Startrek.pl

USS Phoenix

Star Trek: Sekcja 31 to raczej jakaś farsa

Autor: Mariusz Karolak, 5.02.2025

Cieszy mnie fakt, że powstał kolejny film osadzony w uniwersum Star Treka. Cieszy mnie również fakt, że nie jest to kontynuacja serii trzech filmów J.J. Abramsa z drugiej dekady naszego stulecia, za którymi, ogólnie mówiąc, szczególnie nie przepadam jako wieloletni fan tej serii. Smuci mnie natomiast, że nie jest to film np. z załogą znaną z seriali “The Next Generations”, “Deep Space Nine” czy “Voyager”, ale już dawno pogodziłem się z tym, że po prostu to się nigdy nie wydarzy.

Upłynęło już chyba zdecydowanie zbyt wiele czasu, by fani Star Treka doczekali się pełnometrażowych filmów z bohaterami znanymi z tych trzech seriali z lat 90. zeszłego stulecia. Plus taki, że czasami niektóre z tych postaci pojawiają się epizodycznie w nowych trekowych produkcjach, jak np. hologram kapitan Janeway w dedykowanym głównie młodemu pokoleniu animowanym serialu “Prodigy”, czy Tom Paris w “Lower Decks”, nie wspominając już o załodze USS Enterprise-D w serialu “Picard”.

Film o Sekcji 31, która w uniwersum trekowym pojawiła się stosunkowo niedawno, bo dopiero w 1998 roku w przedostatnim sezonie serialu “Deep Space Nine”, jest już czternastą produkcją pełnometrażową z tej serii. Dotychczas najwięcej informacji o funkcjonowaniu i działalności grupy zwanej Sekcją 31 fani mieli możliwość poznać w serialu “Discovery”. Ciekawy wątek o tej organizacji był też w serialu “Enterprise”, gdzie członkiem Sekcji 31 okazała się kluczowa postać z obsady mostka na pokładzie okrętu, którym dowodził kapitan Jonathan Archer. Czym w zasadzie jest Sekcja 31? Początkowo trekowi twórcy ukazywali tę organizację jako niezależną od Gwiezdnej Floty instytucję stworzoną przez Zjednoczoną Federację Planet i działającą na jej zlecenie. Jest to organizacja tajna, pełniąca funkcję wywiadowczą, obronną i działająca wielokrotnie poza dyrektywami Gwiezdnej Floty, mająca też możliwość odbywania misji temporalnych.

Ostatnie produkcje trekowe bardzo odbiegają od tych tworzonych we wcześniejszych dekadach. Jest w nich zdecydowanie więcej akcji, emocji, akcentów na inkluzywność. Technicznie są oczywiście też na wyższym poziomie, jeśli chodzi o efekty specjalne, dominują kontrasty, np. ciemne wnętrza rozjaśniane są jaskrawym oświetleniem. Jest tak w zasadzie od czasu zakończenia emisji serialu “Enterprise” w 2005. Każda kolejna produkcja ma już nieco inny charakter niż chociażby Treki tworzone jeszcze w latach 90. XX wieku. Czy to się podoba starszym wiekiem fanom Star Treka czy nie, nie mają już na to wpływu i po prostu należy to zaakceptować, pogodzić się z faktem, że wszystko wokół nas się zmienia. Zmiany dotyczą naszego rzeczywistego życia, a co za tym idzie, sposobu dostarczania rozrywki i przekazywanych fanom treści. Fani też się zmieniają, zachodzi zmiana pokoleniowa, starszych wiekiem fanów zastępują młodsze pokolenia i trzeba mieć tego świadomość, że to co aplikowano trekerom jeszcze dwadzieścia, trzydzieści, czy czterdzieści lat temu - nowemu pokoleniu może się wydawać mocno nieatrakcyjne. Podobnie mogło być, kiedy kapitana Kirka zastąpił pod koniec lat 80. XX wieku kapitan Jean-Luc Picard z nową załogą, nowymi mundurami i wszystkim innym zupełnie nowym, nawet Klingonami. Pokolenie osób urodzonych w latach 80. i na początku lat 90. mogło być zafascynowane nowymi Trekami, jak wspomniane już seriale “The Next Generations”, “Deep Space Nine” czy “Voyager. Ci, co urodzili się wcześniej, co pamiętali jeszcze czasy II wojny światowej, albo urodzili się w okresie wojny w Wietnamie i Korei, mogli na Picarda, Sisko i Janeway patrzyć bardzo krytycznie wtedy. Teraz zachodzi kolejna zmiana pokoleniowa. Film “Sekcja 31” jest tego dowodem i sądząc po ostatnich deklaracjach twórców, należy przygotować się na kontynuację tego rodzaju Treków.

