Startrek.pl

USS Phoenix

Yesterday's Enterprise

Opis

Federacyjny okręt wojenny Enterprise-D pod dowództwem kapitana Picarda napotyka USS Enterprise-C... zaraz... Coś tu jest mocno nie tak - i tylko Guinan to zauważa...

Polski tytuł: Echo przeszłości

Zwiastuny 

Playlista

Streszczenie

Podczas rutynowej misji, USS Enterprise odkrywa dziwaczną wyrwę w przestrzeni, z której wyłania się niezidentyfikowany okręt. W tym momencie, rzeczywistość ulega przeobrażeniu - Enterprise to okręt wojenny, a Federacja toczy krwawą wojnę z Klingonami. Szef ochrony Enterprise - porucznik Tasha Yar - identyfikuje tajemniczy okręt w anomalii jako poprzednika ich jednostki - USS Enteprise 1701-C - który, jak sądzono, został zniszczony 20 lat wcześniej.

Spotykając się z kapitanem Enterprise-C, Picard dowiaduje się, że zmierzał on do klingońskiego posterunku, który wzywał pomocy po ataku okrętów romulańskich. W samym środku bitwy, okręt przeszedł przez anomalię, ratując się przed zniszczeniem zapisanym w historii. Jednakże tym samym zmianie uległa cała linia czasowa.

Picard i jego załoga oczywiście o tym nie wiedzą, ani tego nie zauważają - jedynie Guinan ma przeczucie, że wojna Federacji z Klingonami jest wynikiem niespodziewanego zniknięcia Enterprise-C w przeszłości. Guinan jest pewna, że okręt istnieje teraz w złej linii czasowej, prosi więc Picarda o odesłanie USS Enterprise-C z powrotem przez wyrwę, co ma naprawić bieg wydarzeń i cofnąć wydarzenia, które spowodowały śmierć 40 miliardów istot.

Picard rozmawia z Datą, który zapewnia, że jeżeli Enterprise-C zostałby zniszczony, pomagając klingońskiemu posterunkowi, Klingoni uznaliby to za akt honoru, co z kolei mogłoby ocieplić stosunki klingońsko-federacyjne i zapobiec wojnie. W tej sytuacji, Picard postanawia odesłać USS Enterprise-C z powrotem przez wyrwę, na spotkanie tragicznego losu.

Tymczasem Tasha dowiaduje się od Guinan, że w prawidłowej linii czasowej umarła bezsensowną śmiercią. Prosi więc Picarda o przydział na skazany na zagładę Enterprise-C. W ten sposób będzie mogła zginąć w walce - wiedząc, że jej śmierć na coś się przydała. Picard niechętnie, ale się zgadza.

Gdy Enterprise-C powolnie wraca do anomalii, atakują go trzy klingońskie okręty. By dopilnować powrotu "C" do anomalii, Picard ustawia swój okręt między okrętem z przeszłości i Klingonami, co jednak powoduje duże uszkodzenia. Kiedy rdzeń USS Enterprise-D ma już eksplodować, Data ogłasza, że wyrwa się zamknęła, a nieświadomy przebiegu zdarzeń, USS Enterprise-D wraca do oryginalnej linii czasowej, kierując się na spotkanie z Klingonami - w ramach wymiany kulturowej.

Tłumaczenie: Nestor the Q
Uzupełnienia: Piotr Pajerski
Źródło: Startrek.com

Recenzje

Autor: er'DIn, 21.07.2024, Discord Star Trek

Śmierć Tashy (w pierwszym sezonie) była bezsensowna i według mnie to nie była przemyślana decyzja scenarzysty zamierzona na zszokowanie odbiorcy. Twórcy musieli się pozbyć tej postaci, bo aktorka odchodziła, więc pozbyli się jej tak, jak wielokrotnie uśmiercali bezimiennych chorążych.

