Startrek.pl

USS Phoenix

Pen Pals

Opis

Data ściga się z czasem, aby uratować życie małej obcej dziewczynki na planecie zagrożonej zagładą.

Polski tytuł: Przyjaźń korespondencyjna

Zwiastuny

Recenzje

Pierwsza Dyrektywa leży i umiera w agonii przez 8 tygodni. Data robi się sentymentalny. Wesley uczy się rządzić. Jakieś randomowe planety ulegają zniszczeniu. Prócz jednej.

„O ku...a!” - takie były moje słowa gdzieś w okolicach 30 minuty epizodu. Bo to, co się działo przez ostatnie pół godziny na ekranie można by nazwać jednym słowem – równia pochyła. Ale zacznijmy od początku.

Załoga ma do wykonania ciekawą acz prostą misję. Przypominamy sobie, że Enterprise, to nie okręt wojenny, a głównie badawczy i eksploracyjny i właśnie teraz został wysłany z takim zadaniem. Ma obserwować zmiany geologiczne w pięciu blisko siebie położonych układach słonecznych, gdyż z niewyjaśnionych przyczyn dzieją się tam niepokojące zjawiska doprowadzające do destrukcji planet.

Podczas gdy załoga obserwuje planetarne zmiany, Picard relaksuje się w holodeku, jeżdżąc konno. I tutaj wielki plus, że pokazano kapitana jako zwykłego człowieka, który też lubi się relaksować, w dodatku ma niebanalne hobby. Rozumiem w pełni jego pasję, sama kiedyś dużo jeździłam konno, więc temat mi bliski :). Przy okazji w holodeku wywiązuje się dyskusja Picarda z Troi odnośnie zwierząt i jeździectwa. Dowiadujemy się, że Betazoidzi są w stanie odczytywać emocje zwierząt – podoba mi się to, bo pokazuje stosunek ucywilizowanych światów do innych stworzeń. Poznajemy też filozofię jeździectwa oczami Picarda – chodzi nie o to, aby okiełznać bestię, ale żeby nawiązać z nią kontakt, współpracować, bo jest przyjacielem, towarzyszem i wypełnia pustkę „o której nawet nie wiedzieliśmy, że istnieje”. Dobrze powiedziane, tylko czy holo-koń, który nie ma duszy i charakteru nadal podpada pod tę filozofię? Dowiadujemy się jeszcze, że Deanna miała kiedyś kociaka, ale jej matka za nim nie przepadała. Aha. Mam kolejny dobry powód, aby nigdy nie polubić Lwaxany.

Kapitan sobie dużo nie pojeździł, ledwie zdążył włożyć stopę w strzemię, zgłosił się do niego Riker. Okazuje się, że siły niszczące planety są niezwykle silne i Picard na mostku staje się świadkiem totalnej destrukcji kolejnego świata. Mamy zagadkę do rozwiązania, Number One.

I tutaj wkracza wątek B (tak, tak, jeszcze przed wątkiem A!), bo załoga rusza na naradę w sali obserwacyjnej odnośnie dalszych losów Wesa Crushera. Chcą mu powierzyć Bardzo Ważne Zadanie, które ma polegać na pierwszym samodzielnym dowództwie nad grupą naukowców badających przyczyny umierania planet. Opinie załogi są bardzo podzielone, nie mogą się zgodzić w kwestii Wesa. Mamy skrajne opinie, od: „to jeszcze chłopiec, przerośnie go to!” do: „dorasta już, da sobie radę!”. Decyzję podejmuje Riker – tak, Wesley poprowadzi zespół badawczy, damy mu szansę. Nieważne, że dzieciak nigdy nie został przyjęty do Akademii, ale i tak dają mu możliwość praktycznego sprawdzenia się w „zawodzie”, a to pewnie dlatego, że ma matkę oficera. Która jest, przypadkiem, przyjaciółką kapitana. Nepotyzm? 😉

Wyjaśnię coś w tym momencie. Pomimo wszelkiego wrogiego nastawienia fandomu, ja Wesa naprawdę lubię. Owszem, miał wiele głupich występków na koncie, ale to w sumie naprawdę utalentowany (nieco zbyt genialny jak na standardy ST 😉 ) młodzieniec. Ja mu tam zawsze kibicowałam. I tak było w tym przypadku. Prawda, ma dodatkowe wsparcie z tego względu, że „wkręcił się” w załogę dzięki swojej matce. Ale dlaczego nie wykorzystywać okazji? Ja trzymałam kciuki, aby mu się tym razem powiodło.

