Opis
Cesarzowa Philippa Georgiou przenosi do przeszłości po tym jak w serialu Discovery Strażnik Wieczności ratuje jej życie. Tutaj pod nowym pseudonimem Veronique du Franc odnajduje się jako właścicielka luksusowej, pozafederacyjnej stacji kosmicznej Baraam. Sekcja 31 odnajduje ją i proponuje wspólne działania przeciw, na pozór, typowemu zagrożeniu. Rutynowa misja, do której przydzielono niezbyt standardowy zespół, okazuje się mieć jednak stawkę o wiele wyższą i powiązaną z bardzo wczesnym okresem życia Cesarzowej. Georgiou musi ponownie stawić czoła grzechom swojej przeszłości.

Pierwszy raz w historii franczyzy, na potrzeby akcji promocyjnej filmu, stworzono specjalną animację przedstawiającą wybrane elementy historii Philippy Georgiou jako postaci serialu Star Trek: Discovery. Animacja zdradza wizualnie nieco z samego filmu i przypomina znane już wydarzenia, w szczególności związane ze Strażnikiem Wieczności.
Film a kanon
Przeszłość Cesarzowej, w zakresie dlaczego Strażnik Wieczności musiał przenieść ją w przeszłość, nie jest potrzebna dla zrozumienia fabuły filmu. Warta jest jednak przypomnienia, gdyż pomaga wyjaśnić, dlaczego w filmie pojawia się Mirror, jaki typ agentów rekrutuje Sekcja 31 i jak jest powiązana z Gwiezdną Flotą, czym jest nowa Kontrola. Wbrew obiegowym opiniom film, jeśli chodzi o tło i kontekst, jest mocno osadzony w kanonie.
W pierwszym i drugim sezonie Star Trek: Discovery młoda Federacja toczy najtrudniejszą w swoich dotychczasowych dziejach wojnę z Klingonami, wojnę sprowokowaną celowo przez ekstremistę, starowiercę i ksenofoba T'Kuvmę. W pierwszej bitwie ginie Philippa Georgiou (z linii Prime). Federacja w tej wojnie chwyta się wszelkich możliwych środków i tworzy technologię napędu zarodnikowego, korzysta z usług Sekcji 31 i jej zaawansowanej komputerowej technologii doradztwa wojskowego - sztucznej inteligencji tzw Kontroli. Wiele rzeczy poszło jednak nie tak, jak się spodziewano. Eksperymentalny okręt w wyniku sabotażu, zamiast walczyć z Klingonami, trafił do Mirrora - Imperium Terrańskiego, którego przywódczynią była Cesarzowa Philippa Georgiou, znana z niespotykanego nawet tam okrucieństwa. W pewnym momencie okręt Discovery z owym unikalnym napędem powrócił do linii Prime, z porwaną Cesarzową na pokładzie. Wydarzyło się to jednak za późno i Federacja była bliska kapitulacji. Gwiezdna Flota postanowiła wykorzystać fakt, że w linii Mirror Cesarzowa pokonała Klingonów, stąd desperacko włączono do służby Cesarzową jako pozorantkę zmarłej Philippy (Prime). Jej doradztwo okazało się kluczowe w przejęciu władzy w Imperium Klingońskim przez L'Rell, która zakończyła wojnę. Terranka Georgiou, wolna od zobowiązań wobec Floty, została zrekrutowana do Sekcji 31.
Warto dokładnie wyjaśnić ten watek, gdyż często Sekcja traktowana jest jako rodzaj wywiadu Floty i jej część. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana i zagłębiona w scenariuszach wielu odcinków. Otóż Sekcja 31 jest nie tylko starsza od Federacji Zjednoczonych Planet, ale nawet starsza od jej politycznej poprzedniczki czyli Koalicji Planet. Sekcja 31 wywodzi się jeszcze z czasów Zjednoczonej Ziemi na podstawie jednego z dokumentów prawnych, a ściślej jego paragrafu 14 sekcji 31 - stąd nazwa. Sekcja 31 nie jest oficjalną komórką Wywiadu GF. Zawsze była strukturą równoległą. Fabuły seriali: Enterprise, Deep Space Nine oraz Picard pokazują, że organizacja ta była w szarej strefie i działała tam, gdzie ideały Federacji z tym nie licowały i trzeba "pobrudzić sobie ręce".

Sekcja na przestrzeni lat bardzo się zmieniła, jeśli chodzi o etykę działania i dobór agentów. W serialu Enterprise, pierwszym chronologicznie, Sekcja wyraźnie działa w porozumieniu z admiralicją. I ten sposób współpracy widzimy w serialu Discovery. Agenci to bezwzględni ale stosunkowo moralnie rzetelni oficerowie. Jednak już wiele lat później, w serialach DS9 i Picard organizacją, która dokonuje skrajnie niemoralnych czynów, łamiąc wszelkie normy etyczne Federacji.
