Opis
Dax ryzykuje życie i przyszłość w Gwiezdnej Flocie, aby wypełnić przyrzeczenie krwi zawarte z trzema Klingonami.
Polski tytuł: Przysięga krwi
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Picard
Przyjęło się uważać, iż pierwsze dwa sezony DS9 nie należą do najlepszych w dziejach tego serialu i nie można powiedzieć, iż twierdzenie to nie kryje w sobie ziarna prawdy. Prezentowany odcinek zadaje jednak owej tezie częściowo kłam, jako iż odznacza się cechami przynależnymi najlepszym epizodom Star Treka.
Rzecz rozpoczyna się od pojawienia się na stacji trójki sędziwych Klingonów. Okazuje się, że poszukują oni Curzona Dax, niegdysiejszego dyplomaty Federacji, z którym łączyły ich więzy szczerej przyjaźni. Kor, Koloth oraz Kang - gdyż tak nazywają się owi starsi panowie – ze zdziwieniem odkrywają, iż ich niegdysiejszy przyjaciel zmarł, a jego miejsce zajęła, dobrze już znana widzom serialu Jadzia Dax. Dowiaduje się ona, iż Klingoni przybyli na stacje prosić Curzona o wypełnienie przysięgi jaką ten z nimi złożył, a która tyczy się wywarcia zemsty na pewnym wrednym osobniku odpowiedzialnym za śmierć pierworodnych synów trójki wspomnianych Klingonów. Jadzia staje więc w obliczu dylematu: czy dochować zobowiązania wobec przyjaciół Curzona – stając się w ten sposób współodpowiedzialną morderstwa – czy też zdradzić ich, odmawiając im pomocy w chwili próby?
O sile omawianego odcinka decyduje w dużej mierze perspektywa z jakiej ów konflikt natury moralnej został nam ukazany. Zazwyczaj bowiem to ludzie są głównymi bohaterami Star Treka, podczas gdy obcy stanowią tylko barwne tło dla ich przygód i rozterek. W tym przypadku jednak proporcje zostały całkowicie odwrócone i tak na przykład główny bohater serialu: Benjamin Sisko pojawia się w tym epizodzie jedynie dwa razy i to raczej w roli epizodycznej, na plan pierwszy zaś wysuwają się obcy w postaci Jadzii oraz jej klingońskich kompanów.
Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest przyjęcie ich perspektywy patrzenia na prezentowane zagadnienie. Jadzia ukazana jest tu jako istota prawdziwie symbiotyczna, za którą ciągną się konsekwencje wyborów dokonanych przez Curzona, Klingoni zaś jako bezlitośni wojownicy, kierujący się – zdawało by się – archaicznym kodeksem honorowym, nieprzystającym do federacyjnej moralności.
Owa rozbieżność pomiędzy federacyjnymi ideałami, a klingońską mentalnością jest kolejnym ciekawym aspektem tego odcinka. Bo nie tylko okazuje się, że Federację w istocie więcej dzieli niż łączy z jej najbliższym sojusznikiem, ale też wspomniane różnice stawiają Jadzię w niekorzystnej sytuacji, każąc jej wybierać pomiędzy moralnością UFP a klingońską tradycją, która w oczach Ludzi może uchodzić za przejaw barbarzyństwa. Nie sposób nie dostrzec tu wewnętrznej rozterki bohaterki, jako iż wierzy ona zarówno w idee Federacji jak i jest wierna swoim klingońskim przyjaciołom – tak więc musi wybierać pomiędzy równorzędnymi racjami. To co Jadzia Dax wybierze czyni z niej mniej jednoznaczną i bardziej skomplikowaną postać, niż miało to miejsce do tej pory
Wisienką na torcie jakim jest ten odcinek stanowią Klingoni: starzy, świadomi bliskiego już kresu swoich dni, chcący wypełnić ostatnią w życiu misję. W dodatku postacie te stanowią piękny ukłon skierowany w stronę TOS oraz TAS, gdzie w ich role wcielili się ci sami aktorzy co w ,, Blood Oath”. John Colicos, Michael Ankara oraz William Campbell grają tych bohaterów z wdziękiem i zaangażowaniem, kreśląc portrety pełnokrwistych herosów, którzy przywodzą na myśl trójkę muszkieterów z powieści Aleksandra Dumasa.

Terry Farrell wcielająca się w rolę Jadzii nie jest zaś może najlepszą aktorką pod wszystkimi słońcami galaktyki, ale z pewnością dobrze patrzy się na jej nieprzeciętną urodę. Lepiej od Terry spisuje się tu Nana Vistor wcielająca się jak zwykle w rolę Kiry Nerys przestrzegającej Jadzię przed konsekwencjami popełnienia morderstwa: ,,zabijając, sami po trosze giniemy" - to dobre motto dla tego odcinka, oddające istotę prezentowanego w nim problemu, jakim jest zemsta.
Nie zabrakło tu też całkiem sporej dawki akcji i humoru, które zaserwowane zostały widzowi z wdziękiem i polotem. Żarty naprawdę bawią, zaś sceny walk pełne są wdzięku i finezji, nie ociekają zaś krwią i brutalnością. Reasumując ,,Blood Oath” stanowi niezwykle zgrabne połączenie tego co najlepsze w Star Treku: obcych kultur skonfrontowanych z naszą własną cywilizacją, ciekawych dylematów moralnych, wyrazistych postaci wraz ze sporą dawką dobrej akcji i pierwszorzędnego humoru.
Ocena: 9/10
