USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Federacja
 Strona:  ««  1  2 
Autor Wiadomość
Dreamweb
Użytkownik
#31 - Wysłana: 9 Wrz 2005 09:55:00
To nie jest chyba zupełnie tak. Ja na Litwinach zaobserwowałem, że głowy mają mocne, tyle po prostu są dużo bardziej wyluzowani od Polaków i np. po paru łykach widać ze się dobrze bawią, chodzą po ścianach (dosłownie) itd. Nam drętwym Polakom którzy do robienia takich rzeczy muszą wypić 0,5 l wódy na głowę wydaje się, że goście sie upili ale tak nie jest, to kwestia różnicy temperamentu.
cezary
Użytkownik
#32 - Wysłana: 9 Wrz 2005 16:40:18
;-> Taa, a dinozaury nie wymarly;->
Q__
Moderator
#33 - Wysłana: 6 Gru 2010 09:16:48
Odgrzewam bardzo stary temat (uczcie się Newbies i nie tylko Newbies jak się u nas drzewiej dyskuotwało), by przewrotnie zadać pytanie czy powstanie Federacji, a więc tworu zrzeszajacego istoty tak rózne od siebie kulturowo i - mimo częstego nadużywania przez autorów humanoidlanej formy - biologicznie, byłoby wogóle wykonalne, czy nie skończyłoby się jak w tej grotesce streszcoznej przez Lema w "Fantastyce i futurologii" takimi oto słowami:

Evelyn E. Smith: Tea tray in the Sky. Młody Michael, pragnąc poświęcić się ziemskiemu życiu, opuściwszy „Bractwo” (jakiś rodzaj zakonu), podróżuje rakietą po Kosmosie i z przerażeniem stwierdza, że pokojowe współistnienie istot nad wszelki wyraz różniących się od siebie w ramach Galaktycznej Federacji jest czymś nie do zniesienia. Szerokich swobód, panujących w Federacji, nikomu nie wolno gwałcić. Tak więc Michael musi się cierpliwie poddawać w rakiecie trójwymiarowym i barwnym audycjom reklamowym, ponieważ wyłączenie telewizora sprzeczne jest z zasadą free enterprise. Najgroźniejsze są atoli przestępstwa z zakresu „nietolerancji” planetarnych obyczajów. Ponieważ na planecie Theemim jedzenie w miejscach publicznych obraża moralność, nie wolno więc tak jeść w obrębie całej Federacji. Wymienienie w rozmowie słowa „historia” jest zakazane, ponieważ Meropiańczycy przeszli z barbarzyństwa do cywilizacji w jednym pokoleniu i nie mają historii. Po szeregu podobnych doświadczeń młody Michael wraca z ulgą do klauzury.

Jak sądzicie?
ortkaj
Użytkownik
#34 - Wysłana: 6 Gru 2010 09:45:01 - Edytowany przez: ortkaj
Nawet gatunki bardzo różne potrafiły się dogadać z innymi jeżeli tylko miały motywację (np.Breen z Dominium).Nie pamiętam czy Tholianie byli z kimś w sojuszu.

Pewnie kłopot byłby z innymi postaciami życia inteligentnego chociaż byłoby to możliwe (choćby rozmowa z gazowa inteligentną formą życia).
Gdybyśmy przyjęli spojrzenie z cytowanego fragmentu to Ziemianie nie mogliby mówić o komorach gazowych bo naruszałoby to dobre imię gazu, no chyba żeby gaz rozróżniał pojęcie dobra i zła ( dobry gaz i zły gaz).

Q__

PS.
Nie czuję się Newbies bo trochę znam temat ale myślę, że dyskusje "drzewiej" odbyte w tym topicu były drewniane raczej i nie są najlepszym przykładem.
Jurgen
Moderator
#35 - Wysłana: 6 Gru 2010 11:52:55
Q__
ortkaj

Nie wiem, czy ta dyskusja była drewniana, ale na pewno nie była na temat*, więc można byłoby jako przykład podac raczej dyskusje Galaxy vs Defiant czy Lądowanie na planetach.

*Swoją drogą OT też jest jakąś tradycją tego forum, więc może rzeczywiście przykąłd jest niezły.
ortkaj
Użytkownik
#36 - Wysłana: 6 Gru 2010 11:58:43
Rozumiem OT ale od trzeciego czy czwartego posta? No chyba, że bijemy rekord i zakładając topika piszemy pierwszego posta nie na temat.
A szkoda bo temat jest ciekawy..........
Q__
Moderator
#37 - Wysłana: 6 Gru 2010 17:07:41
ortkaj

ortkaj:
Nie czuję się Newbies bo trochę znam temat

I słusznie, Ty akurat wszedłeś na forum nie wymagając przyuczania do bytności na nim. Gdybyż ze wszystkimi tak było...
Jurgen
Moderator
#38 - Wysłana: 6 Gru 2010 18:01:00
ortkaj:
Rozumiem OT ale od trzeciego czy czwartego posta?

A to już - moim zdaniem - efekt "nowej fali" na forum. Przy czym "nowa fala" pojawiła się już jakiś czas temu. Teraz to juz chyba byłaby jakaś piata albo szósta fala.
Eviva
Użytkownik
#39 - Wysłana: 6 Gru 2010 18:03:24
Jurgen
Jurgen:
Teraz to juz chyba byłaby jakaś piata albo szósta fala.

