Startrek.pl

USS Phoenix

Envoys

Opis

Po tym, jak ważna misja kończy się niepowodzeniem, Boimler jeszcze bardziej wątpi w siebie, bo okazuje się, że Mariner ma większy wrodzony talent niż on.

Rutherford rezygnuje z pracy w inżynierii i bada inne możliwości na USS Cerritos.

Polski tytuł: Wysłannicy

Zwiastuny

Recenzje

Autorzy: Dreamweb, Q__, 13.07.2020,  Muzeum Forum USS Phoenix

Dreamweb: Ja już widziałem...

Q__: Ja też.

Dreamweb: Ogólnie myślę, że było nieco lepiej niż w pilocie

Q__: Bo bez zombiaków i (pozornych) potworów, z większym - mimo gnającej akcji - skupieniem na bohaterach i - tak! - ich wnętrzach.

Aczkolwiek te odcinki się uzupełniają, i może nawet od biedy - po wywaleniu, zbędnych w sumie, zombies - dałoby się z nich zrobić jeden. W pierwszym, bowiem, egzamin z lojalności, może nawet z przyjaźni, zdaje Boimler, w drugim - Mariner. Zresztą zostają przy tym zaprezentowani na tyle, że chyba da się już ich oboje określić jako postacie: Beckett to taki Kirk w spódnicy z domieszką Evivowej Arany, natomiast Brad to raczej typ Geordiego-Wasyla , oboje potrzebni Flocie, i oboje muszący jeszcze dorosnąć do swoich ról.

Dreamweb: Ot kolejne żarciki składające się w jakąś tam fabułę.

Q__: Nawet nie najgorszą, mimo pędzącego tempa i pozostałych typowych dla przyjętej konwencji wad - mamy szybki przegląd starych (z tych cieszy zwłaszcza TASowy zmiennokształtny) i nowych gatunków Obcych (z nawiązaniem do polubionego przez widownię motywu podejrzanej, mieszanej rasowo, dzielnicy z finału pierwszego sezonu Discovery i odrobiną, wziętego z DS9, klingońskiego kolorytu), mamy - przegięto-humorystyczne - zderzenie teoretycznej, książkowej, wiedzy nowicjusza z doświadczeniem praktyka.

Mamy też - w B-plocie - wątek, że warto być sobą i podążać za swoimi zainteresowaniami, a nie oczekiwaniami dziewczyny, szefów, czy nawet nabytymi poniekąd psim swędem umiejętnościami przyniesionymi przez implant (to ostatnie jest nawet głębokie i gdzieś do TMP się pętli), choćby pozwalały pokonać swoistą, siłową, wariację testu Kobayashi Maru.

(Skądinąd: entuzjastyczne, i wyraźnie z ORV zapożyczone, reakcje najpierw inżynierów, potem bezpieczników, na zmieniające się wybory Sama, choć ewidentnie przesadzone pod kątem komedii/kreskówki, są w sumie zdrowe, pokazują afirmacyjny charakter Floty.)

Dreamweb: Acz ducha ST w końcowych poczynaniach Mariner względem Boimlera dało się wyczuć.

Q__: W finalnej scenie z Rutherfordem i Tendi też - parka nerdów o odmiennych zainteresowaniach, potrafiąca jednak te swoje pasje wzajemnie uszanować, i dlatego dobrze się uzupełniająca. W sumie bardzo flotowi bohaterowie, którzy pasowaliby do każdej z serii (poza nieszczęsnym PIC).

(Owszem, pokazani trochę jak związek telefonicznych zombie z naszych czasów, ale przecież dobrze funkcjonujący w tym.)

Dreamweb: I czy mi się wydaje, czy dostaliśmy zalążek jakiejś dłuższej historii - w postaci energetycznej formy życia wpadającej w panią kapitan?

Q__: Cóż... Sugestie, że szykuje się nawiązanie do "The Child" (a raczej dwu "The Childów" - z TNG i Phase II*) są dość słyszalne...

* Zarówno nienakręconej, jak i Cawley'owej, bo to ten sam scenariusz był...

Nawiasem: wypadnie odnotować nieortodoksyjność wyżej wspomnianego podwątku. Groźna Obca forma życia wpada na pokład i radzą sobie sobie z nią (do pewnego stopnia przynajmniej) niżsi rangą oficerowie, robiąc to wręcz od niechcenia, acz i nie bawiąc się w typowo trekowe sentymenty, raczej biorąc przykład z finału "Conspiracy".

PS. Na zakończenie tej rozbitej na akapity-odpowiedzi recenzji LD "Envoys" dodam jeszcze, że wychwyciłem wzmiankę o Janeway. Oraz uśmiechnąłem się dwa razy - pierwszy - słysząc słowa o Enterprise'ie i służącej tam załogantce, drugi oglądając D'Vanę z Samem w Jefferies tube; i raz (głośno) zaśmiałem, widząc, co spotkało irytującego durnia Ransoma w zapowiedzi kolejnego epizodu (tudzież słysząc, jak Mariner to skomentowała).

I skonkluduję, że mamy tu wciąż nowe, niezbyt dobre, Lower Decks, ale - jak widać - da się z tego wycisnąć dużo starego, dobrego, klasycznego ST. (...)

Tak się zastanawiałem, skąd u mnie ta nieodparta chęć do oglądania LD, którą ewidentnie czuję, pomimo tego że głupot w tym serialu na tony... I w końcu do tego doszedłem, a zarazem myślę, że jest to też powód dla - jednak - sporej liczby pozytywnych recenzji, jakie można znaleźć w sieci (owszem negatywnych też jest niemało).

I za główny powód nie uważam klasycznego wyglądu obcych, wystroju okrętu itd. - choć ma to rolę niebagatelną. Ale i w PIC widzieliśmy np. parę rekwizytów bardzo przypominających dawną erę. Jednak przede wszystkim uważam, że przyczyną jest powrót startrekowego optymizmu widziany w LD.

To są znowu przedstawiciele tej pozytywnej, optymistycznej i pozwalającej patrzeć z nadzieją w przyszłość ludzkości Federacji i Floty. Owszem nie utopijnej, i nie są doskonali, ale czy dawniej ktoś taki był? Nie, ludzie w ST ZAWSZE mieli swoje różne słabostki. Ale tu chodzi o to, że to są ludzie którzy sobie nawzajem pomagają, podają rękę koledze, który się potknął, innemu pozwalają się sprawdzać na innych polach bo ma taki kaprys...

Mogą sobie czasem różne kuksańce sprzedawać, czy ironizować na swój temat, owszem, ale i tak wszyscy wiedzą, że jest to podszyte wzajemnym szacunkiem i przyjaznym okiem, jakim każdy tu na każdego patrzy. Nie ma tu wyzywania się od szumowin i patrzenia z pogardą, jak w tym innym serialu, ani mordowania chorego leżącego w ambulatorium z powodu jakiejś wizji, jak w tym jeszcze innym serialu... Tak, co by nie mówić o całej reszcie - pod tym względem to JEST stary dobry ST. I dlatego chcę go oglądać, pomimo całej reszty, pomimo chwilami żenujących żartów.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v