Startrek.pl

USS Phoenix

Mirrors

Opis

W poszukiwaniu kolejnej poszlaki dotyczącej lokalizacji technologii Protoplastów, kapitan Burnham i Booker odbywają podróż do innego wymiaru.

Tymczasem pierwszy oficer Rayner kieruje swoją pierwszą misją jako dowódca USS Discovery, a doktor Culber otwiera się przed Tilly.

Polski tytuł: Lustra

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Ledsbourne, 6.05.2024, Discord Star Trek

Typowe Discovery – fajny pomysł, gorzej z wykonaniem.

Międzygatunkowy romans (kolejny w historii Treka do kolekcji!) Moll i L’aka jest spoko, podobają mi się te retrospekcje, bo jest dziwna chemia między aktorami.

Fajnie zobaczyć „twarze” Breen i podoba mi się motyw, że mają dwie – zwłaszcza ta przeźroczysta jest spoko, ale... z drugiej strony trochę dziwnie nagle słuchać, jak gadają normalnym językiem i nie mają tych hełmów z dziubkami, dzięki temu byli bardziej obcy.

Motyw z terrańskim Enterprise zawieszonym w międzywymiarowej dziurze fajny, problem jest taki, że leci tam Michasia z Bookiem. Rayner to fajna postać, bo co jakiś czas przypomina widzom (i twórcom), jaki powinien być Star Trek, po czym zostaje stłamszony przez Michasię („ja lecę, ty dowodzisz okrętem”). Cronenberg pewnie by się złapał za głowę widząc, jak od dupy strony Michasia i (zwłaszcza) Book biorą się do schwytania Moll i L’aka – mają 150 szans, żeby ich załatwić, ale wjeżdżają z jakimiś negocjacjami, kompletnie nie zauważając, że tamta dwójka tylko czeka na okazję, żeby ich przechytrzyć – i oczywiście to na końcu robią. Strzelanie do holo-klonów to fajny pomysł. 6/10.

PS. Michasia z Blokiem sprawdzają listę załogi znalezioną na mirrorowym Entku i okazuje się, że większości z nich udało się przedostać do naszego świata. Ta jedna dr Rose, czy jak jej tam, została admirałem nawet (czy coś takiego), po czym ślad po niej się urywa w momencie, jak Romulanin wykasował informacje o grupie naukowców, która chowała technologię Protoplastów – stąd dochodzą do wniosku, że to ona była jednym z tych naukowców. Oczywiście to dalej trochę kiepskie wyjaśnienie, bo znikająca nagle pani admirał, której całe CV zostaje i nagle się urywa, wygląda podejrzanie. I ona musiała wrócić i zostawić clue na międzywymiarowym, terrańskim Entku. Jeszcze do tego – ona się nie przeniosła w czasie. Na Enterprise, który uciekł z mirrora, była junior science officer, czyli musiała być młodziutka, i to był Enterprise niekoniecznie z czasów Spocka, tzn. na pewno mógł być późniejszy.

Saru tylko rozpoczął rewolucję, nie musiał już nawet żyć wtedy. No i skoro osiągnęła stopień admirał, to musiała trochę pożyć – więc mogła być już stara, ale spokojnie powinna być jeszcze sprawna za czasów Picarda i hologramu od Protoplastów.

PS Drobny plusik odcinka – Michasia na mostku z rozrzewnieniem wspomina, że to stanowisko jej brata, po czym stwierdza, że terrańska wersja Spocka na pewno była tak samo bezduszna i bezwzględna jak cała reszta Terran. Oczywiście pamiętamy, że Spock z kozią bródką w TOS ostatecznie jako jedyny był otwarty na argumenty naszego Kirka i coś w nim wtedy pękło, a potem z DS9 wiemy, że został imperatorem i zreformował Imperium Terrańskie, co jednak poskutkowało tym, że było za miękkie na mirrorowy świat i doprowadziło do uciemiężenia ludzi. I tutaj też jest wspomniane o imperatorze, który zaczął robić reformy, po czym został zabity.

***

Autor: Toudi, 25.05.2024, Forum USS Phoenix

Piąty odcinek nie miał łatwo po perełce z poprzedniego tygodnia. Ale odcinek nie był zły. Jak na Disco był bardzo przyzwoity. Choć gwiazdą odcinka miały byś ISS Enterprise, to był nią Rayner. On jest tam głosem rozsądku, szkoda, że nikt go nie słucha.

Odcinek zaczął się przyjemnie, anomalia, technobełkot o wykryciu i konieczności przejścia do jakiegoś innego wymiaru. Ale okazuje się, że Disco jest za duży, aby przejść przez anomalię, więc przejść może tylko prom. I tu od razu Michasia wjeżdża, że pójdzie tam tylko ona i Book. Argumenty są tak beznadziejne, jak to na Disco przystało.

Po drugiej stronie odkrywają ISS Enterprise, oczywiście niemal w pełni sprawy, z dobra atmosferą i poszukiwanymi Moll i L’ak. Oczywiście w wyniku bezsensownych działań, wszystko się sypie. A nim się posypie, to się okaże, że dane ISS są dostępne od ręki, ale ich nie ma, bo załoga, opuszczając statek wszystkimi promami i szalupami (bardzo ważne WSZYSTKIMI), wymazała dane z komputera.

A wymazali wszystko, ale zostawali plakietkę dedykacyjną z historią statku (jestem pewien, że z dokładnie tymi samymi danymi, które były w komputerze, gdyby go nie wymazano....).

