USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Beverly Crusher - naprawdę taka beznadziejna?
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 5 Maj 2016 16:14:50 - Edytowany przez: Q__
Parę razy spotykałem się na naszym forum z b. krytycznymi głosami o doktor Crusher. Do dziś pamiętam jak broniłem tej postaci przed Evivą i Picardem, którzy twierdzili:
Eviva:
Beverly jest odstręczająca, niesympatyczna i zimna na dodatek.

Picard:
nie widzę rzeczywiście nic fascynującego w osobie pani doktor.

Zdaje się, że powtórkowe obejrzenie "Who Watches the Watchers" dostarczyło mi dobrej amunicji, bym mógł bronić Bev.

Cóż tam, bowiem, mamy? Doktor Crusher rzucającą wszystko i - ryzykując własne zdrowie/życie - skaczącą po skałach jak kozica, by udzielić pomocy ciężko rannemu tubylcowi, którego - w świetle PD - miała prawo zostawić na śmierć:






A potem mającą odwagę przeciwstawić się Łysemu (kłótnia przyszłych małżonków i konflikt na szczytach dowodzenia Ent-D zarazem, rzadki przypadek w ST tej ery) w imię nie tylko empatii czy lekarskiej etyki, a zwykłego poczucia odpowiedzialności przede wszystkim.



Przypomnijmy sobie:

Picard: Doctor Crusher.
Crusher: Before you start quoting me the Prime Directive, he'd already seen us. The damage was done. It was either bring him aboard or let him die.
Picard: Then why didn't you let him die?
Crusher: Because we were responsible for his injuries.


Jak dla mnie to jest jasny dowód ludzkich i lekarskich kwalifikacji Bev, pokazujący jej siłę, odwagę, empatię i potęgę jej poczucia odpowiedzialności i współczucia. Czy postać taką można nazwać zimną i nijaką? Czy nie ma się tu czym zafascynować?

Zresztą Beverly to nie tylko te sceny... To również moment z "11001001", gdy nasza pani doktor ekscytowała się jak geekowata nastolatka spotkaniem ze słynnym uczonym Epsteinem, pokazujący głębię i autentyzm jej naukowych fascynacji. To chwila z "Suspicions", gdy Bev posługuje się fazerem jak stary MACO, pokazując, że nie jest bynajmniej bezbarwnym kobieciątkiem. To scena przeżywanego przez nią orgazmu w - idiotycznym zresztą - odcinku "Sub Rosa", najśmielszy, bodaj, erotycznie moment w dotychczasowej historii ST. To także absolutne przeciwieństwo tamtej sceny - finalna sekwencja TNG XXX (trudno, non-canon i porno, ale b. in character, a autor przy TNG pracował), seks będący formą altruizmu i poświęcenia, a zarazem wielkiej kobiecej dojrzałości (kłania się podobne zachowanie innej lekarki - doktor Nosilewskiej z lemowskiego "Szpitala Przemienienia", które S. Bereś nazwał miłosno-katarktycznym).

Czy to nie dość, by uznać ją za jedną z ciekawszych, bardziej złożonych i wieloznacznych postaci ST? Tylko trzeba dość dobrze znać Treka, by umieć wyłowić takie momenty...
Dreamweb
Użytkownik
#2 - Wysłana: 6 Maj 2016 14:36:25
Ona odstręczająca i niesympatyczna? Toż to idealne określenie nie jej, a jej zastępczyni - na szczęście krótkotrwałej, bo tylko podczas sezonu 2... Brr, do tej pory mam koszmary z Dr. Pulaski.

Beverly przy niej to istny anioł, u którego mógłbym się leczyć ile wlezie.
Evelin Siv
Użytkownik
#3 - Wysłana: 6 Maj 2016 18:27:06
Mi się podobała w odcinku "Remember Me" kiedy wpadła "warp bubble" i jej świat się kurczył a nikt nie wierzył. Jakoś wczułam się w tę sytuację kiedy znikają jej wszystkie ukochane osoby i nie tylko z resztą, bo wszystko wokół. A oni jej mówią, że wszystko ok, tak zawsze było.

