Opis
Spock wchodzi w Pon Farr - wolkański okres rozmnażania. Kirk, wybrany przez przeznaczoną dla Spocka kobietę, musi stanąć z nim do rytualnej walki przedmałżeńskiej Koon-ut-kal-if-fee, która musi zakończyć się śmiercią jednego z uczestników.
Polski tytuł: Amok
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Fluor, 4.12.2021, Pierwsza Dyrektywa Fluora FB, reblog
Co było na Wolkanie, zostaje na Wolkanie 💋...
TOS: Amok Time
... bo Pon Farr to wielki sekret, którym Wolkanie nie lubią się dzielić z innymi.
Pon Farr to specjalny okres w życiu Wolkan, który pojawia się co kilka lat (najczęściej co siedem). Gorączka krwi 🌡 ustępuje dopiero po połączeniu z osobą partnerską albo przeprowadzeniu rytualnej walki ⚔. Zignorowanie objawów grozi śmiercią.
Nie znaczy to, że Wolkanie uprawiają seks wyłącznie raz na siedem lat, po prostu w tym czasie są specjalnie podatni.
Pon Farr pojawia się po raz pierwszy właśnie w "Amok Time" i później wraca w różnych seriach. Jeśli obsadzie dowolnego serialu są Wolkanie, to mamy jak w banku, że scenarzyści będą chcieli wykorzystać ten motyw.
To dość dramatyczny czas dla naszych bohaterów, gdzie nawet największa dyscyplina i logika nie są w stanie pomóc. No musi albo się udusi. Wolkanie cierpią, a jednocześnie uważają tę sferę jako absolutnie prywatną i wstydliwą, więc niechętnie dzielą się informacjami o tym, co się właściwie dzieje.
W odcinku drama od samego początku. Skupię się na dwóch wątkach:
1. Dowiadujemy się, że Spock ma obiecaną narzeczoną (nazywa ją skrótowo: "to jest moja żona") T'Pring 👸.
Małżeństwo zostało zaaranżowane przez rodziców, gdy narzeczeni mieli po siedem lat w tradycyjnej wolkańskiej ceremonii. Teraz, gdy dla Spocka nadchodzi czas Pon Farr, jest dobra okazja, aby przeprowadzić prawdziwy ślub.
Okazuje się, że przez te lata rozłąki (technicznie to nigdy nie byli razem) T'Pring ułożyła sobie życie i nie ma ochoty wychodzić za Spocka. Zgodnie z tradycją nie może powiedzieć tego wprost, tylko powołuje się na specjalny rytuał "Marriage or Challenge" (brzmi trochę jak "cukierek albo psikus").
Wybiera wojownika, który będzie razem ze Spockiem konkurował o jej względy. Jest to super dick move, bo wskazuje na Kirka.
Kirkowi wydaje się, że trochę się poszarpią na piasku i Spockowi przejdzie gorączka, więc się zgadza. Nikt mu nie powiedział, że to walka na śmierć i życie.
Kirk zostanie zabity, Spock wstrząśnięty tym zdarzeniem gardzi T'Pring i chociaż "wygrał", to jednak odpuszcza i zamierza iść do więzienia za zabójstwo człowieka. Na szczęście to była tylko sztuczka i pogłoski o śmierci Jima Kirka były przesadzone.
2. Na Enterprise obserwujemy relację Spocka i Christine Chapel. I przy całej sympatii dla Spocka, przykro patrzeć na to, jak się zachowuje.
Odcinek otwiera scena, w której Christine przynosi do kwatery Spocka ugotowaną specjalnie dla niego zupę. Po chwili zupa ląduje na ścianie, wystraszona kobieta ucieka na korytarz. Toksyczne relacje 101 ❌.
Gdy Spock wybiega z kwatery i krzyczy na nią, okazuje się, że świadkami sceny są Kirk i Bones, jego przyjaciele. Co robi Spock? "Kapitanie, proszę o pilny urlop." 🤦
Kiedy mają okazję porozmawiać na osobności, Kirk nie czyni żadnych uwag dotyczących awantury czy przemocy wobec członkini załogi i koleżanki, a bardziej skupia się na tym, dlaczego Spock tak desperacko potrzebuje wolnego. No przecież nie stało się nic nadzwyczajnego. ☹️
Później widzimy inną rozmowę Spocka i Christine, w czasie której Wolkanin wciąż nie potrafi być z nią szczery. Wie, że za chwilę spotkają T'Pring, jego obiecaną żonę, ale zamiast uprzedzić swoją obecną partnerkę - prosi ją o przygotowanie zupy 👎.
