Startrek.pl

USS Phoenix

Erigah

Opis

Federacja, w związku z ujęciem Moll i L’aka, musi mierzyć się z dyplomatycznymi i etycznymi dylematami. Gdy pojmani są w areszcie, Breen żądają ich bezwarunkowego wydania.

Tymczasem Booker szuka sposobów, aby pomóc w kryzysie, natomiast Tilly, Adira i Reno pracują nad rozszyfrowaniem najnowszej poszlaki.

Polski tytuł: Erigah

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Ledsbourne, 11.05.2024, Discord Star Trek

Myślałem, że to ja będę tutaj robił za adwokata diabła po tym, jak zobaczyłem, że xetnoinu pomstuje na pierwsze pięć minut „na gorąco”, ale widzę, że mu jednak nawet się podobało. No ja po tych pięciu minutach też miałem dość, a okazało się, że dalej tylko pikowało. I nie było Kovicha, więc nawet nie mam za co podnieść.

Jest naprawdę tylko odrobinkę lepiej niż w poprzednim odcinku, który był okropnie zły. Dialogi tutaj są fatalne nawet jak na standardy Discovery.

W tym odcinku faktycznie Reno jest jedyną znośną postacią – aktorka nie jest dobra, bo ona gra cały czas jedną emocję „grumpy”, ale przynajmniej robi to wiarygodnie.

W tym odcinku nawet Raynerowi udziela się użalanie się nad sobą. Jego opowieść jak to Breen zniszczyli jego planetę nie jest dobra, bo tę opowieść ma dosłownie *każda* postać w nowych Trekach, jak to stracili całą rodzinę i tylko oni przeżyli, ileż można mieć tych sierot?!

Okręt Breen wygląda fajnie i to naprawdę jedyne, co mogę pochwalić. No i decyzję T’Riny na koniec, zresztą T’Rina też jakoś sobie radzi z tym non-sensem, który dostaje do grania.

Scena walki jak Moll ucieka z pola siłowego, kto to kręcił? Przecież to jest skręcone tak nieczytelnie, jakby ktoś sobie jaja robił z piątoklasowych akcyjniaków kręconych z ręki. Jak nawet scena walki, w której w sumie nic nie mówią, jest spartaczona, to co powiedzieć o reszcie?

Właściwie o poziomie negocjacji napisaliście już wszystko – ktoś chyba zrobił transkrypcję zabawy dżiajdżołami swojego pięcioletniego dziecka i to wsadził do scenariusza, bo właściwie nic z niczego nie wynika i każde zachowanie jest od czapy. Breen zachowują się jak ostatni frajerzy.

Michasia zakazuje speak-up environment, wywalając Raynera od negocjacji, bo nie ma takiego samego zdania jak reszta obecnych.

Book tym razem jest podrywany przez Stametsa (scena jak Stamets przekonuje Tilly, żeby została na okręcie – tutaj z kolei Rapp daje popis, jak nie należy grać).

Czemu nikt nie wpadł na pomysł, że skoro Breen chcą przylecieć wypełnić to Erigah, to zabijamy Moll i L’aka i sprawa jest załatwiona? Book negocjujący z Moll a potem Moll negocjująca z Primarchem – jak do tego dopuścili? 4/10.

PS. W ogóle byłem przekonany, że Nhan nie przeniosła się do przyszłości, bo już tak dawno ta postać została wycofana – ale powaliło mi się, to było już w trzecim sezonie.

Aaaaa no i czemu temu L’akowi mierzą saturację O2? To Breen nie nosili tych hełmów właśnie dlatego, że oddychali czymś innym niż tlen? 😄 😄 😄Może to go zabiło, że mu podawali tlen 😄?

W ogóle jak Moll strzeliła w Culbera, to myślałem, że go znowu zabili 😛.

Jeszcze jeden tekst z tego odcinka, który się udał:

L’ak: „Są rzeczy gorsze od śmierci...”

Michasia: „Co może być gorszego od śmierci?”

Moll: „Na przykład ta rozmowa” 😄 😄 😄.