Ogólnie, jako film fabularny mający dać widzowi rozrywkę, “Sekcja 31” jest produkcją słabą dla fana gatunku sci-fi. W zasadzie nie wnosi nic nowego do gatunku, a powiela już znane ogólnie schematy. Jest to jakby kompilacja różnych scen i trików znanych z szeroko rozumianej popkultury osadzona w uniwersum Star Treka. Film można zakwalifikować jako produkcję komediową stanowiącą połączenie filmu akcji i sci-fi.

Akcja filmu skupia się w zasadzie na działaniach jednego bohatera, a jest nim Philippa Georgiou, dawna Cesarzowa Imperium Terrańskiego, niegdyś też kapitan okrętu Gwiezdnej Floty USS Shenzhou. Fani Star Treka zetknęli się z tą postacią po raz pierwszy w serialu “Discovery”. Film stanowi zatem jakby kontynuację losów tej nieprzewidywalnej osoby. Philippa w tym filmie ukrywa się, stosując też pseudonim Madame Veronique du Franc.

Raczej nie jest to film o samej Sekcji 31. Już w pierwszych ujęciach widz ma przed sobą nastoletnią Philippę Georgiou, która dokonuje pierwszych mordów, by objąć władzę w Imperium Terrańskim. Później również niemal wszystko jest skupione wokół Philippy. Natomiast sama Sekcja 31 stanowi jakby dodatek, uzupełnienie do działań tej konkretnej postaci. Można porównać ten cały układ do przygód Frodo Bagginsa i tzw. drużyny pierścienia. Tylko że w omawianym Star Treku ów Frodo, jako Philippa, jest postacią zdecydowanie bardziej charyzmatyczną i pewną siebie, a trekowa drużyna pierścienia (czyli Sekcja 31) to - delikatnie mówiąc - idioci i półgłówki, którym powierzono misję ratowania wszechświata w ograniczonym czasie wynoszącym zaledwie jedną dobę. Także tytuł nowego Treka jest zupełnie źle dobrany. Lepiej by było nazwać tę produkcję np. "Star Trek: Georgiou" albo "Star Trek: Terranie". Tyle, że wówczas marketingowo produkcja mogłaby się gorzej sprzedawać, a twórcom chodzi przecież także o zarabianiu na produkcie, który stworzyli.

W filmie “Sekcja 31” występuje sporo nawiązań do innych produkcji sci-fi. Już pierwsze sceny na piaszczystej planecie w równoległym wszechświecie terrańskim nieco przypominają znaną fanom uniwersum “Diuny” planetę Arrakis czy planetę Tatooine z uniwersum “Gwiezdych Wojen”, na której wychowywał się słynny Luke Skywalker. Ta terrańska bezimienna piaszczysta planeta jest rodzinnym domem Philippy Georgiou, która - jak się okazuje - podobnie, jak młody Luke Skywalker, też nie miała łatwego życia i musiała podejmować trudne wybory. Na tą terrańską planetę teleportują się później zbrojne oddziały Terran, co może budzić skojarzenia z inwazją Harkonnenów na Arrakis czy desant białych szturmowców Imperium Galaktycznego z “Gwiezdnych Wojen”.