A siódma fala zatapia statek...
Toudi
Użytkownik
#40 - Wysłana: 6 Gru 2010 18:05:42
Jak już leci OT, to:
Eviva:
A siódma fala zatapia statek...

Załoga ma dostęp do pomp, może uratować okręt...
Eviva
Użytkownik
#41 - Wysłana: 6 Gru 2010 18:39:43
Toudi

Albo padnie sakramentalne "Wszyscy do szalup, kapitan spuszcza się ostatni!"
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#42 - Wysłana: 6 Gru 2010 20:24:21
Q__:
Odgrzewam bardzo stary temat (uczcie się Newbies i nie tylko Newbies jak się u nas drzewiej dyskuotwało), by przewrotnie zadać pytanie czy powstanie Federacji, a więc tworu zrzeszajacego istoty tak rózne od siebie kulturowo i - mimo częstego nadużywania przez autorów humanoidlanej formy - biologicznie, byłoby wogóle wykonalne, czy nie skończyłoby się jak w tej grotesce streszcoznej przez Lema w "Fantastyce i futurologii" takimi oto słowami:

A to przypadkiem nie jest obraz ziemi za 10-15 lat??
Seybr
Użytkownik
#43 - Wysłana: 26 Lis 2012 13:57:14
Mnie zastanawia co się dzieje z dzikimi zwierzętami np. na Ziemi. W dzisiejszych czasach istnieje coś takiego jak gospodarka łowiecka. Myśliwi redukują zgodnie z planem, który jest ustalany odgórnie przez władze lasów. Pomijam że wielu drzewiarzy chętnie by wytępiło wszystkie zwierzęta z lasu.
Jak w przyszłości utrzymuje się X populację. Może biega jeden chłop z drugim i wczepia środki antykoncepcyjne ?
Macie pomysł na to ?
Q__
Moderator
#44 - Wysłana: 26 Lis 2012 14:27:39 - Edytowany przez: Q__
Seybr

Seybr:
Jak w przyszłości utrzymuje się X populację. Może biega jeden chłop z drugim i wczepia środki antykoncepcyjne ?

Widzę dwie opcje: albo pogrzebano zwierzakom w genach by się wolniej rozmnażały (i np. dłużej żyły), może to być rozwiązanie pre-federacyjne zresztą (czasy Khana itp.), albo też metoda z lemowskich "Sex Wars" rodem (antykoncepcja w wodzie lub w powietrzu).

Do tego dochodzi pytanie jak - w wypadku Ziemi - wpłynęła na zwierzostan IIIwś (pustynny Vulcan i lodowa Andoria nie zdają się obfitować w życie zwierzęce, ba... można się wręcz zastanawiać jak tam te humanoidy powstały...), bo np. u Dicka skończyła się owa wojna wielkim wymieraniem...*

* vide słynny cytat, który kiedyś wrzucałem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=6&topic=2863&page=16#msg211105
Elaan
Użytkownik
#45 - Wysłana: 27 Lis 2012 21:42:46
Q__:
Do tego dochodzi pytanie jak - w wypadku Ziemi - wpłynęła na zwierzostan IIIwś

Wiemy, że wojna trwała bardzo długo. Uprawy i hodowla byłyby raczej utrudnione.
A człowiek, gdy musi, potrafi być zwierzęciem wszystkożernym. Podejrzewam, że przetrwały by nieliczne gatunki fauny, a uprawy wielu roślin jadalnych zarzucono by, ze względu na praco- i czasochłonność.
Q__
Moderator
#46 - Wysłana: 28 Lis 2012 06:26:09
Elaan

Elaan:
Podejrzewam, że przetrwały by nieliczne gatunki fauny, a uprawy wielu roślin jadalnych zarzucono by, ze względu na praco- i czasochłonność.

Pytanie teraz, które gatunki konkretnie by przetrwały i czy - po drodze do federacyjnego raju - nie pojawiła by się np. konieczność zwalczania plagi szczurów, insektów czy nawet jakiegoś dotąd niegroźnego a rosnącego w ilość po wymarciu swych naturalnych wrogów gatunku...

Pytanie też czy nie przeproszono się na chwilę ze - znienawidzoną po Eugenic Wars - genetyką, by odtworzyć wymarłe rośliny czy zwierzęta (a może nawet by naprawić ludzki genom: wspomnijmy zniekształcenia uczestników odtworzonej przez Q świeżopowojennej sceny sądowej).
Elaan
Użytkownik
#47 - Wysłana: 28 Lis 2012 17:46:24 - Edytowany przez: Elaan
Q__:
Pytanie teraz, które gatunki konkretnie by przetrwały

No cóż, szczury przetrwałyby z całą pewnością. Ich zdolności przystosowawcze i rozrodcze, a także pewnego rodzaju inteligencja dałyby im przewagę.
Karaluchy też raczej nie miałyby z tym większych problemów. Także komary i moskity.
Choroby roznoszone przez te stworzenia zabiłyby pewnie jakąś 1/4 wszystkich ofiar.