Natomiast w trzecim sezonie mamy odcinek w którym Tashy zostaje "zwrócony honor". Jest to odcinek naprawdę wzruszający, w którym kilkukrotnie Tasha z alternatywnej linii czasowej wspomina, jak jej śmierć w pierwszej linii była bezsensowna i po nic. Jak to odebrałem tak, że to scenarzysta mówi do widza, bijąc się w pierś. 

Pod wieloma względami odcinek świetny. W obu momentach zmiany czasu ujęcie się gwałtownie urywa a następne zaczyna się w środku wypowiedzi - świetny efekt.

W pierwszej części odcinka dobrze powstawiane wskazówki, że przeszłość się zmieniła - oświetlenie jest ciemniejsze bo to mroczniejsza historia (częsty zabieg w Treku), mundury się trochę różnią, Tasha jest na mostku chociaż powinna nie żyć, Picard nazywa Enterprise okrętem wojennym.

Wrażenia Guinan przedstawione są w taki sposób, że mogę wręcz sam je poczuć - niby pamięć mówi, że wszystko jest jak było, a intuicja jednak mówi, że wszystko jest nie tak.

Tragiczne położenie Picarda, który musi zdecydować, czy ma odesłać Ent-C z powrotem do przeszłości na pewną śmierć, jedynie na podstawie intuicji Guinan. To że Guinan nie powiedziała z własnej inicjatywy, że Tasha powinna nie żyć, tylko że Yar sama musiała to z niej wyciągnąć. Gotowość załogi Ent-C do powrotu na pewną śmierć dla wyższego dobra.

Z podziwem i smutkiem patrzyłem jak Yar zaakceptowała fakt, że umrze. Nie była to prognoza, na zasadzie, że idzie na misję samobójczą, albo że jest śmiertelnie chora - to był fakt, to już się zdarzyło w pierwotnej linii czasowej. Wyobrażam sobie, że mogła czuć się jak ktoś niepotrzebny, bez kogo galaktyka nadal się będzie obracała. Chciała więc wybrać chociaż sposób w jaki to się stanie - taki, który będzie miał znaczenie. Honorowo, walcząc o życie swoich przyjaciół i przyszłość Federacji.

Dodatkowy plus za rozwinięcie historii stosunków Federacji i Imperium Klingońskiego.

 

***

Autor: xetnoinu, 16.09.2023, Discord Star Trek, reblog

- Chcę, aby moja śmierć miała znaczenie.

- Poruczniku, ... udzielam zgody.

- Dziękuję kapitanie.

Wstrząsający finał kulminacyjnej sceny Yesterday’s Enterprise i jakie on wywołuje emocje fabularne i wizualne to zasłużona wisienka na torcie jednego z najlepszych filmowych epizodów Star Treka. Tak, filmowych, bo jakość, zastosowane chwyty rzemiosła przekraczają tu o wiele długości seriale nie tylko swoich ale i współczesnych czasów.

Scenariusz rodził się w bólach i niezwykłym tempie oraz w nadmiarowej grupie przekraczającej cztery dopuszczalne przez gildię ujęte w napisach osoby. Zazwyczaj kończy się to spektakularną porażką. Tu jednak ułożyło się w niespotykanie logiczny, konsekwentnie prowadzony odcinek, który uzyskał niepowtarzalna oprawę wizualną, począwszy od planów zdjęciowych (mamy dwa okręty de facto w trzech odsłonach) przez niezwykle przemyślany motyw główny spajający fabułę (Guinan) aż po erupcję pomysłów na na użycie barw, światła, sposobu filmowania kluczowych dialogów – wszystko po to  by każda minuta wybrzmiała. Bo ten filmowy rozmach mieści się w metrażu odcinka serialu i nie ma w nim ani jednej sekundy zbędnej dłużyzny.

Po obejrzeniu Yesterday’s Enterprise zawsze nam uczucie zachwytu. Jak oni to zrobili, że to tak dobrze działa i za każdym razem dostrzegam coś nowego!

