Startrek.pl

USS Phoenix

Balance of Terror

Opis

Pierwsze pojawienie się Romulan. Romulański okręt wojenny narusza Strefę Neutralną i rozpoczyna systematyczne niszczenie celów federacyjnych.

Enterprise rusza na spotkanie, by zapobiec wojnie. To, co odkrywają w trakcie misji, może jednak zagrozić podstawom istnienia Federacji.

Polski tytuł: Starcie / Równowaga strachu

Zwiastuny

Playlista

Recenzje

Autor: Fluor, 29.12.2021, Pierwsza Dyrektywa Fluora FB, reblog

Miłość i wojna

TOS: Balance of Terror

Gwiezdna Flota wchodzi w starcie z nieznanym przeciwnikiem. Od razu padają podejrzenia, że może chodzić o Romulan - izolacjonistyczne państwo, o którym wiadomo bardzo niewiele.

Zjednoczona Ziemia toczyła z nimi długą i wyniszczającą wojnę. Straty po obu stronach były tak dewastujące, że pamięć o nich jest wciąż żywa, nawet sto lat po wygaszeniu konfliktu. Jakieś skojarzenia z trwającą w latach 60. zimną wojną?

Strach przed nieprzyjacielem jest namacalny – gdy pan Stiles rzuca sugestię, że na pokładzie Enterprise mogą znajdować się romulańscy szpiedzy, Sulu od razu go popiera. Kapitan Kirk nie ma wyjścia i musi ogłosić szczególne środki bezpieczeństwa na pokładzie.

Okręt przeciwnika jest niewidzialny dla sensorów dzięki specjalnej technologii maskowania. Ten wynalazek zrobi prawdziwą furorę w trekowym kanonie i wejdzie do powszechnego użytku u Klingonów i Romulan. Tutaj pojawia się po raz pierwszy i w niedoskonałej formie.

Co prawda Romulanie są niewidzialni, ale oni także nie są w stanie dojrzeć Enterprise. Powoduje to, że obserwujemy starcie przypominające polowanie na okręt podwodny. Enterprise oddaje salwy "na oślep", starając się wstrzelić w przyczajonego wroga. Z kolei Romulanie uderzają precyzyjnie, ale dość rzadko, jakby torpedowali przeciwnika.

Mamy też scenę, w której obie załogi w zupełnej ciszy starają się wychwycić echo drugiej strony. Może nie jestem orłem z fizyki, ale o ile taka cisza na pokładzie ma sens pod wodą, tak w kosmosie próżnia nie powinna przewodzić dźwięku, więc to trochę bez sensu. Ale potencjał dramatyczny jest, więc kupuję tak czy siak. 🤷

Uwielbiam moment, w którym okazuje się, że Spock wygląda bardzo podobnie do Romulan. To niezręczny moment dla Kirka jak i całej załogi. Pan Stiles już zaciera ręce, udało się znaleźć podejrzanego "szpiega". Kirk szybko i zdecydowanie ucina te spekulacje. Nie jest w stanie wyjaśnić podobieństwa Wolkan i Romulan, ale bezgranicznie ufa swojemu pierwszemu oficerowi.

Jeszcze parę słów o romulańskiej załodze. Koloth, Kang, Kor, Krell... Gdy Klingoni są antagonistami, z dumą obwieszczają swoje imiona. Jednak z Romulanami jest zupełnie inaczej – romulański dowódca grany przez Marka Lenarda nigdy nie podał swojego imienia. Gdy poznamy romulańską kapitan w "Enterprise Incident", sytuacja będzie bardzo podobna. Słudzy pretora zachowują dyskrecję podczas walki, poznajemy tylko ich rangi.

W całym odcinku obserwujemy sporo scen pokazujących personel z niższych pokładów Enterprise. Technicy w strojach roboczych, obsada pokładu działowego... Niedoszła panna młoda kieruje ostrzałem fazerowym w kierunku nieprzyjaciela. Widzimy współpracę załogi oraz wagę kapitańskiej odpowiedzialności, w końcu od jego opanowania i sprytu zależą życia tych wszystkich osób.

Romulański dowódca jest postacią tragiczną. Stara się uczciwie wykonywać rozkazy związane z testami nowej broni przeciwko Federacji. Powodzenie tej misji da argumenty "jastrzębiom" do rozpętania kolejnej, krwawej wojny z Ziemią. Porażka wstrzyma wybuch wojny, ale będzie oznaczała dla jego całej załogi śmierć.

