Startrek.pl

USS Phoenix

Children of the Comet

Opis

Podczas misji USS Enterprise odkrywa, że badana kometa wkrótce uderzy w zamieszkaną planetę.

Próbując zmienić trajektorię obiektu, załoga odkrywa, że starożytny relikt obcych zakopany na lodowej powierzchni w jakiś sposób ich powstrzymuje.

Podczas gdy drużyna zwiadu próbuje odkryć sekrety reliktu, Pike i Una muszą poradzić sobie z grupą fanatyków przeciwnych ingerencji USS Enterprise.

Wnętrze M'hanita.

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Ledsbourne, 13.04.2024, Discord Star Trek, reblog

Uhurowy odcinek. Początek, z trochę wysilonym banterem na kolacji u kapitana i Uhurze opowiadającej swoją historię, trochę mnie przestraszył, bo niebezpiecznie zaczął zmierzać w kierunku rejonów znanych z Discovery, na szczęście główna fabuła „dostarczyła”.

W ogóle zacznę od krytyki – aktor grający Pike’a jest super, ale on gra Kirka, a nie Pike’a. Pike z „The Cage” wydaje się – jeśli można to stwierdzić po jednym odcinku – zupełnie innym typem człowieka. Nawet Spock Pecka mnie zaczyna przekonywać jako ten „The Cage’owy” Spock, trafia się też trochę deadpanowego humoru z jego strony, ale kurczę, Mount gra siwego kapitana Kirka (z postępującą Picardyzacją ze względu na jego piętno poznania własnej przyszłości, ale ten motyw akurat jest rozwijany bardzo fajnie).

Sama historia – bardzo TOSowa, w pewnym momencie mam wrażenie, że Pike stosuje „Corbomite Maneuver” w negocjacjach z dowódcą Pasterzy, strasząc jakimś technobełkotem. Fabuła też fajnie się zazębia i zgrywa z Pike’ową przepowiednią w kontekście komety „znającej swój los”, cały ten motyw jest super i jedyne, co mi się tutaj średnio podoba, to załoga traktująca Pasterzy jak nawiedzonych religijnie - zamiast próby zrozumienia ich w tej sytuacji. Oczywiście motyw z ratowaniem planety z ery TOSowej i raczkującej pierwszej dyrektywy fajnie kontrastuje z jej „dojrzałą” wersją i Picardem, który tylko minutą ciszy uczciłby pamięć wyginiętej cywilizacji w tej sytuacji, bo nie wolno by mu było interweniować.

No i wisienka na torcie w postaci „diunowatości” ratowanej planety, której kometa daje niezbędną wodę. Jedyne, co mnie jeszcze trochę gryzie w tym serialu, to brak takiej „gracji” w balansowaniu między humorem a powagą, prawie to mają i są blisko, ale dalej jest trochę niezdecydowania czy chcą być jak TOS czy jak Lower Decks. 8/10.

***

Autor: Toudi, 13.05.2022, FB Toudi SajFaj, reblog

No i jestem po drugim odcinku. Jestem pozytywnie po nim nastawiony. Taki typowy Trek to był. No i jak teraz dodali tego Andoriana, to już jest lepiej z tą załogą. Jego docinki trochę przypominają Reno. Powiedziałbym, że bardzo mocno, czy to wyjdzie mu na dobre, czy na złe, to się okaże. Szkoda trochę, że ta sama osobowość pojawia się na właściwie tym samym stanowisku. Ale dam mu szansę.

Co do plot odcinka. Jest dobrze, kometa ma walnąć w planetę. Istnieje na niej życie, ale samo się nie uratuje, więc trza je ratować. No to lecą ratować. Spoko, takie idealne na jednoodcinkowca. Coś jak Deja Q. Ale jak się okazuje kometa, to nie taka sobie pierwsza lepsza kometa, ale wytwór obcej cywilizacji, do tego jeszcze chronionej przez inną obcą cywilizację. A i jeszcze jakieś temporalne mambo jambo się pojawia. 😉 No taki typowy Trek, nie ma co pisać, dawno takiego nie mieliśmy. Jest ok.