Wesley czuje się jeszcze trochę niepewnie i szuka porady u starszych przełożonych. Podoba mi się to, że wszyscy z sympatią do niego podchodzą i udzielają mu wsparcia (głównie psychicznego). To musi być dla chłopaka trudne, zwłaszcza że ma w drużynie prawdziwych oficerów po Akademii, bardziej doświadczonych i obytych w pracy na statku, w dodatku starszych od niego. Jeden to nawet jest dwa razy starszy. Trudno przy takim zespole zachować spokój, prawda? Nie dziwię się panice Wesa, kiedy miał do nich wkroczyć i porozdzielać zadania.
Podczas gdy Wesley zmaga się ze swoimi lękami odnośnie dowodzenia, Data realizuje swój własny projekt, dotyczący rekalibracji czujników, aby odbierały najsłabsze sygnały naturalne i sztuczne z pobliskich systemów planetarnych. Przy okazji robi na mostku taki bałagan, jak moi synowie w swoim pokoju.

Oj, i tutaj dostajemy pewien hint, prawie o wymiarze symbolicznym. Skoro Data potrafi zrobić taki bałagan na mostku, że trudno przejść i wszyscy się potykają, to zapewne tym bardziej potrafi zrobić bajzel na całym statku, którego nie jest w stanie opanować. No i się przepowiednia spełniła…

Wróćmy na chwilę do Wesleya, który spotyka swoich podwładnych i pracuje z nimi. W pewnym momencie ma opcję – albo dokładnie zgłębić analizę geologiczną, albo sobie odpuścić. Chorąży Davies, który wydaje się być…. hmm… bardzo pewny siebie, sugeruje Crusherowi, aby sobie odpuścił, bo to dodatkowe godziny pracy, a innym się nie chce 😉 I lepiej czasami robić rzeczy na odwal 😛 Wesley z początku się zgadza, ale idzie się poradzić Rikera, który, o dziwo, znajduje dla niego czas. Następuje poważna rozmowa odnośnie odpowiedzialności spoczywającej na dowódcy. Riker sprzedaje poradę, aby Wes zawsze pomyślał, co w tej sytuacji zrobiłby Picard. Och, czy to znaczy, że Picard jest nieomylny? Nie, ale naprawdę należy go brać za wzór do naśladowania. W sumie nawet dobrze, że Riker tylko o Picardzie wspomniał, bo co by było, gdyby dał do zrozumienia Wesowi, że powinien przypatrzeć się decyzjom wszystkim starszym oficerom na mostku, wliczając w to kapitana, Pierwszego i Datę? Rozumiecie? Datę. To by było w tym momencie tak śmieszne, że aż straszne :). Ale twórcy odcinka nam tego oszczędzili. I tu następuje piękna chwila, kiedy Wes podejmuje decyzję, że jednak przeprowadzi ten czasochłonny skan. Idzie z tym do – wydaje się – zadufanego Daviesa. Widz sobie myśli: oho, będzie chryja! A Davies co odpowiada? „Już się robi!” Ba dam tss… Szczęka opadła nie tylko Wesowi, ale i widzom. To było naprawdę rewelacyjne podejście do tematu dowodzenia i do autorytetu, jaki musi mieć w oczach podwładnych nawet niższy rangą i młodszy oficer. Przepiękna scena.

