Opis
Enterprise i Columbia wspólnie udają się w misję ratunkową. Tymczasem uprowadzony doktor Phlox próbuje pokonać wirusa zabijającego Klingonów.
Polski tytuł: Dywergencja
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Dreamweb, Muzeum USS Phoenix, reblog
Druga i ostatnia część historii wyjaśniającej zagadkę płaskich czół Klingonów jest już za nami. Ogólnie jest nadal dość dobrze, choć pierwsza część wywarła na mnie większe wrażenie.
Przy poprzednim odcinku nie miałem ochoty doszukiwać się błędów. Tym razem się trochę poczepiam. Zdziwiło mnie na przykład to, że Archer zdecydował się udać na ratunek Phloxa zupełnie sam. Jakże to typowo startrekowe – kapitan zawsze pcha się w największe tarapaty, zamiast siedzieć na mostku otoczony przez kordon ochrony... Ale żeby zupełnie sam, bez żadnych redshirtów (o, przepraszam, Macos) do pomocy?
Zachowanie porywczych Klingonów często było nielogiczne, więc to raczej nie jest burak tylko cecha tej rasy – bo co szkodziło tym okrętom poczekać trochę, skoro usłyszeli, że lekarstwo jest prawie gotowe? Co prawda woleliby genetyczny ulepszacz niż lekarstwo, ale lepsze to niż nic. Ale po co mieć nadzieję na wyleczenie milionów skoro można rozwalić stację?
No i końcowa scena – jakie to amerykańskie, jakie pompatyczne – "moim dowódcą jest tylko Archer" i walnął słuchawką (no prawie). Nie martwiąc się konsekwencjami jakie ten czyn w realnym świecie mógłby spowodować. Paradoksalnie powiedział to Brytyjczyk...
Po obejrzeniu odcinka mogę dopuścić interpretację, że wirus wywołał też zmianę zachowania Klingonów na takie jakie znamy z pierwszego serialu. Ale faktem jest, że operacje plastyczne mające na celu dorabianie bruzd czy innych bonusów na ciele widzieliśmy już we wcześniejszych odcinkach tego serialu. Na końcu jest ten zabieg zresztą wspomniany – dziwne, że Klingoni w czasach Kirka nie dorabiali sobie sztucznych fałd na czole, ale może to przez te zmiany w myśleniu i postępowaniu. No i pozostaje jeszcze sprawa jakiegoś anonimowego naukowca, który niewątpliwie w czasach przed filmem Star Trek: The Motion Picture musiał wynaleźć sposób na cofnięcie zmian w wyglądzie i w charakterze na typowo klingońskie.
Ogólnie – odcinek podobnie jak poprzedni odpowiednio trzymał w napięciu i wywarł na mnie dobre wrażenie, mimo kilku mało prawdopodobnych i mało realistycznych momentów, które psuły nieco obraz całości.
Ocena 7/10.
PS. Początkowa scena z przesiadającym się na NX-01 Tuckerem, mimo iż dostarczająca odpowiedniej porcji adrenaliny, wydawała mi się naciągana. No ale ponieważ w rzeczywistości nie mamy napędu warp, więc kwestia czy coś takiego dałoby się wykonać pozostaje na razie w sferze czystych spekulacji...
