Opis
Niszczycielskie odkrycie na temat Jacka na zawsze zmienia bieg życia Picarda i odkrywa prawdę, która zagraża każdej istocie w Federacji.
Ostateczna bitwa rozpoczyna się, gdy Picard i jego załoga ścigają się, by ocalić galaktykę przed zagładą – ale nie bez straszliwych kosztów.
Polski tytuł: Vox
Zwiastuny
Recenzje
Autor: xetnoinu 27.04.2023, Discord Star Trek
Ten przedostatni w sezonie odcinek jest dopełnieniem pomysłu na swoisty procedural typu Most nad Sundem. Złol główny okazał się (jeśli patrzeć na przedstawiony fakty) nie płynną postacią z nadgarstka ale Królową Borg. Na to nie dałoby się wpaść tak jak w tymże typie procedurala, ale zastosowano jednak przyjazne amerykańskiemu widzowi wielokrotne sugerowanie, forshadowing głównie poprzez dialogi (cytat z Kolektywu i powrót wątku Locutusa).
Powrót do tej rasy jest dla mnie tak samo z idei głupi i wtórny jak pomysł na syna Picarda. Jednakże Jacek okazał się złotem i fabularnym i aktorskim tego serialu. Może i zatem powrót Borga tym się okaże, mimo popsucia tej rasy pomysłami z Jurati i żywieniem się akumulatorami z aut.
Samo wykorzystanie pomysłu z BSG (hakowanie sieci połączonych statków przez wroga i jeden statek zabytek niepołączony jako ostoja floty) oraz jednak błyskotliwy pomysł na biodrony utworzone przez modyfikacje transporterów i gmyranie w DNA - oba pomysły spójnie i w trekowym stylu.
Gorzej że to styl Treka ostatnich lat, gdzie zagrożenie musi być zaraz nie na jakimś froncie - tylko wszędzie u wszystkich i na raz - niczym dilitowy ryk zapłonu w Disco.
Nieznośna w tym odcinku jest wymuszona nostalgia. Zmuszanie widza do zachwytu oraz ponownie uproszczenia w technobełkocie (bezsensowne 25 lat) co jednak pewnie będzie poprawione i uszczegółowione w finale, umożliwiając zwycięstwo nad wrogiem, co z metawiedzy wiemy, że musi nastąpić.
Odcinek z jednej strony ma swoje blaski ale i głupot i szantażu jest w nim zbyt wiele.
Wszystko teraz zależy od finału. Czy pomysł na pokonanie Borg da porządne pozamiatanie po Jurati i nastąpi jakąś sensowna równowaga między pokoleniem dinozaurów a przyszłością treka czyli nowymi bohaterami i czy będą to pomysły satysfakcjonujące.
Mathalas bierze wszystko na siebie. Finał to i scenariusz i reżyseria w jego wykonaniu. Zobaczymy.
***
Autor: Ledsbourne 17.04.2023, Discord Star Trek
Dobra, mogę "odciszyć" ten kanał. Miałem skrupulatny plan oglądania Picarda odcinek po odcinku, tak, żeby idealnie skończyć na finał w czwartek i obejrzeć go na bieżąco. Oczywiście nic z tego nie wyszło i wmłóciłem te 9 odcinków w 3 dni z wypiekami na twarzy 😂
Idealnie - balans nostalgii, klasycznych tropów trekowych, akcji i tej intymności z poprzednich sezonów Picarda. Nie wiem, czy podoba mi się tak bardzo jak drugi sezon, pewnie sam finał o tym zadecyduje. Jak na razie najlepsze odcinki to "Surrender" i "Impostors". Motyw z Borgami na końcu średnio mnie przekonywał, ale z drugiej strony, rozegrali to tak elegancko, że aż miło się zrobiło.
Shawa szkoda, bo bardzo fajnie zrobiona postać - nie wiem, czy chciałbym o nim serial oglądać, bo pewnie nie byłby to zbyt ciekawy serial ("wzywa nas distress call... Helm, odpuszczamy, lecimy dalej na swoją misję badania pyłu na 93 księżycach Rigel 17, szkoda ryzykować!").