Q__:
Pytanie też czy nie przeproszono się na chwilę ze - znienawidzoną po Eugenic Wars - genetyką

To wydaje się raczej nieuniknione. Chcąc na nowo stworzyć Ziemię przyjazną ocalałym resztkom ludzkości, na pewno nie zrezygnowano by z możliwości, jakie oferuje manipulacja genami.
Może zresztą sama wojna wymusiłaby w pewien sposób mutacje genetyczne wśród roślin i zwierząt, choćby wskutek promieniowania, ale nie tylko.
Większość z nich byłaby zapewne szkodliwa, ale niektóre mogłyby okazać się pożyteczne i przyczynić się do powstania nowych odmian, czy nawet gatunków.
Seybr
Użytkownik
#48 - Wysłana: 28 Lis 2012 19:35:24
Przecież wszystkich dzików wojna by nie wybiła. Wystarczy popatrzeć na II wojnę. Po jakimś czasie zwierzęta odrodziły się same przy pomocy ludzi. Na zachodzie z racji kapitalizmu ten rozwój był dość mocniej kontrolowany. Polska ma sporo lasów i mamy piękną paletę dzikich zwierząt. Federacja nie jest za manipulacją genami. Dziś wielka halo jest o GMO. Już teraz wycofano wiele odmian. Był rzepak, gdzie wydawał piękny plon, ale zakazano produkcji w UE. Szkodził nie tylko człowiekowi, ale i zwierzakowi. Sarny jak zjadały w zimie młode rośliny zdychały, niszczyło ich rządki. Jedynie ten rzepak nadawał się na paliwa, ale człowiek z natury jest chytry. Dla prewencyjnie zakazali.

Jak może być ze zwierzętami leśnymi. Modyfikacje genetyczne mogą bardziej szkodzić nic pomóc. Rozpylanie środków antykoncepcyjnych stawiam że było by bardziej szkodliwe. Dzik przestanie się nadmiernie rozmnażać, ale za to x rosliny czy i x wieórka może zmutować. Na terenie Polski odnotowano Wiwórkillę.

Wielkie światowe OHZ ? Może to jest rozwiązanie.
Q__
Moderator
#49 - Wysłana: 19 Kwi 2014 14:15:34 - Edytowany przez: Q__
O Federacji jako kulturze konsumeryzmu:
http://www.academia.edu/861412/Utopian_enterprise_ Articulating_the_meanings_of_Star_Treks_culture_of _consumption

Zresztą - jak wspomniałem w dyskusji, która się rozwinęła w topicu o Rikerze:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=8&topic=491#msg278920
wyobrażenie sobie cywilnego społeczeństwa UFP to ciekawe wyzwanie...
Przywołałem tam Banksa... Zatem pojedźmy Banksem (najbardziej reprezentatywna powieść o Kulturze - "Gracz")...

Najpierw coś a'propos wygłoszonych TU:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=8&topic=3719&page=0#msg278714
słów pirogroniana:
pirogronian:
nie sposób zrobić utopijnego ładu, który by wszystkim pasował

"– Jakieś kłopoty? – spytał Chamlis.
Yay przez chwilę miała taką minę, jakby nie usłyszała. Westchnęła i oparta się wygodniej na kanapie.
– Tak... ta jędza Elrstrid i ta cholerna świętoszkowata maszyna Preashipleyl. Są tacy... bez polotu. Nie chcą o tym słyszeć.
– O czym nie chcą słyszeć?
– O ideach! – krzyknęła Yay do sufitu. – O nowych pomysłach, o czymś odmiennym, co nie byłoby tak strasznie konserwatywne. Nie zwracają na mnie uwagi tylko dlatego, że jestem młoda.
– Sądziłem, że są zadowoleni z twojej pracy – powiedział Chamlis.
Gurgeh siedział rozparty na kanapie, obracał napój w szklance i obserwował Yay.
– Odpowiada im, że robię tę całą łatwiznę – odparła Yay znużonym głosem. – Wetknąć gdzieś pasmo górskie, wydłubać jezioro... ale mi chodzi o całościowy projekt, o naprawdę radykalną zmianę spojrzenia. Budujemy po prostu jeszcze jedną sąsiednią Płytę. W galaktyce jest takich miliony. Jaki to ma sens? Po co?
– Może po to, by zamieszkali tam ludzie? – zasugerował Chamlis, tworząc różową aurę.
– Ludzie mogą mieszkać wszędzie! – Uniosła się na kanapie i jasnymi, zielonymi oczyma spojrzała na dronę. – Płyt nie brakuje. Teraz rozmawiamy o sztuce!
– A co chciałaś zrobić? – spytał Gurgeh.
– Na przykład pole magnetyczne pod warstwą materiału podstawy i namagnesowane wyspy unoszące się nad oceanami – odparła Yay. – W ogóle zrezygnować ze zwykłego lądu. Tylko wielkie, unoszące się kamienne bryły z rzekami i jeziorami, z roślinnością i garstką nieustraszonych osób. Czy to nie bardziej fascynujące?
– Bardziej fascynujące niż co? – spytał Gurgeh.
– Niż to! – Meristinoux poderwała się z miejsca i podeszła do okna. Postukała w starodawną szybę. – Spójrz na ten widok. Równie dobrze mógłbyś mieszkać na planecie. Morza, góry i deszcz. Nie wolałbyś żyć na pływającej wyspie, żeglującej przez powietrze ponad wodą?
– A jeśli wyspy się zderzą? – chciał wiedzieć Chamlis.
– Jeśli się zderzą? – Yay spojrzała na mężczyznę i dronę. Na zewnątrz zapadał gęsty mrok; oświetlenie pokoju powoli jaśniało. Wzruszyła ramionami. – Można tak to zaprojektować, żeby się nie zderzały. W każdym razie, nie sądzicie, że to wspaniały pomysł? Dlaczego jedna stara kobieta i jakaś maszyna mogą mnie powstrzymać?
– Znam tę maszynę Preashipleyl – powiedział Chamlis – i jeśli uważałaby, że twoje idee są dobre, wzięłaby je pod uwagę. Ma wielkie doświadczenie i...
– Owszem, ma za wielkie doświadczenie – stwierdziła Yay.
– Taka rzecz nie jest możliwa, młoda kobieto – odparł drona.
Yay Meristinoux głęboko westchnęła, przygotowując się do sprzeczki, ale tylko rozłożyła ramiona, przewróciła oczyma i spojrzała w okno.
– Zobaczymy – rzekła.
Do tej pory robiło się coraz ciemniej, ale nagle po drugiej stronie fiordu mrok rozjaśniła plama słonecznego światła, sączącego się przez chmury i rzednący deszcz. Pokój wypełniła rozproszona poświata; lampy w domu przygasły. Wiatr poruszał wierzchołkami mokrych drzew.
– Ach, nie ma się czym martwić. – Yay przeciągnęła się, wyginając ramiona. Krytycznie oglądała widok z okna. – Pobiegam sobie – oznajmiła. Idąc do drzwi w rogu pomieszczenia, ściągnęła najpierw jeden but, potem drugi, rzuciła żakiet na krzesło, rozpięła bluzkę. – Przekonacie się. – Pokiwała palcem Gurgehowi i Chamlisowi. – Latające wyspy. Ich czas nadchodzi. Drona nic nie odpowiedział. Gurgeh patrzył sceptycznie. Yay wyszła."


