie u wszystkich. Nosiciel czyli Jadziia nie ma zdolności rozpoznawania imion symbiontów innych nosicieli ani czytania z dotyku ręki ich stanu.
To też może być lekkim uzasadnieniem, rozgrzeszeniem tego społeczeństwa, że pierwotnie faktycznie poszukiwano specjalnych uzdolnień w tym porozumiewaniu się humanoid-ślimak. Kiedy już ślimaki zmanipulowały to społeczeństwo do swojego kultu i bezwzględnej ochrony i ucieczki z jaskiń przez dobrowolne chirurgiczne implantacje - dopiero wtedy okazało się, że ta pozazmysłowa specjalna więź nie jest konieczna. Każdy Trill przyjmie symbiont. Dalsze seriale Treka czyli DISCO dopełnią, że wyjątkowo i człowiek z Ziemi może być skutecznym nosicielem w ramach wyjątku.
Jakiś czas temu, nie raz zresztą, rozmawialiśmy na discordzie o człowieku przyszłości wg GR. On "się zniknął" w nowych Trekach i ma się też czasem nie najlepiej jako wizja w DS9. Ale nie w tym odcinku. Tu ta wizja jest wszechobecna i skontrastowana z zakłamanym korpusem biurokracji na Trillu.
W scenie gdy Sisko i Bashir odnajdują brata tajemniczego nosiciela mordercy z wizji - ten jasno deklaruje, że kochał swojego brata i dobrze mu życzył nawet mimo jego czynu, bo akurat w fakt, że brat kogoś zamordował, on wierzy. Ta czułość, empatia, wzajemna troska ale i jakieś takie wybaczenie - to się w tym epizodzie cały czas przewija. A są to cechy właśnie tego człowieka przyszłości, który jest już ponad pewną przyziemnością cech jak nienawiść, uraza, zemsta...
Oczywiście nie jest nim Sisko. Co dobitnie będzie miało kiedyś swój finał w stwierdzeniu: Mogę z tym żyć. Tu Sisko szantażuje członkinię Komisji Symbiozy, że jeżeli nie pomoże Jadzii on ujawni, że władze oszukują społeczeństwo. Selekcja jest zbędna. Każdy Trill może być nosicielem, symbionty nie wybrzydzają. Okazuje się, że Komisja szacuje, że połowa populacji ma predyspozycje do połączenia chirurgicznego z symbiontem. Argument pani doktor za kłamstwem społecznym jest ciekawy. Tak chroni się symbionty, bo jest ich mało, a przy ujawnieniu prawdy - staną się towarem, dla każdego.
Szantaż Sisko jest skuteczny i Jadzia podejmuje świadomą, pełna ryzyka, decyzję o przywróceniu pamięci o nosicielu mordercy.
Finał w jaskini, kiedy wyładowania elektryczne, czyli język pierwotny symbiontów, naprawia skutki wymazania pamięci, jest niezwykły. Jadzia akceptuje i jest przyjazna wobec włączenia mordercy, a raczej jego esencji neurologicznej, do swojej fuzyjnej osobowości.
Fakt, że owa osobowość finalnie się nie zmieniła, oznacza, że Komisja była w błędzie. Mimo wymazania pamięci ta osobowość już była w miksie osobowości Jadzii, tylko nosicielka tego nie wiedziała. Tylko tak możemy wyjaśnić, dlaczego w kolejnych odcinkach nasza bohaterka ma tę samą osobowość jak i fakt, że mogła tak spokojnie przyjąć prawdę o tym swoim poprzedniku.
Sisko: Byłoby lepiej, gdybyś nie poznała prawdy.
Jadzia Dax: Cieszę się, że ją odkryłam. Wiedząc kim byłam, zrozumiem kim jestem.
Doskonały dialog ze świetnego odcinka o równowadze w życiu, życiu pełnym nieoczekiwanego cierpienia.
