Opis
Enterprise udaje się do strefy neutralnej na spotkanie z siostrzanym okrętem USS Yamato, który ma poważne problemy techniczne.
Polski tytuł: Inwazja
Zwiastuny
Recenzje
Jest to jeden z najlepszych odcinków drugiego sezonu. Ma wszystko to, co dobry odcinek mieć powinien: mocny wstęp, ciekawe, niebanalne rozwinięcie i naturalne (czyt. nie ma sztucznego happy endu).
Pojawienie się USS Yamato bardzo korzystnie wpływa na odbiór federacyjnej rzeczywistości. W niektórych odcinkach można bowiem odnieść wrażenie, że Enterprise jest jedynym, dużym statkiem
Federacji. Tymczasem tu pojawia się się jej okręt siostrzany. Efekt trochę psuje czynnik ludzki - kapitan Yamato. Motywy jego działania owszem wydają się słuszne, jednak fakt że nie poinformował o nich Federacji już przekonujący nie jest. Czy odpowiedzialny kapitan statku klasy Galaxy działałby do tego stopnia samowolnie? Naruszenie Strefy Neutralnej jest rzekomo dość poważnym wykroczeniem tymczasem zarówno Enterprise jak i Yamato zdają się zupełnie nie przejmować tym faktem. Co więcej - nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek Picard został choćby upomniany przez dowództwo z powodu naruszenia Strefy Neutralnej. No nic - posiadacze co bardziej sprawnych wyobraźni z pewnością potrafią wymyślić jakies mądre wytłumaczenie tego faktu.
Kiedy na tapecie jest Strefa Neutralna automatycznie pojawiają się też Romulanie. Niestety, podobnie jak w przypadku kapitana USS Yamato, kapitan Romulan również jest dość nieodpowiedzialna. Dwa duże statki Federacji w Strefie Neutralnej, a ona leci im wesoło na spotkanie. Sama. Wezwać posiłki? Po co - jesteśmy niezwyciężeni - załatwimy sami dwa statki klasy Galaxy! No ale może zwyczajnie nie znam się na zwyczajach Romulan. Może oni tak lubią.
Zarzuty można też wysnuć pod adresem technologii, która pojawia się w tym odcinku. Zasada na jakiej dochodzi do interakcji dwóch kompletnie różnych od siebie systemów oprogramowania jest dość niejasna. Co więcej - widz, który ma większe od obiegowego pojęcie o komputerach może być nieco zawiedziony płytkim podejściem do tej kwestii. Nie każdy treker jest jednak informatykiem więc nie wypada się czepiać.
Zakończenie jest bardzo "skompresowane" w czasie. O ile cały odcinek rozwija się w odpowiednim tempie to końcówka niepotrzebnie przyspiesza. Można odnieść wrażenie, że reżyser był zmuszony upchnąć finał w kilku ostatnich minutach żeby zmieścić się w serialowej normie (45).
Podsumowując - jest to odcinek zdecydowanie ponadprzeciętny. Rzec można - dobry. W porównaniu z poprzednim (2x10 The Dauphin) jest wręcz bardzo dobry. To solidny, dobrze opowiedziany odcinek TNG. Mądrości życiowych w nim wprawdzie nie uświadczysz jednak scenariuszem się nie zawiedziesz. Końcowa ocena: 7,36.
Mateusz Nowaczewski
***
Autor: xetnoinu, Discord Star Trek, reblog
Odcinek z placówką Ikonian i Romkami na orbicie. Porządny przeciętniak. Dużo technobelkotu z zakresu informatyki.
I przemyślenie, że zwycięzcy piszą nieobiektywną i szkalującą historię o tych, których podbili. Dla anglosasów to może i odkrywczy wniosek. My go znamy z autopsji.
Odcinek wyprzedził swój czas. Rodzaj wirusa, oprogramowania komputerowego może zniszczyć zaawansowany cud techniki czyli okręt. Dziś nie wzbudza to emocji, bo to część podstawowej wiedzy o współczesnych zagrożeniach tego typu.
Wartością odcinka są strzębki informacji o Ikonianach i ich technologiach.
Cytaty
Riker: Fate - it protects fools, small children and ships called Enterprise.