O tym odcinku napisano już tyle, że nie będę powtarzał tez o tym, jak fani oczekiwali powrotu Tashy ani o tym, jak świetnie ten odcinek przechodzi test Bechdel (rola postaci kobiecych) Oraz że to tu jest pierwsza w Treku pełnoprawna, a nie tylko pełniąca obowiązki (pierwsza jest Una grana przez Barrett), kobieta kapitan flagowca Enterprise. Już samo to wystarczy, by stać na podium w pierwszej lidze startrekowych epizodów.

Chciałbym zwrócić uwagę na unikalną i matematycznie precyzyjną kompozycję tej opowieści.

Zaczyna się od kultowej sceny rozmowy Worfa i Guinan na Dziesiątym Dziobowym. Poznajemy sok śliwkowy – napój wojownika. To mocny i jedyny humorystyczny akcent tego odcinka. Humorystyczny tym bardziej, że w ikonicznym tłumaczeniu zatraciło się nieco, że to nie jest sok ze świeżych śliwek ale z suszonych – co jeśli chodzi o gatunek ludzki ma swoje gastryczno-jelitowe konsekwencje. Ale widać Kingonów na gdanisko nie goni.

Ale w tej scenie należy zwrócić uwagę na sposób oświetlenia samej barmanki. Pokazana jest w świetle jakby zastanym w przyciemnionej sali. Jej twarz nie ma dodatkowego reflektora. W tym momencie Guinan podchodząc do okna orientuje się, że coś złego nadchodzi.

Cięcie i z szarości Dziesiątego znajdujemy się w pełni rozświetlonym mostku Enterprise z jego eksplozją beżu, brązu, pastelowego lcars i wszechobecnej wykładziny dywanowej. Zbliżenie na Picarda (tu zbędny efekt przejścia dodany w postprodukcji w obawie o percepcję widza amerykańskiego) i nagle znajdujemy się na Enterprise D w alternatywnej linii czasowej. Wszystko jest inne.

Panuje świetnie zrealizowana oświetleniowa ciemność. Twarze są wysycone jaskrawym oświetleniem reflektorów. Lcars ma alarmowe barwy. Mundury zyskują metalowe naramienne pasy do przypinania fazerów. Postacie są na innych wysokościach (podniesiono podesty i wyrzucono wiele miejsc siedzących). Ogromny świetlik w suficie nad fotelem kapitana nagle staje się widoczny w wielu ujęciach i z mlecznej szyby staje się dominującą nad tą ciemnością plamą niebieskiego lazuru. Dopełnienie to fiolety, róże i jaskrawe czerwienie. Efekt rewolucji oświetleniowej, kostiumowej, zmiany detali (np modele z kolekcji kapitana zastąpiono panelami z danymi taktycznymi) robi ogromne wrażenie. Na korytarzach jest tłok, pełno żołnierzy (nie załogantów). Nie ma rodzin. Nie ma dzieci. Nawet dźwięki są inne. Są toporne, wojskowe. Drzwi są głośniejsze, nawet ten słynny szum w tle jest podkręcony. Majstersztyk wszystkich działów produkcji.

W kolejnej scenie przenosimy się na inny okręt Federacji. Poznajemy go przez charakterystyczne ujęcie z ogniem (to zapamiętajmy). W dynamicznej scenie widzimy starsze mundury, nie ma lcars jest inne wzornictwo paneli. W tym chaosie bitewnym przedstawiono widzom kapitan Garrett (gra słów do Barrett) i sternika Castillo (niezwykle udany casting) to będzie Enterprise C (ten z przeszłości).

Fabuła prowadzona jest przez postać Guinan. Zaniepokojona udaje sie na mostek do oświetlonego mocnym reflektorem w jaskrawym mundurze Picarda.

Ale postać Guinan, wchodząc na mostek, nagle zanika w mroku i obserwujemy jej nieomal niewidzialne przemieszczanie się w stronę kapitana. To ważny i konsekwentny pomysł oświetleniowy. Guinan jako istota specjalna w tej opowieści, wyczuwająca oba światy: ten beżowy rozświetlony z normalnej linii czasowej ENT-D oraz ten mroczny czerwono niebieski z prześwietlonymi nieomal twarzami (ENT-D w linii alternatywnej) jest elementem neutralnym. To kobieta pokazana w świetle zastanym. Na jej twarzy odbija się światło otoczenia. Nie ma „swojego światła”. Widać ją szarą w półmroku na dziesiątym dziobowym. W ciemności mostka ciemną i niewidoczną a rozświetloną wtedy, gdy odbija się na nią światło postaci stojącej koło niej.