Jak widać nawet w społeczeństwie, w którym można projektować planety (Genesis device się kłania) znajdą się powody do frustracji... ale... czy nie wolelibyście mieć tylko takie powody?
Q__
Moderator
#50 - Wysłana: 19 Kwi 2014 14:19:20 - Edytowany przez: Q__
Dalej coś a'propos słynnych - dwakroć cytowanych - słów o oficerach GF jako zrównoważonych szaleńcach:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=6&topic=123&page=22#msg170476
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=2017&page=5#msg210599
Jednym słowem: w jaki stanie ducha trzeba być, by rozważać zostanie redshirtem:

"– Och, teraz ty dla odmiany zaczniesz się nad sobą użalać. Nie rób tego – powiedział Chamlis, odlatując od okna.
Gurgeh wpatrywał się w nadproże kominka.
– Wszystko... jest teraz takie szare. Czasami mam wrażenie, że się powtarzam, że nawet nowe gry to po prostu stare w innej postaci. Że niczego już nie warto rozgrywać.
Drona zrobił coś, co robił rzadko: fizycznie usiadł na kanapie, obarczając ją swym ciężarem.
– Gurgeh – zaczął rzeczowym tonem – ustalmy, czy mówimy o grach, czy o życiu.
Mężczyzna odchylił ciemną kędzierzawą głowę na oparciu kanapy i zaśmiał się.
– Gry stały się całym twoim życiem – ciągnął Chamlis. – Jeśli zaczęły cię nużyć, zrozumiałe jest, że odczuwasz niezadowolenie ze wszystkiego.
– Może tylko pozbyłem się złudzeń związanych z grami. – Gurgeh obracał w dłoni rzeźbioną bierkę. – Zawsze myślałem, że kontekst nie ma znaczenia, że dobra gra to dobra gra, a dzięki klarowności reguł idealnie przenosi się z jednego społeczeństwa do drugiego. Teraz jednak ogarnia mnie zwątpienie. Weź na przykład „Rozmieszczenie”. – Wskazał głową na planszę. – Jest obce. Na jakiejś drugorzędnej planecie odkryto to kilkadziesiąt lat temu. Organizują tam turnieje, obstawiają wyniki, to dla nich coś ważnego. Ale o co my mamy się zakładać? Na przykład jaki sens miałby zakład o Ikroh?
– Yay z pewnością nie przyjęłaby tego zakładu – odparł Chamlis rozbawiony. – Według niej za bardzo tu pada.
– Ale rozumiesz, co chcę powiedzieć. Jeśli ktoś chciałby mieć podobny dom, dawno by go sobie kazał zbudować. Gdyby chciał mieć te sprzęty – Gurgeh zatoczył ręką po pokoju – zamówiłby je i dostał. Gdy nie ma pieniędzy i pojęcia własności, znika znaczna część uciechy, jakiej doświadczali ludzie, który wynaleźli tę grę.
– Nazywasz to uciechą: stracić dom, tytuły, posiadłość, może nawet dzieci? Znaleźć się w sytuacji, gdy wszyscy oczekują, że wyjdziesz na taras i strzelisz sobie w łeb? Czy to ma być przyjemność? Jesteśmy od tego wolni. Gurgeh, pragniesz czegoś, czego nie możesz mieć. Lubisz żyć w Kulturze, ale nie oferuje ci ona odpowiedniego poziomu zagrożenia. Prawdziwemu hazardziście do pełni doznań potrzeba podniety powstającej wówczas, gdy możliwa jest materialna strata, a nawet całkowita ruina. – Pokój oświetlony był teraz ogniem z kominka i ukrytymi lampami. Gurgeh milczał. – Gdy składałeś swe nazwisko, nazwałeś się „Morat”, może jednak nie jesteś graczem doskonałym, może powinieneś nazywać się „Shequi” – ryzykant.
