USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Ed Mercer - "Edek z fabryki kredek" ;) czy przyzwoity kapitan GF?
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 18 Sty 2018 15:53:05 - Edytowany przez: Q__
No właśnie... Jak oceniacie tytułowego - kontrowersyjnego co by nie gadać - oficera?*

* Ja - co tu kryć - uważam, że daje radę.

Porównania z Alvarezem z REN, Shonem ze STO, Calhounem z NF, Goldem z SCE, Knappem z HF, Ro Nevinem z ODY, Faisal z THC, Hunterem z INT, Avarim z Phoenixa, Gage'm z Marinera, Balcazarem z Absolution/Swiftwinda i Crossem z Renaissance, a więc wszystkimi innymi chodzącymi pomysłami na kapitana GF ery post-VOY* też mile widziane.

* Hunta świadomie pomijam, bo jest do bólu roddenberry'owski, nie post-roddenberry'owski, ale jak się ktoś uprze... (O Rikerze i Ezri Dax w wydaniu powieściowym i Shelby - w fanowskim również możecie wspomnieć, choć nie są nowi, a tylko podrasowani .)



ps. Tak na wszelki wypadek: mozg_kl2 - miażdżąca merytoryczna krytyka - jasne, ale bez hejtu proszę.
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 20 Sty 2018 23:20:10 - Edytowany przez: Q__
Ciekawostka... Mało co a Ed nazywałby się inaczej...

"The character of Ed Mercer was invented as an "average Joe" captain named Ed Stevens"
http://orville.wikia.com/wiki/Ed_Mercer

Przy czym... choć sam MacFarlane twierdzi, że:

"There's a consistency to the classic starship captain model that they are paragons of virtue, that they are these models of nobility. That is what I was trying to steer away from, because I haven't seen a captain who is kind of that mediocre, accounting kind of guy."

Ja się z nim nie do końca zgodzę, widzę bowiem, że ów heroiczny kapitański model okazał się silniejszy od jego zamierzeń, bo w wielu scenach (kiedy rozwiązywał sprawę Obcego statku w "If the Stars Should Appear", gdy podejmował finalną - drastyczną - decyzję w "Prii", kiedy - z braku lepszych opcji - wykańczał Krill starając się zarazem oszczędzić ich dzieci, gdy podejmował na pokładzie Orville Lysellę w "Majority Rule". kiedy przybywał z odsieczą w "Into the Fold", gdy witał delegacje Navarrian i Bruidian w "Cupid's Dagger" i - niczym Picard w "Booby Trap" - wyprowadzał swój statek z dwuwymiarowej przestrzeni w "New Dimensions"*) wychodził z Mercera ów klasyczny kosmiczny heros (kiedy - tak bardzo po roddenberry'owsku - romansował z Prią i z Daruliem** - również). I właśnie za to Eda lubię.

* Przeoczyłem jakąś mocną scenę z jego udziałem?

** Acz miłosny amok powodujący zapomnienie o obowiązkach już tak Roddenberry'owski nie jest... Chociaż... przecież - jak wspominałem - w "The Game" (odcinku powstałym jeszcze gdy G.R. żył, acz wyemitowanym już po jego śmierci) jeszcze bardziej hurtowe zaniedbanie obowiązków było. O "Amok Time" już nie wspomnę. Jak widać i najlepszych dopada.
resetta
Użytkownik
#3 - Wysłana: 23 Sty 2018 10:37:44 - Edytowany przez: resetta
Heh no dobra, melduje sie tutaj, ale zdajesz sobie sprawe, ze nie mam pojecia zupelnie o czym ty piszesz w pierwszym poscie?

Nic nie mowiace mi ludki, wiec tym bardziej nijak mi nie kojarzace sie z Edem.
I nie wiem co Seth zna i na czym sie wzoruje. Ale szczerze watpie, ze mimo iz nazywa sie trekowcem, to oglada wszystko jak leci. Zgaduje, ze obejrzal glowne serie, w tym jest fanrm NG i pewnie ENT, bo przeciez tam zagral.
Nie wierze, ze moze nie lubic tej serii, nawet jezeli koniec koncow tez moze oceniac ja za nieudana na tle innych. Podejrzewam jednak, ze mozliwe, ze nie.
Ale pewnie masz milion linkow do jego wypowiedzi na ten temat?

Ja moge sie tylko opierac na tym co widze w nim w filmach, co moze widzialam w paru wywiadach, co widze tutaj.