***

Autor: Toudi, 10.05.2024, FB Toudi SajFaj

Siódmy odcinek, no to lecimy.

Po pierwsze jak tylko odchodzą od wątku GalaxyQuest RPG jest naprawdę lepiej. Co prawda ten odcinek był dosyć nudny, pełen głupawych zwrotów akcji, ale nie odrzucał tak jak te poprzednie z wątku GalaxyQuest RPG.

Tym razem zacznę plusów, bo w sumie tylko one zostają po obejrzeniu odcinka - bardzo ciekawe konstrukcje okrętów z trzeciego tysiąclecia. Taki USS Locherer, w ogóle nie wyglądający jak konstrukcja Federacji. Podobnie jak okręty przy bazie Federacji, widoczne przy przybyciu Breen. Co ma sens, ten tysiąc lat, to długi okres, zmiany zapewne zachodzą, frakcje dominujące się zmieniają, więc zmieniają się też projekty wizualne. Szkoda, że tam mało tych okrętów pokazują. Nawet z tymi niepołączonymi gondolami.

Wiecie, to z jednej strony straszne marnotrawstwo energii, ale też to jest pokaz siły. Patrz, jesteśmy tak potężni, że marnujemy energię na utrzymanie statku w kupie. To jest świetny wątek, który powinien być w tym serialu już dawno pociągnięty, a nie przyjęty za pewnik! Nawet Borg nie marnował tak energii, by pokazać jaki jest potężny.

Na tym w sumie koniec plusów.

Wątek Breen się w ogóle nie trzyma kupy. Walka o władzę, krew, absolutne zero wiedzy o tym, co się w Breen dzieje od czasów wojny z Dominium. A potem nagle wiedzą, kto z kim o co tam walczy. Co to ma być?

Wątek Moll i L'aka. Był słaby a zakończyli go jeszcze gorzej. Oczywiście Moll w bezsensownej głupocie, która wybucha u niej w wyniku rozpaczy po ukochanym, mówi frakcji Breen, którzy wydają się być jak przepotężni jak Borg w czasach TNG. No bosko. Po co? Bo chce przywrócić ukochanego do życia (swoją drogą, mógł się nie zabijać). Wydaje się, że zabawa w czasie miała by więcej sensu, niż ta scena bezkresnej głupoty.

Rayner, który znowu miał przygodę za młodu, jak to Breen są niedobrzy i źli. Kalka La'an i Gorn. Ale słabiej napisana.

Breen - totalna zrzynka Borg. Źle to wygląda. Wierzyć się nie chce, że przez tysiąc lat nijak nie było dyplomacji między nimi a Federacją. Wydawało się, że Federacja po przygodzie Voyagera zdobyła technologiczną przewagę nad sąsiednimi imperiami, ale w Discovery to jakby zupełnie wymazano. A przecież kolejne wcielenie Voyagera nam pokazali na dzień dobry w tej przyszłości.

Ten drednot od Breen mógłby być ciekawy, ale jak już pisałem zrzynka z Borg.

Odcinek można podsumować tak. Twórcy wzięli wielką maszynę losująca i kolejno im wyrzucała hasła i opisy z poprzednich serii. A potem próbowali to poskładać do kupy.

PS. W kolejnym odcinku lecimy w Badlands, aż się boję jak spartolą Bajor, Cardasię i tunel do Gammy... Bo spartolą, nie łudźmy się, to będzie w pełni odcinek RPG.

***

Autor: xetnoinu, 10.05.2024, Discord Star Trek, reblog

Jak na Disco było nawet znośnie.

Głupota pierwszej sceny prowadzi do problemów, jakie nastąpiły potem i których by nie było, gdyby jakiś cień myślenia towarzyszył ochronie i istnieniu jakiś procedur i protokołów bezpieczeństwa. Trzeba ostro przymknąć oko na ten grzech pierworodny odcinka.