– Prawdę mówiąc – głos Gurgeha był cichy, nieco tylko mocniejszy od trzaskania polan w kominku – nieco się obawiam gry z tym dzieciakiem. – Spojrzał na dronę. – Słowo daję. Ponieważ lubię zwyciężać, ponieważ robię coś, czego nikt nie potrafi skopiować, nikt inny tego nie ma. Ja to ja. Należę do najlepszych. – Znowu spojrzał przelotnie na maszynę, jakby zażenowany. – Jednak od czasu do czasu rzeczywiście obawiam się przegranej. Myślę sobie: a jeśli gdzieś istnieje ktoś młodszy, jakieś dziecko, posiadające wrodzony talent, większy od mojego, które mogłoby mi to wszystko zabrać. To mnie niepokoi. Im większe moje osiągnięcia, tym więcej mam do stracenia i tym gorzej się czuję.
– Jesteś przeżytkiem – stwierdził Chamlis. – Chodzi o samą grę. Tak się powszechnie sądzi. Ważna jest przyjemność gry, a nie zwycięstwo. Radość z pokonania innych, wzbudzanie w sobie dumy to dowody, że jesteś osobą niepełną i niedostosowaną.
Gurgeh powoli kiwał głową.
– Tak mówią. Wszyscy tak myślą.
– Ale nie ty?
– Ja... – Gurgeh miał trudności ze znalezieniem odpowiedniego określenia – Unoszę się, gdy zwyciężam. To lepsze niż miłość, lepsze od seksu, od narkotyków z gruczołów. To jedyny moment, gdy czuję się... – pokręcił głową, zacisnął wargi – rzeczywisty. Jestem. Przez resztę czasu... czuję się trochę jak ten drona usunięty z Sekcji Specjalnej, ten mały Mawhrin-Skel. Jakby zabrano mi część przyrodzonych praw.
– Ach, więc z tego właśnie powodu uważasz go za pokrewną duszę – oznajmił lodowato Chamlis, wytwarzając stosowną do tego aurę. – Zawsze mnie dziwiło, co takiego widzisz w tej odrażającej maszynie.
– Widzę u niego gorycz – odparł Gurgeh. – To przynajmniej coś nowego. – Wstał, podszedł do kominka, pogrzebaczem posunął polana i niezgrabnie operując ciężkimi szczypcami, dołożył kawałek drewna.
– To nie jest epoka bohaterów – powiedział do drony, patrząc w ogień. – Indywidualność to pojęcie przestarzałe. Dlatego wszyscy tak wygodnie żyjemy. Nie liczymy się, więc nic nam nie zagraża. Żadna jednostka nie ma już na nic wpływu.
– Służba Kontaktu wykorzystuje jednostki – zauważył Chamlis. – Umieszcza swych ludzi w młodszych społeczeństwach, a oni wywierają decydujący wpływ na los całych metacywilizacji. To na ogół „najemnicy”, nie są z Kultury, ale to przecież ludzie.
– Wybiera się ich i wykorzystuje. Pionki w grze. Oni się nie liczą – odparł Gurgeh niecierpliwie. Odszedł od wysokiego kominka. – Poza tym, nie jestem jednym z nich.
– Każ się więc przechować do chwili, gdy nadejdą czasy bardziej heroiczne.
– Jeśli w ogóle kiedykolwiek nadejdą. – Gurgeh usiadł na kanapie. – Zresztą gdybym tak postąpił, miałbym wrażenie, że oszukuję.
Drona Chamlis Amalk-ney słuchał odgłosu deszczu i trzaskającego ognia.
– Jeśli pragniesz urozmaicenia – rzekł powoli – to Służba Kontaktu, nie mówiąc o Sekcji Specjalnej, może ci tego dostarczyć.
– Nie mam zamiaru ubiegać się o przyjęcie do Służby Kontaktu – odparł Gurgeh. – Być zamkniętym we Wszechstronnej Jednostce Kontaktowej z grupą gorliwych filantropów, szukających barbarzyńców, których można by oświecić... nie tak wyobrażam sobie radość i spełnienie.
– Nie o to mi chodziło. Służba Kontaktu ma najlepsze Umysły, najlepsze informacje. Potrafią zaproponować nowe idee. Za każdym razem, gdy miałem do nich jakąś sprawę, załatwiali ją. Ale zwróć się do nich, kiedy już naprawdę będzie ci źle.
– Dlaczego?
– Są sprytni. Podstępni. Również są hazardzistami, przyzwyczajonymi do wygrywania.
Gurgeh pogładził się po brodzie.
– Nie potrafiłbym się w tym znaleźć – powiedział.
– Nonsens – odparł Chamlis. – Nawiasem mówiąc, mam tam znajomych. Mógłbym...
Drzwi się rozwarły."


