USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Quark
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 29 Mar 2017 13:23:21 - Edytowany przez: Q__
Seybr, zakładam ten temat trochę z myślą o Tobie (bo wiem, że darzysz Quarka sympatią), ale bardziej pod wrażeniem poniższej scenki:
http://www.youtube.com/watch?v=hdQcGzbpN7s

Przeczytajmy sobie uważnie jej linię dialogową i nie lekceważmy Quarka:

Quark: I hope you're happy.
Sakonna: I am a Vulcan. My emotional state is irrelevant.
Quark: Well I'm a Ferengi, and my emotional state is very relevant, and right now I'm miserable and it's all your fault.
Sakonna: You were well paid for your assistance.
Quark: Not well enough. Look, I know the Cardassians can't be trusted. I know the Central Command would like nothing better than to destroy the Federation colonies in the Demilitarised zone.
Sakonna: Then you agree with our position?
Quark: Not for a second.
Sakonna: Why not?
Quark: Because your position is illogical.
Sakonna: Do you propose to lecture me on logic?
Quark: I don't want to, but you leave me no choice. It all comes down to the third Rule of Acquisition. You don't know that one, do you?
Sakonna: I am not well versed in Ferengi philosophy.
Quark: Remind me to give you a copy of the Rules. You never know when they'll come in handy. Now, the third rule clearly states, 'Never spend more for an acquisition than you have to.'
Sakonna: Logical, but I fail to see how that applies to my situation.
Quark: You want to acquire peace. Fine. Peace is good. But how much are you willing to pay for it?
Sakonna: Whatever it costs.
Quark: That's the kind of irresponsible spending that causes so many business ventures to fail. You're forgetting the third rule. Right now peace could be bought at a bargain price and you don't even realise it.
Sakonna: I find this very confusing.
Quark: Then I'll make it so simple that even a Vulcan can understand. The Central Command has been caught red-handed smuggling weapons to their settlers. So, every ship that approaches the Demilitarised zone will be searched. Without the support of the Central Command, the Cardassian settlers won't be so eager to fight.
Sakonna: You forget the weapons they already have.
Quark: They have weapons. You have weapons. Everyone has weapons. But right now, no one has a clear advantage. So the price of peace is at an all-time low. This is the perfect time to sit down and hammer out an agreement. Don't you get it? Attacking the Cardassians now will only escalate the conflict and make peace more expensive in the long run. Now, I ask you, is that logical?


Patrząc na niego kogo zwykle dostrzegamy? Śmiesznego, tchórzliwego, wielkouchego kurdupla, cwanego barmana, kupczyka gnącego się w ukłonach przed kontrahentami, prawda? A przecież to jest b. płaskie, b. nietrekowe, sądzenie po pozorach, bo mamy przed sobą biznesmena z najlepszej szkoły (przedstawiciela rodu panującego Ferenginaru w końcu), twardego (choć kryjącego się często pod maską swojej słabości, ale zdolnego i z tej słabości uczynić atut) negocjatora, wreszcie polityka (przecież w "Emissary" został kimś w rodzaju cywilnego burmistrza DS9 i nie słyszymy, by utracił tę pozycję), który - jak widać powyżej - nie tylko myślenie ekonomiczne ma we krwi, ale i potrafi w jego kategoriach przeprowadzać błyskotliwe astropolityczne analizy.

Zupełnie się nie dziwię, że Sisko poznał się na nim dość dobrze by go w w/w burmistrzowanie wrobić, nie zdumiewa mnie też wcale, że (wedle STO i innych materiałów pozakanonicznych) został z czasem biznesmenem na skalę galaktyczną:
http://sto.gamepedia.com/Quark_Enterprises
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Quark_Enterprise s,_Inc.