I tak jak napisalam ja widze, ze jemu jest blizej z zachowaniami do Archera niz do innych kapitanow.
Wcale nie probuje byc jak Picard, czy Kirk.
Nie jest kapitanem z zadna misja.
Jest rzemieslnikiem w swoim fachu, na Ziemi pewnie by mogl wlasnie pilotowac samoloty albo statki wycieczkowe.
Mimo Krillow zdaje sie nie ma tam ani nie bylo zadnych dzialan wojennych, w ktorych on bral udzial albo jego zaloga.
Jest kims w stylu daleko wysunietego posterunku hmmm w Kanadzie. Zna sie na swojej robocie, moglby popasc w rutyne, ale na swoich patrolach natyka sie na jakies male atrakcje, ktore nie pozwalaja sie nudzie orzwinac, a jemu dodaja pare szczebelkow do umiejetnosci i reakcji,
Ale ogolnie jest chyba bardziej bratem lata dla zalogi niz przelozonym.
Nie osiagnal poziomu Czerownego Karla, ale ja tam nie widze dystansu jaki mieli jednak do zalogi wszyscy inni kapitanowie ST.
Nawet Kaska, mimo ze sytuacja byla specyficzna i musiala sie zmienic oraz zzyc z zaloga inaczej niz pewnie by mialo to miejsce na rutynowych lotach w ich kwadrancie, wyraznie wielokrotnie zaznaczala w swoim zachowaniu lancuch dowodzenia.

Tutaj to jesz ziberanina kumpli i dalszych znajomych, ktorzy jakby zaczynaja dopiero odnosic sie do kapitana jak do kogos kto jest szefem, a on do nich jak ktos kto moze im wydac kazdy, nawet niefajny rozkaz i nie bedzie sprzeciwu.

Jest tez inny jezeli chodzi o samodzielne przykladanie sie do tych obowiazkow... On ani musi, ani chce znac kazdego na statku, ba nawet nie z tego powodu zadnych wyrzutow i pozwala sobie na zarty.
W tym jest podobny do pierwszego lepszego dyrektora w biurze...
Zna tylko najblizszych wspolpracownikow, powie dzien dobry w windzie, ale ma w dupie kto to i co to, nawet nie pojdzie sprawdzic, czy nie spyta sie dyskretnie doradcy, sekretarki...
O i nie ma kogos takiego.
Jest ex, ale ona tam funkcjonuje tez wyraznie na zasadzie kumpeli, bardziej jak Bones niz jak pierwszy... Dla mnie ich relacje kapitan-pierwszy sa dosc nieprofesjonalne.
Niby jest wszystko ok, ale Kelly jest za malo jakby to ujac... ubrana w potrzebna w kazdej chwili wiedze?
Od poczatku ich mostek to mostek nie tyle luzakow, co mostek na prywatym transporcie... Bardziej startrekowo to tam wypada robot i Moclan, reszta nie sprawia wrazenia czesci jakiegokolwiek tworu, ktory w ST nzwalibysmy flota.
Nie wiem, bardziej jak zaloga Firefly?
Na pierwsza startrekowa to mi tam bardziej doktorka pasowala.

Gdyby Ed byl bardziej zawiadiacki i wyraznie malo przejmujacy sie szarza i lancuchem, to chyba stalby kims jak Solo, czyli zawadiaka kapitan na swoim malym stateczku, ale wlasnie nie przekracza tej granicy. Jest kims prywatnym, ale bardziej w stylu probujacego byc rowniacha szefa w urzedzie czy biurze niz realnie. Do pojedynczych osob stosuje prawie ze taryfe ulgowa i bardzo duze skrocenie dystansu, bo przeciez zadne zalogant nie zahcowywalby sie do kapitana stojacego w drzwiach i z babeczka za drzwiami tak jak oni. On tez pewnie nie, to jest jednak przekroczenie granicy w tworze floty i chyba nie podoba mi sie to. Co innego odmyslanie sie i swiadomosc, ze jest jak jest, a co innego takie epatowanie bez zachowania pozorow. I szkoda, ze nie mamy tak naprawde porownania z ich flota, z innymi statkami, z innymi zalogami... Ale chyba sa roznie rozprezone, jezeli ten glowny mechanik, ktory mowil do przelozonej dzieciaku, znalazl bez problemu transfer na jakas wyzsza polke i pewnie swoje zachowania stosuje od lat...
Sadze, ze wypowiadac sie jakim on jest kapitanm i jak to finkcjonuje wciaz jest za wczesnie, moze za 3 sezony... Na razie to troche taka zabawa w kapitana jak i reszt zalogi, tak w paru scenach zachowal sie bardzo powaznie i startrekowo, ale np. glupoty na statkow Krilli czy tez to wkurzajace mnie odkrecanie sloikow na misjach czy tez jego durne teksty na misjach do tubylcow zupelnie nie czynily dla mnie z niego jakiekolwiek kapitana, ale jakiegos randoma co go rzucilo w sytuacje. Wtedy mu bylo blizej do jakiejs kiepskiej parodii bohatera Woody Allena...

