Opis
Gdy Anomalia Ciemnej Materii zbliża się do Ziemi i Ni'Var trwa ich ewakuacja.
Burnham i zespół na pokładzie USS Discovery muszą znaleźć sposób na komunikację i nawiązanie kontaktu z gatunkiem znacznie różniącym się od znanych obcych ras, zanim skończy się czas.
Polski tytuł: Wracając do domu
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Ledsbourne, 14.12.2023, Discord Star Trek
Ufff, przebrnąłem! Coming Home.
Po poprzednim odcinku zdecydowanie liczyłem na więcej i pierwsza część zapowiadała się obiecująco, ale potem scenarzyści misternie zepsuli absolutnie wszystko, co wychodziło dobrze.
Mamy samobójczą misję kamikaze, gdzie Michasia na ochotnika wybiera Detmer, ale generał Ndoye się sama zgłasza - i oczywiście przeżywa ( 😄 ), ale ginie Tarka (który w ostatniej chwili nawraca się, że jednak robił źle...) i... Book! Zabijają Booka, cóż za plot-twist!
W drugim wątku mamy dramatyczną ewakuację z Ziemi i Ni'Var statkiem przypominającym energooszczędną żarówkę (i to jest komplement, lubię ciekawy design), wreszcie na posterunku zostają tylko Vance i Tilly, czekając na niechybną śmierć. Liczyłem, że mając 2 godziny życia przed sobą i butelkę whisky z Risy, któreś z nich zaproponuje drugiemu niezobowiązujący seks, ale nie, po prostu gadali o pierdołach jak to bywa w Disco.
Mamy rozwój sytuacji z Ten-C, którzy okazują się jakimś harmonicznym hive-mindem i nie rozumieją pojęcia jednostki - no super! Potem cała załoga udaje się na ich gazową planetę, a my wreszcie widzimy nowych obcych, którzy są dużymi meduzami - ta scena ich prezentacji robi wrażenie i wypada dobrze...
I tutaj odcinek leci po równi pochyłej. W ciągu 8 godzin od pierwszego kontaktu, udało się opracować super zniuansowanego tłumacza na ich dziwny język (chociaż jeszcze chwilę wcześniej nie byli w stanie wyjaśnić prostego konceptu), więc Ten-C są katowani patetycznymi przemówieniami Michasi i Booka. Tak, Booka, który właśnie zmartwychwstał, no bo jakżeby inaczej! Nasi gazowi obcy przepraszają za DMA i ze skruchą obiecują, że już nie będą, po czym magicznie wysyłają Discovery do domu. Wszyscy śmieją się i klaskają, ostatnie 10 minut mogłoby być załatwione 15-sekundową sekwencją montażową.
3/10
***
Autor: Ledsbourne, 14.12.2023 Discord Star Trek
Jeszcze rozleziona ocena całego Discovery - przygotowana pod Filmweb, czyli w komentarzach do 255 znaków:
Dużo fajnych pomysłów, ale zarżniętych przez nieudolnych scenarzystów, beznadziejne postacie i kiepskie rozwiązania fabularne. Abominacja na tle innych Treków.
Zamiast skupić się na dobrych aspektach fabuły i ciekawych, ambitnych pomysłach, które gdzieś tam się pojawiają, serial ucina te wątki w połowie lub kończy w zupełnie niesatysfakcjonujący sposób, skupiając się na nudnych, nieangażujących relacjach załogi
A każda postać z tej załogi jest właściwie zdefiniowana przez swoje kompleksy i problemy psychiczne, z którymi radzi sobie za pomocą frazesów rodem z korpo tablic motywacyjnych zrobionych przez podrzędnego coacha. Jak oni się dostali do Starfleet?!
Na osobny wątek zasługuje Michasia Burnham, która zostawiła daleko w tyle Jonathana Archera w kategorii najgorzej napisanych, zagranych i zaprezentowanych postaci w Star Treku. W kółko płacze, jest skrajnie niekompetentna, ale zawsze ratuje wszechświat.
Fajne postacie są konsekwentnie psute lub uwalane przy pierwszej możliwej okazji (Lorca, Osyraa, Cesarzowa), twórcy zdołali nawet nababrać przy Spocku. Konsekwencja i spójność z poprzednimi serialami jest jak się komuś przypomni, czyli rzadko.
Najgorsze, że początek zapowiada się nieźle i nawet grzybowy napęd statku nie kłuje w oczy, ale potem jest tylko gorzej - a sezony 3 i 4 to kryminalnie niewykorzystany potencjał. Skupianie się na emocjach postaci sięga zenitu i ciężko przez to przebrnąć.
Star Trek zawsze był progresywny, ale tutaj ta inkluzywność wciskana na siłę nie działa i przynosi skutek odwrotny do zamierzonego – postacie są stereotypami i karykaturami, a jedynymi kompetentnymi bohaterami okazują się biali heteroseksualni faceci.