Ogólnie postać ciekawa, czasem może wieje takim standardem, ale potrafi się wybić. ;) Zaś co do Dr. Pulaski, o której wspomniał Dreamweb też jakoś dziwne wrażenie na mnie wywoływała, choć też uważam, że miała swoje momenty. Można powiedzieć, że burzyła trochę ładną układankę spójnych relacji, które łączyły głównych oficerów na Enterprise. Była zadziorna, pewna siebie i swych racji, jej zgryźliwe komentarze Ale to urozmaicało odcinki. Kiedy zaś Crusher była raczej dość łagodna, ciepła matka, życzliwa lekarz. Synek oczkiem w głowie... Choć tak jak piszesz Q__ umiała się postawić, kiedy też wierzyła w swoje racje.
Dreamweb
Użytkownik
#4 - Wysłana: 6 Maj 2016 22:14:08
Evelin Siv:
Była zadziorna, pewna siebie i swych racji, jej zgryźliwe komentarze

W internecie częste są opinie, że miała być chyba takim żeńskim McCoyem - te właśnie jej komentarze, uszczypliwość, ironia itd. Tylko nie wyszło im to za grosz, bo Bones był w tym wszystkim bardzo prawdziwy i sympatyczny, a Pulaski sprawiała wrażenie takiej wypiętej na wszystkich i wszystko wokół. Na pewno Beverly bardziej przypominała charakterem "stereotypowego" lekarza.
Picard
Użytkownik
#5 - Wysłana: 6 Maj 2016 23:49:42
Q__:
Eviva:
Beverly jest odstręczająca, niesympatyczna i zimna na dodatek.

Eviva jak zwykle ma skłonność do barwnego przesadyzmu, nie uważam bowiem aby postać pani doktor była niesympatyczna, uważam natomiast, że na tle innych oficerów medycznych Floty -, którzy w ST zawsze byli barwnymi postaciami - pani doktor wypada niezwykle blado, jako postać stosunkowo bezbarwna i niezmienna. Uważam np., że racje ma autor krótkiego filmiku In Defence of Dr Pulaski, który twierdzi, że Pulaski miała większy potencjał jako postać. Np. wyobrażam sobie, że mogła by ona znacząco się na przestrzeni lat, zaprzyjaźniając się z np. z Datą, którego początkowo nie lubiła, traktując go instrumentalnie, a jej manieryzmy i dziwactwa dodawały jej wyrazistości. W

Q__:
Zdaje się, że powtórkowe obejrzenie "Who Watches the Watchers" dostarczyło mi dobrej amunicji, bym mógł bronić Bev.

Q__:
Cóż tam, bowiem, mamy? Doktor Crusher rzucającą wszystko i - ryzykując własne zdrowie/życie - skaczącą po skałach jak kozica, by udzielić pomocy ciężko rannemu tubylcowi, którego - w świetle PD - miała prawo zostawić na śmierć:

IMO, ona błyszczy właśnie w takich sytuacjach, które zresztą są bardzo nieliczne. Dziwię się np., że nie wspomniałeś TNG Ethics gdzie weszła w poważny konflikt zarówno ze sparaliżowanym Worfem, jak i eksperymentatorką, Dr. Russell - nieważne czy ktoś zgadza się tu ze stanowiskiem prezentowanym przez Dr. Crusher, faktem pozostaje, że nie można jej tam odmówić konsekwencji poglądów i oddania hipokratycznej zasadzie primum non nocere. Niestety takich sytuacji jest stosunkowo mało... Co man poza nimi pozostaje? Rozstrzyganie czy to co jest pomiędzy Crusher a Picardem, Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie? IMO, zupełnie nieinteresujący wątek, który nie nadał postaci pani doktor specjalnej głębi. To może Crusher jako matka? Ta rola też jakoś specjalnie mnie nie przekonuje bo nie lubię Wesley'a, a skoro go nie lubię to patrzenie jak ktoś mu matkuje nie należy do najprzyjemniejszych czynności... Jest jeszcze upodobanie Crusher do reżyserowania sztuk teatralnych, ale z tym autorzy raczej nic nie zrobili - to raczej plot device służący rozwojowi innych postaci, jak Barclay czy Riker, niż wgląd w osobowość samej pani doktor. Podsumowując, nie uważam Crusher za postać szczególnie udaną, ale też i nie powiem żebym darzył ją szczególną niechęciom - jeśli już o raczej obojętnością.
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 6 Maj 2016 23:57:32
Dreamweb

