Startrek.pl

USS Phoenix

Code of Honor

Opis

Porwana przez Ligonian porucznik Tasha Yar musi walczyć o swoją wolność, a zarazem o przyszłość innej federacyjnej planety.

Polski tytuł: Kodeks honorowy

Zwiastuny 

Streszczenie

USS Enterprise i jego załoga udają się na planetę Ligon II, by wynegocjować układ na używanie rzadkiej szczepionki potrzebnej na planecie Stryris IV.

Ligonianie na pokładzie okrętu zachowują się przyjaźnie, lecz wkrótce zaskakują załogę, porywając Tashę Yar. Aby ją odzyskać, kapitan Picard musi stosować się do ścisłego ligoniańskiego kodeksu honorowego, zgodnie z którym Tasha musi walczyć o swoje życie z zazdrosną żoną porywacza.

Kiedy dyplomacja zawodzi, załoga Enterprise zastanawia się, jak pokojowo zwrócić się do Ligonian, by odzyskać Tashę i otrzymać od nich szczepionkę potrzebną na Stryris IV.

Tłumaczenie: Nestor the Q
Źródło: Startrek.com

Recenzje

Autor: xetnoinu, Discord Star Trek, reblog

Za mną powyższy odcinek. W sumie dopiero teraz zwróciłem uwagę na to, że mamy tu nietypową walkę. Ze względu na zatrute rękawice jest to starcie do jednego decydującego ciosu. Chyba więcej tego typu walki nigdy w Treku nie było. Oryginalny pomysł.

Druga rzecz. W trzecim sezonie PIC był taki moment jak Geordi i JLP sobie za plecami córki Geordiego decydowali o jej losie i co ona ma zrobić. Były głosy, że ja się czepiam. Ale w tym odcinku jest podobna sytuacja i Tasha jest jednak uczestniczką procesu decyzyjnego, czy ma walczyć. Kapitan nie podejmuje decyzji o niej bez zasięgnięcia jej opinii. Tyle lat temu można było robić to jak trzeba. A nie były to czasy współczesnego feminizmu.

Mamy też niemonogamiczne społeczeństwo czarnych, gdzie kobiety decydują o tym, kto jest ich pierwszym i drugim mężem. No po prostu diabeł gender i woke w jednym ;).

Ledsbourne napisał mi: „Hmmm, moim zdaniem sytuacja z Geordim i Picardem decydującymi o Sydney jest prosta – ona jest zwykłym ensignem, a oni obaj jednak ją znacznie przewyższają rangą”.

Dwu dziadów za jej plecami zdecydowało za nią i bez jej wiedzy i bez ustalenia, jak ona to widzi, że ma nie uczestniczyć w buncie de facto. A powyższy odcinek pokazuje, że da się inaczej. I to w tym odcinku TNG mogło to wyglądać tak, że kapitana guzik obchodzi, co Yar uważa i mógł dać rozkaz, że ona ma walczyć, ryzykując życie. Tu nie ma buntu. Tu Tasha jest w pracy. A mimo to chronił Yar przed tym. Potem ustalił, co Yar uważa, skonsultował z Troi i dopiero podjął decyzję.

Ledsbourne: „No ale tych „dwóch dziadów” to admirał i komandor, czyli jej przełożeni. Jak dla mnie to Sydney odwaliła. Tylko z Sydney jest ten problem, że porywając okręt, naraził córkę kumpla”.

Zupełnie niepodobnie. Widzę, że jeszcze raz to trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze. W odcinku powyższym TNG mamy normalny stosunek służbowy w łańcuchu dowodzenia: kapitan a szefowa ochrony. Picard ma prawo wysłać na misję czyli pojedynek, ale zna stawkę, że Yar może zginąć. Postępuje służbowo. Zasięga rady Troi. Czyli ma tzw. podkładkę. Ale też rozmawia z samą Yar i zna jej zdanie. Jak porządny służbista dopiero wtedy podejmuje decyzję.