Pewnie wciaz jest w fazie pracy i prob tworzenie imagu kapitana jako on i wzgledem swojej zalogi.
Nie, nie moge go nazwac nieprofesjonalista jako dowodzacego i z szarzy, ale jako osoba na takim stanowisku, nie zachowuje sie jak kapitan startrekowy w zaleznosciach, a taki wlasnie byl Archer, ktory rzadko albo i wcale pojawial sie na ekranie w wersji formalnej, wydajacy rozkazy z tym pewnym dystansem jak inni.

Oddzielna kwestia pozostaje pewnie tez to na ile to on ma wplyw na postac, a na ile dany rezyser czy scnarzysta odcinka, gdzie sa to osoby bardziej od niego siedzace w ST. I w jednym odcinku moze byc taki jak Griffin w SW, a w innym jak Picard bo trafilo na ortodoksa, a jeszcze w innym byc jakims kompromisem swoim i ikilku osob.
Wypowiadal sie gdzies na temat inspiracji i wzorcow dla Eda albo jak zmienia sie to w zaleznosci z kims wspolpracowal?
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 23 Sty 2018 11:46:53 - Edytowany przez: Q__
resetta

resetta:
Heh no dobra, melduje sie tutaj

Miło, miło .

Rzuć jeszcze okiem do topicu o grzybkach, w zasadzie jego patronką powinnaś być.

resetta:
tak jak napisalam ja widze, ze jemu jest blizej z zachowaniami do Archera niz do innych kapitanow.
Wcale nie probuje byc jak Picard, czy Kirk.
Nie jest kapitanem z zadna misja.

Tylko, że - IMHO - zarówno Archer, jak i Ed, są jednak kapitanami z misją, tylko mniejszą, bardziej personalną, niż ta Picarda i Kirka (którzy usiłowali zbawiać świat i znaleźć słuszną receptę na wszystko). Obaj jednak realizują swoje wielkie marzenie - pierwszy o kontynuowaniu dzieła ojca i lataniu miedzy gwiazdami, drugi o byciu wzorowym kapitanem statku - powiedzmy - GF (co jest dlań zadaniem trudniejszym niż dla Łysego ratowanie Galaktyki*).
To też są kosmiczni błędni rycerze, tylko ich questy bardziej kameralne.

* Wspomnijmy dialog Picarda z Kaśką J. w NEM.
resetta
Użytkownik
#5 - Wysłana: 24 Sty 2018 10:01:50
Nie moge znalezc.

Tak, gdyby nie to, ze Archer jest pierwszym czlowiekiem paletajacym sie z warp po kosmosie, to nie mialby misji.

Tyle, ze troche trudno mi nazwac to misja, jezeli nie jest to dla innych ras niczym szczegolnym, ot, jeszcze jeszcze jedna ciezarowka jezdzaca po drogach.
Ale chodzilo mi raczej o osobiste podejscie do tego.
W moich oczach, przynajmniej poczatkowko, Archer spelnia swoje marzenie, ale traktuje to jak normalna prace, taka po ktorej jesz stek i pijesz piwo, idziesz spac i rano od poczatku. A nie taka, gdzie siedzisz piszesz swiadomie pamietniki, czujac i wierzac, ze to bedzie cos wielkiego od razu. On tez szybko zaczyna miec watpliwosci i prawie, prawie wracaja do domu.