Zastanawiam się natomiast czemu ani Ben, nikt inny z GF/UFP potem, nie zaproponował Quarkowi lepszej roboty? W końcu czy ktoś tak doskonale rozumiejący mechanizmy rządzące społeczeństwami, które jeszcze nie mogą - lub z jakichś powodów nie chcą - wyzbyć się codziennego myślenia w kategoriach ekonomicznych byłby bezcennym nabytkiem dla Federation Diplomatic Corps. No, chyba, że przedstawiciele UFP bali się zostawić biednych przedstawicieli prymitywniejszych kultur na łasce tego cwaniaka .

Znaczy: proponuję byśmy podyskutowali o Quarku skupiając się na tej jego mniej oczywistej stronie.

ps. And one more thing: sam Michael Piller, który go wykreował, określił Quarka mianem noble character. I nie bez powodu, tę szlachetność, także szlachetną dumę, Quarka widać b. wyraźnie kiedy udowadnia Sisko, że Ferengi są - wbrew pozorom - lepsi od ludzi (słynne "We're nothing like you... we're better. " z "The Jem'Hadar"):
http://www.youtube.com/watch?v=W5J_qn93Nkc
Gdy staje przeciwko D'Ghorowi na oczach całej klingońskiej Wysokiej Rady w "The House of Quark" (niestety, znalazłem tylko początek tej drugiej sceny, a najlepsze było dalej):
http://www.youtube.com/watch?v=Q65l7RHUx2A
http://www.youtube.com/watch?v=S9s_-MeClUA
Także kiedy broni przed Wormhole Aliens pozytywnych wartości chciwości:
http://www.youtube.com/watch?v=8zEBGpr4YYA
Toudi
Użytkownik
#2 - Wysłana: 29 Mar 2017 13:56:16
Q__:
Patrząc na niego kogo zwykle dostrzegamy? Śmiesznego, tchórzliwego, wielkouchego kurdupla, cwanego barmana, kupczyka gnącego się w ukłonach przed kontrahentami, prawda?

Nie, całkowicie nie zgadzam się z tą oceną. Bardziej pragmatycznej postaci chyba nie w serialu.
Problemem Quarka była fakt, że musiał stworzyć postać w rasie o wiele bardziej rozbudowanej niż ma to pokazali w TNG. Gdzie byli czym na wzór niehonorowych Klingonów. Tego nie dało się zrobić w jednym odcinku, nie jestem pewien czy udało się w całym 7 sezonowym DS9 się to do końca udało.

Ale najważniejsza jest ocena Odo. Odo od początku dobrze oceniał Quarka. Nie tylko wiedział, że pragmatyzm nim kieruje, ale wiedział jak wykorzystać tę wiedzę, aby Quark robił to co należy, dla dobra kogoś więcej niż tylko Quarka.

Gdyby Quark był tylko, jak to opisałeś, kupczykiem, cwaniakiem i tchórzem, Odo szybko pozbył by się go ze stacji. Te wymienione przywary to efekt naszego skrzywionego postrzegania rzeczywistości. Tego, że tak nasz uczyli (patrz Żydzi), że tacy cwaniacy nas otaczają.

Zresztą przytoczona przez ciebie cena, jednoznacznie pokazuje, że Quark ma łeb na karku:
Q__:
Quark: You want to acquire peace. Fine. Peace is good. But how much are you willing to pay for it?

Quark wie, że na świecie wszystko ma swoją cenę. Nawet dla kultury, która nie używa kasy. Wie też, że kultura, która nie używa kasy, ma problem z przeliczaniem wartości niepoliczalnych.
Dla Quarka i dla Ferengi pokój ma cenę. Konkretną policzalną. Nie ma czegoś takiego jak "za wszelką cenę". Ale też przez to można postrzegać ich jak właśnie cwaniaków czy kupczyków. My dziś stoimy przed tym samym problemem (ale co by nie wciągać to w dyskusji o współczesnej polityce, to przejdźmy do historii). Amerykanie stanęli przed problemem przeliczenia pokoju na kasę w 45'.
I wyliczyli, że życie ich ludzi jest cenniejsze niż życie przeciwnika. Co więcej, wyliczyli, że blef będzie korzystniejszy niż możliwość fizycznego zadania ciosu w przyszłości - temu zrzucili cały ówcześnie posiadany arsenał nuklearny.

