Opis
Arik Soong przewodzi grupie swoich "ulepszonych dzieci", prowadząc ich do laboratorium, skąd zamierza zabrać i ożywić tysiące zmodyfikowanych genetycznie embrionów.
Polski tytuł: Stacja 12
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Piotr Pajerski, grupa pl.rec.fantastyka.startrek
Cóż... Dobrze, że po 4x04 nie robiłem sobie nadziei, bo pewnie bym się rozczarował jeszcze bardziej. Dzięki przeświadczeniu, że scenarzyści totalnie spieprzą 4x05 udało mi się obejrzeć ten odcinek z jako takim zainteresowaniem, bo nie spieprzyli totalnie. Ale że spieprzyli, to nie ulega wątpliwości.
Nadal nie mamy nic z character building, nawet w przypadku Soonga, który już w poprzednim odcinku dał się poznać jako złoczyńca o gołębim sercu, czy Malika, który nadal udowadnia, że ma skłonności sadystyczne. O załodze Entka nawet nie wspominając, bo jest jej w odcinku mniej niż Ulepszonych. Ale brak ciekawego zajęcia dla aktorów to naprawdę drugorzędny problem tego serialu.
Problemem głównym nadal pozostają denni scenarzyści. O ile sam pomysł akcji Soonga i jego Nietzschean nie jest zły, o tyle wykonanie go jest żałosne. Scenarzysta wydaje się wręcz krzyczeć "Mam widzów za idiotów!", nie potrafi też złożyć do kupy tego, co się w odcinku dzieje.
Jakby mało było obrażania inteligencji widza dziecinnym wyjaśnianiem, czym są inkubatory, za chwilę dostajemy dwie sceny, które pozostają w jawnej sprzeczności ze sobą. Oto najpierw Entek wycofuje się na rozkaz Soonga, by za chwilę podlecieć i przesłać desant. Widocznie czujniki stacji działają jak chcą - innego wyjaśnienia dla cudownego, niezauważonego zbliżenia się Entka do asteroidy nie widzę. Tym bardziej, że potem znów raczyły zauważyć podlatujący okręt. Gdzie tu sens?
Idiotyczna jest też scena z wtargnięciem Nietzschean na stację. Niby na tej ostatniej wprowadzono stan podwyższonego pogotowia, nawet żądają od okrętu medycznego dodatkowego kodu, ale nie raczyli sprawdzić oznak życia na zbliżającym się okręcie. Pewnie by się zdziwili, że jest tam ktoś więcej niż jedna Denobulanka. Podejrzewam, że scenarzysta ma kompleksy z powodu własnego braku inteligencji, więc te samą cechę wpisał swoim bohaterom. Gdzie tu sens?
Wprowadzenie do fabuły upośledzonego braciszka Ulepszonych też wydaje się posunięciem głupawym. Na rozmowy z nim poszło ładnych pare minut odcinka, tylko po to, by Soong mógł go uściskać, a Muad'Dib bez celu zabić. Gdzie tu sens?
Moje nadzieje pobudziła na moment scena rozmowy Archera z Phloxem w mesie. Ale niestety, kolejna zmarnowana okazja na dodanie odcinkowi nieco głębi. Przecież była to wręcz idealna sytuacja, by wpuścić kilka zdań np. o badaniach genetycznych w początkach XXI wieku, kiedy kontrowersje wzbudzało wykorzystywanie komórek macierzystych... Jedna wzmianka o tym, zamiast o jakimś nieistniejącym "zespole Clarke'a" dałaby nadzieję, że scenarzysta jednak stara sie przekazać jakieś rzeczywiste przesłanie... A tu nic.
Soong skończy zapewne jak klasyczny doktorek chcący naśladować Boga - zabije go Malik, kiedy się okaże, że Soong nie chce następnej wojny eugenicznej. Ewentualnie Soong odkupi swoje winy, zabijając bohatersko Malika i ratując wszystkich przed jego szaleństwem. Na to zanosiło się już w 4x04, chociaż tylko trochę - tutaj samo się nasuwa i będę mocno zdziwiony, jeśli Soong skończy inaczej.
Generalnie, odcinek rozwija potencjalnie ciekawy wątek w typowo entkowy, głupawy sposób. Naprawdę nie mogę zrozumieć, czemu ja to znów oglądam...