Ten fantastyczny pomysł działa tak dobrze, że pozwala nieco celowo schować tę charyzmatyczną aktorkę oraz jej mocną postać. I dać pola postaciom drugiego planu. Ale jak się dobrze przyjrzeć, to całość odcinka to podróż Guinan - a kolejne rozmowy z poszczególnymi postaciami to kamienie milowe fabuły.

Pierwsza to ta z Picardem, gdy mówi mu ona o swoim przeczuciu. Że nie tak powinno być. To uruchamia cały łańcuch zdarzeń: to przekonuje Picarda do tego, że 125 osób załogi Ent-C trzeba wypchnąć na śmierć w szczelinę nawet mimo obiekcji własnych oficerów. Picard dopnie swego i zmanipuluje kapitan Garrett tak, że ta niejako sama podejmie decyzję o samobójczej misji powrotnej.

Równolegle pojawia się postać Tashy fantastycznie pokazanej w otoczeniu starej miłostki czyli Daty oraz w obliczu zauroczenia wobec sternika Castillo. Jak tam dobrze są napisane dialogi i jaka jest świetna chemia - to opowieść na cały kolejny esej.

Kolejny kluczowy dialog to, gdy Guinan przekonuje Tashę, która też i sama z siebie coś przeczuwała, że nie jest tak jak trzeba. Że Tashy nie powinno tu być.

Mamy zatem sekwencję kilku scen z fantastycznie napisanymi dialogami. Każda pokazana inaczej. Ustawienia kamer, montaż podkreślają nastrój dialogów. Ostre cięcia i częste zmiany ujęć przy sporze lub długie łzawe melodramatyczne zbliżenie z rozmyciem tła przy scenie pocałunku. Warto zwrócić uwagę na to jak filmowo zrealizowane są tu sceny.

W międzyczasie Garrett ginie a Castillo przejmuje rolę kapitana i podejmuje się kontynuacji misji samobójczej. To kolejna fantastycznie przedstawiona scena. On wchodzi do małego pomieszczenia z ogromnym szklistym stołem. Widzimy odwrócone oblicze, by następnie kamera ruchem w górę pokazała jego dramatyczny występ w kontrujęciu do grupy przybliżonych do siebie osób, nieomal wbitych z wrażenia. Efekt dramatyzmu jest ogromny. Castillo rozsadza ekran. A to nie koniec emocji odcinka.

Tak oto dochodzimy do kluczowej, najmocniejszej kulminacyjnej sceny. Tasha po rozmowie z Guinan, po własnych przeczuciach i z silnym uczuciem do Castillo decyduje się wystąpić o zgodę na transfer. Idzie do Picarda.

Twarz Tashy i kapitana są oświetlone w kontrastowym podzieleniu. Poł twarzy ginie w mroku, pół w pełnej jasności. Dualizm sytuacji i decyzja o likwidacji rozdwojenia linii czasowej jest wprost wymalowana na ich twarzach. Tu nagle nie ma wyszukanych ujęć kamery ani choreografii aktorów. Proste ujęcia portretowe wprost. Tu grają aktorzy. Ich mimika i dialog oraz jedyny raz w tym odcinku połowiczne oświetlenie twarzy. Działa tak, że ciary idą.

Tasha mówi do Picarda.

- Chcę, aby moja śmierć miała znaczenie.

- Poruczniku, ... udzielam zgody.

- Dziękuję kapitanie.

Potem jest już katharsis. Wszystko musi się ziścić, fatum dopełnić, opowieść sklamrować. I precyzja tej filmowej opowieści jest niezwykła.