Q__:
Zastanawiam się natomiast czemu ani Ben, nikt inny z GF/UFP potem, nie zaproponował Quarkowi lepszej roboty?

Czemu? Z powodu pragmatyzmu Ferengich. Ponieważ Quark mógłby sprzedać Ziemię za pokój.
Seybr
Użytkownik
#3 - Wysłana: 29 Mar 2017 20:33:08
Q__:
Patrząc na niego kogo zwykle dostrzegamy? Śmiesznego, tchórzliwego, wielkouchego kurdupla, cwanego barmana, kupczyka gnącego się w ukłonach przed kontrahentami, prawda?

Ta rasa tak ma.

Q__:
A przecież to jest b. płaskie, b. nietrekowe, sądzenie po pozorach, bo mamy przed sobą biznesmena z najlepszej szkoły (przedstawiciela rodu panującego Ferenginaru w końcu), twardego (choć kryjącego się często pod maską swojej słabości, ale zdolnego i z tej słabości uczynić atut) n

Za to go bardzo lubię.

Q__:
UFP bali się zostawić biednych przedstawicieli prymitywniejszych kultur na łasce tego cwaniaka .

Hahah nie wiem czemu ale mam skojarzenie z Trumpem.

Toudi:
Zresztą przytoczona przez ciebie cena, jednoznacznie pokazuje, że Quark ma łeb na karku:

Oj miał. Miał też słabość do kilku kobiet, nie powiem gust miał. Z drugiej strony: Żona jest luksusem, dobry księgowy koniecznością.

Nie powiem, czasem w życiu zacytowałem Qurka. Będąc kiedyś u znajomego w firmie. Piję kawę z jego szefem. Rozmowa weszła na tematy kobie. Zacytowałem żona jest..... Facet parsknął śmiechem. Zapytał się, czy to sam wymyśliłem. W tym czasie wszedł księgowy. Nie wiedział, czemu się śmiejemy. Oczywiście wytłumaczyłem szefowi, Star Trek, Zasady Zaboru.
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 30 Mar 2017 00:23:01 - Edytowany przez: Q__
Toudi

Toudi:
Nie, całkowicie nie zgadzam się z tą oceną.

Jak się domyślasz wygłosiłem ją prowokacyjnie, licząc właśnie na taką odpowiedź...

Toudi:
Tego nie dało się zrobić w jednym odcinku, nie jestem pewien czy udało się w całym 7 sezonowym DS9 się to do końca udało.

Sądzę, że nie do końca i to może - paradoksalnie - z tej przyczyny, że dotąd, gdy prezentowano nam w Treku jakaś planetarną kulturę, dostawaliśmy w dużej mierze pewne ogólniki, imponującą (Wolkanie, Klingoni, Romulanie, Borg, Cardassianie) fasadę, trochę szczególików i raczej sporo interesujących okazji do snucia domysłów niż jednoznaczne konkrety (o Klingonach niby wiemy najwięcej, ale tak naprawdę i tu mamy b. niewielkie pojęcie o życiu przeciętnego obywatela tego społeczeństwa, poznaliśmy trochę rozgrywek arystokratycznych kręgów i pewne rytuały). W wypadku Ferengi twórcy postanowili chyba najbardziej się zagłębić w to jak owo społeczeństwo działa (stąd Zasady Zaboru, stąd tyle detali z życia rodzinnego Quarka), a zarazem ulegli pokusie używania ich nagminnie w roli elementu komicznego, co się ze sobą gryzło. Nie da się zarazem ukazać fascynującej odmienności innej kultury i kazać nam rechotać z jej przedstawicieli. Przy czym jednak - mimo wszystko - udało im się stworzyć coś interesującego.