Podobieństw do innych produkcji można znaleźć znacznie więcej. Na stacji kosmicznej Baraam, położonej już poza obszarem Zjednoczonej Federacji Planet, trwa występ artystyczny w lokalu, który można by określić spokojnie jako nocny klub. Występująca tam śpiewaczka przypomina nieco divę Plavalagunę znaną z filmu “Piąty Element” z 1997 roku. Podczas występu tej operowej artystki dochodzi do scen walki i podobnie jest przecież w filmie “Sekcja 31”.

Na początku filmu “Sekcja 31” widz staje się jakby graczem komputerowym. Ma przed sobą cyfrową kartę postaci z osobą Philippy Georgiou, jej dossier z utajnionymi danymi. To jest zapewne ukłon twórców filmu wobec osób, które nie znają zupełnie Star Treka i nie wiedzą, kim jest ta postać. Zapewne w ten prosty i szybki sposób starano się przybliżyć im głównego bohatera filmu. Generalnie po tych kilku ujęciach widz może poczuć się, jakby to on miał przydzieloną misję w grze komputerowej. Tutaj nasuwa się porównanie do serialu „Halo” z lat 2022-2024, gdzie czasami tak właśnie prezentowane były na dużych ekranach czy wizjerach w hełmach noszonych przez Spartan informacje dotyczące poszczególnych misji i celów.

Wspomniana już wcześniej trekowa "drużyna pierścienia", czyli kilkuosobowy oddział Sekcji 31, to zbieranina postaci różnych ras. Każdy w oddziale ma jakąś cechę wyróżniającą, przydatną dla Sekcji 31, ale nie są to istoty idealne, mają swoje słabości. Oddział nosi nazwę Alfa, a w jednym z ujęć widz dowiaduje się, że takich oddziałów jest cztery i noszą nazwy: Alfa, Beta, Gamma, Delta (zupełnie jak nazwy kwadrantów znanych Gwiezdnej Flocie i to raczej nie jest przypadek). Szefem drużyny Alfa jest Alok Sahar, mężczyzna ciemnoskóry, który ma za sobą wiele lat życia. W drużynie jest też przedstawiciel Gwiezdnej Floty będący kobietą, która to później zostaje kapitanem USS Enterprise-C. Jest też Deltanka, co dla fanów Star Treka może być pozytywnym zaskoczeniem, ponieważ tej rasy w dotychczasowych serialach trekowych było raczej mało i głównie jacyś jej reprezentanci pojawiali się w filmach jako postacie drugo- lub trzecioplanowe. Cóż, niestety "w temacie" rasy Deltan nihil novi… Pozostali członkowie drużyny to dosyć komiczne postacie, które niekoniecznie charakteryzują się wybitnym poziomem inteligencji. Trochę trudno pojąć, jak to możliwe, że potężna sztuczna inteligencja zwana Kontrolą zleciła misję tej zbieraninie istot i drużyna Alfa w ciągu doby ma uratować różne światy i galaktyki, a daje się zdemaskować już przy pierwszej okazji… Opisywanie reszty członków tej zacnej ekipy raczej nie ma większego sensu. Sporym zaskoczeniem jest regularnie śmiejący się Wolkanin i można wysunąć tezę, że nie jest to coś, co starsi wiekiem fani Star Treka chcieliby oglądać w przyszłych produkcjach. Cała ta Sekcja 31 zupełnie nie przypomina szpiegów i dywersantów znanych z wcześniejszych Treków, a nasuwa skojarzenia raczej z marvelową ekipą “Strażników galaktyki”.

