Opis
Andorianie sądzą, że starożytny wolkański klasztor jest dla nich zagrożeniem. Pechowo zajmują go, szukając dowodów na potwierdzenie swoich przekonań. Pechowo dla Archera, Tuckera i T'Pol, którzy akurat wybrali się na zwiedzanie klasztoru...
Polski tytuł: Andorianie
Zwiastuny
Streszczenie
Akcja odcinka rozpoczyna się w kajucie kapitana, gdzie Archer z Tripem omawiają problematykę eksploracji kosmosu. Po kilku zarzutach ze strony komandora, kapitan zwraca mu uwagę na kilka niedokładności w wolkańskich mapach gwiezdnych, co Trip interpretuje z właściwym sobie poczuciem humoru. Kiedy przychodzi T'Pol, cała trójka decyduje się na odwiedzenie starożytnego wolkańskiego klasztoru na pobliskiej planecie.
Akcja przenosi się do mesy, gdzie T'Pol dyskutuje z doktorem Phloxem na temat różnic gatunkowych. Mówi o swoich obawach związanych z wizytą ludzi w wolkańskim klasztorze, jednak Phlox bardzo szybko wyjaśnia jej sytuację, powołując się na naczelną misję Enterprise: "nawiązywanie kontaktów z nieznanymi ludziom formami życia i cywilizacjami”.
Tuż przed opuszczeniem okrętu, T'Pol instruuje kapitana i komandora, jak powinni zachowywać się w świątyni. Prezentuje wiele obyczajów i zwraca uwagę czego powinni unikać, podczas przebywania w miejscu tak ważnym dla Wolkan. Zwraca również uwagę, na kontakt z wolkańskimi mnichami. Następnie wszyscy odlatują na planetę.
Po zlustrowaniu świątyni z zewnątrz, postanawiają wejść, a T'Pol wdaje się w rozmowę z mnichem. Zaraz po tym, kiedy okazuje się, że goście nie będą mogli zwiedzić świątyni ze względu na okres głębokiej medytacji, T'Pol zauważa kilka dziwnych rzeczy i dzieli się swoimi obawami z kapitanem, który wraz z Tripem daje pokaz tego, czego nie nauczył się od subkomandor, która przecież starała się im wytłumaczyć reguły zachowania wobec Wolkan.
Jednak po chwili okazuje się, że mieli oni swoje powody. Odkrywają bowiem istotę obcego gatunku, którą próbują obezwładnić. Po chwili jednak okazuje się, że klasztor został opanowany przez Andorian, którzy szukają dowodów na to, że świątynia to tylko przykrywka dla wolkańskich działań szpiegowskich, które zgodnie z zapisami w traktacie wolkańsko-andoriańskim nie powinny być prowadzone. Kapitan, wraz z komandorem Tuckerem i T'Pol trafiają do niewoli.
Trafiają do pomieszczenia, w którym przebywają wolkańscy mnisi. Dowódca Andorian zaczyna insynuować, że Enterprise miał za zadanie dowieźć nowy sprzęt Wolkanom, jednak po chwili jeden z mnichów wyjaśnia, że w klasztorze nie ma w ogóle techniki, ponieważ przeszkadza ona w medytacjach. Kapitan stara się wyjaśnić Andorianom, że przybyli wyłącznie w celu zwiedzenia tego świętego miejsca.
Następnie, widzimy kapitana bitego przez dwóch Andorian, którzy próbują od niego wyciągnąć informacje na temat stacji szpiegowskiej Wolkan, która rzekomo ma znajdować się w tym klasztorze. Andorianin (imieniem Shran) kontaktuje się z Enterprise, tłumacząc Reedowi, że jakakolwiek próba odbicia zakładników zakończy się ich śmiercią.
Kiedy zbliża się noc, trójka załogantów Enterprise zaczyna szukać sposobu na ucieczkę. Jeden z mnichów wyjawia, że w podziemnych katakumbach znajduje się stare, od dawna nieużywane radio, które mogłoby umożliwić kontakt z okrętem. Trip podejmuje się jego naprawy i wraz z Wolkanem schodzi do podziemnych korytarzy, odkrywając przy okazji, że można się do nich dostać również z pomieszczenia, w którym siedzą Andorianie. Archer decyduje się po raz kolejny rozmawiać z Andorianami, by sprawdzić, czy odkrycie Tuckera o drugim wejściu do katakumb jest słuszne. Kiedy udaje się naprawić radio, Archer podaje Reedowi plan akcji ratunkowej i po chwili oddział ratunkowy zostaje przesłany do świątyni (należy zaznaczyć, że mieli oni pewne obawy, jeśli chodzi o technologię przesyłania, jednak zgodzili się zaryzykować).
Kiedy oddział ratunkowy atakuje Andorian, dwóch z nich ucieka do podziemnych korytarzy, a T'Pol, kapitan i Reed ruszają w pościg (postanawia do nich dołączyć jeden z mnichów). Docierają do komnaty, w której rozgrywa się decydująca bitwa. Kiedy Archer odnajduje tajemniczy właz i otwiera go, nakazuje przerwać ogień. Udowadnia bowiem, że podejrzenia Andorian okazały się słuszne. W tajemniczych katakumbach, gdzie mnisi rzekomo trzymają swoje najważniejsze relikwie, znajduje się tajne centrum szpiegowskie, co jest równoznaczne ze złamaniem traktatu pomiędzy Wolkanami i Andorianami.