W odcinku w serialu PIC3 nie ma stosunku służbowego w ramach łańcucha dowodzenia. Admirał jest w stanie spoczynku, Geordi nie jest bezpośrednim przełożonym Sydney. Czyli wchodzimy w obszar presji i autorytetu. Na ten moment fabuły Geordi wyobraża sobie, że on i Picard zrobią sobie formalnie bunt i polecą Tytanem robić swoje. Wszystkie trzy osoby zdają sobie sprawę, że ta misja jest złamaniem rozkazu Floty i Tytan jest poszukiwany. Jest to rodzaj buntu. Sidney, wiemy, że świadoma chce w tym uczestniczyć razem z resztą załogi. Tymczasem dwu panów bez jej wiedzy uzgodniło sobie, że ona ma opuścić okręt i tym samym nie uczestniczyć w buncie dla tzw. jej dobra i kariery.

To klasyczna sytuacja decydowania za tzw z natury głupią kobietę, która nie umie decydować o sobie z założenia i należy podjąć za nią decyzję i wymusić to na zasadzie autorytetu patriarchatu. Ja wiem, że cel scenarzystów to mogło być pokazanie, że tu mamy ojcowską miłość i chronienie dzieci. Ale Sidney to już chyba dziecko nie jest.

Przypomnę, że w tym samym odcinku są zaraz ataki Geordiego do Jacka, aby się nie zalecał do Sidney. Partnerów też jej chce kontrolować .

O ile podczas pierwszego oglądu tego odcinka można było przypuszczać, że to jakaś nieumiejętność scenarzystów w pokazywaniu troski ojca o córkę, to w świetle oglądu całości sezonu tak nie jest.

Jak szerzej gdzieś pisałem, sezon trzeci PIC pokazuje starcie trzech pokoleń. Najstarszego i posłusznego i uległego mu średniego pokolenia. Czyli np Picard i Siedem. I w kontrze prawie bezimienna załoga Tytana czyli młodzi w tym Sidney. I mamy to starcie. Presja dwu pokoleń i ich ruchy na traktowanie młodych jak bezwolne pionki . Tak tu Picard i Geordi traktują Sidney, i tak najstarsza dziaderczyni czyli Królowa Borg traktuje młode biodrony i Jacka.

No i jeszcze przypomnę, że Geordi też miał inną wizję kariery zawodowej Sidney. On cały czas chce i chciał za nią decydować. O ile jeszcze Picard dostał sceny jakiegoś pojednania z synem i to w sumie nie wiadomo za co. Bo to on tu też był ofiarą patologicznej postawy Bev. To Geordi nie dostał sceny większego pojednania się z córką. To ona jak przystało na relację w patriarchacie potem wyznała, że tatuś to był jej wielki wzór i psuła różne rzeczy, aby z tym bogiem mechaniki przebywać. Tu jest pokazana cała patriarchalna narracja i niestety tak tego Geordiegio, jako wzór dziadersa, pozostawiono.

Ledsbourne: „Nie wiem, moim zdaniem szukanie tu patriarchatu jest trochę na siłę, bo to równie dobrze mógł być syn. Raczej z tej sytuacji wychodzi, że Geordi jednak był trochę odklejony i ciągle myślał o swoich córkach jak o dzieciach. Co do buntu – to dalej jest bunt Picarda, więc dalej to on jest rankującym oficerem Sydney. Najbardziej „jak dzieci” swoją załogę traktuje Janeway, stąd jeżeli mówimy o „dziadersach”, to ona jest w topce – i tutaj kwestia szukania patriarchatu odpada”.

Chwila, chwila. To poproszę o przykład:

1. Kiedy Kaśka uznała, że ewentualny partner czyjś jest nieodpowiedni i go odstraszała? Ani w przypadku romansów Kes, Parisa, Siedem nie pamiętam takiego przypadku.

2. Kiedy podejmowała drastyczne decyzję o czyimś losie bez rozmowy z zainteresowanym na zasadzie, że wie lepiej bez rozmowy? Najmocniejsze decyzję były z Siedem na wczesnym jej etapie odborgawiania i wobec Tuvixa i nawet w tych dwu przypadkach była jej rozmowa z nimi na ten temat.

3. Czy komuś dyktowała, jakie ma mieć zainteresowania? No tak nie dało się rozwijać zawodu na okręcie ale przecież mogła uznać, że Paris powinien w czasie wolnym np. gotować a nie dłubać przy pojazdach mechanicznych. Robiła to?