Kolejnym podobieństwem do “Gwiezdnych Wojen” jest chociażby scena wylotu przez wąski przesmyk z głębi jakiejś tajemniczej planety, na którą trafili członkowie drużyny Alfa i Philippa. Coś takiego chyba jako pierwszy wykonał Luke Skywalker właśnie w pierwszej trylogii “Gwiezdnych wojen”. Kolejna rzecz to walka wręcz Philippy o pewien artefakt z nieznanym (początkowo) osobnikiem. Tutaj, z uwagi na zastosowane pewne elementy i efekt ich działań, nasuwają się skojarzenia z treningiem znanym z filmu „Diuna” z 1984 roku, gdzie Kyle MacLachlan walczył z Patrickiem Stewartem, później znanym bardziej jako kapitan Jean-Luc Picard. Również wygląd postaci zwanej Dada Noe kojarzyć się może z Vladimirem Harkonnenem z wspomnianej pierwszej ekranizacji “Diuny”. Raczej nie przypadkowo twórcy filmu nadali temu bohaterowi ową nazwę, jeśli się weźmie pod uwagę, co on dostarczył na stację Baraam i jak interpretuje się biblijnego Noego czy matrixowego Neo, a także fakt, że słowo “dada” w niektórych językach oznacza “tata”, czyli “ojciec”, a interpretując to dalej - po prostu “stwórca”.

Sygnalizowana już uprzednio Kontrola znana jest fanom na pewno z serialu “Discovery”. Był tam poświęcony jej dosyć duży wątek. Tutaj w filmie Kontrola ma swój epizod, choć minimalny. W filmie nie występuje natomiast postać Michael Burnham, nikt o niej nawet nie wspomina, chociaż była głównym bohaterem serialu “Discovery”.

"Sekcja 31” wprowadza nowy rodzaj rasy, jaką są Nanokiny. Z filmu widz dowiaduje się, jakie możliwości mają przedstawiciele tego gatunku, do czego są zdolni, jak się rozmnażają i że żyją w związkach małżeńskich dwupłciowych. Fuzz, będący jednym z dwóch przedstawicieli tego gatunku ukazanych w filmie, jest postacią kontrowersyjną i obdarzoną sporym poczuciem humoru. Mając na uwadze jego rozmiary to też można wysunąć tezę, że pomysł zastosowany przez twórców filmu nie jest zbyt oryginalny, bo w szeroko rozumianej popkulturze znane są już produkcje fantazy oraz sci-fi, gdzie w jakiejś randomowej drużynie, której powierzana jest misja ratowania planety czy wszechświata, występuje tego typu postać, tzw. śmieszek. Na przykład w drużynie legendarnego He-Mana był to lewitujący magik Orko. Taki śmieszek zazwyczaj nie jest właśnie typowym mięśniakiem, a bardziej postacią mniejszych rozmiarów.

Dużym plusem filmu jest to, że postać Philippy Georgiou znana z serialu “Discovery” zupełnie niczym nie różni się od tej z filmu “Sekcja 31”. Philippa Georgiou zawłaszcza niemal całą uwagę widza. Michelle Yeoh ukazuje w tym filmie swój kunszt aktorski i to chyba największa wartość tego filmu. Na początku dominuje skóra i lateks, później aktorka popisuje się bardzo dobrą znajomością języka francuskiego (co raczej nie dziwi, bo jej autentyczny wybranek serca to były szef zespołu wyścigowego Ferrari w Formule 1, późniejszy prezydent Międzynarodowej Federacji Samochodowej i zarazem rodowity Francuz). Są również sceny walki wręcz z udziałem Michelle Yeoh, które widzowie serialu "Discovery" także mieli okazję poznać. Zdecydowanie to najlepsza postać aktorska w tym filmie.

Jeżeli już mowa o scenach bezpośredniej walki to można odnieść wrażenie, że dominują w filmie nie fazery czy ręczne dyzruptory, a miecze i sztylety. Choć w filmie nie występuje żaden Klingon, a wiadomo, że to właśnie oni preferują starcia wręcz. Można pomyśleć, że walka na miecze w “Sekcji 31” to kolejny ukłon w stronę “Gwiezdych Wojen”...