Na jakim zatem etapie jest Sekcja 31 przedstawiona w filmie i jak ma się to do Sekcji 31 w drugim sezonie Discovery czyli tej, w jakiej działała Cesarzowa? Czy jest to Sekcja złożona z prawych oficerów do brudnej roboty czy patologicznych agentów zdolnych eksterminować całe gatunki i działająca całkowicie bez porozumienia i woli ze strony Gwiezdnej Floty?
Aby odpowiedzieć na te pytania, trzeba jeszcze przypomnieć, czym w serialu Discovery była tzw. Kontrola.
Kiedy Philipa Georgiou wstępuje do Sekcji 31, problemem staje się już nie wojna z Klingonami, tylko fakt że doradczy system sztucznej inteligencji o nazwie Kontrola stał się samoświadomy i wrogo nastawiony dla inteligentnych żywych form życia. Cała sytuacja tłumaczy, dlaczego Sekcja wiele lat później ma awersję do komputerów i kluczowe informacje przechowuje w zmodyfikowanych umysłach agentów.
Gdy już to wszystko zostało przypomniane, to kilka elementów filmu staje się zrozumiałych.
Okazuje się, że Strażnik Wieczności przeniósł Cesarzową, jak obiecał, w okres linii Prime bliski rodzimemu światu Mirror, którym władała. Znając przyszłość i przeszłość, dobrze wiedział, że Georgiou będzie tam potrzebna. O tym jest motto filmu.
Los, który wykuwa miecz, czyni to z wyprzedzeniem. Ajschylos.
Mirror przedstawiony w filmie to nadal, jak w serialu Discovery. świat wyniszczony przez ciągłe wojny ze wszystkimi, świat o potężnych dysproporcjach społecznych pomiędzy elitą władzy a szeregowymi Terranami, ale przede wszystkim świat przepełniony strachem, zemstą i nienawiścią.
Charakter Sekcji 31 i jej agentów w filmie to pokazanie etapu przejściowego degeneracji tej struktury, jaka zaistniała pomiędzy czasami ENT i DIS a okresem DS9 i PIC. Filmowy oddział Alpha to w połowie agenci w miarę poukładani z tzw. kręgosłupem moralnym w stylu Floty (to: szef grupy Augment, Chameloid o analitycznych zdolnościach oraz oficer naukowa, która nawet do Floty należy). Druga połowa składu bardziej pasuje do organizacji przestępczej niż kadry misji specjalnych. Krytykowany dobór osobowości bohaterów filmu ma jednak swoje kanoniczne przesłanki.
Ciekawa jest też struktura dowodzenia Sekcją zaprezentowana w filmie. Zadania przydziela Kontrola. Ale nie jest to komputer ani sztuczna inteligencja lecz cybernetycznie zmodyfikowana kobieta. Ponownie jest to swoisty etap pośredni w drodze pomiędzy Kontrolą SI, jaką znamy z DIS, w praktyce decydującej o zadaniach organizacji, a zmodyfikowanym umysłem przechowującym tajne dane u agenta z czasów DS9.

Premierę filmu poprzedził oficjalny materiał o backstory Sekcji 31. W warstwie wizualnej przypomina wiele z tego, co zostało wyżej opisane. W warstwie opisowej przemilcza najbardziej mroczne wątki funkcjonowania Sekcji w okresach DS9 i PIC.
Obsada
Oprócz Michelle Yeoh i Jamie Lee Curtis, w filmie gra Miku Martineau jako młoda Georgiou.
W składzie Sekcji występują:
- Omari Hardwick jako Alok Sahar - dowódca, Augment,
- Kacey Rohl jako Rachel Garrett - oficer naukowa Gwiezdnej Floty,
- Sam Richardson jako - Quasi - ekspert analizy możliwości, Chameloid,
- Sven Ruygrok jako Fuzz - robot wulkanoidalny, Nanokin (nowy w ST gatunek o nano rozmiarze),
- Robert Kazinsky jako Zeph - ikoniczny osiłek w egzoszkielecie,
- Humberly Gonzalez jako Melle - uwodzicielka, Deltanka.
W pozostałych rolach:
- James Hiroyuki Liao jako San, Terran,
- Joe Pingue jako Dada Noe - cyborg , Deltan,
- Augusto Bitter jako Virgil - konsjerż Cesarzowej, pochodzący z uważanego za wymarły gatunku z planety Cheron.
Poniżej trzeci, towarzyszący premierze filmu, materiał promocyjny, który tym razem opowiada o głównych postaciach.