Wróćmy do głównego wątku. Picard nadal się relaksuje w siodle, podczas gdy planety umierają, no ale dobra, ma do tego prawo. Dopiero przybycie Daty do holodeku zmieniło dzień Picarda z relaksu w koszmar na jawie. Data przyznaje, że miał stały kontakt z obcą formą życia na jednej z umierających planet. Przez osiem tygodni. Rozumiemy się? Przez OSIEM pieprzonych tygodni!
Aż się dziwię, że kapitan w tym momencie nie spadł z siodła. Mamy za to spokojny głos Picarda, który, jakże moralizatorsko, obwieszcza swojemu podwładnemu, że czasami samotność jest szeptem w ciemności. WTF?!

W dalszej rozmowie zorientowaliśmy się już, że Data zdążył z obcą formą życia wymienić wiele doświadczeń, łącznie z kontami na Facebooku, ale pada podstawowe pytanie Picarda: czy ta cywilizacja wie o innych istotach rozumnych we wszechświecie? Nie. O kurczę… Mamy problem... Co tu się w ogóle dzieje!?

Spodziewałabym się jakiejś grubej awantury, przynajmniej objechania jednego z najważniejszych oficerów od góry do dołu. Zrozumcie, Data jest, do diabła, trzecim w łańcuchu dowodzenia na statku, musi być świadom podejmowanych decyzji i świecić przykładem. A tak nie jest. Kapitan przypomina, czym jest Pierwsza Dyrektywa i co ona znaczy dla Federacji. Data mówi, że zdaje sobie z tego sprawę. Czyżby?! No dokładnie, tak tylko chciał zasięgnąć porady, aby kapitan rozważył jakieś nowe opcje. Po ośmiu tygodniach łamania jednego z najważniejszych praw w Gwiezdnej Flocie. No ja was proszę… Oficer który z wyróżnieniem skończył akademię Floty ma takie przemyślenia? Czegoś go te studia nauczyły w ogóle?! A może trzeba jednak cofnąć Datę do pierwszych roczników kadetów, bo coś mu tam najwyraźniej w mózgu nie trybi? 😛

Ale Picard reaguje tak stoicko, jak by w tym momencie grał w pokera. Każe tylko swojemu podwładnemu zaprzestać kontaktów z obcą formą życia i zwołuje nadzwyczajne zebranie w swojej kwaterze. Tak, nie w gabinecie na mostku, nie w sali obserwacyjnej, ale w swoim mieszkaniu. I tutaj się zaczyna kaskada zdarzeń, których nawet i ja pojąć w pełni nie mogę ;).  Następuje – skądinąd – ciekawa debata nad znaczeniem Pierwszej Dyrektywy.

Jak to było w przypadku Wesa, teraz każdy ma odmienne zdanie. Worf uważa, że należy bezwzględnie przestrzegać prawa. Pulaski stoi po odwrotnej stronie. Czasami aż się dziwię, że poparła w tym momencie opinię Daty, ale wyraża się jasno. Jest wrażliwa na krzywdę innych, nie wyobraża sobie unicestwienia świata na jej oczach, ripostuje Worfa twierdząc, że ucieczka i nicnierobienie w tej kwestii byłoby nawet tchórzostwem. Auć, zabolało, panie Worf?

Riker ma jeszcze inne zdanie, postrzega destrukcję światów jako nieodłączną część kosmicznego planu, fatum. Deanna zwraca uwagę, że skoro Enterprise tu jest, to może kosmiczny plan zakłada, że Federacja pomoże temu nieszczęsnemu światu? Oho, wkraczamy w tematy boskiej interwencji w życie gatunków we wszechświecie. Zanim pokojowa dyskusja zamienia się w krwawą jatkę 😉 wkracza Data, przypominając, że nie dyskutujemy filozoficznie na temat Boga (czy też fatum) i jego roli we wszechświecie, ale problem dotyczy prawdziwej cywilizacji tam na dole, cywilizacji, która nie ma szans na ratunek i umiera.

Mamy jeszcze małe sprzeczki dotyczące scenariuszy „a co by było, gdyby..?” Co by było, gdyby chodziło o zarazy, czy też wojnę, a nie naturalną geologiczną destrukcję…? Cóż, kapitanie, to też zależy od przekonań, bo „co by było gdyby” to trochę uproszczony schemat sugerujący domniemane działania. Gdyby szafa miała sznurek, to by była windą.