U Kaski mamy trzy razy nie. A u Geordiego trzy razy tak - na powyższe pytania.

Była tylko jedna zaoczna decyzja. To było samo odłączenie Siedem od Kolektywu, ale potem było to w fabule, że Siedem podniosła to, że za nią podjęto decyzję. I potem jednak Kaśka wychowywała osobę niezależną i nie planowała jej życia. Nawet wobec hologramu zmieniła zdanie i zaczęła AHM traktować podmiotowo i sprawczo. Geordi nie traktuje tak dorosłej córki.

Ledsbourne:

„Ad. 1. Kim raz zakochał się (z wzajemnością!) w obcej z kolonialnego statku, Kaśka mu to wybiła z głowy, że „wymaga zgody przełożonego” – oczywiście nie miała problemu z romansami swoimi i innych.

2. Sytuacja z Doktorem, jak wymazała mu wspomnienie operacji na Kimie.

3. Geordi nie dyktował córce zainteresowań, po prostu chciał, żeby była inżynierem a nie pilotem, ale ona i tak zrobiła swoje. Z drugiej strony, Kaśka bez skrupułów i hipokrytycznie dyktowała innemu kapitanowi, jak ma kierować okrętem i jaka jest jedyna słuszna moralność według niej.

Kaśka najbardziej przegięła w trzech sytuacjach: Caretaker, Equinox i Endgame. Tuvix w mniejszej skali, ale jednak też.”

Ja na to:

Ad 1. Ale rozmawiała z Kimem i nie startowała do tej obcej. Nie podjęła decyzji za jego plecami.

Ad 2. Z doktorem to jak pisałem, jej stosunek do niego ewoluował.

Ad 3. Tak nie dyktował, że ona miała całe życie traumę, co do oczekiwań ojca.

Ad 4. Tak w tych odcinkach było na krawędzi. Ale mamy dziesiątki odcinków normalnego zachowania. A z Geordim w jednym odcinku trzy rodzaje zachowań paternalistyczno-patriarchalnych i deprecjacja córki jako niezależnego podmiotu.

Mi się nie podoba, co scenarzyści tu zrobili z Geordim w trzecim sezonie PIC. Ale zrobili, co zrobili.

Ledsbourne na to:

„Ale wnioski o „paternalistyczno-patriarchalnym” zachowaniu Geordiego wyciągasz na podstawie dwóch scen w zasadzie. Geordi był creepem w TNG i ewolucja jego postaci jako nadopiekuńczego rodzica jest zrozumiała – ale nie szedłbym tak daleko z tymi wnioskami. Scena ze startowaniem do Jacka jest jak na mój gust nawet nie na poważnie – raczej taki przytyk do Geordiego z TNG fantazjującego o każdej kobiecie, z którą mógł wejść do tunelu Jeffriesa. Janeway nie rozmawiała z Kimem, zjechała go i zaczęła mu robić wyrzuty o tę akcję. A akcja z Doktorem była chyba dopiero w piątym sezonie”.

Teraz tak w tle powtarzam TNG i jak to z tego typu tasiemcami zawsze coś nowego sobie uświadomię.

I tak oto niepaternalistyczne w tym odcinku zachowanie Picarda, gdzie Tasha walczy zatrutą rękawicą o szczepionkę, stało się paliwem mega offtopu 🙂 .

PS Wracając do tych pierwszych odcinków sezonu pierwszego to zachowanie Bev i Picarda jest dosyć dziwnie zagrane. W kontekście PIC3 to można nawet sobie wyobrazić, że oni mieli romans w trakcie małżeństwa Bev i może skierowanie męża Bev na misję zakończoną zgonem, czy co tam się stało, nie było przypadkowe. Serio. Oni dziwnie grają te odczucia wobec siebie. A w odcinku z plagą podobną do TOS, gdzie syn Bev opanował okręt, to już otwarcie Bev i JLP lecą na siebie seksualnie.

 

Dołącz do spoleczności!

Wpadnij na nasz serwer Discord, pogadaj o Star Treku i innej fantastyce.
searchclosearrow-circle-o-downbarsangle-leftangle-rightellipsis-v