Historia przedsięwzięcia, fabuła i realizacja
Sekcja 31 pierwotnie miała być serialem. Kiedy zdano sobie sprawę, że Michelle Yeoh ma szansę na Oscara za "Wszystko wszędzie naraz" zaczęto redukować projekt do filmu. Coś w tym procesie scenariuszowych zmian się ewidentnie nie udało, bo finalny produkt zdradza w bardzo wielu miejscach, że historia ma luki, jest niedopowiedziana, padają określenia, nieznane terminy, wątki bez wzajemnego związku. W efekcie film nie jest ani porządnym pilotem nieistniejącego serialu ani niezależnym filmem, który nie potrzebuje dodatkowych objaśnień.
Sama fabuła jest też napisana stosunkowo mało intrygująco i nie wnosi wiele nowego do uniwersum. Już z podwójnego odcinka Discovery: Terra Firma wiemy, że Cesarzowa w kluczowych kwestiach postępuje etycznie i już w Mirrorze miała autorefleksję, czy bycie tak okrutną i bezwzględną, to na pewno słuszna ścieżka. Stąd można się dziwić, dlaczego te same zagadnienia są eksplorowane ponownie, tylko mniej zgrabnie niż w serialu Discovery.
Film próbuje zdobyć nową publiczność, jaka do tej pory nie skusiła się na Star Trek. Temu służy nieprawdopodobnie długa sekwencja ekspozycji brzmiącą jak opis postaci i misji w grze RPG - pod pewnymi względem poniżej kina klasy B. Są nawiązania do Igrzysk śmierci, Gwiezdnych wojen, Facetów w czerni, Piątego elementu i serialu Babylon 5 - czyli od Sasa do Lasa. Bohaterowie zdają się być prowadzeni jak drużyna Marvela, a nie zwiad czy grupa do zadań specjalnych w stylu Star Treka. Szwankują: pomysł na historię, sposób ułożenia jej w scenariuszu, ale i reżyseria, która zamiast to jakoś poprawić, dołożyła chaos w postaci wirujacych ujęć kamery. Muzyka brzmi nijako, żaden motyw nie pozostaje w pamięci. Dotrzeć do końca filmu pozwala tylko gra aktorska (bardzo udany casting), bo widać, jak wszyscy na planie starają się tchnąć życie w swoje role i to ich serce włożone bardzo pozytywnie da się odczuć.
Przyjęcie filmu w fandomie i wśród profesjonalnej krytyki jest chyba najgorsze w dziejach franczyzy. W czasie kiedy ten tekst powstał, tylko jedna polska recenzja nie jest totalnie krytyczna i to tylko na zasadzie, że ponieważ jest to historia w sumie poza Federacją, bez okrętów Federacji, bez jurysdykcji Federacji - jest tylko nieszkodliwą dla franczyzy jednorazową opowieścią.
Przekonaj się jednak samodzielnie. Obejrzyj i w oparciu o własną wrażliwość oceń film Star Trek: Sekcja 31. Warto.
Ciekawostki
Chameloid to gatunek zmiennokształtny wprowadzony w Star Trek VI: The Undiscovered Country. Do czasu filmu o Sekcji nigdy w ST się nie pojawił.
Deltanka pierwszy raz pokazana była w Star Trek: The Motion Pictures. Sugerowany był jej szczególny wpływ na mężczyzn, jednak jego mało finezyjna dosłowność to już "wkład" filmu Sekcja 31.
Konsjerż Virgil przynależy do gatunku, który tylko raz pokazany był aktorsko w Star Treku, w odcinku TOS: Let That Be Your Last Battlefield.
Fakt, że w fabule wystąpiła ikoniczna postać młodej Rachel Garrett oznacza, że czas akcji to okres tzw Lost Era, lata pomiędzy filmem Undiscovered Country (2293) a pilotem TNG (2364), a ściślej przed rokiem 2344, kiedy okręt dowodzony przez Garett skoczył w czasie i następnie powrócił na swoje miejsce, by pomóc Klingonom (TNG: Yesterday's Enterprise). W pierwszych dniach po premierze Memory Alpha podała rok, w jakim dzieje się akcja. Gdy okazało się, że jest problem z oszacowaniem wieku Sana oraz Dady Noe (i w filmie nie podano czy łącznik Mirror i Prime przebiega w schemacie ten sam rok do tego samego roku czy z przemieszczeniem), z części haseł nagle wycofano, kiedy toczy się akcja. Sprawa jest jednak jednoznaczna. W filmie podana jest data gwiezdna skalkulowana według metody stosowanej w TNG czyli jest przeliczalna. Oznacza to, że akcja filmu dzieje się w 2324 roku.
