Startrek.pl

USS Phoenix

Dax

Opis

Poprzedni nosiciel Dax zostaje oskarżony o morderstwo bohatera wojennego.

Polski tytuł: Dax

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Q__, 19.10.2024, Discord USS Phoenix

Jak wspomniałem, odświeżyłem sobie odcinki B5 "A Distant Star" i DS9 "Dax". Sięgnąłem zaś po nie, bo stanowiły swoiste pożegnanie D.C. Fontany z serialowym Trekiem na ponad dekadę, a zarazem dowód życia dziedzictwa ST w obu tytułowych seriach. I teoretycznie bardzo proste historie, z których jednak da się wycisnąć sporo znaczeń. Ale po kolei...

"A Distant Star" zaczyna się b. w tradycji TMP i TNG, od widoku okrętu-explorera, co b. dobrze określa charakter dalszej opowieści. Teoretycznie mowa jest o tym, że - wciąż jeszcze czującego się niepewnie w fotelu dowódcy B5 - Sheridana, odwiedza po drodze jego wyruszający w badawczą misję przyjaciel/mentor/ex-dowódca, a potem statek tegoż gościa znika w nadprzestrzeni (uwaga: w kanonie ST nadprzestrzeń też istnieje, choć jakby jej nie było) i trzeba go ratować (co powiedzie się, acz nie bez ofiar), ale w praktyce znacznie ważniejsze jest jak zostaje to opowiedziane, bo w efekcie dostajemy naprawdę sporo: wzmiankę o niewielu explorerach i ich minimum pięcioletnich misjach (widać, że zostało to - nieprzypadkowo - przepisane od Roddenberry'ego), zachwyt Johna nad jednostką dowodzoną przez kumpla - i wychodząca stąd dyskusję wadach i zaletach służby na dalekim pograniczu i na stacjach, czekaniu na przygodę i wychodzeniu jej naprzeciw (to niewątpliwa dyskusja pomiędzy współtworzonymi przez Fontanę seriami, gdzie po jednej stronie mamy klasyczne już wtedy TOS i TNG, po drugiej zaś nowsze B5 i DS9), narastającą frustrację uziemionego Sheridana (stanowiącą tyleż pokazanie jak musiała wyglądać ta Kirka w czasie poprzedzającym TMP, co podkreślenie odmienności od ledwo wspomnianego DS9, w którym Sisko nie chciał przyjąć podobnego przydziału z zupełnie innych przyczyn), wreszcie - efektowną i sensownie pomyślaną pierwszą udaną akcję ratunkową w nadprzestrzeni (poniekąd nawet dwie) pozytywnie odbijającą od dowolno-technobełkotliwych rozwiązań z innych serii.

Przy czym każdy akcent zdaje się mieć tam znaczenie: to, że explorer nosi - bardzo dwuznaczne - miano Cortez (co zdaje się potwierdzać słowa Uhury, że w przyszłości nie boją się słów, a zarazem, bo jest tu i drugie dno, pasować do świata, który wydał Nightwatch i prezydenta Clarka), kowbojki kapitana Maynarda (wyraźnie podkreślenie jego kirkowatości), ksywy (Swamp Rat, Stinky) i sekrety młodości obu kapitanów (pozbawiające fabułę nadmiernej koturnowości), opowieści starych astronautów o czających się w hiperprzestrzeni i ogólnie na pograniczu zagrożeniach (gdzie intencjonalne wydaje się wszystko - i pójście w godne "Pirxa" klimaty, wzmocnione jeszcze wzmianką o dawnej służbie bohaterów w wewnątrzukładowych Patrolach, i dalsza niespieszna introdukcja Cieni, i fakt, że uczestnicy tej rozmowy zaraz tych niebezpieczeństw sami doświadczą, acz tylko jeden ze skutkiem śmiertelnym - nie będzie jednak powtórki z zagłady USS Odyssey, za to pojawią się wybuchające konsole), wreszcie - dokonane przez Johna autoironiczne streszczenie dotychczasowych zdarzeń (wskazujące, ze twórcy mają świadomość babylońskich - a chyba i trekowych absurdów, które w fabuły wplatają), i ogrodowa - dithfurtowo-saganowa (star stuff) z ducha - swoiście panteistyczna przemowa Delenn pozwalająca dowódcy stacji dojść do ładu ze sobą i z odpowiedzialnością, która spoczywa na jego barkach, a nawet finalny powrót (zmarnowanego potem jako postać), gotowego wcześniej ratować innych, nawet jeśli sam uważał się za skazanego na śmierć, Keffera - potwierdzającego swoim dokonaniem optymizm pani ambasador, i swoją klasę jako pilota - z nadprzestrzeni (przez swoją samodzielność stanowiący w pewnym sensie większe dokonanie, niż ocalenie Corteza).

