Startrek.pl

USS Phoenix

What's Past Is Prologue

Opis

Lorca planuje dokonać zamachu stanu przeciw Cesarzowej. Skłoniło to Burnham do podjęcia szybkich decyzji, aby ocalić nie tylko siebie ale także USS Discovery.

Polski tytuł: Przeszłość jest wstępem

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Ledsbourne, 21.08.2023, Discord Star Trek

I wreszcie mamy "What's Past Is Prologue".
Czyli jak kompletnie antyklimatycznie zakończyć misternie budowaną od początku sezonu historię, właściwie psując wszystkie postacie w możliwie najgorszy sposób.

Ten odcinek chyba pokazuje to, o co najłatwiej czepiać się Discovery - niby fajne pomysły, ale zmarnowane (tutaj wręcz wywalone w błoto). Po kolei: Lorca, który był najbardziej ogarniętym człowiekiem Federacji i wydawało się, że słusznie buntuje się przeciwko okrutnej Cesarzowej, okazuje się przerysowanym, groteskowym i komiksowym złolem, który niby mógłby łatwo wygrać, ale przeszkadzają mu płomienne przemowy, gdzie tłumaczy swój plan przeciwnikom. Okazuje się, że Lorca nie buntuje się przeciwko Georgiou ze względu na jej niesprawiedliwość, tylko dlatego, że jest jeszcze większym rasistą od niej - a jego gorliwi wyznawcy, torturowani w agonizerach, to właściwie też podobni rasiści. W dodatku Lorca od początku miał ciągoty do Michael i nie ma dla niego różnicy, z którego jest uinwersum.

Tymczasem Michael, wbrew wszelkiej logice, zamiast dalej trzymać z Lorką, który wyjął ją z więzienia i przyjął do załogi, a teraz planuje - jakby się mogło wydawać - słuszny bunt przeciwko kelpianożercom, trzyma z Cesarzową, która bez skrupułów zabiła przy niej swoich najbliższych współpracowników w poprzednim odcinku. Logika 🤯

Oczywiście okazuje się, że wątek buntu w mirrorze i tak nie jest dość poważny, więc jeszcze mamy złego Stametsa, który zatruł mycelian network, bo Terranie używają napędu grzybowego jak ropy naftowej, przez co wyczerpują zasoby - i jeśli dobry Stamets tego nie naprawi, to zginie... Całe życie, we wszystkim wszechświatach, bo grzybnia 😄 Tradycyjnie na początku okazuje się, że to misja niewykonalna lub w najlepszym wypadku samobójcza, ale płomienna przemowa Saru i pełna nadziei Tilly sprawiają, że każdy pracuje za dwóch i jednak im się udaje.

Walki w pałacu wyglądają efektownie, ale są tylko otoczką i w sumie służą jedynie jako element wypełniacza fabuły.

Na koniec Lorca ginie efektowną śmiercią Amandy Plummer z ostatniego filmu TNG jak przystało na największych złoli z Treka, a my zostajemy z mindfuckiem, jak mogli tak bardzo zepsuć tak dobrze napisaną postać.

Michaela ratuje złą Georgiou, bo uznaje, że pomimo bycia największą suką w galaktyce, to zasługuje na drugą szansę i może pomóc jej pogodzić się ze swoją własną "zdradą". Potem Stametsowi się mylą koordynaty, gdzie ma trafić z grzybowym skokiem, ale przypomina sobie, jak doktorek opowiadał mu o pójściu za muzyką i magicznie trafia w dobre miejsce, ale zajmuje mu to 3 miesiące, przez które Federacja przegrywa wojnę 😄

Jeden z najsłabszych odcinków jakiegokolwiek Treka jakie do tej pory widziałem, 4/10

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v