Picard trzyma się swoich standardów i oznajmia, że kontakty z obcą cywilizacją trzeba przerwać i przyglądać się biernie jej destrukcji.

I w ty momencie Data podejmuje najbardziej perfidną i wyrachowaną akcję w całym swoim dotychczasowym życiu. Puszcza na całą epę głos przerażonego dziecka (Sarjenki), wołającego o pomoc. Niemożliwym jest, aby Picard słuchając tego przekazu się nie wzruszył.
A więc jednak. Szept w ciemności stał się błagalnym krzykiem. Czy wyście wszyscy na tym statku powariowali??

Ja rozumiem tę decyzję, ale z ust kapitana, zwłaszcza pod wpływem impulsu, coś takiego nie miało prawa wyjść. W ogóle odnoszę wrażenie, że od tego momentu wszyscy zaczynają się zachowywać tak, jak by byli z innej bajki. Najbardziej uderzyło mnie zachowanie Daty, który, niby bez emocji, ale w tak CELOWY sposób zagrał na uczuciach innych, że to się robi prawie niemożliwe. Przez wiele odcinków starano nam się wmówić, że Data nie kieruje się w wyborach uczuciami, bo po prostu nie jest zdolny do ich odczuwania, ale tutaj nam fundują taką akcję, że aż zaczynamy wątpić.

Przyczynę mogę wybierać spośród dwóch możliwości.

Pierwsza z nich, że na przekór tego w co wierzy Data i co chcą nam przekazać twórcy serialu, odczuwa jednak jakieś emocje. Nie mówię, że potrafi je nazwać, czy też nawet interpretować (bo wiemy, że nie), ale są jednak jakieś działania, które podejmuje nie kierując się wyłącznie logiką. I to nie tylko w tym odcinku, można wymienić co najmniej kilka takich epizodów, chociaż tutaj jest to nawet aż przerysowane. Widocznie wyszedł już dawno ze swojego podstawowego oprogramowania i wyewoluował w istotę bardziej ludzką, niż mu się to wydaje. Mogę nawet przyjąć teorię, że kontakt z umierającym światem uaktywnił jakieś nowe neurony w jego pozytronowym mózgu i wszedł on w podprogram pt.: „ratujmy tę cywilizację wszelkimi dostępnymi metodami”. Cóż, pamiętajmy, że pochodzi on przecież ze świata zniszczonego przez Gigantyczny Płatek Śniegu™, więc może to osobiste powody są przyczyną tego, jak zareagował na widok umierającej planety.

Druga możliwość, że twórcy w drugim sezonie sprzedają nam koszmarnego buga, albo po prostu nas trollują. Jedyny powód to brak pomysłu, jak to inaczej rozegrać. Ale ja, już po chwili myślenia, potrafiłabym wybrać kilka innych opcji. Przede wszystkim kontakt z dziewczynką mógłby nawiązać każdy inny oficer na pokładzie, a że oni wszyscy reagują sentymentalnie, dałoby się z tego wyprowadzić fabułę 😉 Całkowicie do tego nadaje się Deanna, zwłaszcza, że jeszcze dodatkowo mogła odczuwać emocje (przerażenie, samotność) Sarjenki, plus – cieszy się autorytetem i szacunkiem reszty załogi, mogłaby ich namówić na pomoc, więc takie coś można by spokojnie widzom sprzedać. Ale z jakiegoś względu twórcy uparli się jednak na Datę i to on odgrywa tu główną rolę.

Tak więc raczej obstawiam teorię nr 1, bo bardziej mi pasuje do ogólnego zarysu trekowego świata, zwłaszcza biorąc pod uwagę także inne epizody. Powróćmy jednak do faktów, a nie teorii.

Ponieważ Wesley dał sobie doskonale radę z Bardzo Ważnym Zadaniem, odnajduje nie tylko przyczynę ale i rozwiązanie dla problemów geologicznych planety. Dobra wiadomość – uda się ocalić rodzinę i całą cywilizację, z której pochodzi Sarjenka. Zła wiadomość – jednak rikerowy „kosmiczny plan” nie działa na ich korzyść, bo Data traci kontakt z dziewczynką i to właśnie wtedy, kiedy na szali ważą się losy jej planety.