Sytuacja polityczna w latach 2293-2344 (kanon)
- 2293 - Katastrofa Praxis i zawarty później na konferencji Khitomer traktat pokojowy pomiędzy Federacją a Imperium Klingoński. (Star Trek VI: The Undiscovered Country).
- 2298 - Tuvok rezygnuje z Gwiezdnej Floty i rozpoczyna rytuał Kolinahr (VOY: Flashback , VOY: Fury).
- 2309 - Kardasjanie na Bajor, początek okupacji.
- 2311 - Incydent w Tomed. Redefinicja Strefy Neutralnej z Romulanami.
- 2320 - Bolianie przyłączają się do Federacji.
- 2324 - Czas akcji filmu Star Trek: Sekcja 31.
- 2327 - Jean-Luc Picard kończy Akademię Gwiezdnej Floty na Ziemi (2323-2327).
- 2333 - Jean-Luc Picard zostaje kapitanem USS Stargazer.
- 2344 - Romulanie atakują klingońską placówkę na Narendra III. Federacyjny okręt USS Enterprise-C dowodzony przez kapitan Rachel Garrett odpowiada na sygnał SOS i poświęca się. Atak ten sprawia, że sojusz Federacji z Klingonami staje się jeszcze silniejszy. (TNG: Yesterday's Enterprise, TNG: Redemption).
Zwiastuny
Muzyka
Recenzje
Autor: Ledsbourne, 13.07.2025, Discord Star Trek, reblog
Obejrzałem Sekcję 31. Przyznam się, że miałem bardzo niskie oczekiwania - tzn. spodziewałem się kiepskiego filmu, ale który przynajmniej nie będzie majstrował przy marce i psuł tego, co do tej pory powstało (tak jak to robiło Discovery!)
Film zaczyna się lokalizacją rodem z Gwiezdnych Wojen, mamy paskudną flarę na obiektywie i kręcenie młodej Georgiou pod słońce, po czym przytulających się Terran – no nie wygląda to dobrze... Potem młoda Philippa zaczyna opowiadać rzewliwą historię rodem z „Igrzysk śmierci” swojej rodzince i... otruwa ich – w tym momencie film złapał moją uwagę!
A dalej jest równie ciekawie – nowi bohaterowie to wreszcie jakaś bardziej różnorodna załoga niż ciągle tylko sami ludzie z drobnymi wyjątkami w postaci Wolkan, aktorsko jest o klasę lepiej niż w Discovery – chociaż nikogo z aktorów oprócz absolwentki mojej wspaniałej uczelni i pojawiającej się na chwilę w końcówce Jaamie Lee Curtis chyba nie kojarzyłem, a sam film jest właśnie taki, jaki powinien być film o Sekcji 31.
Benefit zbioru kompletnie nowych postaci jest taki, że można ich zabić, co zawsze urozmaica fabułę – i przekonujemy się o tym bardzo szybciutko. Georgiou wreszcie nie jest tylko przerysowaną karykaturą jak w Disco, ale dostaje backstory, które z niej robi postać z krwi i kości – no i wreszcie ta Yeoh ma co zagrać. Jest dużo mroczniej i bardziej surowo niż w typowym Star Treku. OK, bywa też koślawo – humor nie zawsze siada (ale podoba mi się postawienie na bardziej czarny humor i kupuję nihilistyczne dialogi załogi), CGI czasem wygląda plastikowato (bardzo fajne są stacja-bar Georgiou i sposób, w jaki Quasi mutuje, Fuzz też jest super zrobiony).
Wreszcie intryga – no może jestem tępy, ale to poszukiwanie „kreta” wyszło świetnie, bo każdy mógł być podejrzany – ja w pierwszej kolejności podejrzewałem Garrett. To nie jest „średniawy” sci-fi bez nawiązania do Treka, to bardziej dynamiczny i nastawiony na akcję, ale dużo lepiej zrealizowaną i bez silenia się na reformowanie całego lore niż w Disco. Śmiem stwierdzić, że to najlepszy trekowy film od Nemesis.
PS z dyskusji
Bonusowe punkty za to, że San sobie wyrobił odporność na truciznę, co ja uparcie uznaję za drobny, drobniutki trybut dla „Princess Bride” (a co mi tam, mam wysokie zdanie o scenarzystach), co zawsze docenię.
Mnie naprawdę zastanawia, skąd ten film zebrał takie negatywne recenzje. Bardzo trudno mi dojrzeć, do czego tu się można przyczepić oprócz drobnych technicznych kwestii (momentami jest za bardzo pocięty, CGI etc). No i mamy chyba najbardziej mroczne sceny w całym Star Treku. Co innego trupy, (które nie raz pokazywano w Treku), a co innego rozpoczęcie filmu sceną nastolatki trującej swoją rodzinę – w tym małego chłopca. I wymordowała razem z kochasiem szesnaścioro innych nastolatków.
