Opis
Sisko próbuje zmusić swojego byłego oficera-zdrajcę do powstrzymania ostatecznego ataku Maquis.
Polski tytuł: W blasku chwały
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Picard
Blaze of Glory: Lojalność niejedno ma imię
Kapitan Ben Sisko miał przez lata wielu wrogów: Dukata, Weyouna, ale nikt nigdy nie zaszedł mu tak za skórę, jak były szef ochrony DS9 Michael Eddington. Konflikt pomiędzy tymi dwoma panami miał bowiem podłoże zarówno osobiste jak i ideologiczne: był starciem dwóch wielkich osobowości, dwóch ludzi pełnych ambicji i pasji, uzdolnionych dowódców, którzy postrzegali swoje powinności w krańcowo różny sposób.
Obaj byli ludźmi czynu jednak Sisko był wierny Federacji i jej zasadom - nawet jeśli wierzył, iż owe zasady trzeba czasami złamać, aby móc chronić Federację. Podczas gdy Eddington zatracił wiarę w słuszność tych idei i przystąpił do terrorystów zwanych Maquis. Sisko nadal wierzył w siłę dyplomacji, chciał negocjować w sytuacji, w której Eddington najchętniej strzelałby do każdego, kogo uznałby za wroga. Obaj jednak byli przywódcami, poczuwającymi się do odpowiedzialności za dobro swoich ludzi i chcącymi ich ocalić za wszelką cenę.
O tym właśnie traktuje ten odcinek, o konflikcie postaw u ludzi, którzy jednak łączy jedno: poczucie obowiązku wobec podwładnych. Rzecz zaczyna się od wiadomości jaką generał Martok dostarcza kapitanowi Sisko: oto w niedługim czasie dojdzie do zmasowanego ataku rakietowego na stolicę Kardazji, a odpowiedzialni są za niego Maquis. Jako iż nie ma innego wyjścia, kapitan zwraca się o pomoc do jedynego człowieka, który może odnaleźć rakiety na czas i dezaktywować je, nim dolecą one do celu, do niesławnego Michaela Eddingtona. Ten odsiaduje wyrok w jednej z baz gwiezdnych za zdradę i tak też postrzega go Sisko: jako zdrajcę. Eddington patrzy natomiast na kapitana jako na naiwnego idealistę, jednak mimo wzajemnej wrogości i odmowy Michaela, obaj panowie ostatecznie wyruszają promem do Badlands, gdzie rzekomo można rozbroić rakiety.
Zabawne i przenikliwe są sceny rozgrywające się pomiędzy tymi dwoma. Aktorzy: Avery Brooks (Sisco) i Kenneth Marshall (Eddington) stanęli tu na wysokości zadania, tworząc obraz skonfliktowanych postaci, których kiedyś łączyło zaufanie, a być może nawet coś na zasadzie zawodowej przyjaźni. Nie trudno uwierzyć w szczerość dialogów wypowiadanych przez tych aktorów, jak i w prawdziwość emocji okazywanych przez postacie - aktorzy grają tu z wprawą, profesjonalnie, portretując żywe i pełne emocji postacie, jednocześnie powściągając środki aktorskiego wyrazu na tyle, by nie zniżyć się do poziomu dzikiej pantomimy Williama Shatnera.
Zadziwiające, że naprawdę sporo może być napięcia w scenach z udziałem tych dwóch, scenach rozgrywających się prawie wyłącznie w zamkniętej przestrzeni promu. Napięcie to wynika tyleż z wzajemnej wrogości pomiędzy bohaterami, co z niewygodnego pytania o prawdziwe motywy postępowania postaci: czy rzecz tyczy się naprawdę o ideały, czy też obu mężczyznom chodzi jedynie o zaspokojenie ich rozbujanego ego? Czy rzeczywiście chodzi o ocalenie jak największej liczby ludzi, czy o chęć zyskania większej władzy i zaszczytów?
To po trosze przykra sprawa, ale nie można chyba odpowiedzieć jednoznacznie, że tak nie jest. A mimo to zarówno Sisko, jak i Eddington okazują się jednak troszczyć o dobro kogoś więcej niż samych siebie - brak więc w tej historii łotrów i bohaterów. Bliżej tej opowieści do moralnej szarości niż nieskazitelnej bieli, bądź odrażającej czerni. Trzeba poczytać to raczej za plus opowieści, bo i w realnym życiu historie świata piszą jednostki z przerostem ambicji, ludzie którzy służą jednak sprawie sięgającej nieskończenie dalej niż koniuszek ich własnego nosa, co sprawia, że jednoznaczna ocena tych postaci jest jest niemożliwa. Rodzi się tu też pytanie: kto tu był większym zdrajcą idei: Eddington, który porzucił służbę w Flocie, na rzecz ratowania Maquis czy też Sisko, który schował się za mundurem i przepisami Floty, nie dostrzegając cierpienia wspomnianych Maquis?
I znowuż trudno udzielić jednoznacznej opowieści, co ponownie zaliczam na plus tego odcinka. Akcję wpleciono inteligentnie w treść epizodu tak, iż stanowi ona integralną i niezbędną część fabuły, nie jest zaś pustym fajerwerkiem efektów specjalnych i bezcelowym popisem choreografów walk - wzmacnia ona dramatyczną treść historii.
Są tu jeszcze dwa poboczne wątki komediowe - jeden tyczy się Noga, drugi Quarka i Morna - ale choć są one bez wątpienia zabawne i czarujące, nijak się mają do głównej historii i ze względu na jej ciężar, zostają przez nią całkowicie przyćmione. A ocenę tego, kto z pojedynku postaw jak także inteligencji i przebiegłości wyszedł zwycięsko - Sisko czy Eddington - pozostawiam Wam drodzy widzowie. Dość powiedzieć, że wynik tego starcia był dla mnie dość zaskakujący.
Podsumowując, odcinek zasługuje na wysoką notę.
Ocena: 9/10