Lawina leci dalej po zboczu, jedna błędna decyzja wymusza drugą, ta kolejną i dochodzimy do etapu, kiedy Data prosi o pozwolenie na zejście na powierzchnię planety, aby pomóc dziewczynce. I w tym momencie już mi ręce opadły. W co wyście się wplątali?! Przeklęłam siarczyście, bo już nie wierzyłam w to, czego jestem świadkiem. Picard wyraża zgodę, jednocześnie pokazując gestem Rikerowi, jak głęboko utknęli w tym całym bagnie. I w tym momencie dostajemy wyjaśnienie, dlaczego pierwotnie omawianie problemu odbyło się w mieszkaniu kapitana. Główna załoga nie chce w swój zbrodniczy plan angażować reszty statku i te działania są raczej potajemne. Hej, czyżby w sali obserwacyjnej był monitoring?? Dochodzi do takich absurdów, jak Riker każący O'Brienowi nic nie widzieć i nic nie słyszeć, kiedy osobiście teleportuje Datę na planetę. O'Brien spełnia rozkaz, „drzemiąc” sobie w kąciku.

Dalej wszystko się dzieje błyskawicznie. Zagrożenie zawaleniem się całego budynku zmusza Datę, aby zabrał Sarjenkę ze sobą na pokład, następnie zabiera ją na mostek (!) powodując, że kapitan aż się zagotował. Wszelkie nauki w Akademii, prawo Floty, zdrowy rozsądek poszły się paść. Na szczęście plan Wesa działa znakomicie i udaje się uratować planetę. Ale co zrobić z dziewczynką? I tu następuje, według mnie, bardzo słaba i niepotrzebna akcja, psująca trochę odbiór odcinka. Rozwiązanie jest proste aż do bólu – wymazać pamięć Sarjenki.

Nie wiem, co o tym uważają inni, ale dla mnie to tanie, zbyt tanie, oszustwo, porównywalne do wklepywanego godmode w grach lub odtwarzania stanu gry z ostatniego save'a. Tak to się nie powinno odbyć. Działania załogi powinny odcisnąć jakieś solidne piętno, a przynajmniej powinni mieć chociaż cień obawy, że kiedyś poniosą konsekwencje swoich czynów. A tak to mamy akcję i udawanie na wszelkie sposoby, że „nic się nie stało”.
A co by było, gdyby nie dało się wymazać pamięci dziewczynki? Dlaczego by nie miała pozostać ze wspomnieniami? Przypomnę, że jest tylko dzieckiem, któremu i tak by żaden dorosły w historię o „gwiezdnych ludziach” nie uwierzył 😉 A nawet jak? Picard z historii Ziemi powinien wiedzieć, że było wielu takich na przestrzeni wieków, którzy uważali, że mieli kontakt z kosmitami, pisali nawet o tym książki (co więcej, przecież jednego takiego osobnika będziecie mieli nawet na pokładzie! - „Time's Arrow”. Wait… Czy Pierwsza Dyrektywa może dotyczyć też.. własnej planety? ), ale mało osób im uwierzyło i byli postrzegani, co najwyżej, jako ekscentryczni dziwacy, co nie znaczy, że nie mieli racji 😉 Zmieniło to losy świata? Nie.