I teraz pytanie... Czy społeczeństwo tego typu jest jednak nierealne, czy przeciwnie - da się zbudować... Oraz - przede wszystkim - czy obecne i w nim niedoskonałości czynią je czymś zwyczajnym, tylko lepszym od naszego dziś, czy jednak utopijnym rajem, może najlepszym jaki da się zbudować z ludźmi i dla ludzi?

Cytat a'propos:

"Och, w Kulturze wszystko jest tak cudowne! Nikt nie głoduje, nikt nie umiera z powodu chorób, nie ginie w katastrofach przyrody, nikt nie jest wykorzystywany, ale jednak istnieją powodzenie, smutek, radość, istnieje ryzyko, sytuacje korzystne i niekorzystne."

ps. Kwestia poboczna: czy do oficerów GF również pasuje sformułowanie: "Są sprytni. Podstępni. Również są hazardzistami, przyzwyczajonymi do wygrywania." (i dlaczego jak najbardziej)?

(Bo, że słowa nazywające ich "grupą gorliwych filantropów, szukających barbarzyńców, których można by oświecić" są prawdziwe chyba nikt nie wątpi, chociaż GF, w przeciwieństwie do SK, nie uprawia zazwyczaj progresorstwa...)

EDIT: jeszcze dwa cytaty:

"Gurgeh zmrużył oczy. Najdłuższy okres poza Chiark spędził trzydzieści lat temu, gdy wybrał się w rejs. Niezbyt mu to odpowiadało. Pojechał raczej dlatego, że wtedy w jego wieku wypadało podróżować, niż dlatego, że miał na to rzeczywistą ochotę. Widok innych układów gwiezdnych robił wrażenie, ale równie dobrze można oglądać obrazy na ekranie holograficznym. Gurgeh nie rozumiał, dlaczego właściwie ludzie chcą osobiście odwiedzić jakieś konkretne miejsca. Początkowo planował spędzić w podróży kilka lat, ale w końcu zrezygnował po roku."

Ciekawe na ile pasuje to do przeciętnego federacyjnego cywila?

"– Człowieku, czy nie rozumiesz, co oni mi zrobili? Już lepiej mi się było nigdy nie narodzić, niż być zmuszonym do włóczenia się po Kulturze przez wieczność, wiedząc, co straciłem. Wyrwali mi pazury, usunęli oczy i zostawili w raju stworzonym dla innych; nazywają to współczuciem. Ja nazywam to torturą. To nieprzyzwoite, barbarzyńskie, szatańskie. Poznajesz to słowo? Widzę, że poznajesz. Spróbuj sobie wyobrazić, jak się czuję i co mógłbym zrobić... Pomyśl o tym, Gurgeh. Pomyśl, co mógłbyś dla mnie zrobić oraz co ja mógłbym zrobić tobie."

A to czy by nie pasowało do wydalonego z GF?
Q__
Moderator
#51 - Wysłana: 26 Maj 2015 02:00:17
Jeszcze jeden cytat pasujący mi jakoś do ustroju UFP:

"- Przed chwilą mówiłem o priorytecie i chyba się nieco zagalopowałem. Rzeczywiście, cóż znaczy jedno imię w oceanie ludzkich Wysiłków, nawałnicach ludzkiej myśli, w ogromnych przypływach i odpływach ludzkiego rozumu? Pomyślcie, setki ludzi w różnych krańcach wszechświata zebrało dla nas niezbędne informacje, dyżurny na Spupiat, zmęczony, z czerwonymi od niewyspania oczami przyjmował je i kodował, inni dyżurni programowali urządzenia przekaźnikowe, a potem ktoś inny naciśnie klawisz, gigantyczne anteny poruszą się, wyszukując w przestrzeni nasz statek i potężny, nasycony informacją kwant zerwie się z iglicy anteny i pomknie w przestrzeń w ślad za nami...
Jura słuchał, patrząc na jego usta. Jurkowski kontynuował: - Kapitan Bykow ma bez wątpienia rację: własne imię na mapie nie powinno zbyt wiele znaczyć dla prawdziwego człowieka. Cieszyć się ze swoich sukcesów trzeba skromnie, sam na sam ze sobą. A z przyjaciółmi należy się dzielić tylko radością poszukiwania, radością pogoni i śmiertelnej walki. Wiecie, ilu ludzi jest na Ziemi? Cztery miliardy! I każdy z nich pracuje. Albo za czymś się ugania, albo czegoś szuka. Albo walczy na śmierć i życie. Czasem próbuję wyobrazić sobie te cztery miliardy jednocześnie. Kapitan Fred Dolitle prowadzi liniowiec pasażerski, na sto megametrów przed finiszem psuje się reaktor zasilania i Fredowi Dolitle w ciągu pięciu minut siwieją włosy, ale on zakłada czarny beret, idzie do mesy i tam śmieje się z pasażerami, z tymi samymi pasażerami, którzy i tak niczego się nie dowiedzą, dzień później rozjadą się z kosmodromu i na zawsze zapomną imię Freda Dolitle. Profesor Kanayama oddaje całe swoje życie tworzeniu stereosyntetyków i pewnego gorącego wilgotnego poranka znajdują go martwego w fotelu przy stole laboratoryjnym. Kto spośród setek milionów, którzy nosić będą zdumiewająco trwałe i piękne ubrania ze stereosyntetyków profesora Kanayamy, wspomni jego nazwisko? A Jurij Borodin będzie w wyjątkowo trudnych warunkach wznosić kopuły mieszkalne na małej, kamienistej Rhei i ręczę, że żaden z ich przyszłych mieszkańców nigdy nie usłyszy jego imienia. Ale to jest sprawiedliwe. Albowiem również Fred Dolitle nie zapamiętał imion swoich pasażerów, a oni idą na śmiertelnie niebezpieczny szturm nowej planety. Profesor Kanayama nigdy na oczy nie widział tych, którzy noszą ubrania z jego tkanin, a przecież ci ludzie karmili go i ubierali, póki on pracował. I ty, Jura, zapewne również nigdy nie dowiesz się o heroizmie uczonych, którzy zamieszkają w domach przez was zbudowanych. Taki jest świat, w którym żyjemy. Bardzo dobry świat."