Dreamweb:
do tej pory mam koszmary z Dr. Pulaski

Heh, zakładałem temat by bronić Beverly, a widzę, źe będę musiał bronić i jej chwilowej następczyni (tej, w kórej rodzinie był słynny Kostiushko Pulaski).

Znam, bowiem z realnego życia lekarza o charakterze identycznym jak McCoy, ale i znam dwie zasłużenie szanowane lekarki o b. pulaskich sposobach bycia. To są typy z życia wzięte...
Evelin Siv
Użytkownik
#7 - Wysłana: 10 Maj 2016 18:15:32
Dreamweb:
W internecie częste są opinie, że miała być chyba takim żeńskim McCoyem

Oj w ogóle im się to nie udało. Czy można w ogóle zastąpić McCoya...?

Picard:
Rozstrzyganie czy to co jest pomiędzy Crusher a Picardem, Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie

No własnie to coś między nimi jest dziwne Z jednej strony mamy nawet fajny odcinek, o tym jak byli połączeni umysłami przez jakąś obcą rasę i uciekali z więzienia. To było nawet ciekawe jak przypadkiem odkryli swoje tajemnice, najskrytsze uczucia i lęki. (akurat musieli na siebie trafić, przecież nie byłoby to ekscytujące jakby tak Picard trafił z Rikerem albo Geordim, wyobrażacie to sobie? )
W "All good things" mamy jedną wersję przyszłości, że przez jakiś czas byli małżeństwem, ale w filmach już tego wątku nie pociągnęli, więc interesujące jest jak się skończyło
Niebanalna była w odcinku "The Host", choć ogólnie nie porwała mnie jakoś tematyka odcinka, to interesująca była jej postać. Zderzenie najgłębszych uczuć i silnego przywiązania z obowiązkami jej jako lekarza. Przeżywała, ale dzielnie znosiła swój ból dla dobra ukochanego i ważniejszych potrzeb, mianowicie pomyślnych negocjacji skłóconych stron. A koniec sprawy jaki był dla niej szokujący...
Q__
Widzisz, też jej trochę bronię W pierwszych odcinkach była mdła i to usiłowanie bliższego poznania jej synka z kapitanem statku, wykorzystywanie znajomości... Nie podobało mi się to za bardzo. Potem się rozwinęła.
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 20 Lut 2019 22:31:02 - Edytowany przez: Q__
Picard

Picard:
Co man poza nimi pozostaje? Rozstrzyganie czy to co jest pomiędzy Crusher a Picardem, Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie? IMO, zupełnie nieinteresujący wątek, który nie nadał postaci pani doktor specjalnej głębi. To może Crusher jako matka? Ta rola też jakoś specjalnie mnie nie przekonuje bo nie lubię Wesley'a, a skoro go nie lubię to patrzenie jak ktoś mu matkuje nie należy do najprzyjemniejszych czynności... Jest jeszcze upodobanie Crusher do reżyserowania sztuk teatralnych

Zapominasz o jej kwalifikacjach dowódczych... Była pełnym komandorem po command trainingu i dowodziła ileś razy Ent-D:
http://www.youtube.com/watch?v=W95r5ARod4M
(Daję to, bo niestety nikt nie wrzucił na YT sceny jak łoiła Borga.)
Eviva
Użytkownik
#9 - Wysłana: 21 Lut 2019 12:13:37
Q__:
Zapominasz o jej kwalifikacjach dowódczych...