Potem jest drugi grzech pierworodny czyli sposób w jaki znaleziono uciekinierów, bo nadali SOS dla kurierów. Idiotyczny SOS tak, że aż boli. I głupota tego grzechu prowadzi do dalszych reperkusji w tym odcinku, do jakich by nie doszło, jakby nagle uciekinierzy nie zachowali się, jakby im rozum odebrano, ujawniając się Breenom.

W tych okolicznościach przyrody scenarzyści utkali potok zdarzeń. Nawet to się jakoś ogląda. W przeciwieństwie do poprzedniego odcinka da się to zrobić za jednym razem. Trzeba tylko znieść jasnowidzenie i wszechmądrość Michasi, która w tym epizodzie wyskoczyła nieskończenie poza skalę. Trzyma przy ekranie tylko wątek Breenów, na zasadzie że to jedyna nowość, poszerzenie świata przedstawionego. Lepiej by było, jakby sobie nowy gatunek wymyślili jako oponenta, ale trudno.

Dialogi wołają o pomstę do nieba. Tylko dwa razy są znośne. Dosłownie. Dwa razy na cały odcinek dialog miał sens!

Pierwszy to żarty mechanik, która robiła za Kobietę pracującą. Jakby Czterdziestolatka oglądała i przerobiła to do Disco. Ewidentnie aktorka napisała lub poprawiła tekst i dlatego się udał.

Drugi udany, przez moment, minimonolog to kwestia Pierwszego o jego ojczystej planecie. Ale to kopia niemal jeden do jeden z serialu B5 wygłoszona przez G'kara o tym, co zrobili rodacy Molariego na jego planecie (charakterystyczny motyw spalenia lasów). Może aktor im to podsunął w akcie rozpaczy.

Nie wiem czy ten odcinek jest bardziej znośny, bo poprzedni pukał od spodu dna, czy po prostu ciekawość nad rozgrywką z Breenami, która wynika z faktu, że na nowo wymyślają tu ich kulturę, przeważa.

Niestety chyba mój pomysł, że technologia Protoplastów mogłaby posłużyć do przywrócenia życia planetom zniszczonym w poprzednim sezonie, nie spełni się. Padł tu inny pomysł ożywienia i jest on ech...dla L’aka.

Mimo głupot to drugi po temporalnym najlepszy odcinek tego sezonu.

PS (zebrane fragmenty z dyskusji na Discordzie).

W całych negocjacjach wielostopniowych sensowne były dwa momenty. Blef, nawet miał sens oraz jak ukochana Saru te potoki głupot skwitowała porównaniem, że i u Breenów czeka kara i że, oddając Moll, więcej zyskamy niż stracimy. Jedno z nielicznych logicznych zdań i rozumowań w tym epizodzie.

Głupotek w odcinku jest bardzo dużo i wychodzą im bardziej nad nim pomyśleć. Skąd lekarz zacofany o millenium wie, jakie narządy Breenów są kluczowe? Serio metoda leczenia z wojny z Dominium? Myślę, że każdy chciałby być leczony przez lekarza Mieszka, który korzystał z kroniki Thietmara. Albo jak się ma rana do fizjologii dwu twarzy? No po coś tę galaretę wprowadzili a teraz jej się znikło.

SOS od uciekinierów jako zaproszenie dla Breenów to już wspomniałem, ale czy oni nie uciekli kapsułą medyczną z warp? Tacy sprytni i się nie podleczyli?

Co do tekstu pierwszego oficera. O tej rodzinie tak. To już było. Ale on wygłasza zdanie jak jego ojczyzna była zaatakowana, lasy zniszczone itp. To jest dosłowny moim zdaniem cytat z B5 i on na te kilka linijek zadziałał.

Potem i wcześniej niestety pierwszy oficer gada bzdury, jak każdy facet w tym odcinku. Bo sprawa jest szersza. Admirał pindoli kocopoły, że aż boli. Grzybiarz ma cofkę umysłową i zachowuje się jak primadonna z ... przedszkola. Booker robi za obiekt westchnień seksualnych.

L’ak też zalicza akcję z wstrzykiem czegoś zielonego na poziomie idioty, ale już wcześniej grał prostaka. On jest tworem tego sezonu - więc jako postać męska nie miał nawet chwili być normalny.