Terrańskie Imperium przestaje być groteskową karykaturą. Cesarzową to można polubić chyba tylko po tym filmie. W Discovery jej postać to są żarty na poziomie „oj, ubrudziłam sobie buty jego mózgiem, taka jestem zła i niedobra”. Teraz to było tak mocne, że zastanawiałem się, czy film po tym jest w stanie dowieźć.
Garrett tutaj dostaje porządne origin story. Chyba spójne z TNG (lubi zasady i porządek, jest bardzo „Starfleet”, ale jak trzeba, to potrafi kopać dupy i ma pomysły dość nietuzinkowe).
Motyw z wybuchającą lalką świetny – absurdalny, zwłaszcza jak lalka zaczyna gadać „we are all going to die”.
Dla mnie najciekawszymi postaciami byli: Nanokin, Chameloid i Mech. Aktor grający Aloka pokazał, jak powinien grać Booker w Disco, żeby jego postać była choć trochę przekonująca. Nanokin nazywa się mikrobem, więc jest mikroskopijny. Nano to skala, jak nanometry. Ale to dalej widoczne pod mikroskopem. Poza tym on nie jest w skali atomowej. On ma fizyczność. Więc musi składać się z komórek, dalej z atomów etc. Kosmiczny niesporczak. Ciekawe, Memory Alpha wymienia jako znane Nanokiny „imiona jego dzieci”, ale w filmie wychodzi, że to recytowanie to była usterka mecha na autopilocie i żadnych imion nie ma.
Samo zakończenie S31 świadczy o tym, że to mógł być pilot. Ale z drugiej strony, ubili połowę zespołu, w serialu byłoby o to trudniej. 😏
***
Autor: Q__, 24.01.2025, Forum USS Phoenix, reblog
Obejrzałem tę Sekcję 31 😉 Na moje oko - jeśli nie nastawiać się na klasycznego ST z jego głębiami, albo choć przesłaniami, to faktycznie dostajemy pozytywnie śmieciowe, rozrywkowe, widowisko.
Wizualnie rozpięte gdzieś między iście barokowym campem i przepychem, a bidą gdzieś spomiędzy stylu produkcji studia TROMA a Akolity. Miejscami bardzo nowocześnie pomysłowe nawet.
Głupie i płaskie, ale w sumie przyjemne, mimo okazjonalnego epatowania mirrorowym sadyzmem.Jeśli nastawiać się, natomiast, na Star Trek, to sorry. W Nemesis się na upartego znajdzie, w Discovery miejscami znajdzie się nawet sporo. Tu nie ma co szukać.Fajna, odmóżdżająca papka (czyniąca wrażenie superbohaterskiej kreskówki, nakręconej z aktorami, za to mniej solidnie), ale nic z klasycznego (czy nawet nowego) Star Treka.
Jeszcze parę luźnych refleksji. Portret Cesarzowej jest wyjątkowo chaotyczny. Nie wiedzieli, czy pokazać ją jako potwora, czy jednostkę w głębi duszy moralną i uczuciową. Owszem, da się takie sprzeczności zamknąć w jednej postaci (vide Garak), i może to być nawet fascynujące, ale tu nie zagrało.
Przy czym irytuje, że - niczym Dacie, który w "INS" i wyciętych scenach "NEM" (udanych skądinąd), przeżywał na nowo dylematy na miarę siebie z wczesnego TNG - dano jej słabszą powtórkę.
Za to Garrett da się lubić, nawet bardzo, choć do zagrania wiele nie ma. Stanowi realizację nałożonych na siebie schematów - młodej naukowiec, geek girl, rzuconej w wir przygody i flotowego sztywniaka-moralizatora.
No i gatunek Nanokin uważam jednak za fajny wkład w kanon. Jasne, jest to chamska 😉 kopia z "MIB" przyprawiona manią wielkości, ale i ciekawe rozszerzenie obrazu świata o nietypowych dla ST obcych.
***
Autor: Alucard, 24.01.2025, Discord Star Trek, reblog
Obejrzałem tę *Sekcję 31*. Uch... Co to właściwie było? [Odwrócenie uwagi?] Od czego? Od mizernego stanu franczyzy? Czy przygotowanie na potencjalną (nie daj Spock!) katastrofę SNW S3? Bo to raczej byłoby proroctwo 😄.