Chociaż chętnie bym kiedyś zobaczyła jakiś spin-off uniwersum ST, w którym cywilizacja z Dremy IV po pięciuset latach osiąga taki poziom technologii, że nie tylko lata z prędkością warp, ale staje się wrogiem Federacji i ostatecznie wybija całą Gwiezdą Flotę w pień. Aaale to by było mocne, trolling lv. hard 😀 Oprócz tego haniebnie cziterskiego działania na końcu, epizod porusza bardzo ważną kwestię. Problem, czy Pierwsza Dyrektywa to rozsądny zapis i czy w ogóle ma prawo zaistnieć w tak rozwiniętym świecie, jako "zabezpieczenie” przed kontaktem z mniej zaawansowanymi technicznie cywilizacjami. Jak widać po tym epizodzie, nie trzeba wiele, aby zechcieć te zasady złamać, wystarczy trochę emocji. Wielu obcych zarzucało już Picardowi (i ludziom w ogóle), że ludzie to słaba rasa, bo kieruje się w życiu sentymentami, uczuciami, współczuciem do innych, itd. Picard zawsze odpowiadał, że to właśnie nasza siła, iż rozwinęliśmy się w tym kierunku. To nawet był argument, który sprzedał przed sądem Q. Skoro kierujemy się w życiu moralnymi osądami, to w takim razie Pierwsza Dyrektywa kłóci się z naszą naturą, z czymś, co mamy zapisane w genach. Stąd nasza tendencja do łamania tego prawa.

Warto jeszcze wspomnieć, że chociaż prawo zostało złamane, to właściwie nikogo na końcu nie zmusza to do głębszej refleksji (chociażby odrobiny zakłopotania, że tak, braliśmy w tej akcji świadomie udział, wbrew zasadom Gwiezdnej Floty i trochę nam z tego powodu głupio ;)). Co więcej, Data został nawet pochwalony przez Picarda za całokształt podejmowanych decyzji. Ręce opadają. Jedno jest pewne – Data w jakimś stopniu jest tu zwycięzcą, bo odkrył w sobie wielkie pokłady człowieczeństwa.

Cytat odcinka:

Picard: „Her society is aware that there is interstellar life?”
Data: „No, sir.”
Picard: „Oops….”

Czego się nauczyliśmy:

Jeśli będzie twoja planeta umierać i grozi Ci śmierć, łap swoje CB Radio i wołaj w niebo o pomoc. Zjawi się wtedy Enterprise i Data Cię uratuje. Ale pod jednym warunkiem – musisz być małym dzieckiem, żeby poruszyć to sztuczne, acz czułe na krzywdy, androidowe serduszko 😛

Czego się nie dowiedzieliśmy:

Czy ktokolwiek z Gwiezdnej Floty dowiedział się o tej „małej przygodzie” załogi.

Screenshot dnia:

Jak na obcy świat, ta szafka z tyłu coś za bardzo przypomina ziemski mebel. Czyżby Ikea dotarła tam, gdzie nie był jeszcze żaden człowiek? 😉

Autorka: Pleiades

***

Autor: xetnoinu, Discord Star Trek, reblog

Biorę się za odcinek Pen Pals. Już widzę, że teraz będę miał z nim problem, bo tu znowu dzieci na pierwszym planie. No ok. Tu jest tylko jedno dziecko i jego przyjaźń z Datą. Jedno? Plus Wes jako dzieciak – dowódca zwiadu geologicznego.

Bałem się, że teraz ten natłok 🙂 dzieci popsuje mi odcinek. O dziwo to się trzyma. Dzielenie Pierwszej Dyrektywy przez służbistę o niskiej empatii w kontrze do najbardziej ludzkiej postaci odcinka, czyli Daty, jest ciekawe.

W finale dziewczynce czyszczona jest pamięć i tylko Data przez moment zastanawia się nad tym, czy to jest etycznie w porządku, mimo że to świetny dupochron. To ciekawy element, bo nie pamiętam, aby ktokolwiek w podobnej sytuacji choć przez moment brał to pod uwagę.

Wyszło na to, że odcinek to przyzwoity średniak. Najbardziej w nim podobała mi się jednak wizja domu dziewczynki, z całym tym stylem TOS i lat 60. To było fajne wnętrze.

PS. Właśnie czytam monumentalną reckę 2x15 (Pleiades aka Emberiza/Joanna). Odcinek, gdzie Data gada przez radio z małą dziewczynką na rozpadającej się od wulkanów planecie. Syn nieobecnej doktorki uczy się dowodzenia zwiadem geologicznym. Picard dzieli Pierwszą Dyrektywę jak włos na czworo i ratuje planetę. Dziewczynka po wizycie na flagowcu floty, w prezencie tego porwania przez kosmitów, ma wyczyszczoną pamięć. Procedura ta odtąd będzie kojarzona z dr Pulaski, która ja tu opracowała i zrealizowała.