Do tego dochodzi B-plot, typowe wątki obyczajowe pokrewne tym z DS9. Doktor Franklin postanawia poprawić dietę kolegów (odchodzić Garibaldiego, zracjonalizować nawyki żywieniowe dowódcy, utuczyć nieco Ivanovą), czemu w/w trójka stawia opór (szef ochrony nawet organizując sobie przemyt żywności). Jednak i to kończy się w iście Trekowym duchu, bo szef ochrony jest w stanie przekonać CMO, że w kulinarny sposób chce uczcić pamięć swojego ojca, który miał kłopot z okazywaniem emocji i wyrażał je - gotowaniem. W efekcie obaj panowie świętują wspólnie, a Michael ma moment drobnej zemsty, odmawiając Stephenowi deseru (umiem sobie wyobrazić podobny wątek napisany dla Bashira). Przy okazji poznajemy też przepis na ulubione danie Garibaldiego.

Ponadto Delenn - choć innym udziela wsparcia - zaczyna, jako genetyczna hybryda, zmagać się z wolkańskim minbaryjskim rasizmem, który znosi jednak dość obojętnie. No i jest jeszcze wątek złodziejaszków, z którymi szef ochrony stacji musi sobie poradzić. Oraz konsekwencje wcześniejszych zdarzeń - Michael jeszcze dochodzi do siebie po doznanej ranie, Susan chodzi o kuli (co da się też odczytać jako pewną formę nienachalnej reprezentacji). Skoro o Ivanowej mowa - dostaje tu do wypowiedzenia kolejny bon-mot, o tym, że całe życie walczyła z imperializmem, a teraz - tyjąc - ma rozszerzać granice imperium rosyjskiego. Dowódca nie jest od niej gorszy - wygłasza efektowną myśl o ewolucji i politykach oraz staroegipskie (ponoć) błogosławieństwo.

To nasączenie rodzajowością, techniczną przytomnością, żartami, wreszcie - auto/metakomentarzem czyni - skądinąd dość prostą i od niechcenia poprowadzoną (co przypomina wczesne TNG) - fabułę (w której eksploracji jest mniej, niż gadania o niej) znacznie lepszą, niż by się mogło zdawać na pierwszy rzut oka. Więc sam nie wiem jaką notę dać, skoro odcinkom DSC potrafiłem wystawić 3-.

 

"Dax" to inna historia. Prawie kompletnie nietechniczna, jednak równie bogata w niuanse i podobnie kontynuująca staroTrekowe dziedzictwo.

Tu w zasadzie obywa się bez B-plotu, chyba, że uznać za takowy wzmianki o tym, że Miles wiezie żonę na setne urodziny teściowej (gdzie sama liczba robi za ładne podkreślenie, że o lepszej przyszłości mówimy), i w efekcie myszy harcują, tj. stacja się psuje, co ozdobione jest wzmianką o tym, że Kardasianie musieli podkradać romulańskie patenty.

Reszta to zasadniczo kameralny dramat sądowy zmieszany z ćwiczeniami z filozofii - co znamy również z TOS-u, TNG, a teraz i ORV, DSC i SNW. Przy czym zaczyna się obyczajowo - gdzie tym razem aż porywaczy trzeba, by Julian musiał poczekać jeszcze parę sezonów na konsumpcję relacji z Dax, i technicznie jednak, bo porywacze ci, a raczej funkcjonariusze obcoplanetarnych służb, wykazują się dużą kompetencją w łamaniu zabezpieczeń stacji, ale ostatecznie technika również spowolni ich i zatrzyma.