W przypadku Eda jest tak, ze od razu jest to rutynowa robota. Taki wlasnie patrol w kanadyjskich lasach, patrol polichajtow na ulicach w miescie, gdzie cos moze sie zdarzyc, ale jednak taki policjant liczy na to, ze nie zdarzy sie nic, co nie pozwoli mu wrocic do domu na kolacje, a za 20 lat pozwoli isc na emeryture. To nie jest kapitan ani robota, ktora z zalozenia ma pozwolic osiagnac cos wielkiego i zapisac w podrecznikach. To jest dobrze wykonywana rutyna i rzemioslo. Marzeniem Eda jest miec po prostu statek i latac, tak jak pilota miec samolot i latac i nie za bardzo chyba chce byc pilotem samolotu prezydenckiego oraz jest mu wszystko jedno czy bedzie latal do Ameryki czy tylko z Gdanska do Warszawy...
W ogole nie wydaje mi sie typem karierowicza. Ba, nawet nie awanturnika, ktory szuka przygod w kosmosie czy niepokornego, ktory lubi swoje rozwiazania i naginanie procedur.
I on i Archer to typ kapitanow, ktorzy marza o lataniu, ale chca swietego spokoju czy moze dobrze znanej rutyny jezeli chodzi o sam statek i zaloge. Ogladanie nowego, ale bezpiecznie bez narazania sie.
U Archera szybko zostalo to zweryfikowane i dostal w leb realiami.
U Eda... wydaje sie, ze te rozne przygody nie robia na nim wiekszego wrazenia, ze to tez jest rutyna ich czasow, cos jak interwencja w pijanej rodzinie czy z psem na lancuchu w przypadku posterunkowych.
Oni prawie tam niczym nie czuja sie za specjalnie zaskoczeni i maja procedury.
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 24 Sty 2018 15:07:26 - Edytowany przez: Q__
resetta

Jeśli masz na myśli to, że dla obu panów służba nie stanowi sedna życia, a poza nią są zwykłymi - nawet zbyt zwykłymi jak na standardy ST* - facetami (oraz, że nie stylizują się na posągowych herosów**, a nawet jeśli próbują to czynić, to im to zupełnie nie wychodzi), to pełna zgoda.

* Gdzie pozostali kapitanowi - nawet neoKirk - są larger than life bohaterami, poza Lorcą ale znów on to klasyczny the magnificent bastard.

** Przypomnijmy sobie jaki wysiłek w taką stylizację wkładała Kaśka J. we wczesnych sezonach VOY, zanim nie stało się to dla niej tak naturalne, jak oddychanie.

Przy czym co do tego, że Ed:
resetta:
W ogole nie wydaje mi sie typem karierowicza.

Muszę trochę polemizować, bo takim typem co najmniej przez chwilę był - przypomnij sobie dialogi o - alternatywnych względem feromonów Darulia - przyczynach zdrady Kelly. Wprost padały tam słowa, że poszło o jego pracoholizm, odbijający się negatywnie na życiu osobistym.
Być może w czasie wiadomego złego roku, który nastał po rozwodzie, dokonały się w jego psychice jakieś przewartościowania w tym zakresie.
resetta
Użytkownik
#7 - Wysłana: 26 Sty 2018 22:31:33 - Edytowany przez: resetta
Moze tak, sluzba stanowi sedno zycia, ale to nie jest to samo co misja.
Bo oni kochaja to co robia, zawsze chcieli robic i temu sie poswiecaja, jednak jednoczesnie nie stawiaja ani tego, ani siebie wyzej niz jest.

Jakie by dac porownanie... Jestes swietnym ilustratorem ksiazek albo komiksiarzem, uwielbiasz rysowac, robisz to najlepiej jak potrafisz w tym zakresie co sie nauczyles, co masz talent i co ci dobrze wychodzi i nie probujesz mallwoac obrazow i wciskac ich do galerii, uwazajac, ze jestes nieodkrytym Kossakiem. Znasz swoje mozliwosci, podobaja ci sie one, nie uwazasz ich za male, ale wiesz, ze nie beda na miare urodzonego geniusza. Nie masz tez z tego powodu jakichs kompleksow i nie scigasz takiego marzenia, bo masz marzenia rownie porzadne i wysokiej klasy, ale w granicach rozsadku.
Wiem, ze to nie jest amerykanskie podjescie, gdzie trzeba probowac robic cos co nie ma sensu czy szans powodzenia, bardziej ajzatyckie, choc z wykluczeniem podejscia, ze nalezy podnosic jednak poprzeczke az do granic mozliwosci.

Czyli biorac z zycia, zaden z nich nie jest Julkiem Cezarem, ktory zalozyl sobie, ze ma byc wielki i zapisac sie dla potomnosci przed 30, za to sa kims w rodzaju Anthonego Hopkinsa, ktory mowi, ze nie jest artysta, tylko dobrym rzemieslnikiem i wiemy, ze przyklada sie do rzemiosla wysmienicie.

Caly czas odwoluje sie do tych pilotow.
To jest sedno zycia, ale jest roznica gdy ktos chce po prostu latac, nie wazne czym, a jezeli ktos chce byc kapitanem coraz lepszej jednostki czy tez innego rodzaju sluzb.