Postaram się w miarę bezspojlerowo, ale to było bardziej coś jak *Ocean's 11* skrzyżowane z *Mission Impossible* w bliżej nieokreślonym świecie SF, z humorem z filmów Sandlera (serio, dialogi w tych lżejszych momentach powodowały u mnie *szczękozgrzyt*) i fabułą która M. Night Shamalyana wprawiłaby w zakłopotanie.
Mimo koncepcji prostej jak drut, ciężko śledzić akcję przez dziwne zabiegi cięcia scen. Motywacja głównej bohaterki jest mocno niejasna, zbiorowisko tajniaków z S31 jest nieprawdopodobne i co najmniej eklektyczne a niektórzy wręcz irytująco nieoglądalni. Żadnej postaci (tak, nawet! Georgiou) nie da się z automatu polubić. Brak solidnego "haka" osadzającego wydarzenia w świecie ST. To zdecydowanie jest apokryf.
Obejrzeć dalej należy, ale tylko w ramach fanowskiego obowiązku. Jak dla mnie, to 3+/10.
***
Autor: radzioo_m, 25.01.2025, Discord Star Trek, reblog
No obejrzałem. Chyba rozbolała mnie głowa po tym filmie. Dziwne cięcia, przeskoki i trzęsąca się kamera. Zupełnie zgadzam się z tym co Alucard napisał.
Humor wciśnięty w zupełnie bezsensowne miejsca, do tego płyciutki. Dziwne "fikołki" fabularne. Rzeczy nie mogą się wydarzyć, gdy scenariusz na to nie pozwala, a po chwili już mogą. Gdyby nie tytuł na początku i kilka razy wypowiedziane w filmie słowo Starfleet można by nie wiedzieć, że to Star Trek.
I niby to dawniejsze czasy Treka, a technologia wygląda na bardziej zaawansowaną niż w chronologicznie późniejszych Trekach. Podobne odczucie miałem przy pierwszym sezonie Disco (tylko ten oglądałem).
***
Autor: Toudi, 26.01.2025, Forum USS Phoenix, reblog
Dawno mnie tu nie było. Ale znowu jest okazja, to wracam 🙂
Star Trek: Sekcja 31 najnowszy film w uniwersum Star Treka. Sekcja 31, tajna organizacja Federacji Zjednoczonych Planet, która miała być wielką nadzieją na poprawę jakości ekranizacji świata. A co dostaliśmy?
Ostrzegłbym przed spoilerami, ale film sam siebie spoileruje. To, kim jest główny antagonista, dowiaduje się na samym starcie, cała reszta... w sumie co się będę rozpisywał, ten film to kalka Mission: Impossible. Od wprowadzenie bohaterów czy antybohaterów, przez kolejne urządzenie, co ma zniszczyć świat, po w ogóle sposób kręcenia, który ani nie pozwala się skupić na fabule, ale na wystroju. W sumie takie jak dla ludzi chcących zobaczyć MI, tylko zamiast podstarzałego Toma Cruisa, dostajemy podstarzałą Michelle Yeoh (to są rówieśnicy).
Gdybym pisał to jako wpis na bloga co, go już dawno uśmierciłem, to ten post nosiłbyby tytuł Mission: Impossible Section 31...
Co mogę tu więcej napisać, film równie kiepski jak całe Star Trek: Discovery, z którego się narodził.
Sztuczna próba osadzenia tego w świecie Star Treka - chyba w sumie wypada najlepiej w całej tej produkcji. Miło wspomnieć Wojny Eugeniczne czy Yesterday's Enterprise, ale czy to cokolwiek wnosi do filmu, fabuły? Nie, absolutnie nic. Ale to nawet nie jest oczko puszczone do fanów, bo te nawiązania to wyłapią tylko nawiedzeni fani.
Mógłbym ponarzekać jeszcze na "Kontrolę", na superrealistyczne roboty wyprzedzające świat o wiek, wymianę między głównym uniwersum a lustrzanym, która jakoś nijak nie pasuje, na sposoby w jaki nam świat przedstawili, ale już mi się naprawdę nie chce.
Oby to był tylko jeden film i zamkną projekt jako nieudany a nie będą tego ciągnąć.
***
Autor: Dreamweb, 11-12.02.2025, Discord Star Trek, reblog
Widziałem toto. Ktoś tu się ewidentnie naoglądał za dużo ekranizacji komiksów. Chodzą porównania do Guardians of the Galaxy, albo Suicide Squad (mi trudno powiedzieć, żadnego nie widziałem). No ale fakt jest taki, że mamy ekipę w tym przypadku nie superbohaterów, a raczej anty-bohaterów o supermocach. Jest niby-cyborg, zmieniacz kształtów, gość o nadludzkiej sile i mały obcy kontrolujący maszyny. A i jeszcze babka o "mocy" uwodzenia. DC i Marvelem to pachnie na kilometry.