Potem, po niespodziewanym 😉 *ludzkim* odruchu Quarka (tradycyjnie zaszantażowanego przez Odo) użyczającego knajpy na salę sądową, mamy Sisko, który - wspierając się wiedzą medyczną Bashira, legalnymi sztuczkami Kiry (masz rację @Such z tą elastycznością 😉 ) i śledztwem Odo, broni - z czysto prywatnej lojalności względem staro-nowego przyjaciela/przyjaciółki - poglądu, że Jadzia i Curzon Dax to dwie osobne osoby, więc ona nie może odpowiadać za ewentualne jego winy (pada tu ciekawa analogia do roztworów soli), przy czym można mieć wątpliwości czy sam do końca w to wierzy, a tym sposobem i my mamy nad czym główkować.

Ale kwestia względności osobowości to jedno. Równie ciekawe jest przeciwstawienie Wielkiej Historii - kultu (rzekomo) bohaterskiego generała, przyjaciela i rzekomej ofiary Curzona, a ojca szefa (niedoszłych) porywaczy, z herstorią jego żony (i dawnej Curzonowej kochanki), która wie, że był to *człowiek* pełen wad, a nawet zdrajca (jednak ostatecznie woli poświęcić swoją, nie jego, reputację, uznając, że naród potrzebuje mitów; ktoś mógłby się zastanawiać, czy Fontana nie sugeruje delikatnie tym sposobem, że sama składa się na ołtarzu pamięci o Roddenberry'm, gdy o metakomentarzach mowa).

Zresztą delikatny, ale wyrazisty feminizm się na tym nie kończy. Poza generałową otrzymujemy jeszcze jedną, godną (rzymskich wzorców) matronę - rozstrzygającą sprawę bajorańską sędzinę, od której bije takim autorytetem, że jest w stanie traktować Bena, czy trillskiego ministra, jak uczniaków. No i subtelną kpinę z genderowych konwencji - Julian przegra konfrontację z porywaczką i nie wyjdzie na bohatera (przez co będzie musiał poczekać do przybycia Ezri), bo po rycersku nie będzie umiał uderzyć kobiety (która nie będzie mieć podobnych skrupułów).

Zresztą nie tylko takie stereotypy zostaną tu podważone, ale i przywołane. Posądzana często o lekkoduchostwo Jadzia, zmieszana z babiarzem Curzonem narazi swoje życie, chcąc bronić nie tylko reputacji dawnej ukochanej, ale i historycznego mitu. To podważa ich zbyt jednostronne postrzeganie, ale zarazem powiela TOS-owy stereotyp Spocka-męczennika, mogąc też sugerować, że Kirk przedstawiciel podobnej ery, co mentor Sisko, zdolny byłby do podobnych poświęceń dla swoich licznych lubych, bo bohaterowie GF jeśli kochają, to prawdziwie.

Z pomniejszych smaczków wymienić można używaną w roli bajorańskiego sędziowskiego młotka kulę (poprzedniczkę moclańskiego sześcianu z ORV, gdzie kształt też może odzwierciedlać symboliczne różnice płci i kultur użytkowników), pokazany głęboko w tle plazmowy kominek (fajna technologia, nie pamiętam czy kiedykolwiek pokazana ponownie), wrzuconą od niechcenia informację o fakultetach skończonych przez Jadzię. I finalne pożegnanie Dax z generałową, klimatem jakoś pokrewne złotym radom Delenn, choć tu Wszechświat nie zostaje w sprawę wmieszany 😉 .

Mam wrażenie, że można było inaczej rozłożyć akcenty, uczynić fabułę gęściejszą - ale mam tu ten sam problem z oceną, co w wypadku wyżej wymienionego odcinka B5. Bo tego, co i tak otrzymaliśmy jest dość by chwalić, i mieć nad czym dumać.

W zasadzie tylko jednego można się czepić - że rozdzielanie nosiciela i symbiontu nie jest wcale tak zabójcze jak Bashir dowodził, chyba, że precedens Tuvixa przywołamy.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v