W najnowszej produkcji trekowej jest też gość używający egzoszkieletu. To też w sumie żadna nowość. Egzoszkielety pojawiają się w wielu produkcjach sci-fi, chociażby w marvelowej serii przygód o Iron-Manie, w filmie “Elizjum” z 2013 roku czy “Na skraju jutra” z 2014 roku. Zawsze jest to egzoszkielet bojowy. Także w Star Treku pojawia się egzoszkielet, chociażby w serialu “Discovery”. Zasadnicza różnica w egzoszkielecie używanym przez wspomnianą postać w filmie “Sekcja 31” polega jednak na tym, że tu człowiek został zespolony w jedno z bojowym egzoszkieletem. Coś jak Borg, choć tej rasy akurat w filmie “Sekcja 31” nie ma.

Z innych trekowych urządzeń należałoby wspomnieć o trikorderach, które niestety wyglądają w filmie nie jak te używane przez Gwiezdną Flotę, ale raczej przypominają stosowane przez nas współcześnie płaskie tablety i smarftony z wielkimi ekranami. Ale może po prostu Sekcja 31 w XXIV wieku korzysta z zupełnie innej technologii niż Gwiezdna Flota? Ogólnie technologii znanej z Treka w tym filmie nie jest zbyt wiele. Owszem jest opcja teleportacji i korzystają z niej też Terranie.

Coś, czego w Trekach dawniej raczej nie było, a co pojawia się od kilku lat coraz częściej i jest obecne też w filmie “Sekcja 31” to fakt, że wielkie statki kosmiczne są zarządzane w zasadzie przez jedną czy dwie osoby. Teoretycznie do pilotowania okrętu międzygwiezdnego z napędem warp (nie żadnego wahadłowca czy promu) wystarczy kapitan. To staje się standardem w Trekach, więc można przypuszczać, że kolejne seriale i filmy z tego uniwersum, jeśli powstaną, będą miały znacznie okrojoną załogę ograniczoną w zasadzie do kilku osób na mostku. Inżynierowie, mechanicy, medycy, personel ochrony i inni załoganci stają się zbędni w Star Treku.

Film “Sekcja 31” zupełnie nie wyjaśnia, kiedy powstała sama Sekcja 31 i jakie były jej początki. W zasadzie nie tłumaczy fanom nic, czego już by nie wiedzieli o tej organizacji z wcześniejszych produkcji. Wiadomo, że istnieje sztuczna inteligencja zwana Kontrolą, są kilkuosobowe drużyny i w działaniach nie przestrzegają dyrektyw Zjednoczonej Federacji Planet. To wszystko znane było już wcześniej. Zmarnowany został potencjał na ukazanie ciekawej opowieści o początkach Sekcji 31.

Najcenniejszą lekcją z tego filmu jest to, że widz - nawet jeśli nie jest fanem Star Treka - dowiaduje się, jak łatwo człowiek, nawet młody i niewinny, może dokonać tragicznych decyzji, które sprawią, że stanie się potem tyranem, mordercą i ludobójcą. Film “Sekcja 31” dosadnie wyjaśnia, jakie mechanizmy do tego prowadzą i jakie warunki muszą zostać stworzone, by zwykły człowiek był zdolny do wielokrotnych masowych mordów. Udowadnia też, że nawet będąc potworem, można kochać.

Jeżeli chodzi o umiejscowienie akcji tego filmu w trekowej chronologii to wydarzenia na stacji kosmicznej Baraam, która nota bene dysponuje napędem warp (sic!), rozgrywają się w dacie gwiezdnej 1292,4. Kiedy dokładnie? Trudno to ustalić… Według zdarzeń ukazanych w serialu “Discovery” Terranka Philippa Georgiou przybyła z równoległego wszechświata w roku 2257 i została zwerbowana przez Sekcję 31. W trzecim sezonie “Discovery” w dwuczęściowym odcinku pod tytułem “Terra Firma” nasza bohaterka trafia na planetę Dannus V i przechodzi przez portal temporalny. Zdarzenie to mogło mieć miejsce prawdopodobnie w 2258 roku. Na tej podstawie można wysunąć tezę, że akcja filmu “Sekcja 31” ma miejsce po roku 2258, czyli pod koniec XXIII wieku. Z kolei według chronologii znanej z serialu “The Next Generations” zdarzenia z filmu można osadzić w roku 2324, czyli dokładnie 40 lat przed incydentem na stacji Farpoint. Wówczas to, w 2364 roku, kapitan Jean-Luc Picard ze swoją załogą spotkał się po raz pierwszy z istotą zwaną Q. Według tej chronologii wydarzenia na stacji Baraam mają miejsce na początku XXIV wieku. Jest też możliwość, że może chodzić o końcówkę XXIII wieku, ponieważ trzeci odcinek serialu “Strange New Worlds” noszący tytuł “Ghosts of Illyria” jest oznaczony datą gwiezdną 1224,3 co daje rok ziemski 2259. To zagadnienie z pewnością będzie tematem wielu dyskusji wśród społeczności fanów Star Treka.