Krytyka Pleiades jest ostra, nie ma nad tym odcinkiem litości 🙂

Powtarzając kolejny raz odcinek, zauważyłem, jak zaskakująco rezonuje on z pierwszym jak i drugim sezonem PIC. Jakby leżał u podstawy pomysłu na JLP. Przypomnę w PiC nasz kapitan uniósł się dumą i przy braku akceptacji jego planu ratunku dla dziesiątkowanej cywilizacji, co zrobił: nic. Te miliardy istnień żywych (Romulan) jakoś nie były ważniejsze od upokorzenia. Poszedł sadzić winogrona. Pupę odsadził dopiero, jak wyczuł istnienie i zagrożenie dla życia pochodzącego od Daty. Tu nagle senior ruszył z kopyta. W PiC eksponowany jest też wątek pustki w jego życiu, braku zdolności do bycia w związku.

Teraz potrzebne mi jest wspomnienie moich pierwszych kroków tu na Discordzie. Byłem zdziwiony, jak zmienił się u wielu osób obraz Picarda. Teraz podkreśla się jego służbowy, bezduszny, proceduralny stosunek do otoczenia, zdarzeń – cechy, które mi się kiedyś tak bardzo nie rzucały w oczy.

I teraz mamy ów odcinek z dziewczynką i łamaniem Dyrektywy. I on jest jak fundament PIC. Wszystko tu jest. W scenie z koniem na holodeku Doradczyni szybko diagnozuje, że Picard ma w sobie emocjonalna pustkę i kompensuje ją sobie relacjami ze zwierzętami. Dodatkowo wybór hippiki to także okazanie statusu i aspiracji, dumy ze swojej osobowości. Pozornie niepozorna scenka bardzo wiele mówi o JLP.

W kluczowej dla odcinka scenie decyzji, czy rozwiązanie ma iść w stronę naginania Dyrektywy, Data daje głos cierpiącej dziewczynki. Picard jej nie współczuje. Jak dobrze przeanalizujemy dialogi tej sceny i kontekst poprzednich odcinków, to jest jasne. Kapitan podejmuje decyzję przez wzgląd na swoje zafiksowanie Datą. To też tłumaczy jego pobłażliwość dla ośmiu tygodni głosowej pogaduchy z nieletnią.

To ten sam motyw co w PIC. Picard rusza do mocnych decyzji w pogoni za dziedzictwem Daty a poprzednio dla miliardów żywych istnień ... to nie warto było.

Zachowanie Daty w omawianym odcinku TNG też logiczne, bo to zapowiedź jego, jako postaci, zafiksowania nad potomstwem, reprodukcją itd.(wątek córki). Zerknijcie kiedyś na ten odcinek pod tym kątem.

Triii napisała mi: „JLP to specyficzna postać. Owszem, jest bezduszny, zimny emocjonalnie i bardzo... Nie wiem jak to ująć, biurokratyczny?  Z drugiej strony jest idealistą i jest bardzo wierny swoim wartościom. Lubię go najmniej ze wszystkich kapitanów (nie liczę Archera 🙄) ale jednocześnie uważam za najlepszego kapitana, i gdybym miała służyć we Flocie to chyba pod nim... Swoją drogą im więcej sympatii mam wobec kapitana tym mniej chciałabym z nim pracować 😁”.

Ledsbourne napisał mi: „A co do Jean-Luca, to ja go nigdy nie uważałem za „bezdusznego” ani tym bardziej biurokratycznego, a bardziej po prostu za wyjątkowo twardego i odpowiedzialnego. Osobiście chyba bardziej lubię tylko Kirka z kapitanów, ale Jean-Luc też jest w topce postaci. Jak dla mnie on po prostu wie, że to on musi podejmować decyzje, jakie by nie były trudne – i potem brać za nie odpowiedzialność lub winę na swoje sumienie, bo jest kapitanem i tylko on może takie brzemię zdjąć z reszty załogi. A sytuacja pomiędzy planetą „brata Worfa” a tej dziewczynki jest diametralnie różna, bo jednak tutaj pojawia się „wołanie o pomoc” i kontakt z Enterprise, nieważne, że naciągany, ale może być potraktowany jako distress call.