Widzimy walczący Enterprise C z Tashą i Castillo. Następuje wybuch i w kadrze pojawia się ogień. To pierwsza klamra do sceny z początku odcinka. Potem następuje zamknięcie linii czasowej i widzimy drugą klamrę. Następują scena jasnego i beżowego od wykładzin dywanowych Enterprise z kapitanem w zwykłym mundurze bez metalowego pasa. I aby wszystkie klamry wizualne i fabularne odcinka w stosownej kolejności się zamknęły, finał przenosi nas na Dziesiąty Dziobowy. Ponownie do stolika. Tym razem Guinan prosi Geordiego, by opowiedział jej o Tashy Yar.

Sekwencja kaskady klamr fabularnych i wizualnych, która jak łupiny cebuli otaczają scenę o połowicznie oświetlonych twarzach Tashy i Picarda, jest majstersztykiem konstrukcji. Ogromnym i konsekwentnym wysiłkiem całej ekipy od oświetlenia przez kostiumy, dekoracje, dźwięk i charakteryzację, na pracy kamery i montażu kończąc.

Taka precyzję miał ale później (może się inspirował) Nolan w filmie Memento, gdzie bawił się w podobny łupinowy sposób ale barwą (sceny w kolorze kontra czarno-białe, na dwóch osiach czasu, wokoło jednej sceny kulminacyjnej, gdzie bez montażowego cięcia świat bohatera na oczach widza zmienia barwy i rozpoczyna to zamykanie klamr narracji).

Ile razy oglądam ten odcinek, widzę w nim kolejne niezwykle ciekawej detale. Teraz zauważyłem, że to tu chyba pada pierwszy raz słowo Archer z ust Wesa, gdy obiera kurs na Archer IV. Zatem po soku z ... suszonych śliwek jest tu i drugi akcent humorystyczny. Ojcem chrzestnym imienia Archer jest zatem młody Crusher, co na swój przekorny sposób może wiele tłumaczyć.

Jeśli kogoś jeszcze nie przekonał się do TNG to zachęcam - a ten odcinek polecam nomen omen w ciemno.

***

Autor: Krogulec, 20.01.2025, Discord Star Trek

Obejrzałem i wydaje mi się, że mało w tym odcinku jest kontrowersyjnego materiału.

Flota, którą obserwujemy, ewidentnie nie jest Flotą Gwiezdną, którą znamy z naszej głównej linii czasowej tylko zmilitaryzowaną siłą. W tych okolicznościach nie wydaje mi się dziwne, że Picard ma prawo wymagać w realiach wojennych poświęcenia ~150 osób dla szansy na uratowanie 40 miliardów ofiar wojny, które są wspomniane. Poniekąd stawia zresztą na szali także i swoją egzystencję, bo zmiana linii czasowej to także rodzaj śmierci dla wszystkich innych i kasacja ich życia. Tylko jakiś skrajny antyutylitarysta, wierzący że życie jednostki jest równe życia miliarda, mógłby mieć tu jakieś zastrzeżenia. Wyobrażam sobie, że także główny Picard podjąłby podobną decyzję i niekoniecznie musiałoby się to odbyć w warunkach wojennych. Rodzaj poświęcenia za swój gatunek jest wpisany w rodzaj etyki zawodowej na takich stanowiskach dowódczych, jak kapitan Gwiezdnej Floty.

Jedyną kontrowersją jest tu z mojej perspektywy kwestia dowodów. Wszystko, co Picard ma, to przeczucie Guinan. Wiemy oczywiście, że jej status w uniwersum jest pokroju półboga i Picard też szanuje jej zdanie... Ale tu można się spierać, czy przy absolutnym braku twardych dowodów samo odczucie Guinan jest wystarczającym argumentem do rzucania potencjalnie życia wszystkich na szali.

