Opis
Kapitan Freeman szuka zemsty, po tym jak Mariner okazuje jej brak szacunku przed załogą.
Mająca dobre intencje Tendi przypadkowo psuje próbę duchowego wzniesienia porucznika O'Connora i stara się to naprawić.
Polski tytuł: Wilgotny statek
Zwiastuny
Recenzje
Autor: Dreamweb, 27.08.2020, Muzeum Forum USS Phoenix
Garść spoilerowych wrażeń z odcinka czwartego.
Chyba najlepszy jak dotąd. Podoba mi się ta zabawa konwencją pokazana tym razem w inteligentny sposób. Począwszy od tego, że kapitan tylko podpisuje się pod pomysłem pierwszego oficera (tym ze sprowokowaniem córki do odejścia) i traktuje jak swój. Czyszczenie holodeku i późniejsza rozmowa Ransoma z Freeman - pod tym wypikaniem zapewne chodziło o te płyny ustrojowe, o których wszyscy w poprzednich serialach wiedzieli, ale nikt do tej pory nie powiedział.
Najlepszy moment to chyba komunikat komputera pokładowego "Warning! Unauthorised terraformation" czy jakoś tak - lubię ten rodzaj humoru (komputer ma komunikat na wszystko, jak widać). Sam ten płyn, powodujący te wszystkie zmiany, oczywiście kojarzy się z Genesis. A samo załatwienie problemu, poniekąd przypominające pozbycie się wirusa w pierwszym odcinku - no cóż, uznaję to za oko puszczone do podobnych "cudownych" rozwiązań z przeszłości - trzask prask i po wszystkim. Skoro z Parisa i Janeway zrobiono na powrót ludzi poza kamerą, to czemu nie można ratować okrętu w taki sposób?
Awans i przebywanie w "wyższych sferach", jako kara dla Mariner, to coś co mogę w pełni zrozumieć. Niektórzy po prostu zamiast ekskluzywnego obiadu w topowym hotelu wolą piwo z kolegami, "lower deckersami". Sam tak mam. I tak wiadomo było, że na koniec wrócimy do status quo, jak to w najlepszych czasach ST bywało. I fakt, że kapitan po cichu myślała o tym Telarycie to samo co córka, tylko wiedziała, kiedy trzymać język za zębami - to wiele mówi. W ogóle okazało się, że są sobie bliższe niż im i nam się wydaje.
Mniej mi się podobał wątek kolesia, co wszedł na wyższy poziom egzystencji. Na koniec chyba wstąpił w niego Phoenix. W sumie nie zdziwiłbym się, ze to faktycznie Q z przekory spełnił to, co tamten udawał, że chce osiągnąć. Ale przydałoby się jakieś wyjaśnienie jego transformacji. Bo chyba to nie przez tę substancję ze statku pokoleniowego?