Właściwie to już Data skaził cywilizację, odpowiadając dziewczynce, więc chyba tak naprawdę już są zaangażowani – u brata Worfa było dosyć prymitywne społeczeństwo i w sumie jak jeden z nich dowiedział się, że uratowali ich obcy, to popełnił samobójstwo, więc w gruncie rzeczy Picard miał trochę rację. Fajnie byłoby zobaczyć odcinek jakiegoś Treka – o ile taki jeszcze nie powstał – gdzie na początku mamy retrospekcję kapitana Floty łamiącego Pierwszą Dyrektywę i ratującego jakąś cywilizację, a potem przewijamy kilkaset lat w przód i ta cywilizacja staje się galaktycznymi tyranami (swoją drogą, uwielbiam wątek z S05E01 Ricka i Mortiego z tą cywilizacją „hipków”, gdzie czas płynie szybciej, która cały swój rozwój zawdzięcza kultowi zemsty na Mortym J ).”

Wracając do mojego wywodu. Chodzi mi o to, że ten odcinek z dziewczynką i naginaniem Dyrektywy, jak się dobrze przyjrzeć, to pokazuje tę bardziej mroczną stronę JLP. Jeżeli przyjąć moją interpretację kluczowej sceny, czyli kiedy Data puszcza te wołanie dziewczynki i przyjąć, że JLP robi to ze względu na własną słabość do Daty, to jest do wyjaśnienia, dlaczego tak lekko przyjął osiem dni kontaktu Daty z dziewczynką, uznaje wcześniej odrzucony argument prawny, że to można uznać za wołanie o pomoc a potem zrozumieć jego nikłą reakcję na dziewczynkę na mostku. Bo jeżeli uznać, że go sumienie ruszyło, to odcinek się logicznie sypie i jak go nazwała Pleiades/Emberiza jest równią pochyłą.

Wracając do wątku Wesleya. Jeżeli się zastanowić co łączy wątek Wesleyowej misji dowódczej i całej tej sytuacji z planetą czyli wątki A oraz B to one, jak mało kiedy, są o tym samym.

Odpowiedzialność-władza-prawo/procedury/łańcuch dowodzenia.

Dowódca jest odpowiedzialny za zadanie, za czyny podwładnych. Korzysta z ich zdania i ich wiedzy (narady, opinie podwładnych) i polega i może wykorzystać łańcuch dowodzenia (Wesley wreszcie rozkazuje wykonać jakieś tam badanie podwładnemu, który to kwestionował) i może siebie tym chronić, wykorzystując prawo, zasady - naginając je (tu JLP przyjmuje świadomie naciąganą interpretację, że głos dziewczynki to planetarne wezwanie o pomoc, i jest wiele przykładów naciągania zasad, ale w relacji wyższego do niższego rangą, scena teleportacji).

Przewrotne w tym odcinku jest to, że on się wydaje być odcinkiem o uczuciach, emocjach i ich wpływie na decyzje. Nie jest!

Fajnie sygnalizuje to zmarginalizowane Troi, ona jest tylko obecna. Tu jest pragmatyzm postaci. Picard normalnie machnąłby ręką na te dziecko i planetę, ale zrobi wiele dla Daty. Data nie ma uczuć ale ma instynkt tacierzyński i on tu pragmatycznie działa. W całej, bardzo ciekawej, naradzie jaką toczą w tym odcinku oficerowie o niuansach Pierwszej Dyrektywy - najbardziej ludzki głos, humanistyczny i z serca wygłasza najbardziej nieemocjonalna i logiczna lekarz floty czyli dr Pulaski. I ta jej kwestia jest jądrem moralnym tego epizodu.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v