Mogło się to zresztą rozwinąć, i to jeszcze ciekawiej - w pierwotnej wersji scenariusza AND Ferengi mieli okazać się czołową potęgą rozkwitającą na ruinach Federacji, ale nie wyszło, podwójnie. Najpierw musiano ich - z wiadomych przyczyn - przerobić na Nightsiderów, potem i w tej postaci nie mieli okazji błysnąć - skończyło się na pojedynczych występach Gerentexa.

Toudi:
Gdyby Quark był tylko, jak to opisałeś, kupczykiem, cwaniakiem i tchórzem, Odo szybko pozbył by się go ze stacji. Te wymienione przywary to efekt naszego skrzywionego postrzegania rzeczywistości. Tego, że tak nasz uczyli (patrz Żydzi), że tacy cwaniacy nas otaczają.

Wiesz co jest zabawne? Mam wrażenie, że on takim swoim wizerunkiem pogrywa. Deklaruje prawie każdym czynem: "jestem tchórzem, jestem cwaniakiem, jestem konformistą, nie traktuj mnie poważnie", bo stanowi to dla niego pewną polisę ubezpieczeniową, doprasza się ciągle, tym sposobem, taryfy ulgowej dla siebie, i to skutecznie. Wróćmy na chwile do w/w dialogu. Mamy tam faceta, który ma w tym momencie ogromną władzę, rozgrywa - z pozycji wynajętego eksperta - b. poważne sprawy astropolityczne, decyduje o przyszłości Galaktyki, a nie puszy się, nie delektuje władzą (co nawet dygnitarzom GF/UFP się przydarzało. choć tak cywilizowani) tylko... zaczyna od narzekania na swój los ("right now I'm miserable and it's all your fault"). I tak sobie myślę, że to jest z jego strony b. celowa mimikra, że przegrana, która doprowadziła go do wygnania z ojczystej planety (niby chodziło tylko o zwykły romans, ale sądzę, że musiało to być bardziej skomplikowane), nauczyła go, że najlepiej być bezsilnym (pozornie, oczywiście), bo wtedy ma się mniej wrogów. Zobacz: pełni różne funkcje, ale my postrzegamy go tylko/głównie jako barmana (bo też i w swojej knajpie przesiaduje, a nie w jakimś biurze community leadera). A praca barmana to - w jego wypadku - wierzchołek góry lodowej, negocjuje, jak widzieliśmy, sprawy polityczne, robi na zapleczu baru ciemne interesy (mogące, jak sądzę, choćby z racji galaktycznego rozmachu, spowodować, że don Corleone wpadłby w kompleksy - jakieś przemyty, handle bronią i nie tylko), jest przez chwilę głową klingońskiego Wysokiego Rodu, i Wielkim Nagusem. niemniej... wciąż uznajemy go za przegranego, za nieudacznika, za zwykłego facecika siedzącego za barem, bo mamy wrażenie, że wciąż zostaje z niczym... Ale czy zostaje? W swojej knajpie - mając uszy szeroko otwarte - poznaje, dzięki strategicznemu położeniu DS9, mnóstwo informacji z obu stron wormhole'a, przychodzą do niego, w roli gości, najbardziej wpływowe osobistości epoki. To musi zaprocentować... i dlatego rozwój sytuacji w STO uznaję za logiczny. Nim, jednak, bardziej się nad tym nachylę chciałbym się na chwilę cofnąć do "What You Leave Behind". Mamy tam znów przegranego (to Rom odziedziczył tron) Quarka tkwiącego melancholijnie za barem, gdy reszta towarzystwa rozjeżdża się po Drodze Mlecznej. Ale czy on przegrał? Przecież jasne jest, że Rom będzie pamiętał, że ma mądrzejszego brata, który go cale życie chronił i wspomagał (nawet jeśli wyzyskiwał i szorstko traktował, przy okazji), zwróci się więc do niego wcześniej czy później, bo kto inny mu pozostanie? Robiący karierę w GF syn? Żona, przesympatyczna, ale przecież nie intelektualistka? Quark może sobie tkwić za barem ze smętnym spojrzeniem i udawać pokrzywdzonego, władza nad rodakami i tak do niego przyjdzie, sama.
Tu można spokojnie przejść do STO. Kiedy Quark uruchamia jawnie, już nie na barowym zapleczu, potężne interesy? Kiedy wie, że i tak będzie postrzegany jako niegroźny, bo przecież takaa właadza przeszła mu przed nosem (i nawet o nią nie zawalczył), a bycie ferengijskim biznesmenem na kosmiczną skalę to jednak znacznie mniej - powiedzą wszyscy - niż zostanie władcą Ferenginaru.
I teraz zwróćmy uwagę na jeszcze jedno - kto robi w STO interesy z quarkiem? Q. Czy Q potrzebuje zysków? Jasne, że nie, tysiąc takich Enterprises stworzyłby sobie jednym pstryknięciem palców. Czemu zatem to robi? (Owszem, można rzecz zwalić na logikę gry, ale szukanie innych odpowiedzi wydaje mi się ciekawsze.) Najwidoczniej Quark go fascynuje, może nawet bardziej niż Picard, widzi w nim b. istotnego galaktycznego gracza więc robi to, by móc przyglądać mu się z bliska. Q się nie nabrał na pozorowaną niemoc.