Wracając do wydarzeń, w których wszystko się posypało. ISS Enterprise stracił zasilanie silników, za kilka minut zderzy się z przejściem anomalii, a że jest za duży, to się rozbije. W wyniku utraty zasilania, prom też się oddalił od Enterprise, bo z nieznanego powodu był zadokowany gdzieś na zewnątrz, zamiast.. no nie wiem zadokowany w doku? Albo po prostu wiszący w pobliżu a bohaterowie by się przeteleportowali?

A teleportacja – zapomniałem, w tym odcinku w ogóle nie istnieje. Na mostek bohaterowie jeżdżą turbiwindą. I co zgroza, do pokoju narad chodzą z buta! Rozumiecie to z buta. Jak przez całe eony robili bohaterowie tego świata. No ale nie zapomnieli o teleportacji tylko po statku, ale i zwiadzie...

Oczywiście mamy tu cudowne wyjście z sytuacji, cały ISS Enterprise zostaje uratowany i wysłany do muzeum. A Moll i L’ak odlatują izbą chorych ISS Enterprise będących odłączaną szalupą i to z napędem WARP! Taki drobny szczegół, który umknął bohaterom, gdy byli o krok od śmierci w anomalii.

Podsumowując odcinek, jak na DSC było dobrze. Przyzwoity średniak, choć Discoveryzmy (że to tak nazwę) ciągną go w dół.

Byłoby o wiele lepiej, gdyby kapitan na początku posłuchała swojego EXO, który proponował jej paru członków ochrony do zwiadu. Przecież mogli zostać na promie (wówczas by im nie oddryfował, mogliby też zostawić obstawę na mostku, w izbie chorych itd. itp.).

Byłoby lepiej, gdyby pokój narad miał krzesła – nawet jakby na nich nie siadali, ale pomieszczenie nie byłoby takie bezsensownie puste.

Ale odcinek miał dobre strony i miłe akcenty. Anomalia, znalezienie w niej ISS Enterprise, wyjście z całej sytuacji – jak beznadziejnie i durnie musieli prowadzić akcję, by do niej dojść to co innego, ale wyciągnięcie lustrzanego Entka pierwsza klasa. Ale tu znowu plus za obecnego pierwszego oficera na USS Discovery.

Pokazanie twarzy Breen ani mnie nie parzy ani nie ziębi. Rasa jak rasa. Mam mocne opory, by tysiącletnia Federacja nie miała pojęcia, jak wyglądają jej sąsiedzi. Wojny, wypadki, anomalie - musieli trafić na ich ciała. A sam romans spoko.

***

Autor: xetnoinu, 26.04.2024, Discord Star Trek, reblog

Aż trudno uwierzyć, w potoku łez i głupot, lawin emocjonalnych - odcinek połowy sezonu, to najlepszy odcinek Discovery odkąd pamiętam.

Wielki powrót schematu fabularnego z TNG-DS9- VOY czyli najnormalniejszych na świecie odcinkowych dwóch wątków, powrót mostkowo - inżynieryjnego technobełkotu i wreszcie jakiejś równowagi między szaleństwem akcji (bezsensownej jak to w Disco) a emocjonalności (przerysowanej jak to w Disco) i prozy życia na okręcie (wreszcie jako tako udanej – zupełnie nie jak w Disco).

Ustanowiono rozszerzenie wglądu w świat Breen, czyli przypomniano sobie, co potrafił z takim sposobem prowadzenia historii bardzo dobrze robić serial Enterprise.

Przypomniano sobie wreszcie, że można korzystać z już zbudowanych własnych klocków fabuły (drugi raz mało nie spadłem z krzesła, bo scenarzyści pamiętali co sami kiedyś wymyślili) oraz z klocków budowanych przez lata przez inne serie.

I pierwszy raz wyszły sceny z Tilly, bo ktoś lepiej napisał dialog, który miał jakiś sens w dłuższej niż ten odcinek historii rozmówców i w finale tych rozmów o życiu umiejętnie zapożyczono klimat takich relacji z bardzo późnego... DS9. Nawet Future Morn był. Zabrakło Vica. Ale muzyka na żywo była...

Ale dlaczego taaaak późno ktoś napisał dla Disco wreszcie zwykły, normalny (no prawie ale mnie poniosło 😉 z powodu szoku) Treka? Dlaczego dopiero teraz dali promyk nadziei że to może być po prostu Trek?

Ale Disco nie byłoby sobą, gdyby w chórze z normalnością nie dodało chóru fałszujących baboli. Tak oto poszlaką jest płyn – świetny pomysł na artefakt, co ma prawie z 800 czy ileś tam lat. Dobrze że fiolka była szczelna! Połączenie tego z mirrorem to już takie mambo dżambo, że znowu będzie potrzebny rabin co wyjaśni, co oni tu odjaniepawlili.

Ponownie wstawiono nawiązanie do Łowcy androidów, ale już subtelne – scena z pościgiem przez ‘szybę’.

I plus że w tym odcinku Moll i Tilly ukradły całą uwagę od przecudownej, świat ratującej, miłości chroniącej, wielkiej, umiłowanej, wspaniałomyślnej, wszelkich sztuk walk mistrzyni ... Michasi – to skrzynka czegoś tam od Leobena się należy.

Jaki dobry byłby odcinek, że wcale Michaliny by nie pokazali ... pomarzyć 🙂.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v