A i absolutnie wysilony nieśmieszny humor, budzący jeszcze większe skojarzenia z filmami Marvela i DC.
Fabuła ma takie dziury logiczne, że szkoda gadać. O czymś to świadczy, że nawet strony takie jak TrekNews i TrekMovie, chwalące najgorsze badziewne odcinki Disco w swoich recenzjach (ewidentnie stronniczych), tym razem zachowały niepodległość i film zjechały równo.
Dobrze pisze Schneider na Ex Astris Scientia, że nie wiadomo skąd Kurtzman uwziął się, że Cesarzowa jest ulubienicą publiczności i każdy chciał ten film. Nie, nie jest tak i nikt go nie chciał.
Ludzie lubili Georgiou, ale tę "prawdziwą", która zginęła na początku Disco, a nie wersję Hitler. Oni nie rozumieją, że mają nie tę Georgiou i próbują nam wcisnąć podrabiany towar. 🙂 (...)
Cesarzowa to była dobra na początku, jako taki właśnie drugi biegun w stosunku do pierwotnej Georgiou. Ale szybko przerodziła się w parodię z tymi swoimi tekstami typu: zjem twój mózg itd. Była taka na siłę zła, że bardziej śmieszna. Zresztą tu w tym filmie mamy tego kontynuację, jak w jednej z pierwszych scen je gałki oczne jako przekąskę. Kiczem to wali.
Mirror Universe w ogóle powstał jako taki nie do końca poważny "zły" odpowiednik normalnego świata. Tak to pokazano w TOS, DS9 i ENT i tam to zagrało. W Discovery próbowali to zrobić na 100% poważnie w odróżnieniu od wcześniejszych występów tego świata. I paradoksalnie wyszła im parodia. Poza tym Mirror Universe ze względu na swój charakter powinien być dawkowany w małych ilościach. Tu przegięli i też parodia wyszła. Robienie z tego pół sezonu to ewidentnie nie tędy droga. (...)
Myślę, że po tym filmie Michelle Yeoh ma realne szanse dołączyć do tak zacnego grona jak Tom Hanks, Mel Gibson, Leonardo DiCaprio, Sandra Bullock i inni. Są to aktorzy, którzy mają w dorobku zarówno Oscara jak i Złotą Malinę. Od kilku lat obie nagrody przydzielane są także za filmy produkowane prosto do streamingu. Trzymajmy zatem kciuki za Cesarzową 😛.
***
Autor: xetnoinu, 11-12.02.2025, Discord Star Trek, reblog
Obejrzałem bez napisów, czyli jakbym nie widział. Muszę chociaż z angielskimi.
Sekcja 31 ma niestety poziom serialowy a nie filmowy. Dlatego poszła na stream jako pierwszy film telewizyjny franczyzy. Jest też poniżej pilota serii dowolnej. Historia cierpi na ucięcie. To co ciekawe, jest niedopowiedziane, a to co nieistotne i głupie, jest wygadywane na nonstopie. Czyli wszechwszystka i na wszechwszystko jest tu Cesarzowa. Ten sam błąd co w Discovery. Ale i jak w tamtym serialu ciekawe są tła: Augmenta, dawnego tyrana i złola oraz Sana byłego kochanka Cesarzowej i same dylematy Cesarzowej z przeszłości. Warto zwrócić uwagę, że San jest trzy razy wzmiankowany, nawet z raz pokazany, w serialu Discovery i dopiero teraz nabrało sensu, o co chodzi z tą postacią.
W ST14 jest też to, co mi się nie podoba w SNW, czyli czasem za bardzo dosłowne sceny i zapożyczenia ze znanych filmów i seriali, pokazane z finezją cepa. Chyba ze cztery sceny są aż takie: MiB (Nanokin), B5 (pluszak), SG (baza podziemna) i jedna ze starej trylogii SW (scena w zgniatarce śmieci). Trek ma 950 odcinków. Niech cytuje sam siebie a nie obce franczyzy. 🙂
Ekspozycja jest wstrząsająca - dla kilkulatków, co nigdy nie widzieli Cesarzowej i trzeba im objaśnić i dać wytyczne jak w grze. Ciekawe, czy to zadziała i przyciągnie nową, młodą publiczność. Jest na osłodę, że tę wstrząsająco źle napisaną ekspozycję instrukcję gry czyta oscarowa aktorka jako cameo. Jamie Lee Curtis musi kochać ST, że dała taką przysługę. Musi kochać ten świadomy kamp. Bo ten film to apoteoza kampu. Przebija pod tym względem wszystko, co powstało w Treku. Więc dla mnie to plus, ja lubię kamp. 🙂
I jeszcze jedno. Wszyscy w recenzjach wieszają psy na tym filmie, że jest nie w duchu jego twórcy. No to guzik wiedzą o tym duchu. Bo najważniejsza puenta tego filmu to sedno jego idei. Każdy człowiek, nawet największy potwór, może pod wpływem przykładu pozytywnego etosu Federacji się zmienić. To utopijne. Ale ten film jest o tym, czy Strażnik Wieczności miał rację i Cesarzowa zasłużyła na życie, bo się zmieniła, tak na serio, wewnętrznie i jest w niej w kwestiach najważniejszych ten etyczny głos, co robić. To niestety trzeci plan tej historii, ale dla niego warto Sekcję zobaczyć, jako egzamin praktyczny po Terra Firma.
