USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Beverly Crusher, Anij czy Vash? - czyli o przyszłości życia osobistego Picarda
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 22 Maj 2016 02:12:12 - Edytowany przez: Q__
Jak pewnie większość z Was pamięta nowelizacja Star Trek: Insurrection, pióra J. M. Dillard, kończy się zdaniami:

"Dla Anij chwila, nim Jean-Luc zniknął w blasku transportera, była ponadczasowa, podobnie jak wspomnienie, które na zawsze odcisnęło się w sercu.
Jej utrata zaboli Sojefa, ale ona i tak nigdy go nie kochała. Widział ją z Picardem i możliwe, iż wiedział już, że teraz nigdy go nie poślubi, ponieważ jej serce należy - i będzie należało przez resztę życia Anij - do pozaświatowca.
Pozaświatowca, który odszedł na nie wiadomo jak długo; nieważne jednak, ile go nie będzie, Anij wiedziała, że w końcu wróci. Albowiem to, co ich łączyło, było ponadczasowe.
Wieczne..."


Z drugiej jednak strony dobrze zauważalna była chemia łącząca przez sześć sezonów Łysego z Beverly Crusher. Chemia, której TNG XXX nadało b. konkretny (chce się rzec: namacalny) wymiar, a "All Good Things..." podniosło ją na wyższy, małżeński (acz zakończony rozwodem) poziom.

Któż nie pamięta kapitan Beverly Picard z Pasteura:
http://www.youtube.com/watch?v=P0R0mdEP5fc

No i jeszcze jest Vash - pierwsza (w serialu) i ostatnia (w komiksie "Hive") kobieta, z którą widzimy Picarda w jednoznacznej sytuacji.


Jak zatem zapatrujecie się na obecność tych pań w dalszym, pozaekranowym, życiu Jean-Luca Picarda? Będzie tworzył jakąś formę luźnej relacji, ze wszystkimi z nich? Wybierze którąś (a jeśli tak, czy ona również wybierze jego, czy raczej złamie mu - sztuczne - serce)? A może pojawi się w jego życiorysie jakaś czwarta (powracająca Nella Daren, owdowiała lub rozwiedziona Jenice Manheim, albo ktoś jeszcze inny)? Lub też pozostanie na zawsze sam, oddany tylko Flocie i Federacji?

(W sumie dobry temat na późny - bardzo późny - weekendowy wieczór. Może trochę pochodna odświeżenia sobie wiadomego bragowego komiksu i "winnej sceny" z NEM...)
pirogronian
Użytkownik
#2 - Wysłana: 22 Maj 2016 11:29:12 - Edytowany przez: pirogronian
I nie będzie pewnie zaskoczeniem, jeżeli powiem, że przyczyną takiego a nie innego podejścia Łysego do związków jest próba usztywnienia go, ale jednocześnie pozostawienia marginesu, żeby widz się całkiem nie nudził. In univrse można by to opisać tak, że Łysy jest twardym i oddanym flocie, jak Kirk, ale natura ciągnie go do lasu... też jak Kirka

Generalnie z Picardem zrobiono to samo, co z parą Riker & Troi. Trzymali ich przez cały serial i filmy kinowe w półmiłosnej aurze jak w brazylijskiej telenoweli, bo bali się ponieść konsekwencje jakiegokolwiek zdecydowanego ruchu. W końcu spiknęli ich dopiero na koniec, chyba tylko dzięki zapewnieniom, że kontynuacji ich wątku już nie będzie. Wydać Picarda wciąż się boją...
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 22 Maj 2016 16:07:05 - Edytowany przez: Q__
pirogronian

pirogronian:
In univrse można by to opisać tak, że Łysy jest twardym i oddanym flocie, jak Kirk, ale natura ciągnie go do lasu... też jak Kirka

Tylko, że ja nie traktuję chęci bycia w związku (czy innej formy zaspokojenia potrzeb emocjonalno-seksualnych) jako ludzkiej słabości (co, paradoksalnie, różni chyba mnie i od Ciebie i od ekranowego Picarda), raczej jako coś ludzko-naturalnego (dlatego prywatnie chętnie skłaniam się ku wizji, że oni z Beverly regularnie poza kadrem to co w TNG XXX). A wiadoma scena wcięta z NEM spowodowała, że zrobiło mi się Łysego trochę żal - choć można ten jego smutek odczytać i optymistycznie - jako uświadomienie sobie pewnego poważnego życiowego zaniedbania (nawet jeśli była w jego życiorysie relacja z Bev, to strasznie niezobowiązująco-na-siłę przez niego traktowana, jakby się bał, że nie ma prawa silniej jej angażować, bo zawsze może zginąć i zostawić ją samą, czy coś...) i chęć naprawienia go.
Tylko, właśnie, jestem ciekaw w jakim kierunku ta naprawa pójdzie?

ps. Założenie istnienia luźnego związku z panią doktor przy - widocznych jednak - romansach obojga w świetle naszych norm można by uznać za dość wątpliwe, ale postarajmy się to oceniać przez pryzmat moralności seksualnej UFP, takiej, jaką zaprojektował Roddenberry (instruktorzy miłości itp.).
pirogronian
Użytkownik
#4 - Wysłana: 22 Maj 2016 22:46:32
Q__:
ja nie traktuję chęci bycia w związku (czy innej formy zaspokojenia potrzeb emocjonalno-seksualnych) jako ludzkiej słabości (co, paradoksalnie, różni chyba mnie i od Ciebie i od ekranowego Picarda), raczej jako coś ludzko-naturalnego

Nosz ja też. I dlatego właśnie uznaję tą sztywność Picarda za nienaturalną i wymuszoną na nim (być może przez niego samego). I przez ten pryzmat trochę tłumaczę jego późniejsze filmowe wyskoki jako m inn efekt tych osobistych emocjonalnych zaniedbań.
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 22 Maj 2016 23:03:05 - Edytowany przez: Q__
pirogronian

pirogronian:
dlatego właśnie uznaję tą sztywność Picarda za nienaturalną

Tzn. tak... Sztywność w zakresie męsko-damskim (nawet z opcją pozaekranowej relacji z Beverly) w istocie mógłbym trochę za taką uznać. Sztywność w innych zakresach wydaje mi się naturalnie wpisana w jego charakter. (Inna sprawa, że różne są stopnie tej sztywności, mam wrażenie, że Piller z Taylor ubrali go już w za dużą miejscami, a potem się z tego wycofywano w przeciwnym kierunku. Wczesna wersja Picarda jest trochę mniej sympatyczna, ale jakby naturalniejsza.)

pirogronian:
być może przez niego samego

In universe nie widzę nikogo innego, kto mógłby mu to narzucić. Nie w świetle tego, co wiemy o UFP.

pirogronian:
I przez ten pryzmat trochę tłumaczę jego późniejsze filmowe wyskoki jako m inn efekt tych osobistych emocjonalnych zaniedbań.

Tzn. powiem tak... wycięta scena z NEM trochę by te wyskoki z ARGO usprawiedliwiała* (bo dość gorzkie padają w niej wnioski i jakaś forma odreagowania byłaby w świetle tego zrozumiała), podziękuj jednak Bairdowi za lobotomizację własnego filmu, wycinając ją wywalił b. istotny wątek psychologiczny do kosza...**

* Choć nadal twierdzę, że inaczej powinny być zagrane (i rozegrane)...

** Tak, co bym nie gadał o NEM w tym jego fragmencie się zakochałem
 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Beverly Crusher, Anij czy Vash? - czyli o przyszłości życia osobistego Picarda

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!