Toudi:
Czemu? Z powodu pragmatyzmu Ferengich. Ponieważ Quark mógłby sprzedać Ziemię za pokój.

Z drugiej strony pamiętajmy, że Quark (i mirror Quark, ale nie widzę tu różnic osobowościowych, jak w wypadku dwu wersji Spocka - traktowana religijnie logika czy uświęcona biznesowa kalkulacja będą działać podobnie, niezależnie od warunków), potrafi być bohatersko odważny, szlachetny i... nawet... samobójczo bezinteresowny, gdy znajdzie się pod wielką presją. (Może Zasady Zaboru czynią wyjątek od pragmatyzmu na okazję sytuacji ekstremalnych,? A może to "tylko" jego osobowość?) To wskazuje, że byłby z niego wzorcowy Federacyjny idealista, gdyby go przydusić. Najwidoczniej jednak organy UFP nie są - mimo podobieństw między oboma światami - Special Circumstances z banksowego cyklu o Kulturze, które b. chętnie tak przyciskały. Albo też... uznały, że Quark sprawdzi się lepiej jako nieświadomy agent wpływu, bo przecież - czy tego chce czy nie - bohater niniejszego topicu Federacyjnymi ideałami mimo woli przesiąkł (i nawet jest tego świadomy, czemu dawał wyraz w rozmowie z innym takim zainfekowanym - Garakiem; w "The Way of the Warrior"):
http://www.youtube.com/watch?v=4hdiuRMK3UQ

Miejmy i to na piśmie:

Quark: A human drink. It's called root beer.
Garak: I don't know.
Quark: Come on. Aren't you just a little bit curious?
(Garak sips)
Quark: What do you think?
Garak: It's vile.
Quark: I know. It's so bubbly and cloying and happy.
Garak: Just like the Federation.
Quark: But you know what's really frightening? If you drink enough of it, you begin to like it.
Garak: It's insidious.
Quark: Just like the Federation.


Seybr

Seybr:
Hahah nie wiem czemu ale mam skojarzenie z Trumpem.

Ja, pisząc o tym, miałem skojarzenia z pozaekranową, powieściową, karierą Ralpha Offenhouse'a z "The Neutral Zone":

Following her election as Federation President, Nanietta Bacco appointed Offenhouse as Federation Secretary of Commerce. During the Borg Invasion of 2381, he was assigned to determine how the Federation would compensate the Ferengi Alliance for their hiring, at President Bacco's request, of Breen and Orion mercenaries.
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Ralph_Offenhouse

Skoro jeden skuteczny biznesmen mógł się przedzierzgnąć w Federacyjnego oficjela, to czemu nie kolejny?