Recenzje są wstrząsające, że to dno jakiego świat nie widział a Discovery przy tym to artyzm. Bo teraz zaczynam czytać te zagraniczne recki jak już zobaczyłem. Połowa recenzji wpadła w pułapkę modnego teraz i głupiego chwytu scenariuszowego. Jest w Akolicie i kilka razy w Disco np w piątym sezonie. W Akolicie ileś odcinków jest powtarzane stale, że bohaterka, siedząc czy będąc koło celi doprowadziła do pożaru, który wybuchł reaktor i zabił matki. Potem się okazuje, że postać była w błędzie i było inaczej. W piątym sezonie Discovery Stamets powtarza wkoło, że technologia Protoplastów to broń i ożywia zmarłych. Też guzik prawda. W Sekcji 31 niestety jest to samo o artefakcie i świecie Mirror - pewna postać coś powtórzyła jako przyczynę uzasadnienie a to się okazuje tu nieprawdą, tylko nie jest to tak wyrecytowane wprost, jak w dwu wymienionych produkcjach i jest powtarzane w recenzjach jako błąd światotworzenia Mirrora.I recenzenci przeoczyli prawdziwą przyczynę zdarzeń w filmie, która już jest w duchu komiksowego Mirrora z Disco jak najbardziej.
Tak czy owak, ST14 będzie na listach najgorszych pozycji filmów i odcinków franczyzy. Tego się nie da uniknąć. Zastanawiam się czy jest coś słabszego. Ech. Smutno mi. Powstaje pytanie jakim cudem Yeoh chciała w tym zagrać. Chyba dlatego, że miał być to serial. A Curtis miała grać kogoś jak szefową Sekcji. I miałoby to wtedy sens. Natomiast w obecnym kształcie ST14 nie jest ani pilotem nieistniejącego serialu ani osobnym filmem. Jakiś miks, gdzie co rusz widać, że coś jest nieopowiedziane, bo miało być potem.
Efekt jest taki, że tylko pokazana nam uzupełniona historia samej Cesarzowej w tym filmie jest do obrony. Pierwszy plan natomiast jest jak dilitowy płacz dziecka z Discovery - tylko ciut nad wyścigiem miseczek z Ikei lub jednakowo bez sensu. Bo tylko ten odcinek mi się przypomina w kwestii maksymalnych głupot. Lepszy reżyser więcej by wycisnął. Chociażby Frakes, on by to poprawił. Bo czasem to są po prostu głupie dialogi, wirówkowe ujęcia kamery tak dziwaczne, że Trek ich nie widział. I czasem brakuje retrospekcji, uwaga z Discovery, ale sensownych. Nie tego streszczenia-wstępu-do-gry na dzień dobry. Jest taki moment w tym filmie, że zaczyna to się kręcić. Ale już jest po ptakach. Za późno.
Tak dalej nad tym myślę. Ok, aktorka grająca Cesarzową to wzięła, bo jej jakby historia w tle, jej backstory, jest najciekawsze w tym filmie i jest do obrony. Natomiast to, co robi zgraja ludzi z Sekcji jest za mało śmieszne lub szalone na kampową komedię, a za bardzo głupie na zachowanie agentów na poważnie. To wina reżysera i scenarzystów. Nie wiedzieli, co chcą zrobić. I jest, jak w powiedzeniu Wałęsy o tym, jaki ma być prezydent. " W życiu musi być i lewa noga i prawa noga. A ja, jako prezydent, chcę być między nogami."
Ten film powinien się nazywać: Terra Firma część 3 - sprawdzam. I być zrobiony z udziałem jakiś samotnych szeryfów lokalnych. Sekcja tu zawadza. Powinien się w nim pojawić Strażnik Wieczności na drink pod koniec i powiedzieć Cesarzowej. "Korzenne poproszę a Ty ... No ok, nie schrzaniłaś. Wiedziałem, że to nastąpi i dlatego tu wylądowałaś." Może ktoś kiedyś napisze fanfik i naprawi ten czternasty film.