A biedna Christine, zauroczona w Spocku cieszy się tylko i z radością tę zupę zrobi. Bardzo mi jej żal, bo widać ze strony Spocka niewiele inicjatywy, by ją zatrzymać, czy docenić i wygląda to na jednostronną relację - "ja się Tobą opiekuję, a Ty pozwalasz mi na to, ale nie dajesz nic od siebie".
Owszem, powiecie pewnie, że Spock nie był do końca w tym wszystkim sobą, i to oczywiście prawda. Ale całe otoczenie, i Chris i przyjaciele, załoga są tam i powinni wskazywać kiedy granice są przekraczane, oferować wsparcie.
Amok Time to też hipnotyczny motyw muzyczny "Kroykah", tutaj zobaczycie go w sparodiowanej scenie z Futuramy.
Dyskusja
Rayna:
To jest ulubiony odcinek wielu fanów (i fanek...) TOSa, no i trzeba przyznać, że są powody. Theodore Sturgeon okrutnie zemścił się na zbyt doskonałych i logicznych Wolkanach, trochę w stylu nietzscheańskiego resentymentu, a trochę po freudowsku, równoważąc hydraulicznie ich drakońską kontrolę owym czasem amoku, kiedy to w pełni rządzi nimi najniższy z "ludzkich" instynktów. Oglądanie Spocka odartego z logiki i godności do tego stopnia, że jest gotów zabić przyjaciela, przyprawia o gęsią skórę.
Kontrast między postawą Chapel i T'Pring jest ciekawy, choć jest on tylko całkowicie poboczną osią fabuły. Dlaczego nie widzimy Kirka upominającego Spocka, że brzydko jest rzucać zupą po ścianach, lub pocieszającego Chapel, żeby nie brała złego humoru Spocka osobiście? Bo to nie jest temat tego dramatu, i bardzo dobrze - to, co rzeczywiście rozgrywa się na ekranie jest po prostu dużo ciekawsze niż to, że Chapel została ostrzej potraktowana przez niepanującego już nad sobą Spocka.
A to, że potem poprosił ją o zupę, to poetycki skrót myślowy - wcześniej jej zupę wylał, odrzucając jej troskę, a prosząc ją o zrobienie nowej, w bardzo piękny sposób wyraził, że tę troskę sobie ceni, choć nie może odwzajemnić uczucia (ma telepatycznie dopasowaną narzeczoną).
Odcinek jest o Spocku i jego zmaganiach z wolkańską biologią (motyw fuck or die zagościł na stałe w fanfikach wszelkiej maści i nie tylko). Mnie osobiście denerwuje, że ani słowem nie jest skomentowane, jak ciężki ten tydzień musiał być także dla Kirka. Pierwszy oficer generalnie buntuje się, próbuje porwać mu okręt i nie raczy powiedzieć, o co mu chodzi, Jak już udaje mu się dowiedzieć, że to kwestia tej, no, reprodukcji, okazuje się, że dowództwo to (jak zwykle) stupid jerks i nie zostawia mu wyboru, jak tylko zaryzykować karierę i honory. Jak już Kirk myśli, że (kosztem kariery) uratował przyjaciela, ten przyjaciel rzuca się na niego wymachując lirpą, a potem dusi go kawałkiem tasiemki... Kiedy Kirk mdleje, sądzi, że umiera, i to z rąk najlepszego przyjaciela - nie zazdroszczę takiego przeżycia, nawet, jeśli później się obudzi (nie wie o tym z góry). Nic z tego nie jest jego winą, cały problem jest związany z biologią Spocka, który nie raczył nikogo uprzedzić (bo przecież to taka tajemnica...), ostrzec o możliwości wyzwania - nic. A mimo to, Kirk na końcu nawet nie słyszy przepraszam. Spock uśmiecha się wprawdzie, widząc go żywym, ale natychmiast zaprzecza, jakoby poczuł z tego powodu jakąkolwiek radość... Rzeczywiście przyjaźń.
Fluor:
W obronie Spocka - on myślał, że połączy się z T'Pring, walka z Kirkiem nie przechodziła mu przez myśl. A kiedy już doszło do tego, to był pod wpływem gorączki krwi i nie był w stanie artykułować swoich myśli.
Rayna:
Jasne, ja nawet nie miałam zamiaru winić Spocka o cokolwiek. Choć jak się zastanowić - był oficerem GF, a nie poczuwa się do obowiązku zdradzenia własnemu dowódcy kluczowych informacji, bo to "wolkańskie sekrety"...
No jak te sekrety doprowadzają do tego, że rzuca talerzami w załogę i usiłuje porwać okręt, to moim zdaniem jego psim obowiązkiem było od razu zameldować o Pon Farr kapitanowi.