Seybr:
Star Trek, Zasady Zaboru.

Przeżyjmy to jeszcze raz:
http://www.youtube.com/watch?v=PvFYBkesqGU
Toudi
Użytkownik
#5 - Wysłana: 30 Mar 2017 01:01:19
Q__:
Jak się domyślasz wygłosiłem ją prowokacyjnie, licząc właśnie na taką odpowiedź...

Jak potwierdzę, że wiem, to wiesz, że wyjdziemy na kółko wzajemnej adoracji? ;)

Q__:
Wiesz co jest zabawne? Mam wrażenie, że on takim swoim wizerunkiem pogrywa.

Pogrywa? To chyba nieprawidłowe określenie. On po prostu jest dobrym psychologiem. Wie jak widzą go inni i to wykorzystuje. Wie też, że Odo go rozgryzł i to też jest dla niego problemem. Bo to jest jego słabość.
Moment, w którym przeciwnik przestaje cię nie doceniać jest dla negocjatora niebezpieczny. Bo traci atuty. Temu też udajemy się potem przekonać go do bezinteresownych akcji.

Q__:
I teraz zwróćmy uwagę na jeszcze jedno - kto robi w STO interesy z quarkiem? Q. Czy Q potrzebuje zysków? Jasne, że nie, tysiąc takich Enterprises stworzyłby sobie jednym pstryknięciem palców. Czemu zatem to robi? (Owszem, można rzecz zwalić na logikę gry, ale szukanie innych odpowiedzi wydaje mi się ciekawsze.) Najwidoczniej Quark go fascynuje, może nawet bardziej niż Picard, widzi w nim b. istotnego galaktycznego gracza więc robi to, by móc przyglądać mu się z bliska. Q się nie nabrał na pozorowaną niemoc.

Q, oh Q. To w ogóle jest ciekawy problem z zasady, czy bóg może stworzyć kamień, którego nie podniesie.
Nie wiem czy my w ogóle potrafimy sobie wymyślić bariery dla Q, które z jednej strony byłby na tyle realne, że je pojmiemy i na tyle niewiarygodne, że będą ograniczać omnipotentną istotę.
Q nie jest bogiem, nie jest też magikiem. Wiemy, że to co robi to technologia, często prezentowana nam w sposób uproszczony, aby nasze umysły wolę próbowały je pojąć.

Podajesz tu przykład dlaczego zadaje się z Quarkiem, że przecież Quark nie może mu dać czegoś czego już nie ma? Ciekawość? To właśnie uproszony problem. Q przecież swobodnie podróżuje w naszym postrzeganiu czasu. Więc może ominąć naszą ciekawość i sprawdzić przyszłość, czyż nie? Myślę, że Q ma ograniczenia, ale mimo zapoznania się ze sporą ilością literatury SF, nie potrafię tego przedstawić w formie argumentów.
Myślę, że chęć rozwoju potencjału "ludzi" jest nadal zbyt przyziemnym argumentem. Choć kto wie, może Q i Monolit to to samo?
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 30 Mar 2017 10:59:54
Toudi

Toudi:
Jak potwierdzę, że wiem, to wiesz, że wyjdziemy na kółko wzajemnej adoracji? ;)

Pozwólmy ocenić to Współforumowiczom.

Toudi:
Pogrywa? To chyba nieprawidłowe określenie. On po prostu jest dobrym psychologiem. Wie jak widzą go inni i to wykorzystuje.

W sumie nazywamy to samo innymi słowami.

Toudi:
Q nie jest bogiem, nie jest też magikiem. Wiemy, że to co robi to technologia, często prezentowana nam w sposób uproszczony, aby nasze umysły wolę próbowały je pojąć.

Też tak to widzę. Pisząc o pstryknięciu palców przyjmuję za swoją, po prostu, ekranową metaforę, nie twierdze, że technicznie tak to działa.

