Startrek.pl

USS Phoenix

The Least Dangerous Game

Opis

Na tropikalnej, rajskiej planecie Mariner powątpiewa w umiejętności organizacyjne kapitana Ransoma.
Boimler podejmuje odważną decyzję dotyczącą kariery.

Polski tytuł: Najmniej niebezpieczna gra

Zwiastuny

Recenzje

Autor: Dreamweb, 2.09.2022, Forum Trek.pl

Dreamweb: Dla mnie drugi odcinek sezonu to spora zniżka formy po pierwszym. Dla mnie LD jest najlepsze wtedy kiedy, owszem, z humorem, pokazuje sytuacje, które mógłbym sobie wyobrazić w ST aktorskim... A tu tego nie ma. Przecież w ST aktorskim do tej sytuacji z Rutherfordem i Billupsem, do tego, że prawie zginęli, na pewno by nie doszło - okręt cały czas monitorował sytuację, kapitan zareagowałaby dużo wcześniej, itd.

W ogóle odcinek kojarzy mi się z premierą sezonu drugiego, która też mnie wtedy zawiodła - łącznie z tym, że i tu i tam mieliśmy lokalną cywilizację o dziwnych zwyczajach. No nic, może każdy sezon musi mieć takie potknięcie. 🙂 Bo Grounded mi się podobało i to bardzo (no, poza sposobem rozwiązania kwestii oskarżenia Freeman, jak już pisałem 🙂 ).

A tak w ogóle gdzie jest Jennifer? Ponoć miała być parą z Mariner, a tu już dwa odcinki za nami i ani widu ani słychu. 🙂

Q__:

do tego, że prawie zginęli, na pewno by nie doszło - okręt by cały czas monitorował sytuację, kapitan zareagowałaby dużo wcześniej, itd.

Hmm... Pamiętasz początek "jedenastki"? Niby monitorowali, a nic nie zrobili... Choć wszak słyszeliśmy, że w ST świeże trupy da się wskrzeszać, przynajmniej czasami, a tu (czy raczej tam) chyba po prostu zwłoki Robau porzucili...

Nie wspomnę już o wątku śmierci K'Ehleyr - nie dość, że też zero prób ożywiania, to jeszcze zabita na monitorowanym statku. To samo Marritza (z poprawką na stację). I jeszcze ta vedek, co się powiesiła...

W ogóle odcinek kojarzy mi się z premierą sezonu 2, która też mnie wtedy zawiodła

Mnie też, nawet bardzo... A przecież sezon drugi rozwinął się koniec końców ładniej, niż pierwszy... Może i tu będzie podobnie? Poczekajmy...

A tak w ogóle gdzie jest Jennifer? Ponoć miała być parą z Mariner, a tu już dwa odcinki za nami i ani widu ani słychu. 🙂

Fakt, aż się prosiło żeby uczestniczyła w (niedoszłym) ratowaniu mamuśki ukochanej... Wspierając ją, albo odwodząc, albo jedno i drugie...

PS. No, ale nie pochwaliłem w końcu wyglądu K’rancha. Owszem, komiksowo przegięty w tej muskulaturze, ale interesująco mniej humanoidalny... i wygląda na inspirowanego pewnym concept artem przedstawiającym nivenowo-TASowych Kzinti:

I jeszcze po namyśle dodałbym, że "The Least Dangerous Game" jest to odcinek w tradycji wczesnego DS9 - codzienna praca mniej ważnych oficerów GF, wykonujących rutynowe zadania, i stykających się przy tym z obcą egzotyką. (Owszem, nie jest to to, co większość widzów uznawała za najatrakcyjniejsze w Treku, acz tu ta rutyna została nasączona cokolwiek przegiętymi fajerwerkami.)

I jeszcze jedno: widać, że McMahan lubi robić sobie regularne żarty z Abramsowego skydivingu.

***

Autor: Q__, 7.09.2022, Forum Trek.pl

Zanim nowy odcinek nadciągnie, chciałem poświęcić jeszcze kilka zdań - "The Least Dangerous Game". Podoba mi się tam*, że Ransom - mimo całej swojej bufonowatości - miał okazję w finale błysnąć kompetencją (nawet jeśli droga do tego była - ma/sz rację Dreamweb - nieco naciągana). Zabawny był też w swoim skrajnym przegięciu system rządów Obcych odcinka (triumwirat - inteligentny wulkan, pikający jak Pike 😉 superkomputer i dziecko o telepatycznych mocach) udatnie parodiujący TOS-owe wątki i zarazem nawiązujący do podobnej trekowej autoironii, która trafiała się w DS9. (Jednocześnie owych Obcych kultura przywodziła na myśl wczesnoTNGowskie Edo - również stanowiąc utopię z haczykiem. Ich wygląd zaś przypominał ten Vaalian z "The Apple").

Do udanych żartów liczy się również moment gdy K'ranch przechodzi z trybu łowcy do trybu dobrodusznego faceta skwapliwie trzaskającego focie, by chwalić się kolegom (co pokazuje zarazem, że tradycja łowów jego cywilizacji obróciła się dawno w coś pomiędzy safari a cepeliadą, i tłumaczy obojętność Freeman na prośby Boimlera).

Holograficzny Martok, stanowiący piracką kopię stworzoną przez Ferengi (znajomo brzmi? 😉 ), też wypadł bardzo fajnie, wpisując się w jeden rząd Kavokiem z A Klingon Challenge i legalnym holo-Gowronem z ST: Klingon, oraz wygłaszając - w ramach motywowania Brada - wyraźną parafrazę "Never give up! Never surrender!" z GQ (ciekawe czy dostaniemy podobny ukłon w kierunku ORV?).

Z kolei historia kapitana Vendome'a odlegle przywodziła na myśl tyleż dzieje fanowskiego Ro Nevina, co morał płynący z "Tapestry". No i miło było zobaczyć znów znajome białuchy.

* Nie jestem tu zresztą zbyt oryginalny, jeden z zachodnich recenzentów wypunktował to pierwszy, szerzej się rozpisując.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v