Wątek Daty wchłaniającego Lore - od razu mi się skojarzyło ze "Scanners" Cronenberga, chociaż tu zrobili to bez tego plot-twista na końcu.
Bardzo fajnie rozegrane są też nawiązania do innych serii - jest wyjaśnione tyle, żeby dla "laika" było zrozumiałe, ale też bez łopatologicznego wykładania wszystkiego, które wkurzyłoby fana. Np. to jak Worf zgrabnie pomija bezpośrednie wspomnienie o Odo opowiadając Raffi o "swoim przyjacielu w Linku".
No i wreszcie jest odpowiedź na to, co w TNG załatwiali subtelnościami - jednak między Picardem i Beverly coś było! Mam podobną fanowską satysfakcję jak w tym nowym Twin Peaks, kiedy Ed w końcu mógł oficjalnie być z Normą 🙂 Zresztą mam bardzo dużo podobnych skojarzeń tutaj, tych nostalgicznych peaków - Dale Cooper odzyskujący świadomość to dokładnie to samo uczucie, co Picard wraz ze starą załogą na mostku Enterprise-D mówiący "Engage".
No i Picard jako ojciec - znowu pierwszym motywem, jaki się pojawia, jest utrata włosów, tak samo jak w odcinku TNG, gdzie Ferengi "podrobił" jego syna. Oprócz Jacka jest też drugi syn Picarda - Data, który wreszcie może dopełnić jako syn to ojcostwo kapitana. Tak naprawdę to tylko ta jedna scena - gdzie wie, że nie może go pocieszyć, tylko kładzie mu rękę na ramieniu - ale jest power.
Pod względem humoru też mi się podoba - to jest ten klasycznie trekowy, oparty na banterze i na naszej "długiej znajomości" z bohaterami, humor. Po scenie Troi i Rikera w więzieniu naprawdę żałuję, że nie powstał serial "The Rikers", który miał był "familijną komedią" w świecie Treka
Ewolucja Worfa świetna, nie tylko pod względem wyglądu. To samo Geordi - jakoś bardziej pasuje mi jako taki nobliwy, stonowany "pan profesor" niż jako młody geniusz, którego tak fajnie sparodiował LaMarr w Orville. Raffi odlatująca w teorie spiskowe, które się sprawdzają, to najlepsza Raffi. Jest też fajne zamknięcie wątku Ro Laren, które w jakiś sposób rekompensuje jej zupełny brak od końcówki TNG i zamyka jeden z tych niedomkniętych wątków w ST, które najbardziej zasługiwały na zamknięcie.
Podoba mi się też większa niż zazwyczaj w Treku dbałość o łatanie dziur - na statku brakuje energii, a Picard z Jackiem idą sobie do holodeku - myślę "WTF, serio?", ale jak widać Jack pomyślał to samo i wrzucili sensowne wyjaśnienie, że ma własny system zasilania na takie sytuacje, żeby dodawać otuchy/motywacji dla załogi, co jak dla mnie wystarczyło.
Zwróćcie jeszcze uwagę, jak pięknie uwypuklone są charakterystyki wszystkich postaci, jak ich unikatowe umiejętności wpasowują się do fabuły. Picard na wezwanie starej znajomej jest w stanie wszystko porzucić, ukraść statek i lecieć na drugi koniec galaktyki. Riker, jego wierny towarzysz, wykazuje się lojalnością nawet w obliczu więzienia i tortur swojej ukochanej. Beverly poświęca wszystko, żeby chronić swojego syna, do tego jako jedyna umie uratować rannego kapitana Shawa. Geordi "w garażu" składa Enterprise-D z części z demobilu. Data powraca z martwych, żeby ocalić statek i w mgnieniu oka przejmuje nad nim zdalnie kontrolę. Worf wszystkich rozpierdziela bath'letem, nawet jest w stanie udawać martwego, żeby się udała zasadzka. Wreszcie Deanna, znowu próbuje komuś udzielić porady psychologicznej, wbija się z butami do jego najintymniejszych sekretów i triggeruje inwazję Borg na skalę, jakiej nigdy dotąd nie było... 😂.