Toudi:
Podajesz tu przykład dlaczego zadaje się z Quarkiem, że przecież Quark nie może mu dać czegoś czego już nie ma? Ciekawość? To właśnie uproszony problem. Q przecież swobodnie podróżuje w naszym postrzeganiu czasu. Więc może ominąć naszą ciekawość i sprawdzić przyszłość, czyż nie?Myślę, że Q ma ograniczenia, ale mimo zapoznania się ze sporą ilością literatury SF, nie potrafię tego przedstawić w formie argumentów.

Też nie umiem tego ubrać w słowa - może i dobrze, oznacza to, że udało się G.R.-z-następcami wprowadzić do fabuły godną Lema Enigmę - ale jednak zgodzisz się ze mną, że najwidoczniej Q po coś są ten Picard i ten Quark, i interakcje z nimi.

Toudi:
Choć kto wie, może Q i Monolit to to samo?

Monolit, który przez wieki dorósł do tego, by dołączyć do swoich twórców, przyjąć tak formę jak oni, ale wciąż opiekujący się dawnymi podopiecznymi?

BTW. wiesz, że lata temu obejrzałem jednym ciągiem "2001...", "2010..." i TMP (dwa pierwsze powtórkowo), i miałem poczucie, że obcuję z trzema odsłonami jednego cyklu (choć wiedziałem, ze technicznie tak nie jest), układało mi się to w głowie w jedno przesłanie, i jeden świat?
Toudi
Użytkownik
#7 - Wysłana: 31 Mar 2017 01:13:02
Q__:
układało mi się to w głowie w jedno przesłanie, i jeden świat?

All these worlds are yours, (...) Use them together. Use them in peace.

Q__:
Monolit, który przez wieki dorósł do tego, by dołączyć do swoich twórców, przyjąć tak formę jak oni, ale wciąż opiekujący się dawnymi podopiecznymi?

Dlaczego sądzisz, że monolit musiał dorastać? Może to my?
Może Monolit to forma, którą byliśmy wstanie objąć swoim umysłem wówczas. Dopiero po latach byliśmy wstanie pojąć formę Q z ST. A kto wie, może za kolejne 30 lat będzie wstanie pojąć kolejną jego formę?
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 31 Mar 2017 01:57:48 - Edytowany przez: Q__
Toudi

Toudi:
All these worlds are yours, (...) Use them together. Use them in peace.

Tak, to właśnie.

Toudi:
Dlaczego sądzisz, że monolit musiał dorastać?

Wynika mi to ze schematu autoewolucji opisanego w "Odysei...":

"Gdy tylko ich maszyny okazały się lepsze niż ich ciała, nadszedł czas, aby się przenieść. Najpierw mózgi, a potem same myśli zamknięte zostały w nowych domach z metalu i plastiku. W domach tych wędrowali pośród gwiazd. Nie budowali statków kosmicznych. Sami byli statkami.
Jednak epoka maszyn szybko minęła. Dzięki swoim bezustannym eksperymentom nauczyli się, jak przechowywać wiedzę w samej strukturze przestrzeni, jak zachować myśli dla wieczności w zamkniętych sieciach krystalicznych światła. Mogli stać się stworzeniami zbudowanymi z radiacji, wyzwolonymi wreszcie z tyranii materii.
Dokonali transformacji w czystą energię. Na tysiącach światów porzucone powłoki drgały przez chwilę w bezmyślnym tańcu śmierci, a potem rozsypały się w proch.
Byli teraz władcami galaktyki istniejącymi poza czasem. Mogli dowolnie przemieszczać się pośród gwiazd i wtapiać się jak delikatna mgła w atomy przestrzeni. Jednak pomimo boskich przymiotów, nie zapomnieli o miejscu swoich narodzin w ciepłym śluzie nie istniejącego już morza."


Otóż opis drogi twórców Monolitów, a Monolit to jednak ich - arcyzaawansowana, ale... - maszyna. Zakładam więc, że jeśli stał się Q, to maszyną być przestał, poszedł o poziom wyżej.
 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Quark

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!