Kiepsko wypada też dynamika i rozłożenie rytmu w poszczególnych sezonach. Każdy opowiada jedną, spójną historię, niestety zwykle zawiera sporą liczbę zapychaczy, po czym mamy rozwiązanie problemu (o pangalaktycznej skali!) ad hoc za pomocą deus ex machiny.
Nad poziomem dialogów lepiej spuścić kurtynę milczenia, najgorsze, że scenarzyści co rusz katują nas długimi patetycznymi przemowami albo nudnymi przegadanymi odcinkami, które nie działają. Trudno zrozumieć motywację postępujących irracjonalnie bohaterów.
Oddać za to trzeba, że pod względem wizualnym serial prezentuje się naprawdę dobrze – efekty nie są przegięte, wnętrza i scenografie wyglądają naprawdę dobrze, podobnie jak nowe modele statków czy pomysły nowych rozwiązań technologicznych.
Fajnych pomysłów też jest sporo, które co chwila dają małą iskierkę nadziei, że może będzie ciekawiej. Niestety i tak zawsze wiadomo, że skończy się tak samo: dzielna heroina Michasia zapłacze, postawi się wszystkim i w pojedynkę poradzi sobie z problemem.
Cały serial oceniony: 4/10.
***
Autor: Toudi, 17.03.2022, FB Toudi SajFaj
Pora na ostatni w tym sezonie odcinek sagi, aby nie oglądać Star Trek: Discovery, więc bez zbędnego marudzenia, przechodzę do sedna. NIE WARTO i finał to tylko potwierdza.
No więc załoga Discovery zawiodła na całej linii. Poległa w Pierwszym Kontakcie i w ratowaniu świata. A że odcinek pokazuje to inaczej, przykro mi.
Okazuje się, że rasa obcych nie rozumie konceptu indywidualności. Jak, awruk, tak wysoce rozwinięta rasa może być aż tak odizolowana od wszystkiego i tak nieświadoma istnienia. Bez, awruk, jaj. Jeśli to miała być kradzież konceptu z Gry Endera Carda, to nawet to zjebali.
Nauka zawiodła. Oczywiście wolkański Mind Meld ratuje sytuację. Absurdalny, bo przez „szybę”. Tu pewno aluzja do tosowego odcinka, gdzie Spock łączył się z rasą z kamienia. Ale tam to wyższa rasa dała radę się skomunikować z mniej rozwiniętą, nie odwrotnie.
Co tu jeszcze... A tak, potrzebny był świetny pilot do promu. Więc nasza dzielna bezimienna załoga już zbiera się na ochotnika do samobójczej misji i nagle okazuje się, że do tej roli zgłasza się nasza dzielna... no Michasia - o dziwo to nie była generał Zjednoczonej Ziemi, aby odpokutować swoje winy. PS Oczywiście przeżyje ten samobójczy rejs.
A i Book też przeżywa, aby się na koniec rozstać z Michasią. Był tam jakiś melodramat z utratą sygnału, ale nagle ta obca rasa nic-nie-rozumiejąca, przechwytuje ten sygnał, uznawszy go za istotny dla naszych bohaterów.
A no i oczywiście obca rasa rozumie nagle wszystko, jest jej przykro i cofa swoje zniszczenia w galaktyce. WSZYSTKIE. Uhu.
Do tego te wszystkie sceny w hangarach. Irytujące, nawet jeśli CGI w nich ładne, ale jest ich za dużo. I urągają, moim zdaniem, rangom wydarzeń czy gościom.
Aaa i jeszcze poświęcają napęd grzybkowy i powrót do domu. Nie żeby z tym powrotem był jakiś problem, bo w końcu ta nic-nie-rozumiejąca rasa otwiera im od razu tunel wprost na Ziemię.
Ale małe plusy były: Reno miała swoje 60 sekund. Drzwi dla kotka. Sceny ewakuacji, decyzja Admirała o jej przerwaniu. No i tyle.
Podsumowując, obejrzałem cały sezon. Czy to zmarnowany czas? Nie, ale naprawdę nie warto się spieszyć z tym serialem. Nic nie wnosi ani do uniwersum ani nawet do historii załogi. Moim zdaniem jeden z najgorszych sezonów Star Treka w ogóle. Co w sumie nie jest trudne, bo Discovery ustawia co sezon nowe dna ocen. Do tego zniszczyło to, co do tej pory robiły Star Treki. Czwarty sezon zawsze był najlepszym (lub jednym z najlepszych sezonów w serii. Tu wręcz odwrotnie.
Cztery sezony, a załoga Discovery mogłaby liczyć dwue osoby (Michasia i Stemets), Zorę i Doty czy jak tam zwą te tutejsze odmiany R2D2. Cała reszta zbiera tam tylko kurz. Absolutne zmarnowanie świetnych aktorów i kreowanych przez nich postaci. A i nawet nie można nacieszyć oka okrętami. Nic więcej nie mam do dodania.