A druga rzecz, uważam, że powinien był po wszystkim zwyczajnie przeprosić za sytuację i podziękować Kirkowi za poświęcenie, a nie, bezczelnie stwierdzić, że wcale nie odczuwa radości na wieść, że go jednak nie zabił... Ale wiadomo - Wolkanin. A zresztą i tak i Kirk, i widz wiedzą, że Spock żałuje, no i odczuwa tę radość, więc zaprzeczanie i tak na nic się nie zdaje.
Na moje osobiste pocieszenie, istnieją (nawet bardzo stare) fanfiki, w których Kirk i Spock wyjaśniają sobie tę traumę do ukichania, łącznie z przepraszaniem, dziękowaniem i tym wszystkim, co autorzy i czytelnicy fanfików tak bardzo lubią. 😉
Fluor:
Bardzo mi się podoba zwrócenie uwagi na wątek Kirka, faktycznie cały los mocno niezasłużony, a trzeba przyznać, że do końca walczył o dobro Spocka.
RedHatMeg:
Jeszcze tak dodam, że przyjaciółka napisała serię fanfików do Star Treka i DBZ, gdzie wolkańska księżniczka T'Pring walczy w szeregach Frezera.
Hmm. Ale siostra Chapel nie jest partnerką Spocka w żadnym razie. Nigdy nie było tak powiedziane, co najwyżej mówiło się, że Christine czuje miętę do niego, ale wie, że on jej nigdy tego nie odwzajemni. Natomiast jak pierwszy raz oglądałam Amok Time, interpretowałam dick move T'Pring jako trochę też taką ciekawość ("Hmm... co się stanie z pół-ludzkim Spockiem, jak mu się każe walczyć z jego kapitanem?"; podobnie interpretowałam zachowanie wulkańskich dzieci w rebootach). Jak to po latach oglądałam znowu, to zauważyłam, że dick move był całkiem cwanym dick movem z jej strony.
Fluor:
Ok, nazwanie Christine partnerką to skrót myślowy. Chodzi o to, że przebywa często w kajucie Spocka, w tym - gdy on śpi. Przynosi mu prezenty i ciągle sugeruje zacieśnienie relacji. Spock pamięta też o tym, że wyznawała mu miłość w Naked Time.
Zresztą Spock chyba w złości wypalił:
SPOCK: It is undignified for a woman to play servant to a man who is not hers.
A jednak przyjmuje ten afekt i prosi ją o zupę, nie przewidując jaki wpływ może mieć na Christine wiedza o tym, że za chwilę wszyscy poznają żonę Spocka (z którą miał zamiar dokonać rytuału połączenia). Myślę, że niezależnie jak to nazwać, jest to postępowanie nie fair.
RedHatMeg:
Na szczęście po jakimś czasie z tego wątki zrezygnowali.
Fluor:
No nie wiem... TAS 1x10 Mudd's Passion.
RedHatMeg:
Tylko pytanie: jak bardzo chcemy, aby TAS był kanonem? XD
Fluor:
Lower Decksy konsekwentnie kanonizują różne TAS-owe pomysły bez żenady, także ja bym spytał: dlaczego miałby nie być kanonem? 😛
RedHatMeg:
Cóż, Lower Decksy to valid argument.
Fluor:
Jakub napisał mi, że ma zawsze dyskomfort przez ten odcinek bo wydaje mu się, że akceptowanie przez rzekomo gardzących przemocą i wielbiących logikę Wolkan tak barbarzynskich tradycji to turbo hipokryzja.
Tak, a także fragmenty takie jak to:
T'PAU: He will have to fight for her. It is her right. T'Pring, thee has chosen the kal-if-fee, the challenge. Thee are prepared to become the property of the victor?
T'PRING: I am prepared.
Zupełnie niezrozumiałe odwołanie do patriarchalnej kultury, chociaż w rozmowie dwóch kobiet.
Jednocześnie nigdzie nie mamy symetrycznie odwołania, że Spock staje się jej "property", co sprawia, że ten ślub wydaje się ceremonią jednostronną, coś jak "objęcie w posiadanie". Biorąc to wszystko pod uwagę przestaję się dziwić, że T'Pring chciała śmierci Spocka albo Kirka.
I tak, o ile sama gorączka krwi jest fizjologiczna i niezaprzeczalna, to ta cała rytualna nadbudowa to coś, co logiczny umysł mógłby jakoś lepiej ogarnąć. W końcu z wszystkich Wolkan obecnych na ceremoni, tylko Spock nie był w stanie myśleć w pełni...