Znacznie łatwiej zlokalizować miejsce akcji. Na początku filmu stacja kosmiczna Baaram znajduje się poza granicami Zjednoczonej Federacji Planet, a w pobliżu niej zlokalizowane są planety noszące nazwy: Fesarius, Maxia, Antos, Hupyria V, Zaran, Argus, Madena. Najbliżej położoną stacją kosmiczną Gwiezdnej Floty jest ta oznaczona numerem 25.

Plusem filmu jest wspomnienie wątków znanych już z innych produkcji, m.in. Wojen Eugenicznych i augmentacji. Znalazło się też nawiązanie do osoby znanej dosyć słabo z wcześniejszych filmów i seriali, jaką jest kapitan Rachell Garrett, dowódca USS Enterprise-C, nazywana “goblinem chaosu”.

“Sekcja 31” to pierwszy film z uniwersum Star Treka, gdzie nie pojawia się żaden umundurowany załogant lub oficer Gwiezdnej Floty. Jeżeli jesteś zagorzałym fanem Star Treka i oczekujesz, że w tym nowym filmie zobaczysz jakieś ekstra fajne nowe statki kosmiczne to jesteś naiwniakiem. Nie ujrzysz tam też zasadniczo nic z Gwiezdnej Floty.

Warstwa muzyczna tego filmu to połączenie znanych już fanom akordów z wcześniejszych Treków przeplatanych współczesną muzyką popową. Choć zasadniczo muzyka w stylu Spice Girls absolutnie nie jest zła, to jednak nie powinna pojawiać się w Star Treku. Dużo lepsze były występy Vic'a Fontaine.

Reasumując: nowa produkcja trekowa zupełnie nic nie wnosi do świata Start Treka. Jest sporo akcji, scen walki, wybuchów, humorystyczne dialogi, pościgi, jednakże w zakresie efektów specjalnych to raczej bez szału, tzn. współczesny poziom Treków znany z „Star Trek: Discovery” został utrzymany. W warstwie dialogowej nie ma raczej nic nadzwyczajnego, niestety. Meh…

Do innych Treków wracam co jakiś czas, tutaj chyba nie będzie już powrotu. Obejrzałem go dwukrotnie w ciągu ostatnich dni i na tym się chyba zakończy. Zdecydowanie bardziej w gatunku trekowym moim zdaniem jest już świat ukazany w serialu „The Orville”. Tak, można zrobić Star Trek z humorem, ale zachowując pewne reguły wytworzonego przez poprzedników świata, tak popularnego wśród fanów na całej naszej planecie. Dowodem tego jest chociażby serial “Lower Decks”.

Ten film to duże rozczarowanie. Na portalu internetowym Filmweb wystawiłem ocenę 3/10, a tak nisko oceniłem chyba tylko kilka obejrzanych dotąd filmów. Jestem przekonany, że to mógł być naprawdę dobry film, gdyby został nakręcony tak ze 25 lat temu, kiedy Sekcja 31 była tajemniczą organizacją, gdy charakteryzowała się determinacją, przemocą i jednocześnie inteligencją. Ta współczesna Sekcja 31 to raczej jakaś farsa.

Za mało Treka w tym nowym Treku.

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v