Opis
Mariner i Boimler usiłują dostać się na legendarną imprezę Floty Gwiezdnej, podczas gdy załoga mostka użera się z zakompleksionym dyplomatą obcej rasy.
Polski tytuł: Zamieszanie z Dooplerami
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Q__, 11.09.2021, Forum Trek.pl
Tym razem będę pierwszy. Jeśli chodzi o "An Embarrassment of Dooplers", to... podobało mi się.
Owszem oglądałem podwójnie z braku laku - LD w zastępstwie ORV, które znów stanowi dla mnie namiastkę klasycznego Treka. Owszem, są tam elementy skrajnie wątpliwe - biologia tytułowego gatunku, demolujący sporą część stacji (chyba Federacyjnej) pościg, czy finalne rozwalenie przyjęcia snobom z czołówki Floty (pierwsze, choć - oczywiście - nawiązuje do Tribbli jest znacznie bardziej niewiarygodne niż biologia Zmiennych czy kosmicznych ameb; drugie i trzecie nie powinno ujść bezkarnie przy teoretycznych - z praktycznymi bywało rozmaicie - możliwościach trekowego monitoringu; poza tym ile demolki można w naszej ulubionej franczyzie znieść), ale... z drugiej strony fajnie, że dostaliśmy w końcu psychologiczne konsekwencje minionych zdarzeń - Rutherford zmagał się z efektami uprzedniej utraty pamięci, Mariner i Boimler przepracowywali psychologicznie minioną rozłąkę (przy czym było widać, że ich relacja staje się partnerska - on zyskał nieco wewnętrznej siły, ona nie boi się już przyznać do słabości; zobaczyliśmy też, że zostali potraktowani jako para, choć sami temu zaprzeczają 😉).
Dostaliśmy również fajne nawiązanie do wątku zawiedzionych wspólników dawnych interesów Quarka - tym razem podobny ogon ciągnie się - rzecz jasna - za Beckett. Poznaliśmy nieznany epizod z życia Kirka i Spocka, którego przypomnienie służyło przerzuceniu mostu pomiędzy herosami XXIII stulecia, a naszymi bohaterami (bardzi ładny wątek legacy).
Wątek Obcego dyplomaty i kłopotów z nim dało się odczytać jako subtelne wyszydzenie obecnej mody na nadwrażliwość. Miło też było po raz kolejny zobaczyć, że najwięksi bohaterowie GF (Data) i może też ich przeciwnicy (Lore) mają status - za przeproszeniem - celebrytów. A wielki bankiet, wokół którego kręciła się fabuła, choć ostatecznie dla większości bohaterów niedostępny, a przez jedynego, który zdołał się tam (również w efekcie minionych zdarzeń) wkręcić - wzgardzony (i pokazany w sumie jako niesympatyczna, snobistyczna, impreza) przyniósł jednak powiew - mówiąc modnie - aspiracyjności, gwiezdnoflotowego elitaryzmu (i powrót znanych twarzy - zobaczyliśmy Shelby, Okonę i Pierwszego Elizabeth o facjacie... odrzuconego wczesnego projektu Saru - zaiste w ST nic nie ginie).
W końcu też ujrzeliśmy załogę Cerritosa - z górnych i dolnych pokładów - jako może i dysfunkcyjną, ale jednak zżytą rodzinę.
Choć z drugiej strony trudno się nie wkurzyć oglądając fish people w zbiorniku z wodą, gdy się pomyśli jak egzotyczne gatunki i planetarne scenerie moglibyśmy oglądać (np. zamiast wewnątrzstacyjnej repliki nieszczęsnego - bo budzącego traumatyczne wspomnienia i niefajnie odblaskowego - Freecloud) gdyby McMahan poszedł trochę w ślady TAS, i postawił na eksplorację Nieznanego, zamiast bawić się tylko nawiązaniami.