Za to jest już problem z samym continuity. Te pomieszczenia kapitana wydaj się być ogromne, wielkie na tym USS Enterprise. Bardziej to Galaxy class, czy Excelsior class, niż Constitution, który jak wiemy, był względnie mały i miał mało miejsca na luksusy. A wszystko właśnie wskazuje na większy okręt. No i promy. Mieliśmy tu klasyczny prom, klasy F(?), a nie te nowe z Discovery, niepasującego do niczego (klasy C). No i praca kamery, zarówno przy statku jak i promie. Podobało mi się, że nie było to takie płynne, jak to w obecnym kinie, tylko ma się wrażenie, że to właśnie taka starsza technika manipulacji tymi modelami ma miejsce. Podoba mi się, choć wiem, że to nie takie nie na miejscu dziś.

Ach i jeszcze czołówka, chciałem powiedzieć, podoba mi się. Najlepsze z tej współczesnej trójki. Zaraz za nią jest ta z Picarda. Ta z Discovery jest chyba najgorszą, jaką w ogóle do tej pory zrobili, więc ją pobić nie trudno. 😉

***

Autor: Q__, 15.05.2025, Discord USS Phoenix, reblog

Zainspirowany grafiką do trzeciego sezonu zrobiłem sobie szybki rewatch SNW "Children of the Comet". Poziom wczesnego ENT, choć wizualnie mniej klasyczne, ale i mniej monotonne. Pomysł odjechany, trochę jak ze starych komiksów ST od DC, ale i dość ciekawy.

Wykonanie jednak puszczone. Powinni byli albo wytonować zakończenie - plan Spocka zawodzi, ale kometa sama z siebie ostatecznie zachowuje się dobroczynnie, albo okleić je - wraz z całym odcinkiem - grubą warstwą (naukowego) mistycyzmu w stylu B5. Wcześniej zaś rozpisać solidną wewnątrzzałogową dramę/debatę, w tradycji klasycznego TNG.

Tak wyszła sympatyczna błahostka. Z równie sympatyczną, ale discowato niewierzącą w siebie Uhurą. W której paradoksalnie najmocniej wypada godny ORV wątek obiadowy. I zmaganie się z sobą - i z przeznaczeniem - Pike'a (waga dylematu spoczywającego na barkach bohaterów, i zachwyt baśniowym kosmicznym cudem gdzieś się ulotniły).

Aha: Ch.L. Bennett zwrócił uwagę - pod decandidową recenzją w/w epizodu, bo i ją sobie odświeżyłem, że nazwisko Ortegas pochodzi od Roddenberry'ego, tylko miał je początkowo nosić facet, José Ortegas, ostatecznie przemianowany na José Tylera.

***

Autor: xetnoinu, 31.03.2025, Discord USS Phoenix, reblog

Chyba powtórzę ten odcinek. Tam jest pierwsze od czasu wątku Slaversów z TAS (że po nich ewolucja musiała nastąpić na nowo) i TNG (bezimienna rasa nazwana potem Protoplastami) mocne nawiązanie do panspermii w ST. M'hanity nie są mistyczne tylko realizują nadzór i rozwoju jakiegoś projektu panspermii, być może lokalnej niepochodzacej od Protoplastów (każdą technologię można wynaleźć niezależnie). Bo one mogą siać życie oraz je nadzorować w rozwoju lub wyeliminować.

Niedopowiedzenie działa tu na plus i paradoksalnie stwarza mniej baboli niż słynny odcinek TNG.

Spostrzegawcze oko zobaczy na komecie coś jak pył. Pył sensu nie ma, bo to są zarodniki grzybni - świecą tam sobie! 🙂 Zresztą te same zarodniki-świetliki świecą w maszynie siewniki humanoidów Protoplastów w finale Discovery. Grzybnia jest nośnikiem uniwersalności kodu DNA i języka aminokwasów - czyli jest podstawową cegiełka życia i jej obecność na urządzeniach je tworzących jest spójna w nowych ST. Drobny wizualny  szczegół a jak cieszy.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v