***
Autor: xetnoinu
Refleksja przed finałem serialu.
Star Trek jako Stendhalowskie zwierciadło obnoszące się po gościńcu czyli co mówi nam trzeci sezon Picarda o współczesnym świecie?
My, żyjąc na przedpolu wojny w Europie, mniej to może widzimy. Ale starzejące się społeczeństwa zachodnie przechodzą odwrócony bój pokoleń w stosunku do okresu po drugiej wojnie światowej.
Zniszczone demograficznie społeczeństwa po potoku nazizmu i stalinizmu weszły w powojenną erę z przytupem niespotykanego wzrostu populacji. Boomerzy naturalnie przejęli stery, obejmując pozycje zawodowe w młodym wieku, co przed wojną byłoby nie do pomyślenia. Tak jak dziś jest to nie do pomyślenia wobec mniejszości społecznej - współczesnych młodych. Rekordowo niski przyrost, a nie rzadko ubytek populacji dodatkowo stawia tę grupę na przegranej pozycji. Kończy się to silnym sprzeciwem i tarciami między najstarszą grupą społeczną i działającą pod jej silną presją pokolenia ich dzieci a pokoleniem najmłodszym – demograficznie na straconej, mniejszościowej pozycji.
W jakiś sposób ilustruje to ikoniczna rodzina królewska w Wielkiej Brytanii. Elżbieta Windsor objęła swoje miejsce pracy w niespotykanie młodym wieku. Długo dzierżąc pozycję, uniemożliwiła swojemu synowi przejęcie stanowiska, który do zawodu wchodzi jako emeryt. Te dwa pokolenia nie zwalczały się i współpracowały. Najmłodsze pokolenie w tej sztafecie zepchnięte do narożnika kontestuje ten stan rzeczy. Jeden z braci książąt, wnucząt Elżbiety, wypisał się z nieosiągalnej kolejki sukcesji Windsorów.
Ten schemat, ubrany w kostium trekowej fantastyki, wbudowany jest w fabułę trzeciego sezonu Picarda.
Sam legendarny kapitan to wiekowy dinozaur na tle nawet już bardzo dojrzałych współpracowników (załoga TNG) i przyjaciół (Siedem, Rafi). Te dwa pokolenia ze sobą współistnieją i nie rywalizują.
Trzecie, najmłodsze pokolenie to jedynie statyści wydarzeń (córki Geordiego, personel Tytana) lub nieistotne pionki w rozgrywce sił u władzy, czego apogeum jest asymilacja przeprowadzona przez Borg poprzedzona eksterminacją kadetów.
W tym kosmicznym starciu młode drony stają w boju przeciw najstarszym i tym w średnim wieku. Boju zastępczym - bo wspartym przez Kolektyw. Bunt przeciw starszemu pokoleniu prowadzony indywidualnie skazany jest na porażkę, co symbolicznie obserwujemy w scenie, gdy Jack poddaje się najstarszej postaci tego sezonu, Królowej Borg.
Trawestacja współczesnej sytuacji kryzysu demograficznego kurczących się i starzejących społeczeństw zachodnich przeprowadzona jest z rozmachem. Młodzi (drony) zbrojnie przejmują Flotę. Ale z metawiedzy wiemy, że przegrają. Zwyciężą seniorzy i ich akolici. Ku chwale Treka, nostalgii za legendarnymi postaciami i prawdzie naszych czasów. Prawdzie - w której przywódcami rzeczywistymi (Biden, Xi Jinping, Putin) czy symbolicznymi (Karol III, Dalajlama XIV, Franciszek I) są uwielbiani/znienawidzeni staruszkowie.
Kiedy piszę te słowa trzeci sezon serialu Picard się jeszcze nie zakończył. Jego reputacja na tle dorobku Treka wisi na włosku sukcesu lub porażki ostatniego odcinka. Nie mniej nie można odmówić mu, że w specyficznej formie podjął on rękawicę Standhala, choć jak w mniej znanym dalszym ciągu słynnego cytatu o zwierciadle: to odbija lazur nieba, to błoto przydrożnej kałuży.