Błędem scenariuszowym jest też odesłanie Tashy na tamten okręt, czym przecież mogli zmienić linię czasową, a czego cały czas tak bardzo się bali... Ewidentnie jest tu przewaga "naprawmy koniec Tashy, bo słabo zginęła w serialu i dajmy jej fajniejszy finał" nad sensem wewnątrz świata przedstawionego. (...) I widać, że właśnie zrobienie jej "fajniejszego" finału na śmierć, przesłoniło tu scenarzystom bezsens tego zabiegu scenariuszowego. Mogli ją zostawić, żeby zniknęła i tyle, też byłaby dramaturgia. Ale uznali, że w ten sposób będzie bardziej spektakularnie.

(...) To jest topowy odcinek. Oglądam go w przerwie Voyagera i szczerze chyba cały Voyager nie ma porównywalnie dobrego odcinka.

***

Autor: Karol Kobos (Roody102), 2003-11-18

TNG w najlepszym wydaniu! Krótki, zwarty epizod w pełni wykorzystujący dane mu pięćdziesiąt minut. Bitwa, trudna decyzja i do tego bohaterowie pokazani w innym niż zwykle świetle.

Jeśli musiałbym postawić jakiś zarzut TNG, to z perspektyw wielu lat obcowania z załogą Enterprise D i E powiedziałbym, że dopiero w pełnometrażowych filmach wszystkie postacie zyskały głębsze portrety psychologiczne. W serialu były one, co tu kryć, dość płaskie. No, może z wyjątkiem Daty i Worfa, których perypetie są pokazane dość szczegółowo. Tym ciekawszy jest więc epizod, który pozwala nam zobaczyć alternatywną wersję rzeczywistości, gdzie Federacja toczy długą wojnę. Wojnę, która wyniszcza nawet kapitana Picarda.

Kapitan nie jest tym spokojnym, opanowanym, otwartym na pomysły, erudytą. Nie ma raczej czasu na czytanie Szekspira ani na tak częste w jego zwykłym wcieleniu hamletyzowanie.Musi decydować od razu, dlatego ostrym tonem odrzuca sugestie Pierwszego, szybko kończy odprawy i nie przebiera w słowach. Dostaje się nawet Guinan - zapytana, skąd wie, że ta wersja rzeczywistości nie jest właściwa, odpowiada, że po prostu wie. Picard krzyczy: "Not good, enough, damn it, not good enough!". Takiego kapitana spotkamy później w "Pierwszym kontakcie", gdy będzie chciał za wszelką cenę pokonać Borg. Cechy, które w zwykłych warunkach czynią z niego idealnego kapitana - otwartość, przenikliwość, opanowanie - tu stoją w konflikcie z oczekiwaniami, jakie spełniać musi dowódca na pierwszej linii frontu - zdecydowaniem, uporem, szybkością. Picard ma więc okazję pokazać, że, pardon, nie brak mu jaj!

Ale nie staje się przy tym bezmyślnym, upartym kowbojem. Nadal ufa Guinan, nawet jeśli nie do końca ją rozumie. I przez krótką chwilę waha się czy wysłać załogę Enterprise C na pewną śmierć. Liczenie się z każdym życiem to słabość u dowódcy okrętu wojennego. Tą słabość nie raz będą próbowali wykorzystać przeciwnicy kapitana. Tym razem z odpowiedzialności zwolni go kapitan Garrett, która sama podejmie decyzję o powrocie. Konto Picarda pozostanie czyste.

Dla widza, który nie zna zwyczajnego kapitana, zmiany będą niezauważalne a epizod będzie dość przeciętny, choć nie można mu odmówić tempa. Za to fana dopieści jeszcze innymi smaczkami - drobnymi zmianami w mundurach, w wyglądzie Enterprise czy "military log, combat date" zamiast rutynowych wpisów do dziennika. Jedna rzecz mnie zastanawia. Gdy wszystko wraca do normy, Guinan prosi LaForge'a, by opowiedział jej o Tashy. Skoro jednak Yar zginęła 22 lata temu na Narenda III, to nie mogła przecież później służyć na Enterpise D i zginąć na Vagra II. A może mogła? Nie wiem - to są rozważania na bardzo grząskim gruncie mechaniki temporalnej, a ja się zrywałem z tych wykładów w Akademii Floty 😉

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v