Primarcha, który jest w jakiejś logice turbo nieroztropnego honoru i zwyczajów, też nie wypada na inteligentnego złola. No i przestraszył się ściemy o .... kobiecie Breen.

Subtelność przeciwskutecznego feminizmu z tego odcinka jest niebotyczna. Dlaczego? Bo kobiety wypadają na tle tych facetów wcale nie jako geniuszki - tylko są ośmieszone. Reanimowana z trzeciego sezonu pilnująca nasion - zawodowo, jako szefowa zespołu ochrony, no wypada tak żenująco, że słów brakuje. Adira jako przyjaciółka Tilly – ten ich dialog - to coś tak niepotrzebnego w tym odcinku, że aż obraźliwego. Filmowano też Adirę chyba jakimś poszerzającym twarz obiektywem z przerysowaniem, aby te przemienne zbliżenia z Tilly nie były kontrastowe? I efekt był komiczny dla mnie. Adira nienaturalnie okrągła i o innych proporcjach niż przez cały sezon.

Dlaczego ogólna historia (czyli gdyby ją poprawić mi się podobała). Doprecyzuję.

Pokazano, że był gatunek, który się nie posypał po dilitowym płaczącym chłopcu. Późno się objawił, ale takich cywilizacji powinno być sporo. I zamordystyczne systemy polityczne lepiej sobie radzą z takimi kryzysami. To na plus. Tak zniechęcono widzów do przeprojektowanych Kingonów w pierwszym sezonie, że to teraz musieli być Breenowie. Ponieważ przetrwali w świetnej formie Zapłon, jakby chcieli, to dawno temu by w pył rozwalili resztki Federacji. Ale nie chcieli. Nie mieli w tym biznesu, więc w tym sensie zachowanie Primarchy ma sens. To był tylko ceremonialny pokaz siły. Taka defilada pod siedzibą tolerowalnego ale nielubianego sąsiada.

I ogólny pomysł był dobry. Że ceremonia, zwyczaj: tu ten jakiś dziwaczny list gończy honorowy na L’aka, na krewnego władcy, że to ma coś tam do pretensji do tronu.

Przecież tfu-twórcy chcieli powtórzyć sukces scenariuszowy tego wątku Klingoni-Picard, gdzie była eks Worfa, matka jego syna i był wątek sukcesji władzy w Imperium Klingońskim.

Scenarzyści chcieli tu zrobić coś podobnego z użyciem Breen i L’aka i Michasi. No ale to trzeba umieć wypełnić. Ogólny pomysł dobry, nawet bardzo. Ale wykonanie tak marne, że pewnie tylko ja widzę, do czego oni dążyli.

Bo to też byłby dobry pomysł w ramach kina nowej przygody, jakim jest ten sezon. Czyli: idioci - przypadkowi rabusie jakiegoś artefaktu (tu i duet Mol i L’ak oraz Federacja) wplątują się przypadkiem w grubszy szwindel, o którym nie wiedzą (tu problemy sukcesji u Breenów). I mamy ucieczki, pościgi i podobne akcje.

Tylko że nawet ten typowy chwyt z dziesiątek produkcji twórcom tu nie za bardzo wychodzi.

Z oryginalnych pomysłów wymyślili tu skarbiec Memory Alpha? Bo przypomnę Federacja ma swoje repozytorium biblioteczne czyli latające Memory Alpha. Wiele bibliotek ma swoje skarbce, osobne czasem lokalizacje na najcenniejsze starodruki. Na przykład nasza Biblioteka Narodowa wiele lat trzymała część starodruków osobno w Pałacu Krasińskich.

Pomysł latającego skarbca mi się spodobał. Ale już wykonanie. Ach. Ech. Metalowa karta biblioteczna. Hmmm. I w kawałku metalu ślad telepatyczny. Ojoj. To przebiło nadnaturalne zdolności Troi w trzecim sezonie Picarda. To teraz pełnej krwi Betazoid może zaklinać metal śladem telepatyczno-pamięciowym. Czyli blacha ma emocje i można sobie z nią więź emocjonalną odpalić a Booker może z blaszką poempatyzować. Aż mu się czoło z radosnego kontaktu z metalem poświeciło. Żelazna ta empatia. Brawo!