Lekarz nie ma być dowódcą statku, ma być skutecznym lekarzem. Beverly jest najwyżej przeciętnym i bez polotu, a jak pokazuje to sprawa Worfa, też beznadziejnie ograniczonym. Sama nie umie Worfa wyleczyć, ale uniemożliwia mu honorowe samobójstwo (pogwałcenie praw jednostki) i podkłada świnię lekarce, która stosując niestandardową terapię jednak leczy jej pacjenta. Nie poszłabym do niej nawet z katarem
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 21 Lut 2019 12:23:16 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
Lekarz nie ma być dowódcą statku, ma być skutecznym lekarzem.

Jeśli ma oba talenty powinien sobie część mózgu usunąć?

Eviva:
Beverly jest najwyżej przeciętnym i bez polotu,

I dlatego w merytokratycznej UFP najpierw zrobili ją szefową służb medycznycj Floty, a potem hospital shipa pod dowództwo jej dali?

Eviva:
Sama nie umie Worfa wyleczyć, ale uniemożliwia mu honorowe samobójstwo

Yyy... samobójstwo nie było zgodne z jej - bazującą na Przysiędze Hipokratesa - etyką, mogła też uważać, że to chwilowa depresja mu takie rozwiązanie podpowiada. Poza tym - jak widzieliśmy - lekarstwo się jednak znalazło*.

* Więc dzięki jej postawie nie mieliśmy powtórki z tragedii McCoy'ów, tylko ambasadora na Qo'noS.

Eviva:
podkłada świnię lekarce, która stosując niestandardową terapię jednak leczy jej pacjenta.

Bo ta pani etykę medyczną gwałciła, traktując pacjenta jako królika doświadczalnego.
Eviva
Użytkownik
#11 - Wysłana: 21 Lut 2019 12:27:47
Q__:
samobójstwo nie było zgodne z jej - bazującą na Przysiędze Hipokratesa - etyką

Już teraz prawo dopuszcza eutanazję, śmierć na życzenie. Poza tym przysięga Hipokratesa nie zawiera ingerowania w wolność innego człowieka, czy tam istoty rozumnej. Po prostu śmierć Worfa byłaby potwierdzeniem jej klęski jako lekarza i dlatego pani Crusher kreuje się na pana życia i śmierci, wtrącając się w nie swoje sprawy.
Q__:
Bo ta pani etykę medyczną gwałciła, traktując pacjenta jako królika doświadczalnego.

Bynajmniej. Pacjent zgodził się, znając ryzyko i to, w jakiej fazie są doświadczenia. Beverly ubodło raczej to, że odważna pani doktor poradziła sobie tam, gdzie ona zawiodła - bo nie była taka tępa i ograniczona.
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 21 Lut 2019 12:34:48 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
Po prostu śmierć Worfa byłaby potwierdzeniem jej klęski jako lekarza i dlatego pani Crusher kreuje się na pana życia i śmierci, wtrącając się w nie swoje sprawy.

Wysoce subiektywna interpretacja, z którą nie chce mi się dyskutować przez jej... subiektywizm. Przypomnę więc tylko, że to Crusher doktor Russell (której ciągot w kierunku mengelizmu jeszcze nie znała) na pokład Ent-D zaprosiła, nie chodziło jej więc o własne ego (wtedy leczyłaby Worfa sama), a o ratowanie pacjenta.

Eviva:
Bynajmniej. Pacjent zgodził się, znając ryzyko i to, w jakiej fazie są doświadczenia.

I udało mu się. Nie wszyscy pacjenci w/w pani mieli tyle szczęścia:

You gambled, he won. Not all of your patients are so lucky. You scare me, Doctor. You risk your patient's lives and justify it in the name of research. Genuine research takes time. Sometimes a lifetime of painstaking, detailed work in order to get any results. Not for you. You take short cuts, right through living tissue. You put your research ahead of your patient's lives, and as far as I'm concerned that's a violation of our most sacred trust. I'm sure your work will be hailed as a stunning breakthrough.

Przy czym nieprawdą jest, że Bev jej cokolwiek podkładała, powiedziała jej, po prostu, co o tym myśli.
 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Beverly Crusher - naprawdę taka beznadziejna?

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!