W gruncie rzeczy Kirk i romulański kapitan to zaciekli wrogowie tylko z powodu fatalnych okoliczności, które sprawiły że cele ich misji są nie do pogodzenia. Sam Romulanin to przyznaje przed śmiercią, wyrażając słowa uznania dla godnego przeciwnika.

PS

Ciekawostka: beta-kanon daje dowódcy imię Keras, to jest Sarek pisane od końca. 🙂 Mark Lenard grał także ojca Spocka.

Jest niesamowite, że w tak prostej historii wojennej (napadamy na Federację i uciekamy) zawarto takie dylematy i to po stronie tego strasznego wroga. Wiele późniejszych Treków nie będzie się bawiło w tego rodzaju subtelności.

***

Autor: vieux_nouvea

Balance of Terror (BoT) – czyli zimnowojenne reminiscencje w XXIII wieku

Moim skromnym zdaniem, opisywany epizod pierwszej serii The Original Series jest bardzo ważny dla kształtowania się uniwersum Star Treka. Wszystkie kolejne odcinki i filmy, w których była mowa o Romulanach, a w szczególności o ich stosunku do cywilizacji na Ziemi, muszą w jakimś stopniu odnosić się do tego, co zostało powiedziane w omawianym odcinku.

Na wstępie kilka słów rzec należy o tym, co dzieje się w omawianym odcinku. Otóż, jak dowiadujemy się na lekcjach z historii Federacji, w połowie XXIII wieku po około stuletnim okresie izolacji i zapomnienia Imperium Romulańskie przypomniało Federacji o swym istnieniu. Wszystko rozpoczęło się od niepokojących raportów, które docierały do Gwiezdnej Floty, dowództwo postanowiło wysłać okręt aby zbadał sprawę.

Jako że USS Enterprise był najbliżej, został obarczony obowiązkiem udania się na pogranicze Strefy Neutralnej, by potwierdzić niejasne meldunki. Na miejscu okazało się, że nieznany okręt niszczy kolejne federacyjne bazy obserwacyjne. Nie trzeba było długo czekać, aby przekonać się, iż napastnikiem jest romulański Bird of Prey. Dowództwo USS Enterprise zostało postawione przed trudnym zadaniem odgadnięcia zamiarów drugiej strony oraz powzięcia działań pozwalających uniknąć katastrofalnych konsekwencji naruszenia Strefy Neutralnej przez jakąkolwiek ze stron.

Zamierzam skupić się na kilku interesujących mnie zagadnieniach. Jestem przekonany, że Balance of Terror odczytać można jako dyskusję o społeczno – politycznej rzeczywistości zimnej wojny. Z tym, że wyścig zbrojeń został zastąpiony całkowitą izolacją dawnego przeciwnika, myślę, że można powiedzieć – wyparciem wroga z pola możliwych kontaktów. Neutral Zone to taka żelazna kurtyna XXIII wieku. Ponadto, poświęcę nieco miejsca wskazaniu pewnych, swoistych dla lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, sposobach prezentowania płci. Na zakończenie zwrócę uwagę na sposób przedstawienia walki w kosmosie. Rozpocznę jednak od tego, co widz zawdzięcza umieszczeniu Romulan w epizodzie.

Owa izolacja i brak kontaktów owocuje demonizacją wroga, który po stuletniej nieobecności staje się niemal mitycznym napastnikiem zdolnym jedynie do mordowania. Romulanin jawi się jako bezwzględny agresor, do którego należy strzelać a dopiero potem zadawać pytania. Fakt, że jest to rasa, z którą walczono, a której przedstawicieli nigdy dotąd nie widziano, pozwala wprowadzić do odcinka wątek, po pierwsze kompletnej niepewności, co do tego, co zrobią "Oni", po drugie możliwego szpiegostwa. Fizyczne podobieństwo Romulan do Wolkan pozwala Spockowi wysnuć wniosek o możliwej wspólnej historii gatunków (nie będę tu wchodził w sprawy wspólnego pochodzenia tych dwu cywilizacji), który przekłada się na decyzję o bezceremonialnym zniszczeniu agresora. Ale także podsyca podejrzenia o szpiegostwo oraz jest, w mojej opinii doskonałą ilustracją mechanizmu budowania rasistowskich uczuć opartych, jak to często bywa, na nieznajomości tego, co obce oraz strachu przez nieznanym.

Z drugiej strony, za co chwała twórcom Star Treka, w tych kilku krótkich scenach pokazujących Romulan, zostali oni pięknie nam "namalowani", jako gatunek, wśród którego także są wybitne jednostki – takie Kirki z Iowa na Romulusie. W pełni świadomi konsekwencji polityki Imperium i pamiętający konsekwencje wojny sprzed stu lat, co pięknie oddaje znakomity cytat: "Our gift to homeland – another war."