To chyba miało być nawiązanie. W serialu Enterprise był odcinek, że materia miała jakiś ślad morderstwa, jakieś zamurowanie w ścianach okrętu ciała czy coś takiego. Ale to miało tam sens. Nikt nie zaklinał telepatią blaszki ani kadłuba.

PS2

Tak się zastanawiam, czy ten sezon dałoby się poprawić tak globalnie. Ano dałoby się i to dość prosto.

Po pierwsze celem działań Michasi powinno być krzewienie i odbudowa Federacji. Czyli eksploracja nowych światów z warp i ich werbowanie lub starych członków i ich namawianie na powrót. Na tle takiej misji niejako przypadkiem powinna się pojawić mapa w kawałkach. Wtedy widz miałby epizodyczne nowe światy i przygody w nich jak w SNW i byłaby misja trekowa -odbudowa UFP.

W tej rutynie działań Discovery wyszłoby, że Breenowie mają namiar na broń Protoplastów i już kiedyś posiedli części mapy. I L’ak to wykradł i zrezygnował z sukcesji i chce ubiec ziomali, aby nie posiedli ogromnej hegemonii. I chce albo to zniszczyć jako technologię, albo za jej pomocą wziąć w garść pobratymców.

A tu mu nagle Michasia się pojawia, że przypadkiem ma kilka klocków mapy. Przerażony L’ak tym, że jeszcze głupsza postać od jego ziomali mogłaby przejąć technologię, zmienia zdanie i chce zostać władcą i używa podstępu mamiąc Michasię, że jest jej sojusznikiem i na końcu ją i pobratymców potrafi wykiwać ;).

Na koniec L’ak odzyskuje władzę w Imperium swoim ale wie, bo jest etyczny trochę, że nie może mieć tej technologii i przymyka oko i pozwala, by ideały Floty zostały zrealizowane i pomaga swojej kochance Moll, aby ta odtworzyła tą technologią swój zniszczony w poprzednim sezonie świat.

Technologia jest nieodtwarzalna i Protoplaści zostawili ją jako jednorazówkę. Taki pokaz potęgi zza grobu. I na koniec serialu jest odbudowanych kilka światów Federacji. Tylko nikt nie załapał w tle, że odbudowało się jeszcze więcej światów Breenów. Bo oni się nie chwalili, ale Anomalia to ich bardziej wykończyła niż Federację. I zwycięski w tym wszystkim to był L’ak.

Tak bym to próbował naprawić.

Czyli technologia Protoplastów jako bezpiecznik na wypadek, gdyby za dużo światów będących ich dziełem uległo zniszczeniu. I włącznik powinien wymagać nie tylko złożenia mapy czyli etapu świadomości „dzieci” Protoplastów ale i obiektywnej wiedzy. Czyli powinny się stawić inne Sfery (obserwatorzy) oraz M’hanity (arbitrzy życia) i zintegrować z technologią, czyli potwierdzić. Tak można odpalić rezurekcję wielu światów – nie będzie z tego burdelu.

Problemem jest, jak wyjaśnić, że grupa naukowców zrobiła te idiotyczną łamigłówkę z mapą.

Hmmm.

No jak w DNA Protoplaści mogli zaprojektować hologram, który się odpalił na obecność jednoczesną kilku gatunków-dzieci inżynierii Protoplastów. To można to pociągnąć. Zaprogramowano też, że na jakimś etapie ci odkrywcy hologramu będą mieli zaszyfrowane: stwórzcie zagadkę do włącznika technologii z bezpiecznikiem czyli urządzeniem, co naprawi to, co spindolicie i gdybyście doprowadzili do zbyt dużej zagłady „światów – dzieci” Protoplastów. Karkołomne ale i te bzdurę da się jakoś wyjaśnić.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v