bracia Strugaccy, "Stażyści"

A skoro przy "Stażystach" jesteśmy... Nie wiem dlaczego czytając poniższe słowa miałem przed oczami spisującego wspomnienia admirała Kirka:

"Na podwyższeniu, dwa kroki za Jurą siedział za pulpitem maszyny liczącej Michaił Antonowicz i pisał memuary. Pot lał się z niego strumieniami. Jura wiedział już, że zmusił go do tego wydział archiwów Międzynarodowego Zarządu Kosmicznej Komunikacji. Michaił Antonowicz pracowicie skrobał piórem, wznosił oczy w górę, coś liczył na palcach i od czasu do czasu smętnym głosem zaczynał śpiewać wesołe piosenki. Michaił Antonowicz był człowiekiem wyjątkowo dobrodusznym. Jeszcze pierwszego dnia podarował Jurze tabliczkę czekolady i poprosił go o przeczytanie fragmentu memuarów. Bardzo przeżył krytykę prostodusznej młodości, ale od tej pory zaczął uważać Jurę za absolutny autorytet w dziedzinie literatury wspomnieniowej.
- Posłuchaj, Jurik - wykrzyknął. -1 ty też, Waniusza.
- Słuchamy, Michaile Antonowiczu - powiedział ochoczo Jura. Michaił odchrząknął i zaczął czytać:
- Z kapitanem Stiepanem Afanasiewiczem Warszawskim spotkałem się po raz pierwszy na słonecznych lazurowych brzegach Tahiti. Jasne gwiazdy migotały nad bezkresnym Wielkim lub Cichym Oceanem. Warszawski podszedł do mnie i poprosił o papierosa, tłumacząc, że zapomniał fajki w hotelu. Niestety nie palę, ale to nie przeszkodziło nam rozpocząć rozmowy. Wiele się o sobie dowiedzieliśmy. Stiepan Afanasiewicz wywarł na mnie jak najlepsze wrażenie. To był przemiły, wspaniały człowiek - bardzo dobry, mądry, o szerokich horyzontach. Byłem wstrząśnięty jego wiedzą. Łagodność, z jaką odnosił się do ludzi, wydała mi się wyjątkowa...
- Może być - ocenił Żylin, gdy Michaił Antonowicz zamilkły patrząc na nich nieśmiało.
- Próbowałem tu tylko dać portret tego niezwykłego człowieka - wyjaśnił.
- Może być - powtórzył Żylin, uważnie obserwując ekran. -Jak tam było powiedziane? „Nad słonecznymi i lazurowymi brzegami migotały jasne gwiazdy”. Bardzo oryginalny obraz.
- Gdzie? Gdzie? - spłoszył się Michaił Antonowicz. - No, Wania, to omyłka. Nie trzeba tak żartować.
Jura zastanawiał się intensywnie, do czego by się tu przyczepić. Bardzo chciał podtrzymać swój ą pozycję znawcy.
- Już wcześniej czytałem wasze rękopisy - powiedział w końcu - i teraz nie będę się zajmował stroną literacką. Tylko dlaczego wszyscy ci ludzie są tacy przemili i wspaniali? Nie wątpię, że to porządni ludzie, ale w ten sposób nie można ich od siebie odróżnić.
- Co prawda, to prawda - powiedział Żylin. - A kogo jak kogo, ale kapitana Warszawskiego odróżniłbym od każdego. Jak to on mówił? Dinozaury, łapserdaki, darmozjady nieszczęsne.
- Wybacz, Wania - rzekł z godnością Michaił Antonowicz - ale przy mnie nic podobnego nie mówił. Szalenie grzeczny i kulturalny człowiek.
- Proszę mi powiedzieć, Michaile Antonowiczu - zainteresował się Żylin - co napiszecie o mnie?
Michaił Antonowicz stropił się. Żylin odwrócił się od przyrządów i patrzył na niego z ciekawością.
- Ja, Waniusza, nie miałem zamiaru... - Michaił Antonowicz nagle się ożywił. - A przecież to jest myśl, chłopcy! Naprawdę, napiszę taki rozdział. To będzie ostami. Tak go właśnie nazwę: „Mój ostatni rejs”. Nie, mój brzmi jakoś nieskromnie. Po prostu „Ostatni rejs”. A w nim opiszę, jak lecimy razem i Alosza, i Wołodia, i wy, chłopaki. Tak, to dobry pomysł - „Ostatni rejs”.
I Michaił Antonowicz powrócił do memuarów."
Q__
Moderator
#52 - Wysłana: 28 Sty 2016 16:33:40
Tak mi się skojarzyło z bieżącą polityką...