Tym, co chyba najbardziej cenię w BoT, jest przedstawienie Romulan i ich dowódcy jako godnego gracza, a nie jedynie blade odbicie Kirka i jego załogi. Załoga Bird of Prey jest karna, ale nie do końca, są w śród niej mierni lizusi o ograniczonych zdolnościach oraz dużych "plecach", podobnie jak nasz ksenofob, który wszędzie widzi szpiegów, a Spocka skłonny jest uważać za Romulanina. Są także oficerowie wybitni, a dowódca... Został przedstawiony jako postać tragiczna i to nie na siłę, a na tyle na ile można kogoś w jednej scenie namalować, jako jednostkę rozdartą między dwoma wykluczającymi się powinnościami – lojalności wobec przełożonych, a lojalnością, którą można nazwać poczuciem powinności wobec cywilizacji, kultury, ojczyzny, jako wartości nadrzędnej wobec obranej przez władze polityki.

Pojawia się niewypowiedziane pytanie – Czy konfrontacja jest nieunikniona dla zachowania kultury, cywilizacji? Czy możliwe jest pokojowe współżycie? Wszystkie dylematy romulańskiego dowódcy pozostawiają otwartą kwestią to, czy ostateczny atak na rzekomo unieruchomiony eksplozją jądrową Enterprise nie były wyrafinowanym samobójstwem – "Centurion I find myself wishing for destruction before we can return".

Bez względu na to, czy zniszczenie Bird of Prey było wyrafinowanym samobójstwem dowódcy, czy też nie, to walka między oboma okrętami była wyrówna i dramatyczna.

Tym, co tutaj mnie zainteresowało był sposób przedstawienia kobiet służących na USS Enterprise. Otóż BoT podobnie jak przytłaczająca większość epizodów TOS w dość specyficzny sposób ukazuje przedstawicielki drugiej płci. Co jest, jak się zdaje, znakiem czasu, a mówiąc precyzyjnie, świetnie obrazuje relacje między płciami w okresie tworzenia TOS. Choć scenarzyści łamali stereotypy i powierzali odpowiedzialne role na okręcie kobietom i do tego czarnoskórym, to jednak reakcje kobiecej części załogi na zagrożenie i niebezpieczeństwo są stereotypowe, zgodne z patriarchalnym wyobrażeniem kobiety, jako strachliwej oraz płochej istoty, co znakomicie widać w dramatycznej chwili ucieczki Enterprise przed salwą oddaną w romulańskiego okrętu, kiedy to wystrachane kobiety na mostku kapitańskim tulą sie do twardych, bohaterskich mężczyzn.

Zanim jednak dochodzi do konfrontacji, to każda z załóg musi odnaleźć przeciwnika, aby mu umknąć bądź zaatakować. I tu w przeciwieństwie do późniejszych seriali bez względu na to czy okręt jest zamaskowany, czy też nie wytropienie go przez sensory nie jest proste. I właśnie tym, co urzeka w przedstawieniu walki, jest ukazanie jej jako zmagań między dwoma okrętami podwodnymi. Obaj kapitanowie muszą w dużej mierze polegać na intuicji oraz umiejętności przewidywania posunięć przeciwnika. Co pozwala budować głębię postaci, a nie zasłaniać się dopracowanymi efektami specjalnymi, poza którymi słychać jedynie komendy "fire" oraz odgłosy detonacji w próżni (co jest ciekawą koncepcją scenarzystów, prawdopodobnie pozbawionych głębszej wiedzy z zakresu podstaw fizyki). Płynie stąd taki wniosek, że ograniczony budżet jest impulsem do wysilenia wyobraźni oraz tworzenia ciekawych scenariuszy.

Przedstawiłem jedynie szczyptę zagadnień, które poruszyły mnie podczas oglądania odcinka, a jest wiele innych kwestii, które równie silnie prowokują do interesujących przemyśleń, więc nie trzeba pisać, że odcinek jest warto obejrzenia. Nie tylko dla każdego, kto interesuje się Star Trekiem, ale także tym, co myślało i czuło wielu Amerykanów w latach sześćdziesiątych. BoT, pokazując wiek XXIII, mówi wiele o latach sześćdziesiątych wieku XX - z tej przyczyny jest dla mnie ważny, wysiłki scenarzystów sprawiły, iż jest też interesujący sam w sobie.

 

Cytaty

Kirk: Leave bigotry in your quarters, there's no room for it on the bridge.

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v