Opis
Tilly i Adira prowadzą zespół kadetów Akademii Gwiezdnej Floty na misję szkoleniową, która przybiera niebezpieczny obrót.
Tymczasem Burnham zostaje wciągnięta w napięte negocjacje na Ni'Var.
Polski tytuł: Wszystko jest możliwe
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Ledsbourne, 5.12.2023, Discord Star Trek
Jedziemy dalej z koksem, czyli kolejny zupełnie niepotrzebny nikomu do szczęścia odcinek "All Is Possible".
Mamy znowu kilka wątków, niestety wszystkie są głównie przegadane, co Discovery robi z zasady źle.
Zacznę od plusów - pojawia się na trochę postać Cronenberga, a plazmowe stwory na lodowym księżycu fajnie wyglądają. Romans Saru z T'Riną się rozwija i w sumie to najlepszy discoverowy romans, więc też jestem na tak.
Poza tym - to w zasadzie odcinek o akceptowaniu samego siebie na poziomie samozwańczego coacha dojącego korposzczury i gen Z. Adira, która w wieku 16 lat zaciągnęła się do jakiejś armii przeszukującej statki, a potem została naukowcem na Discovery - teraz staje się post-pandemicznym dzieckiem, które ma problemy z nawiązywaniem kontaktów. Ratuje ją Tilly, która szuka nowych wyzwań i na koniec odcinka odchodzi z załogi, żeby zostać nauczycielką w Akademii. Wydaje się, że pójdzie jej zarąbiście, bo na swojej pierwszej misji z kadetami rozwaliła statek i zabiła drugiego porucznika, ale pod koniec odcinka absolutnie nikt o tym nie pamięta i się nim nie przejmuje, tylko wszyscy śmieją się i dokazują. Moje słowa o kapitan Tilly, która rozwaliła statek podczas pierwszego wychodzenia z doku, wydają się prawie prorocze 😄 Co ciekawe, wątek Tilly i kadetów i tak jest najlepszy w tym odcinku.
Drugi wątek to psychoanaliza Booka przez Culbera, który opowiada o taksydermizowaniu swojego zmarłego wujka, co jest piękną ziemską tradycją. Ten wątek jest po prostu absurdalnie nudny i nieangażujący, oprócz banteru i heheszków na standardowym poziomie dla Discovery.
Wreszcie wątek polityczny - negocjacje w sprawie dołączenia Ni'Var do Federacji dobiegają do końca, ale wymagana jest interwencja mesjanistycznej Michasi, która w swoim stylu ratuje sytuację w ostatniej chwili i zostaje jednoosobowym komitetem pojednawczym. Przy okazji nawija sobie prezydentkę wokół palca. 4/10
PS.
Swoją drogą, jak to jest, że w latach 90. potrafili zrobić porządnych Kardachów z mięsistymi łyżkami na czołach, a teraz dostajemy prezydentkę, która wygląda jak Popek ze swoją skaryfikacją?!