ARTICLES OF FEDERATION

Chapter II:
Membership


Article 5
The Supreme Assembly may suspend the rights and privileges of membership of any member of the United Federation against which the Federation Council has taken preventive or enforcement action. The Federation Council may restore these rights and privileges of membership at its discretion.

Article 6
Any member of the United Federation which has persistently violated the purposes contained in the present Charter may be expelled from the Federation by the Supreme Assembly upon the recommendation of the Federation Council.


Po naszemu:

ARTYKUŁY FEDERACJI

Rozdział II
Członkostwo


Artykuł 5
Najwyższe Zgromadzenie może zawiesić prawa i przywileje wynikające z członkostwa członkowi zjednoczonej Federacji, przeciwko któremu Rada Federacji podejmie prewencyjne bądź egzekwujące działania. Rada Federacji może przywrócić te prawa i przywileje zgodnie ze swoją decyzją.

Artykuł 6
Członek zjednoczonej Federacji, który uporczywie narusza zasady zawarte w tych federacyjnych artykułach może zostać usunięty z Federacji na mocy decyzji Najwyższego Zgromadzenia na wniosek Rady Federacji.


Pytanie: czy znamy choć jeden kanoniczny/literacki/fanfilmowy przykład zastosowania tych Artykułów (lub choćby groźby ich użycia)?
Q__
Moderator
#53 - Wysłana: 2 Lut 2016 20:38:38
Trekspertise o symbolicznej roli UFP (i mocarstw ościennych):
http://www.youtube.com/watch?v=kG1xF_hNXyQ
Q__
Moderator
#54 - Wysłana: 7 Paź 2018 17:17:28
Niekanoniczna do kwadratu (bo z B5), ale jakże wymowna preambuła do Artykułów Federacji (zwanych tu dla niepoznaki Declaration of Principles):
http://www.youtube.com/watch?v=g4KVcV_rMwY

Na piśmie wygląda to tak:

The universe speaks in many languages, but only one voice.
The language is not Narn, or Human, or Centauri, or Gaim or Minbari
It speaks in the language of hope
It speaks in the language of trust
It speaks in the language of strength and the language of compassion
It is the language of the heart and the language of the soul.
But always it is the same voice
It is the voice of our ancestors, speaking through us,
And the voice of our inheritors, waiting to be born
It is the small, still voice that says
We are one
No matter the blood
No matter the skin
No matter the world
No matter the star:
We are one
No matter the pain
No matter the darkness
No matter the loss
No matter the fear
We are one
Here, gathered together in common cause, we agree to recognize this
singular truth and this singular rule:
That we must be kind to one another
Because each voice enriches us and ennobles us and each voice lost
diminishes us.
We are the voice of the Universe, the soul of creation, the fire
that will light the way to a better future.
We are one.

http://babylon5.wikia.com/wiki/Declaration_of_Prin ciples
Q__
Moderator
#55 - Wysłana: 30 Lis 2018 22:03:56 - Edytowany przez: Q__
Ciekawostka dot. rozmiarów UFP.
Jak wiadomo w czasach Picarda Federacja liczy - co pada z ekranu w FC - "Over one hundred and fifty* [inhabited planets - przyp. Q__]... spread across eight thousand light years."
Dane dot. wcześniejszej o wiek epoki Kirka mówią o tym, że jądro UFP zawiera się w ok. 7 pc, czyli 22.83 ly**, zaś obszar do którego luźnej eksploracji rości sobie ona prawo to kula*** o średnicy 4750 pc = 15492.43 ly****.
Więc wszystko z grubsza się zgadza - w stulecie Fedki wyeksplorowały co planowały.

* Niektóre źródła niekanoniczne doprecyzowują ich liczbę na 154.

** Kłania się TOSowy Manual:


*** Dla porządku wypadnie odnotować, że Droga Mleczna ma "zaledwie" 1000 ly grubości, więc - w praktyce - nie o kuli, a o placku wyciętym z placka w większości przypadków mowa.

**** Manual, jw.:


Jednak zanim te liczby nas olśnią warto dodać, że nasza Galaktyka ma 30 kpc (~100 000 ly) średnicy i zawiera 200 - 300 miliardów (!) gwiazd, wokół których - jak estymuje się na podstawie zagęszczenia dotychczas odkrytych - krąży 100 - 160 miliardów planet (jasne, tylko pewien odsetek klasy M - upraszczając rachunki: na każdych 8 mld. jakaś setka).
A i to wszystko nic - na Wszechświat składa się, jak się szacuje, 350 miliardów dużych galaktyk oraz 3,5 biliona galaktyk karłowatych, składających się łącznie z 300 tryliardów gwiazd.*

* I Warp 10 daje całemu temu ogromowi radę.
Q__
Moderator
#56 - Wysłana: 4 Lip 2020 21:46:09
Uzupełnienie informacji z poprzedniego posta. Według tego, co słyszymy z ust Łysego we "Where No One Has Gone Before" GF zbadała raptem 11% Galaktyki:
https://www.youtube.com/watch?v=KQf15SGdwlk
(Gdzie obszar zbadany musi być, oczywiście, większy od przestrzeni Federacji, która stanowi jego część.)
 Strona:  ««  1  2 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Federacja

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!