Opis
Mariner zmienia program holodeku Boimlera, aby obsadzić siebie w roli złoczyńcy w filmie w stylu dolnych pokładów.
Polski tytuł: Punkt krytyczny
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Dreamweb, 1.10.2020, Muzeum Forum USS Phoenix
Natomiast Crisis Point to jeden z lepszych odcinków. Fajnie się przejechał po co niektórych motywach z filmów, ale przyznam szczerze, spodziewałem się, że to ta "dobra" Mariner okaże się na koniec tą "prawdziwą", a ta "zła" - wytworem holodeku. Nie wiem, czy tak by nie było lepiej, ale cóż... Za to mieliśmy niejako kanoniczne potwierdzenie tego, że nikt nie wie o jej rodzinnych relacjach z panią kapitan, a teraz Boimler się dowiedział i wiemy, że będzie to miało jakieś reperkusje w finale.
No i mamy częściową odpowiedź na nasze wcześniejsze rozważania, skąd Tendi wzięła się we Flocie... Z tego co mówi w tym odcinku, jakieś 5 lat wcześniej zdarzyło się coś, co zmieniło sposób życia wielu przedstawicieli jej cywilizacji. (...)
Nie wiem na ile to świadoma zagrywka McMahana, ale zauważyliście, że zawsze kiedy pojawia się pojazd kołowy Argo, łamana lub minimum naginana jest Pierwsza Dyrektywa?
Nemesis - rajd Picarda po planecie pre-warpowej.
Second Contact - Mariner dostarczająca narzędzia.
Crisis Point - Mariner wywołuje rewolucję na planecie.
Sprawia wrażenie, jakby oficerowie specjalnie wybierali ten pojazd, kiedy planują zrobić coś nie do końca regulaminowo... To by zresztą tłumaczyło wymowne spojrzenia Rikera w stronę Picarda, gdy ten w Nemesis zapowiedział jego użycie. Można to zresztą próbować tłumaczyć tym, że np. ruchy tego pojazdu nie są tak dokładnie rejestrowane jak promu - więc łatwiej coś w nim załatwić "po cichu".
***
Autor: Q__, 9.08.2021, Forum Trek.pl
Powtórzyłem sobie i LD "Crisis Point", i nie wiem czy nie awansował on właśnie w moich oczach na ulubiony, a może i najlepszy, epizod tej serii (jak dotąd?).
Fabułę chyba jeszcze wszyscy pamiętamy - po tym jak Beckett obala na planecie odcinka tyranię renesansowo ubranych szczurowatych, nie tylko uciskających, ale i jedzących, jaszczurowatych*, jej kapitańska mamuśka, choć - wbrew PD - kontynuuje jej dzieło (dając nawet tubylcom replikatory, by sytuacja się nie powtórzyła), wysyła ją nawet nie do brygu, a do (ptakopodobnego) pokładowego doradcy. Mariner zamiast męczyć się z psychologiem, którego uważa za nudziarza, woli poddać się autoterapii, i w tym celu przerabia (ideowo nawiązujący do Barclay'owego holo-Voyagera) program ewaluacyjny Brada w film-psychodramę (z nawiązaniami do TMP, Abramsa, napisów końcowych ST VI i GEN-owo-timelessowo-ST trójkowych 😉 katastrof i lądowań), osadzając siebie w przypominającej tyleż Khana, co Mudda w krwawej DISCO-wersji, fanowskie Seram i Alersę, oraz późniejszą Osyreę, szwarccharakterzycy - Vindicty. Walka jej i jej "zbirów" (Rutherford i Tendi) z załogą Cerrttosa, a zwłaszcza finalne starcie z noszącą mundur GF holo-bliźniaczką, pozwala nam w końcu poznać protagonistkę serii od podszewki, odkryć jej skrywane kompetencję i idealizm, i zrozumieć - wbrew pozorom konformistyczny z natury - bunt na pokaz, oraz przekonać się jak bardzo - również wbrew pozorom - córka z rodzicielką się kochają. Przy okazji reszta centralnej fabularnie czwórki ma okazję błysnąć Flotowym idealizmem - D'Vana głośno odcinając się od niechlubnego oriońskiego dziedzictwa i odmawiając strzelania do kolegów, choćby holograficznych; Sam przechodząc wręcz na stronę "wroga" i z holo-Billupsem ratując resztę załogi (przy okazji widzimy jak mocno tych dwu łączą inżynieryjne, a może - o czym chyba Dreamweb wspominał - bardziej osobiste, fascynacje), Boimler - iście po kirkowemu, zachwycając się swoim okrętem (inna sprawa, że Bradward B. spróbuje przy tym robić za cwanego lizusa i dostanie po nosie nawet trzy razy - najpierw uznany za czekoladowego truciciela 😉 , potem odkrywszy wiadomy rodzinny sekret koleżanki, a na koniec, bojąc się, że nie zapanuje nad językiem, robiąc z siebie głupka w czasie - już realnej - rozmowy z Freeman). Wszystko to składa się na całkiem znośny, a podszyty duchem Roddenberryzmu, kawałek trekowego psychologizowania.
Dodatkowe smaczki i żarciki - skopiowany najwidoczniej z komputerów Voyagera holograficzny da Vinci (uśmiercający w dodatku w finale chcącą po spockowemu zmartwychwstać z torpedy 😉 , holograficzną już, Vindictę), wybuch Carol, która w końcu sama trafiła do dziobatego 😉 psychologa, nie mogąc uwierzyć w (lekką) przemianę córki, i miała dość jego paplania (wąteczek bardzo w stylu ORV 😉 **), czy błyskawiczna zmiana parametrów tytułowego holoprogramu przez Beckett (wyjaśniona w kanoniczno-manualowo-technobełkotliwo-zdroworozsądkowym stylu, że ona tylko kierunek nadaje, maszyna resztę robi sama) - w tym wspomniane filmowo-wizualne nawiązania, pogłębiają pozytywny efekt. A typowe dla LD tempo i przesada przestają razić gdy występują w opowieści-w-opowieści.***
Jednym słowem - może nawet 3/4 w skali Jammera.
* Co da się czytać jako nawiązanie do TOS-u i kaminarskich stosunków zarazem.
** Do robiącego za jego scenerię pełnego zieleni pomieszczenia włącznie.
*** Wniosek? McMahanie, zrób z całego Lower Decks wspominkową holopowieść Mariner, a wtedy - jeśli nie zbierzesz hejtu jak B&B za finał ENTka - wytrącisz broń z rąk swoim krytykom.