Glub:
Żadna hipokryzja. Wstydzą się tego, ale w życiu się do tego wstydu nie przyznają. 🙂
Triii:
Ja bardzo lubię motywy wolkańskich rytuałów. Rasa, która ma silną fizjologiczną potrzebę przemocy, musi to jakoś sublimować. Musi być moment, kiedy Wolkanie obcują ze swoim Cieniem. Im bardziej jest stłumiony każdego dnia, tym gwałtowniej się to odbywa. To "wolkańskie serce, wolkańska dusza".
***
Autorka: Madame Picard, Muzeum USS Phoenix, reblog
Minirecenzja
Tym razem mamy okazję dowiedzieć się czegoś więcej o kulturze i zwyczajach Wolkan. Spock przechodzi Pon Farr, robi wszystko, aby dostać się na rodzinną planetę i połączyć się z dawno przeznaczoną mu małżonką. Choć zwyczaje godowe Wolkan mogą wydawać się barbarzyńskie, zwłaszcza w przypadku tak cywilizowanej rasy, to są chyba jednak rozsądnym sposobem ujęcia silnych namiętności w społeczne ramy.
Z dużym wyczuciem pokazany jest dramat Spocka, który traci kontrolę nad swym zachowaniem. Zresztą w ogóle jest to bardzo „męski” odcinek, w którym emocje pokazane są z dużą powściągliwością i przy użyciu minimalnej ilości słów. Zalety odcinka pozwalają przymknąć oko na pewne nielogiczności fabularne (Kirk beztrosko godzący się na pojedynek, T`Pring przypominająca w swym wyrachowaniu bardziej Romulankę niż Wolkankę, zaskakująco wyrównana walka Kirka ze Spockiem itd.).
***
Autor: xetnoinu, 11.01.2025, Discord Star Trek, reblog
Powiem banał. Ale fajny jest ten odcinek. T'Pring i T'Pau po prostu potrafią grać kostiumem. Mogą się nie odzywać w danym ujęciu a więcej to nam mówi o postaciach niż tona dzisiejszych serialowych złych dialogów. Ach, i te szalone, operowe kostiumy w trzecim planie.
Oczywiście wychodzą teraz po SNW takie kwiatki, że Uhura nie zna T'Pring. Ale zapominamy. Nie usłyszałem tego 🙂.
Musiałem widzieć kiedyś starszą wersję, bo nie pamiętam ujęć, że ten plac boju był na górze a w tle widok wolkańskiego miasta. Ładnie to zrobili.

I MA potwierdza. To dodane ujęcie. Miasto jest z TAS, to ShiKahr z odcinka Yesteryear.

W MA też podano, że gdy Spock ogląda zdjęcie młodej T'Pring, to dodano tam tło w taki sposób, aby przypominało wejście do domu rodzinnego T'Pol z ENT: Home. Ta remasteryzacja TOS to bardzo dobra i w duchu całości robota.
Kilka rzeczy w odcinku jest zagadkowe.
Przede wszystkim to finałowa rozmowa Spocka z T'Pring. Rozegrała wszystkie trzy scenariusze jakoby jako zwycięskie. Spock wygrywa i daje rozwód, Spock wygrywa i nie daje rozwodu, Kirk wygrywa i nie chce jej jako żony. Niby wszystko zimne i wyrachowane, ale to nie prawda. W każdym scenariuszu jej ukochany jest żywy. Co świadczy o tym, że ona ma więcej skrywanego uczucia, niż to się nam wydaje.
Czyli były uzasadnione w SNW owe zabawy z zamianą ról i ciał T'Pring i Spocka oraz jej studia nad ludzką seksualnością. To mogło jej otworzyć drogę do takiego rozegrania, gdzie ochroniła swoje prawdziwe uczucie i wykazała się jednocześnie mistrzowską zimną logiką. Może w SNW zobaczymy jeszcze skrywane uczucia T'Pring. Jestem właśnie zadziwiony, że po drugim sezonie jej postać jest zaskakująco spójna. I nowa aktorka oddaje grę z TOS. Jest ta majestatyczna godność i klasa. Lubię T'Pring. W SNW miano świetny pomysł ją dać do fabuły.
Wracając do Amok Time, kolejna rzecz, to jakim cudem wiedzieli na Wolkanie, że Spock leci. Że wszedł w Pon Farr. I mamy wyjaśnienie chyba jedyne pośrednie, że to wynika z ceremonii zaręczyn w dzieciństwie, kiedy "musieli się dotknąć" i to ich połączyło na całe życie. Więc prawdopodobnie T'Pring wiedziała, że u Spocka się zaczęło.
To pewnie była podstawa rozwinięcia tego pomysłu na ten katrofon z początku Discovery, kiedy Sarek i Michael się wyczuwają w krytycznych dla życia sytuacjach.
Cytaty
Spock: It is undignified for a woman to play servant to a man who is not hers.