Nie mylilabym tez pracoholizmu z karierownictwem.
Ja jestem prcoholiczka w tym sensie, ze wszystko musi byc dobrze zrobione, ze inne rzeczy moga poczekac, ze moja praca nie moze byc na odwal sie, a jednoczesnie wcale nie chce wspinac sie na jakis najwyzszy szczebel ani nie robie tego c orobie, bo te prace kocham, ale dlatego, ze mam tak glebokie wewnetrzen poczucie obowiazku i porzadnie zrobionej roboty.

U Eda ten motyw zdrady malzenskiej z powodu braku meza w domu jest moim zdaniem tendecyjny i spreparowany na potrzeby wyjsciowego pomyslu...

Chociaz jezeli zgadzamy sie, ze jego marzeniem bylo miec statek i latac, to nie ma nic dziwnego, ze taki facet w domu prawie nie siedzi, bo na Ziemi konkuruje z innymi o taki awans.
Bo on nie latal, tylko cos za biurkiem robil?
No i piloci, zolnierze, to specyficzna grupa, to tez nie do konca pracoholizm z wyboru, tylko taki, a nie inny tryb sluzby...

Dlatego ja raczej gruba kreska odcinam to co nam pokazali z okresu przed kapitanowania od kapitanowania, w tym watku gdzie mamy o kapitanowaniu sie wypowiadac.
Dlatego nie widze w nim karierowicza, bo karierowicz, to by pewnie dazyl do najwyzszego stanowiska gdziekolwiek, do admiralowania za biurkiem, czy do dostania jak najlepszego okretu, a on jest zdecydowanie szczesliwy, ze dostal to co dostal i ja nie widze tam uskarzania sie, ze jest kapitanskim cieciem na zapyzialych szlakach...

A Archer w moim odczuciu usilnie staral sie odsuwac od siebie, odkladac na bok te wszystkie zaleznosci ziemskie, oczekiwania, misje, tylko chcial sie zerwac ze smyczy i sobie po kosmosie polatac tu i tam, poogladac, pozwiedzac, pogadac, bez zwracania uwagi na np. zacisnianianie umow gospodarczych, technicznych, sojuszy. Bardziej jak taki ciekawy turysta i naukowiec. A potem musial sie stac zolnierzem i politykiem.

Swoja droga, jakby nie staral sie o przydzial o swoj statek, a KElly by go nie zdradzila, to co?
Nigdy by nie byl kapitanem? A jakby byl, to zona wiecznie w domu sama?
Czy latajaca na innym statku?
A wczesniej to co ona robila, nie latala, siedziala w domu? Dlatego mowie, zep omysl tylko na potrzeby jednej rzeczy z biografii...
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 28 Sty 2018 16:00:17 - Edytowany przez: Q__
resetta

resetta:
Nie mylilabym tez pracoholizmu z karierownictwem.

Kiedy w tym kontekście to w sumie różnica bez znaczenia. Oficerowie GF tak często traktują swoją pracę jako wzniosłą misję (jak inaczej, w sumie, mogą ją traktować skoro motywacja ekonomiczna odchodzi a wysokie ryzyko pozostaje?), że umiem sobie wyobrazić, iż ten kosmiczny czyściciel kibli (zostaniem którym admirał Edowi groziła) podchodzi do swej roboty z takim samym namaszczeniem jak sam kapitan Picard. Mało tego, pewnie są tacy, dla których owych kibli perfekcyjne czyszczenie jest szczytem ambicji i celem życiowym (w co uwierzyć tym łatwiej, że zapewne jest to - zazwyczaj - czysta, techniczna, robota, dbanie o to by materia statku prawidłowo rozkładała fekalia na zasadzie nanotechnologii).

resetta:
Swoja droga, jakby nie staral sie o przydzial o swoj statek, a KElly by go nie zdradzila, to co?
Nigdy by nie byl kapitanem? A jakby byl, to zona wiecznie w domu sama?
Czy latajaca na innym statku?
A wczesniej to co ona robila, nie latala, siedziala w domu? Dlatego mowie, zep omysl tylko na potrzeby jednej rzeczy z biografii...

Prawda, wydaje się to cokolwiek naciągane, ale nie redukowałbym tego, jak Ty, do buraka odcinka, bo jest w tym wątku próba skomentowania owego gwiezdnoflotowego perfekcjonizmu, pokazania jego ceny. Pogrywa też w tym stary jak świat ("Próba Cybkora" Strugackich* się kłania) motyw konfliktu pomiędzy życiem osobistym, a wzniosłym powołaniem kosmonauty, tyle, że ujęty w sposób zasłużenie ironiczny.

* http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=8&topic=1177&page=2#msg34830
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 17 Paź 2019 10:59:59
 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Ed Mercer - "Edek z fabryki kredek" ;) czy przyzwoity kapitan GF?

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!