Kapitan daje przywódcy nowo poznanej rasy wyniki skanów centrum i nakazuje mu natychmiastowe opuszczenie świątyni. T'Pol, wyrażając swoją aprobatę dla działań kapitana, kontaktuje się z Enterprise wyjaśniając, że mogą wypuścić z planety okręt Andorian. Po chwili, wszyscy opuszczają planetę, a odcinek kończy się piękną panoramą tamtejszej architektury.
Autorka: Katarzyna Bryja
Recenzje
Autor: mdabek, 21.07.2024, Discord Star Trek, reblog
Pierwsze spotkanie ze Shranem granym przez stałego bywalca - Jeffreya Combsa. Ta postać jest genialna! Rasowy, gorącokrwisty Andorianin jest świetną przeciwwagą dla apatycznych Wolkan.
Sama konstrukcja odcinka też jest świetna, od wolnego startu - chodźcie zwiedzimy wolkański klasztor. Przez średnie tempo w środku - teraz jesteśmy zakładnikami i źli Andorianie nas dręczą. No i ta strzelanina, rodem z kina akcji w samej końcówce, aż po kompletne zaskoczenie w ostatnich kilku minutach, gdy okazuje się że Shran miał rację i niestety, ale ludzie też! Nie dość, że Wolkanie kłamią, to jeszcze knują!
Archer znowu pokazuje się z dobrej strony, nie tylko rzuca się na pomoc wolkańskim mnichom, ale potem czuje wewnętrzną potrzebę zadośćuczynienia i daje szansę Shranowi dokończyć misję. Zresztą dynamika Archer - Shran to jest wisienka na torcie, widać dwóch twardych zawodników, którzy najpierw walczą ze sobą w każdy możliwy sposób, aby na końcu zachować się po dżentelmeńsku. Zresztą, sam Shran wydaje się być bardzo zaciekawiony ludźmi.
Warto też zwrócić uwagę na Reeda, którego jaja ledwo mieszczą się w buforze transportera. Po krótkiej wymianie uprzejmości z Andorianami szykuje plan odbicia zakładników, zbiera ekipę i idzie w nieznany teren zrobić rozpierduchę. Nie jest to mądre, ale trzeba mieć cojones.
Fajnie, że wcześniej drugoplanowe postacie, coraz częściej dochodzą do głosu.
***
Autorka: Katarzyna Bryja
Na samym początku muszę przyznać, że ten odcinek był dość udany, choć posiadał jeden, dość duży mankament, który psuł ogólne wrażenie. Akcja trzymała w napięciu, nie było dłużyzn, jednak uważny obserwator zauważy z pewnością kilka nieścisłości przemawiających na jego niekorzyść – tym bardziej, że większość z nas ciągle jeszcze wyrabia sobie zdanie o Enterprise i z uwagą ogląda każdy odcinek.
Niewątpliwym atutem odcinka jest komandor Tucker, który swoimi trafnymi i czasami nieco ironicznymi uwagami potrafi rozbawić chyba każdego trekera. W genialny sposób potrafi skwitować sytuację krótkimi - i bardzo trafnymi - uwagami. Poza tym, akcję odcinka osadzono w bardzo ciekawych realiach, pozwalających widzowi na lepsze zapoznanie się z kulturą i obyczajami Wolkan, którzy od samego początku serialu są pokazywani z niezbyt dobrej strony... Tutaj mieli okazję na poprawę swojego wizerunku, jednak wydaje mi się, że osoby oglądające ten odcinek uważnie - od początku do końca - odniósł wrażenie, że dotychczasowa ocena Wolkan przez ludzi jest jak najbardziej trafna.
Jednak, jak każdy odcinek, tak i ten miał również swoje wady. Tutaj przede wszystkim uderzyło mnie, że scenarzysta zaprzeczał sam sobie. Jeśli bowiem Andorianie mieli technikę, która umożliwiała im odkrycie zmian energetycznych wywołanych przez transporter, to czy nie mogli oni zwyczajnie przeskanować budowli w poszukiwaniu jakichś zakłóceń, które z pewnością emitowałaby stacja szpiegowska? Jasne... zagorzali fani serialu zarzucą mi na pewno, że ta stacja miała odpowiednie osłony, które uniemożliwiały wykrycie przez skanery, ale nie raz już przekonaliśmy się, że nawet takie osłony emitują zakłócenia, które wykryje nawet bardzo prymitywny skaner. Więc jak? Czy po prostu Andorianie to na tyle ograniczony gatunek, że nie wpadli na takie rozwiązanie, czy po prostu jest to niedopatrzenie scenarzysty?
Ogólne wrażenie było całkiem dobre, ponieważ wiele wątków odwracało uwagę widza, dzięki czemu wyżej wymienione niedopatrzenie nie było aż tak widoczne. W skali 1 do 10, odcinek ten oceniam na 6.
